Reklama

Franciszek

Dobroczynne ramię papieża Franciszka

W marcu 2013 r., gdy rozpoczęły się przygotowania do konklawe, ks. prał. Konrad Krajewski miał już za sobą czternaście lat pracy w Watykanie jako ceremoniarz papieski – siedem lat służył Janowi Pawłowi II, drugie siedem – Benedyktowi XVI. Chociaż, prawdę mówiąc, jego praca w ważnym urzędzie watykańskim – zaszczytna i zapewniająca popularność (ceremoniarz zawsze jest widoczny przy papieżu podczas wszystkich celebracji liturgicznych) – nie wypełniała całkowicie jego życia, ponieważ ks. Konrad, będąc urzędnikiem watykańskim, chciał przede wszystkim pozostać kapłanem. Gdy z okazji Roku Wiary spytano go, co należy czynić, aby dotrzeć do ludzi, którzy są daleko od Kościoła, powiedział: „Jesteśmy pożyteczni Kościołowi na tyle, na ile potrafimy być świętymi, na ile naszym życiem i zachowaniem nie «ukrywamy» Boga, ale wprost przeciwnie – «odkrywamy» Go, ukazujemy Go. Jeżeli żyjemy zgodnie z dziesięcioma przykazaniami, Bóg w nas «oddycha» i ludzie wokół nas to odczuwają, bo dobro jest zaraźliwe”. Jan Paweł II uzmysłowił mu, że kapłan, aby być dla ludzi obrazem Boga, musi z Bogiem zawsze „rozmawiać”, musi ciągle modlić się, dlatego próbuje w tym naśladować Papieża. Opowiedział pewnego razu, że przed pójściem do konfesjonału (spowiada codziennie od 15.00 do 16.00) modli się za wszystkich wiernych, którzy przyjdą do niego, aby się wyspowiadać, a później odmawia tę samą pokutę, którą nałożył na penitentów. Ponieważ Jan Paweł II w swym testamencie prosił o modlitwę za niego, ks. Konrad postanowił spełnić jego prośbę – zaczął organizować Msze św. za zmarłego Papieża, które celebrowano najpierw tuż przy jego grobie w Grotach Watykańskich, a po beatyfikacji w kaplicy św. Sebastiana w Bazylice św. Piotra. Na tej „papieskiej” Mszy św., odprawianej w każdy czwartek o godz. 7.00, spotykają się Polacy mieszkający w Rzymie, księża, siostry zakonne i świeccy oraz pielgrzymi. Również w czwartek, ale po południu, w mieszkaniu ceremoniarza tuż przy głównym wejściu do Watykanu gromadzą się na Nieszpory znajomi, którzy często zostają również na kolację (ks. Konrad nazywa ich „swoją czwartkową rodziną”). Aby być kapłanem według serca Jezusa, ks. Konrad zaczął zajmować się także ubogimi – wieczorami odwiedzał i służył pomocą ludziom (nie wszyscy są kloszardami), którzy spali w okolicach Placu św. Piotra i pod portykami ul. Conciliazione.

Gdy w marcu 2013 r. ks. Krajewski, w roli ceremoniarza, uczestniczył w przygotowaniach do konklawe, nie spodziewał się, że na następcę Benedykta XVI zostanie wybrany kardynał, który sam określał się jako ksiądz „callejero”, tzn. ulicy, gdyż jako arcybiskup Buenos Aires chodził wieczorami, by odwiedzić ludzi ubogich i chorych, by spożyć z nimi skromny posiłek, by stać się towarzyszem ich trudnego i pełnego problemów życia. Ale i nowo wybrany papież Franciszek nie wiedział na początku, że jeden z jego ceremoniarzy robi to, co on czynił w swym rodzinnym mieście. Gdy jednak dowiedział się o tym, bez dłuższego zastanawiania się mianował go swoim nowym jałmużnikiem – swą decyzję ogłosił publicznie 3 sierpnia 2013 r. Natomiast konsekracja biskupia miała miejsce w Bazylice św. Piotra 17 września. Uroczystej Mszy św. przewodniczył kard. Giuseppe Bertello, szef Gubernatoratu Państwa Watykańskiego, a koncelebrował m.in. abp Władysław Ziółek, który 25 lat wcześniej wyświęcił młodego Konrada na księdza. Niespodziewanie w bazylice zjawił się Papież, który jedynie ze stułą na ramionach usiadł z boku ołtarza.

Po ceremonii papież Franciszek spotkał się z nowym arcybiskupem i jego rodziną. W rozmowie z krewnymi wyjaśnił, jaka ma być rola nowego jałmużnika: „Patrzcie, to są moje ramiona. Są ograniczone. Ale jeżeli je przedłużymy o ramiona Konrada, będziemy mogli dotrzeć do biednych w całych Włoszech”. W czasie uroczystości abp Krajewski prosił zebranych, by nie zwracali się do niego „księże arcybiskupie”, tylko tak jak do tej pory – „don Konrad”. Pewnego razu Papież, nawiązując do tej prośby, powiedział: „Gdy ktoś zwróci się do ciebie «ekscelencjo», zażądaj pięć euro podatku dla biednych. Ja też pomyślałem, by tak ciebie nazwać, ale nie mam w kieszeni pięciu euro!”.

Reklama

Gdy polski kapłan rozpoczynał swą nową misję, u wybrzeży włoskiej wyspy Lampedusa miała miejsce wielka tragedia – zatonął statek z uchodźcami afrykańskimi i zginęło kilkaset osób. Papież wysłał tam swego jałmużnika, by w ten sposób okazać swoją bliskość uchodźcom, którzy przeżyli, oraz ratownikom, głównie płetwonurkom, którzy mieli straszne zadanie wydobywania z morza zatopionych ciał.
Abp Krajewski zawiózł m.in. 1600 kart telefonicznych, dzięki czemu Afrykańczycy mogli porozumiewać się z rodzinami.
Również sam Papież wyjaśnił, jak pojmuje pracę ks. Konrada: „Biurko nie jest dla ciebie – możesz je nawet sprzedać. Nie czekaj, aż ludzie będą pukać do twoich drzwi, to ty masz szukać ubogich”. Dlatego papieski jałmużnik stał się „jałmużnikiem w drodze”. Jeździ fiatem Qubo koloru białego. Zrezygnował z granatowego samochodu służbowego, ponieważ samochód granatowy, używany przez watykańskich hierarchów, mógłby kogoś odstraszyć. Stara się spotkać osobiście z ludźmi tam, gdzie żyją, dlatego jeździ do szpitali, domów starców, stołówek, przytułków itp. – to jest „metoda Franciszka”. Abp Krajewski podaje konkretne przykłady: – Jeżeli ktoś prosi o pomoc w zapłaceniu rachunku, nie wysyłam pieniędzy, ale osobiście je zawożę, aby ludzie poczuli, że Papież poprzez swego jałmużnika jest blisko nich; jeżeli ktoś, kto czuje się samotny lub opuszczony, prosi o pomoc, ja muszę jechać do niego, aby go uściskać – w ten sposób poczuje ciepło Papieża, a za tym i ciepło Kościoła Chrystusowego.

Natomiast w nocnych „wypadach” abp. Konradowi pomagają młodzi gwardziści szwajcarscy, dla których jest to forma wolontariatu. To bardzo cenna pomoc, bo w pewnych sytuacjach przydaje się młodzieńcza siła Szwajcarów i ich znajomość języków.
Działalność charytatywna jałmużnika może być prowadzona dzięki ofiarom, które napływają z całego świata oraz dzięki dochodom uzyskiwanym ze sprzedaży słynnych błogosławieństw papieskich. W watykańskim biurze jałmużnika – jego oficjalna nazwa to Urząd Dobroczynności Apostolskiej – pracuje 17 kaligrafów oraz 11 urzędników – abp Krajewski uważa, że jest ich za mało, zważywszy na ilość pracy. W 2012 r. Urząd Dobroczynności Apostolskiej udzielił pomocy 6500 potrzebującym na łączną sumę miliona euro. Oczywiście, chodzi o niewielkie sumy: 200, 500 lub 1000 euro – większej pomocy udzielają inne instytucje charytatywne. W tym roku jałmużnik otrzymuje o wiele więcej ofiar pieniężnych, co na pewno można przypisać popularności papieża Franciszka. Wszystkie pieniądze są natychmiast przeznaczane dla potrzebujących, ponieważ – jak powtarza Papież abp. Konradowi – „Konto jest dobre, jak jest puste. Nie inwestuj pieniędzy ani ich nie blokuj na koncie, wydawaj wszystko na ubogich”. Oczywiście, wsparcie należy dawać w sposób roztropny – każde podanie o pomoc musi być co najmniej podbite przez proboszcza, aby mieć pewność, że jest autentyczne. Poza tym codziennie napływają podania, które otrzymuje Papież. Często na tych listach papież Franciszek pisze coś osobiście, np.: „Wiesz, co masz zrobić”.

28 listopada światowe agencje informacyjne nagłośniły wiadomość przypisywaną abp. Krajewskiemu, że sam papież Franciszek miałby czasami wychodzić z Watykanu ze swym jałmużnikiem, aby nieść pomoc i pocieszenie ubogim. Oczywiście, wiadomość ta została natychmiast zdementowana. Ponieważ jednak czuję się w pewnym stopniu współwinny powstania tego nieprawdziwego scoopu, chciałbym opowiedzieć, co się stało w ostatni czwartek listopada.
Na początku listopada otrzymałem e-maila od mojego znajomego, Hiszpana, który jest jednym z organizatorów kursów dla dziennikarzy na Papieskim Ateneum „Santa Croce” w Rzymie. Ponieważ w ramach kursów odbywają się spotkania z osobistościami Kurii Rzymskiej i Kościoła, mój znajomy prosił mnie, bym w jakiś sposób przekonał nowego jałmużnika do przyjścia na tego typu spotkanie. Miało to być spotkanie nieoficjalne, w barze przy Watykanie, dla zamkniętej grupy wybranych dziennikarzy, bez możliwości robienia wywiadów. Na tych warunkach abp Krajewski przystał na moją propozycję i wyznaczył termin spotkania na 28 listopada o godz. 9.00. Nie mogłem przewidzieć, że wiadomość o „nieoficjalnym spotkaniu” z jałmużnikiem Franciszka dotrze do uszów watykanistów z Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej i że o wyznaczonej godzinie w barze zjawi się ponad 30 dziennikarzy z najważniejszych agencji i dzienników włoskich. Na dodatek wszyscy nagrywali ponadgodzinną wypowiedź abp. Konrada, a z czasem zaczęli mu przerywać pytaniami. Gdy w pewnym momencie abp Krajewski powiedział: „Kiedy mówię Papieżowi, że dziś wieczorem wychodzę na ulice, by pomagać ubogim, istnieje ryzyko, że Papież pójdzie ze mną. Ale on jest taki…”, jeden z dziennikarzy zapytał, czy miało to już miejsce. W odpowiedzi abp Krajewski powiedział: „Przejdźmy do następnego pytania”, lecz natychmiast dodał (cytuję dosłownie): „Zaraz zorientowaliśmy się, że mogłyby być problemy z bezpieczeństwem – to są sprawy trudne i skomplikowane. Chociaż Papież jest taki, nie myśli o problemach…”. Dziennikarz włoskiej agencji ANSA zinterpretował słowa jałmużnika jako potwierdzenie, że w przeszłości tego rodzaju papieskie „wypady” mogły mieć miejsce, i podał tę wiadomość – w krótkim czasie obiegła ona cały świat. Następnie dziennikarz tłumaczył się, że ponieważ abp Krajewski nie odpowiedział na pytanie zdecydowanym „nie”, można było wysunąć tego typu przypuszczenie. Wszystko wyjaśniło się w krótkim czasie, gdy wiadomość została zdementowana przez wicedyrektora Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej – ks. Ciro Benedettiniego oraz przez samego abp. Krajewskiego, który powiedział: „Oczywiście, Ojciec Święty chciałby wyjść, aby spotkać się z ludźmi biednymi i porzebującymi, ale nigdy nie miało to miejsca”. Na pewno chciałby, bo często powtarza swemu jałmużnikowi: „Ty masz najpiękniejszą pracę!”. Warto zastanowić się nad tymi słowami Papieża...

2013-12-17 14:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Apostoł ubogich

Niedziela łódzka 25/2020, str. II

[ TEMATY ]

jałmużna

kard. Krajewski

jałmużnik

Ks. Paweł Kłys

Kard. Konrad Krajewski

Kard. Konrad Krajewski 28 czerwca będzie obchodził drugą rocznicę kreacji kardynalskiej.

Duchowny, o którym mowa, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich hierarchów. To także jeden z ważniejszych ludzi w Watykanie, który pochodzi z Łodzi. Wcześniej był papieskim ceremoniarzem, a obecnie jest papieskim jałmużnikiem.

Dużo dobrego o nim słyszałem, lecz mało o nim wiem. Będąc w Rzymie, widziałem go, lecz nie było mi dane nawiązać z nim osobistego kontaktu. Wydaje się osobą ciepłą, skromną i mądrą. Aby jednak nie pozostawać na poziomie „wydaje mi się”, zapytałem swoją mamę, która czytała jego książkę pt. „Zapach Boga”: – Mamo, jaki jest autor tej książki? – Prostolinijny. Ja wiem, że jak do mnie trafia, to jest prostolinijny. Mówi prostym językiem, trafiającym do prostego serca. To człowiek głębokiej wiary. Otwarty, dostępny dla każdego.

Znając kardynała w powyższym zakresie, jestem przekonany, iż wszystkie jego urzędy, funkcje, to wszystko, co do tej pory robił, nie było dla niego tak ważne, jak jego obecne zadanie. Będąc jałmużnikiem papieskim, jego misja to miłość i miłosierdzie – w formie jak najbardziej czynnej. Udzielając w imieniu papieża pomocy materialnej potrzebującym, „zawodowo” zajmuje się czynieniem dobra, jest apostołem ubogich. Jest przy tym radykalny i niesamowicie odważny, o czym świadczy zerwanie przez niego w maju 2019 r. plomb zabezpieczających liczniki prądu w rzymskiej kamienicy zajmowanej nielegalnie przez ok. 450 osób, w tym 100 dzieci. Zadeklarował też, że będzie płacił rachunki w ich imieniu. Prasa okrzyknęła go wtedy „Robin Hoodem papieża”. Boży człowiek.

Księże kardynale, niech „zawodowa” droga miłości owocuje nieustannym wzrostem w świętości.

CZYTAJ DALEJ

„Kupuj świadomie – Produkt polski”. Kampania na terenie Dolnego Śląska

2020-08-05 14:56

Marzena Cyfert

Dyrektor Oddziału Terenowego KOWR we Wrocławiu Tomasz Krzeszowiec

Kampanię prowadzi Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wraz z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. Jej celem jest zwiększenie świadomości Polaków na temat patriotyzmu konsumenckiego i jego wpływu na krajową gospodarkę, zachęcanie konsumentów do kupowania produktów z oznaczeniem „Produkt polski”, a także informowanie producentów o korzyściach oraz warunkach stosowania znaku na swoich wyrobach.

W Oddziale Terenowym KOWR we Wrocławiu 5 sierpnia miała miejsce konferencja rozpoczynająca kampanię na terenie Dolnego Śląska. Jej uczestnikami byli: zastępca Dyrektora Generalnego KOWR Sebastian Pieńkowski, Dyrektor Oddziału Terenowego KOWR we Wrocławiu Tomasz Krzeszowiec, Poseł na Sejm RP Marcin Gwóźdź, Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Macko, Dyrektor Departamentu Obszarów Wiejskich i Zasobów Naturalnych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Suduł.  

Zobacz zdjęcia: Konferencja


Dyrektor Tomasz Krzeszowiec podkreślił, jak ważne jest to, abyśmy kupowali produkty oznaczone logo „Produkt polski”. – Tak najbardziej uzmysłowi nam to informacja, że gdybyśmy w przypadku naszych zakupów kierowali się patriotyzmem i wydali 1% więcej na zakup konsumenckich produktów, które są produktami stricte polskimi, to w naszej gospodarce zostałoby ok. 8 mld zł więcej. Według ostatnich badań, 7 na 10 konsumentów wskazuje, że ważnym jest dla nich, aby produkt wytworzony był na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Co więcej – my coraz częściej zwracamy uwagę na to, aby cały cykl produkcyjny odbywał się na terytorium RP. Nie tylko na to, aby wyprodukowane towary pochodziły z przedsiębiorstw, które znajdują się na terenie RP, ale również aby produkty użyte do ich wytworzenia pochodziły od lokalnych wytwórców czy też od lokalnych rolników. Nie chodzi tylko o warzywa, mięso, chodzi o całość produkcji, dlatego tak ważne jest, abyśmy zwracali szczególną uwagę na logo „Produkt polski”, które Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wspólnie z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa wprowadzają do lokalnych produktów.

Dyrektor Sebastian Pieńkowski przypomniał, jakie produkty mogą otrzymać logo „Produkt polski”. – Ustawą z 1 stycznia 2017 r. wszedł znak „Produkt polski”. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przez agendę jaka jest KOWR promuje właśnie produkt polski. Aby coś było produktem polskim, musi mieć minimum 75% wkładu powstałego na terenie naszego kraju, z naszych surowców w Polsce wyprodukowanych. Wtedy każdy producent może sobie taki znaczek ściągnąć, nie musi mieć pozwolenia, i może go używać. Ministerstwo Rolnictwa wyszło ze słusznego stwierdzenia, że wierzymy naszym producentom.

Dyrektor podkreślił, że kupowanie takich produktów daje ogromny zastrzyk finansowy dla gospodarki, ale daje przede wszystkim wsparcie rolnikom. – Polscy rolnicy są ewenementem w skali Europy i świata. Eksport polskich produktów żywnościowych za 2019 r. to jest ponad 30 mld euro. Gdyby nie pandemia, poprawilibyśmy ten wynik dzisiaj. Mimo że ustawa funkcjonuje już kolejny rok, to szczególnie ważne jest, aby w tym trudnym okresie, który obecnie przeżywamy, wspierać polski produkt i polskie rolnictwo. Z każdej złotówki, która jest zainwestowana w produkt polski, prawie 80 groszy zostaje w Polsce. Przez tę wspólnotę, którą tworzymy, kupując polskie produkty, działamy na własną korzyść. Kraje zachodnie, które mówią o wspólnej Europie też działają na własną korzyść, oni świadomie kupują tylko swoje produkty, dlatego i my musimy być świadomym klientem i wspierać nasze rolnictwo i nasz przemysł.

Poseł Marcin Gwóźdź zwrócił uwagę na jakość polskich produktów i na wspomnienia, jakie się z tym wiążą. – Z czym kojarzy się produkt polski? Kojarzy się przede wszystkim ze wspomnieniami. W moim przypadku ze wspomnieniami z dzieciństwa, z tymi dobrymi smakami i dobrą jakością. Bo produkt polski to przede wszystkim jakość, która jest doceniana na całym świecie a my mamy ją na co dzień. Wystarczy tylko korzystać z tej jakości, zachwalać polski produkt, kupować i tym wspierać rolników i polską gospodarkę. A polska gospodarka w czasie pandemii potrzebuje takiego wsparcia. Rozwijamy się bardzo dobrze, ale możemy rozwijać się jeszcze lepiej. Dlatego wspierajmy polskie produkty, zasmakujmy się w Polsce, zasmakujmy się w zdrowym dobrym jedzeniu. Bardzo serdecznie zachęcam Polaków do korzystania z polskich produktów dla zdrowia, dla siebie i przede wszystkim dla niepowtarzalnych smaków.

Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Macko przedstawił działania, które podejmuje samorząd województwa dolnośląskiego, aby wpierać produkty wytwarzane lokalnie i regionalnie. – Dolny Śląsk jest jednym z 46 regionów w Europie, który przynależy do Europejskiej Sieci Regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego. Na naszej liście ministerialnej znajdują się 52 produkty lokalne, które mają tradycję przynajmniej 25-letnią. Wydawałoby się to mało, ale wśród tych produktów jest m.in. karp milicki, którego hodowla jest datowana na prawie 800 lat. A zatem jest wiele produktów, którymi możemy się pochwalić – odradzające się winiarnie i miody. Jako samorząd województwa wspieramy producentów m.in. poprzez odpowiednie wydawnictwa. Wydajemy pisma, w których informujemy o produktach lokalnych oraz cyklicznych imprezach, na których są one promowane. Jeździmy na targi do Kolonii, Berlina, Paryża i wielu innych miast. Całokształt tych działach powoduje, że możemy się pochwalić odradzającą się lokalną kuchnią i lokalnymi produktami, które jeszcze dodatkowo są wspierane przez takie akcje informacyjne jak akcja KOWR i Ministerstwa Rolnictwa. Koordynacja tych działań może pomóc naszej lokalnej gospodarce, a kupowanie lokalnych produktów u lokalnych przedsiębiorców staje się formą nowoczesnego patriotyzmu.

Dyrektor Departamentu Obszarów Wiejskich i Zasobów Naturalnych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Suduł zasygnalizował, że jesteśmy jednym z niewielu regionów, który uczestniczy w największych targach żywnościowych na świecie, jakie mają miejsce w Berlinie. – Rokrocznie wykupujemy przestrzeń i udostępniamy ją przedsiębiorcom i wytwórcom produktów lokalnych. To jest wspaniały czas i miejsce na to, aby zdobywać nowe doświadczenia. Przedsiębiorcy są bardzo zadowoleni z tej formy prezentacji swoich produktów i wymiany doświadczeń z innymi wytwórcami. Reasumując, warto, aby każdy z nas oglądał produkt, który kupuje. Często jest tak, że automatycznie wrzucamy produkty do koszyka, ale warto je oglądać i przyglądać się nie tylko dacie przydatności do spożycia. Warto spoglądać na artykuły ze znakiem „Produkt polski”, czy z innymi znakami – np. biała czapka kucharska na niebieskim tle, to też jest produkt polski. Mówiąc o produkcie polskim, nie zapominajmy, że są to w dużej mierze również produkty tradycyjne i regionalne.

Konferencja połączona była z degustacją polskich produktów.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Nycz: pielgrzymka to czas wypływania na głębię, czyli łowienia z Chrystusem

2020-08-06 08:54

[ TEMATY ]

kard. Kaziemierz Nycz

piesza pielgrzymka

twitter.com/ArchWarszawska

Kard. Kazimierz Nycz przewodniczył w kościele św. Anny Mszy świętej na rozpoczęcie duchowej 40. Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej. "Chcemy uczynić z kościoła św. Anny taki zwornik duchowego pielgrzymowania, żebyśmy potrafili zachować jego symbol"- mówił metropolita warszawski.

"Wypłyń na głębię” to hasło tegorocznej pielgrzymki, a jednocześnie słowa Jezusa skierowane do św. Piotra i reszty apostołów. Na początku – mówił kard. Nycz – opierali się, ale posłuchali i dokonali cudownego połowu, a Jezus wykorzystał ten moment, aby powołać Piotra. – Tylko z Jezusem i na głębinach morskich można łowić w ten sposób, jak się stało w tym słowie – dodał.

Do słów “wypłyń na głębię” często wracał Jan Paweł II, który “chciał przypomnieć młodym i Kościołowi, że łowić dusze dla Chrystusa trzeba zawsze z Jezusem”. – Nie na płyciznach ludzkich spraw i problemów, ale schodząc na głębię, tam gdzie morze jest spokojne – podkreślił.

Metropolita warszawski zwrócił uwagę, że pierwsze dni sierpnia co roku były w Kościele “czasem wypływania na głębię, czyli łowienia z Chrystusem”. – To był czas pielgrzymek, na których jest modlitwa, refleksja, okazja do czynienia miłości bliźniego i pomagania braciom, a więc wszystko, co mówią słowa: wypłyń na głębie – mówił kard. Nycz.

W tym roku wyruszenie na Jasną Górę w tradycyjnej formie okazało się niemożliwe, a poszczególne pielgrzymki wybrały różne sposoby “drogi na głębię”. – Chcemy uczynić z kościoła św. Anny taki zwornik duchowego pielgrzymowania, żebyśmy potrafili zachować jego symbol i dać ludziom wypłynąć na głębię, tak jak Jezus powiedział Piotrowi – podkreślił metropolita warszawski.

W ramach duchowego pielgrzymowania codziennie od 5 do 14 sierpnia o godz. 20:00 w kościele św. Anny zostanie odprawiona Msza święta dla wszystkich grup Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej, a po niej każdego dnia Apel Jasnogórski poprowadzą poszczególne grupy pielgrzymki.

Oprócz wspólnej Mszy świętej codziennie na stronie internetowej oraz Facebooku przed godz. 8:00 będzie publikowany temat oraz modlitwa poranna, około 11:00 konferencja pielgrzymkowa, a po 16:00 katecheza pt. “Wypłyń na głębię z prorokiem Jonaszem”. Wszystko będzie zamieszczane i transmitowane, łącznie z wieczorną Mszą świętą, na Facebooku oraz stronie internetowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję