Reklama

Benedykt XVI

Niedoceniony prorok

Benedykt XVI „jest jednym z największych darów Boga dla naszego świata i naszego czasu” – napisał ks. Jerzy Szymik. Był on, jako papież, wyjątkowym prorokiem w zlaicyzowanym społeczeństwie współczesnego świata, a zwłaszcza Europy

Niedziela Ogólnopolska 6/2014, str. 12-13

[ TEMATY ]

papież

Benedykt XVI

Grzegorz Gałązka

Benedykt XVI podczas ostatniego publicznego spotkania z wiernymi

Benedykt XVI podczas ostatniego publicznego spotkania z wiernymi

Benedykt XVI pokazywał nie tylko zagrożenia dla przyszłości świata, ale także źródła nadziei na jego odrodzenie. Zostawił po sobie wielki dorobek teologiczny i bogate nauczanie papieskie, z którego Kościół długo będzie czerpać.

Z odwagą głosił prawdę

Peter Seewald – autor bestsellerowych wywiadów przeprowadzonych z Benedyktem XVI – napisał o nim, że „jest prawdopodobnie najbardziej znienawidzonym człowiekiem na świecie”. Poprzednika Benedykta XVI – Jana Pawła II – kilkakrotnie usiłowano zabić, a on sam stał się przedmiotem oszczerstw, obelg, ataków medialnych i histerii temu towarzyszących. Ilość niesprawiedliwych ocen pojawiających się w mediach podczas jego pontyfikatu przekroczyła poziom dobrego smaku. Dlaczego tak intensywnie atakowano go i prześladowano? Można krótko odpowiedzieć, że powodem tego była jego bezkompromisowość i odważne głoszenie prawdy. Wielu uważa Benedykta XVI za geniusza intelektualnego. Z właściwą sobie przenikliwością i odwagą głosił całą prawdę o człowieku i współczesnym świecie. Przejął dziedzictwo Jana Pawła II, który wyniósł papiestwo do rangi największego autorytetu moralnego świata. Podobnym autorytetem cieszył się i on, miał wielką siłę oddziaływania.

Bóg „na przełomie tysiącleci dał Kościołowi dwóch papieży myślicieli, filozofa i teologa, Polaka i Niemca, których duchowy i intelektualny rozmach są porównywalne chyba tylko do dzieła Augustyna i Akwinaty” – napisał ks. Szymik. Jako teolog Benedykt XVI stawiał zawsze podstawowe pytania – o Boga, zbawienie, nadzieję, życie, moralność. Głosił prawdę ze świadomością, że powinien podobać się Bogu, a nie ludziom, i dlatego nie może zgadzać się na kompromisy. Nie bał się ukazać źródła zła, którym jest „dyktatura relatywizmu”. To wywoływało mocne ataki ze strony jego przeciwników ideowych, głoszących hasło: „Żyjmy tak, jakby Boga nie było”. Dzięki swojej postawie zasłużył sobie na miano proroka naszych trudnych czasów, który bez lęku głosił całą prawdę. Jako kardynał w 1997 r., w wywiadzie dla telewizji bawarskiej, powiedział, że „boi się tylko u dentysty”. Jako papież w grudniu 2005 r. prosił: „Módlcie się za mnie, abym nie uciekał z obawy przed wilkami”. Swoją pracą, postawą i nauczaniem Benedytk XVI pokazał, że jest pasterzem wszystkich ludzi i że jego misją jest uobecnianie Boga w świecie oraz otwieranie dróg dla Niego. „Głównym zadaniem jest konieczność odkrycia na nowo Boga, i to nie jakiegokolwiek Boga, lecz Boga o ludzkim obliczu. Gdy bowiem widzimy Jezusa Chrystusa, widzimy Boga” – uczył w 2006 r. w Monachium w czasie swej pielgrzymki do Niemiec. Powtarzał tam, że Europa jest zagrożona w swej tożsamości z powodu lekceważenia Boga i cynizmu, „dla którego szydzenie ze świętości jest prawem wolności. Obyśmy na nowo nauczyli się bojaźni Bożej – podkreślał. – Ta postawa szacunku może się odrodzić w świecie zachodnim tylko wówczas, gdy znów będzie wzrastała wiara w Boga, gdy Bóg będzie znów obecny dla nas i w nas”. W Monachium papież wołał, że „Europa musi odnaleźć Boga, Boga z jej początków, Boga pokoju i miłości, Boga chrześcijańskiego, w którym każda religia może się odnaleźć. Świat potrzebuje Boga. My potrzebujemy Boga”. Było to nawoływanie do powrotu do korzeni chrześcijaństwa w Europie i zejścia z drogi zeświecczenia.

Reklama

Sługa Kościoła

„Kościół nie jest naszym Kościołem, ale Jego Kościołem, Kościołem Boga. Sługa musi zdawać sprawę z tego, jak zarządza dobrem, które zostało nam powierzone. Prowadzimy ludzi do Jezusa Chrystusa, czyli do Boga żywego”. Benedykt XVI miał świadomość, że jest pasterzem Kościoła, tzn. jego sługą. Nie szukał władzy czy uznania u ludzi. Starał się prowadzić wszystkich do Jezusa Chrystusa i głosić prawdę Ewangelii. Nauczał więc o Bogu i o życiu moralnym człowieka. Odwoływał się do „naturalnej moralności”, czyli zdolności rozróżniania dobra i zła, jaką posiada każdy człowiek. Nie bał się ukazywać zagrożeń współczesnego świata, u podstaw których leży fałszywa filozofia. „Tylko Bóg może nam dać czyste spojrzenie; tylko On może nas wyzwolić ze sceptycyzmu i pozwolić na zobaczenie prawdy pośród całego zamieszania”. Głosił więc ochronę każdego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Bronił rodziny opartej na małżeństwie kobiety z mężczyzną. Nawoływał także do ochrony natury, którą Bóg powierzył człowiekowi, oraz do uważniejszego gospodarowania zasobami naturalnymi. Ten głos Kościoła, wypowiadany ustami Benedykta XVI na poziomie międzynarodowym, był jedynym prawdziwym i wiarygodnym odniesieniem w kwestii obrony życia bezbronnego człowieka i godności osoby. Ale przez to nauczanie papież stał w opozycji do różnych „postępowych” dominujących ideologii, które chciałyby narzucić światu kulturę śmierci.

Prawdę o Bogu Benedykt XVI głosił zawsze i wszystkim. Przypominał ją także kapłanom. Wystarczy tu wspomnieć jego przemówienie do kapłanów w katedrze warszawskiej 25 maja 2006 r.: „Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego”.

Prorok we współczesnym Kościele

Po swej rezygnacji ze Stolicy Piotrowej Benedykt XVI po raz pierwszy zabrał głos pod koniec sierpnia 2013 r., wygłaszając homilię podczas Mszy św. dla kręgu swoich byłych współpracowników, doktorantów i studentów, wybitnych teologów, którzy obradowali w Rzymie o „kwestii Boga w kontekście sekularyzacji”. Powiedział wtedy, że sługa „musi spoglądać na Pana, mierzyć się Jego miarą, miarą odpowiedzialności za innych, musi być tym, który służy…”. Przez tę homilię o pokorze i służbie niejako przypomniał to, co on sam starał się czynić jako pasterz Kościoła powszechnego. Był dobrym pasterzem na wzór Jezusa Chrystusa. Był prawdziwym prorokiem we współczesnym Kościele na świecie, a zwłaszcza w Europie. Jednak ten jego profetyczny głos nie został przyjęty. Taka jest często dola proroków. Benedykt XVI podzielił w ten sposób los ziarna, które obumiera, aby – jak uczy Ewangelia – przynosić owoc.

Reklama

Pokora i odwaga

Odpowiedzialność „sługi” za Kościół kazała mu dążyć do pojednania we wspólnocie Kościoła i podejmowania prób przełamywania podziałów, aby czynić bardziej skutecznym i owocnym swoje apostolstwo i świadectwo. Mówił: „Czy możemy zachować całkowitą obojętność wobec wspólnoty lefebrystów? Czy naprawdę powinniśmy spokojnie pozwolić, by szli swoją drogą z dala od Kościoła?”. Zdawał sobie sprawę, że ze strony Bractwa św. Piusa X od dłuższego czasu pojawiało się „wiele rzeczy niestosownych, jak pycha i zarozumialstwo czy obsesyjna jednostronność”. Jednak jako pokorny sługa i pasterz Kościoła zatroskany o jego jedność, Benedykt XVI wyciągnął do Bractwa swoją życzliwą dłoń i ofiarował miłosierdzie. Dlatego 7 lipca 2007 r. ogłosił list apostolski „Summorum Pontificum”, w którym oficjalnie zgodził się na używanie Mszału trydenckiego, wydanego przez Jana XXIII w 1962 r. Zaznaczył też wtedy, że nigdy nie został on zniesiony, ani zakazany czy odwołany. Tym gestem Benedykt XVI chciał wykazać zrozumienie wobec wspólnot wiernych, które są przywiązane do starego obrządku rzymskiego. Wyjaśnił także, iż nowy mszał, owoc posoborowej reformy liturgicznej, „jest i pozostaje zwyczajną formą sprawowania Mszy św. Stara wersja jest formą nadzwyczajną tego samego rytu rzymskiego. Nie ma dwóch rytów, lecz są to raczej dwie formy tego samego rytu”. Benedykt XVI w dyskusji z lefebrystami przypominał, że sobór należy odczytywać według hermeneutyki ciągłości i rozwoju, a nie zerwania z tradycją, jednak to stanowisko teologiczne, wskazujące na rozwój i spójność, zostało zignorowane. Interpretacja soboru w świetle tradycji i hermeneutyki rozwoju nie powinna jednak dostarczać rzeczywistych problemów.

Postawa lefebrystów była odrzuceniem wyciągniętej w ich kierunku dłoni. Była także wielkim bólem dla Benedykta XVI, który uczynił wszystko, co tylko było możliwe, aby zakończyć schizmę. Wydawało się, że wkrótce nastąpi pojednanie i pełna komunia z Kościołem. Swoją decyzją Bractwo odrzuciło proroka jedności, jakim był Benedykt XVI. Po ludzku mówiąc, i na tym polu Benedykt XVI poniósł klęskę. Na zawsze pozostanie on jednak świadkiem pojednania i miłości. Należy mieć nadzieję, że mimo uporu i takiej postawy Bractwa dialog będzie z cierpliwością kontynuowany. Na chęć jego prowadzenia wskazuje postawa papieża Franciszka, który 3 sierpnia 2013 r. mianował nowym sekretarzem Papieskiej Komisji Ecclesia Dei abp. Guido Pozzo, dotychczasowego jałmużnika papieskiego. Jego zadaniem będzie dalsze cierpliwe prowadzenie dialogu z Bractwem. Nowym jałmużnikiem papieskim został natomiast mianowany ks. Konrad Krajewski z Łodzi – dotychczasowy ceremoniarz papieski – podniesiony do godności arcybiskupa.

Bohater XX wieku

Wielu uważa, że papieża seniora Benedykta XVI należy uznać za bohatera minionego roku. Za takim tytułem przemawiają jego pokora i odwaga podjęcia decyzji o rezygnacji z pełnionej posługi Piotra w Kościele powszechnym i usunięcie się w cień. Podjął on tę decyzję z głębokim przekonaniem, że tego chciałby Bóg i tego wymaga dobro Kościoła. Z pokorą przyznał się do swojej słabości, która nie pozwala mu dłużej sprawować tak trudnej posługi. Powiedział, że Kościołowi będzie nadal służył, ale w inny sposób – przez swoją modlitwę. Tą decyzją przygotował na Stolicy Piotrowej drogę posłudze papieża Franciszka, która przynosi tak wiele owoców.

2014-02-05 12:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

CNA Deutsch: osobisty sekretarz Benedykta XVI - abp Gänswein w szpitalu

2020-09-11 12:58

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

Grzegorz Gałązka

Osobisty sekretarz papieża-seniora Benedykta XVI, abp Georg Gänswein trafił do szpitala z powodu poważnych problemów z nerkami – donosi agencja CNA Deutsch, powołując się na źródła bezpośredniego otoczenia prywatnego sekretarza papieża-seniora.

Georg Gänswein urodził się 30 lipca 1956 r. w miejscowości Waldshut w Schwarzwaldzie jako najstarsze z pięciorga dzieci. Studiował we Fryburgu Bryzgowijskim i w Rzymie. Święcenia kapłańskie otrzymał 31 maja 1984 r. i należy do prezbiterium archidiecezji we Fryburgu Bryzgowijskim. Początkowo pracował w duszpasterstwie w swojej rodzimej diecezji, a następnie studiował prawo kanoniczne w Monachium. Był też asystentem naukowym w tamtejszym Instytucie Kanonicznym, po czym w 1993 r. otrzymał tytuł doktora prawa kanonicznego na Uniwersytecie Ludwika-Maksymiliana. W 1994 r. Gänswein został osobistym referentem arcybiskupa Fryburga i proboszczem katedry.

W 1995 roku rozpoczął pracę w Kongregacji Kultu ds. Bożego i Dyscypliny Sakramentów, a w 1996 r. przeszedł do pracy jako referent do spraw niemieckich w Kongregacji Nauki Wiary. Od 2000 r. jest prałatem. Kiedy 6 stycznia 2004 r. wieloletni osobisty sekretarz kardynała Ratzingera ks. Josef Clemens przyjął sakrę biskupią, i został sekretarzem Papieskiej Rady ds. Świeckich, jego zadania przejął prał. Gänswein. Od wyboru Benedykta XVI na Stolicę Piotrową był osobistym sekretarzem papieża.

7 grudnia 2012 roku Ojciec Święty mianował go prefektem Prefektury Domu Papieskiego i wyniósł do godności arcybiskupa tytularnego Urbs Salvia. Sakry udzielił mu osobiście Benedykt XVI. Zamieszkał z nim również po rezygnacji z dalszego pełnienia Posługi Piotrowej po 28 lutego 2013 roku. Znany jest ze sportowego stylu życia i szczególnego zamiłowania do narciarstwa.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Nycz: tłumów już nie będzie, cieszmy się z każdej osoby

2020-09-13 12:15

[ TEMATY ]

wywiad

katecheza

laicyzacja

kard. Kazimierz Nycz

Episkopat.news

Nie dopilnowaliśmy do końca równowagi miejsc katechezy, a więc domu rodzinnego, parafii i szkoły. I do tego trzeba wrócić – mówi KAI kard. Kazimierz Nycz, podsumowując 30 lat ponownej obecności religii w polskich szkołach. Wskazuje też, że Polska należy do krajów w których laicyzacja w młodym pokoleniu dokonuje się najszybciej. „Dziś musimy nauczyć się radować spotkaniem nawet z jednym człowiekiem, jeśli przyszedł tylko ten jeden” – wskazuje były przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP.

  • Dziś, po 30 latach, musimy powiedzieć, że troszkę nam się stało za cicho w salkach parafialnych, zwłaszcza jeśli chodzi o wymiar katechezy sakramentalnej, zarówno co do I Komunii świętej jak i bierzmowania.polonijnymi.
  • Jest faktem, że w ciągu tych 30 lat dokonuje się pełzający spadek frekwencji dzieci i młodzieży w Kościele i na katechezie w szkole.
  • Powinniśmy zacząć inaczej myśleć na temat współpracy rodziny, parafii i szkoły ale także o tym, co proponujemy w katechezie dorosłych po to, żeby dorośli, rodzice byli pierwszymi katechetami swoich dzieci.

Tomasz Królak (KAI): Przed sierpniowymi obradami biskupów w Częstochowie zapowiadano, że odbędzie się dyskusja o plusach i minusach nauczania religii w szkołach w związku z 30. rocznicą jej powrotu do szkół. Jak wypadło to podsumowanie?

Kard. Kazimierz Nycz: - Rozmowa była nadzwyczaj dobra, poprzedzona dwoma wykładami ekspertów. Pierwszy dotyczył głównie założeń teoretycznych katechezy w szkole, drugi był głosem wizytatora, który jako praktyk zna temat lekcji religii na wylot. Późniejsza, bardzo konkretna dyskusja podejmowała problemy jakie się nazbierały w ciągu tych 30 lat. Była też mowa o tym, jak ma się katecheza dzisiaj, po tych 30 latach w perspektywie założeń, które przyjęliśmy przed laty wchodząc, nieco w pośpiechu, do szkoły. Bo, przypomnę, decyzja zapadła podczas zebrania episkopatu w Krakowie, w czerwcu 1990 roku, a dwa miesiące później odbywały się już pierwsze zajęcia.

- Jakie są wnioski z tego bilansu? Dostrzeżono jakieś problemy?

- Warto najpierw zaznaczyć, że to był powrót do sytuacji, która była i jest obecna jest w znakomitej większości krajów europejskich, jak Niemcy, Włochy czy Hiszpania. Czy te 30 lat nieobecności szkolnej katechezy wybiło nas z rytmu? Z pewnością tak ale też trzeba pamiętać, że katecheza przy parafii, wypracowana w okresie od lat 60., organizowana właściwie od zera, od nauki w kościołach bo nie było jeszcze tych małych salek, nie było katechetów, otóż ta katecheza miała swoją ogromną wartość. Przede wszystkim bardzo mocno wiązała katechezę rodzin, zwłaszcza rodziców z katechezą parafialną i z katechezą dzieci i młodzieży. W 1990 roku mieliśmy już więc doświadczenie katechezy przyparafialnej, prowadzonej dla poszczególnych klas szkolnych, w miastach zaś łączono niestety kilka klas w grupę, bo nie było innych możliwości.
Natomiast dokonany w 1990 roku powrót katechezy do szkół oceniliśmy jako decyzję słuszną. Główne założenia, a więc żeby wychowanie i edukacja szkolna były kompletne, także od strony przedmiotu, nazwijmy to, etycznego, światopoglądowego, czy wprost religijnego - sprawdziło się. Myślę też, że na takie rozwiązanie społeczeństwo wyraźnie oczekiwało, wspólnie z władzami państwowymi, wolnego, niepodległego już państwa. Choć pamiętamy, że nie brakowało też głosów przeciwnych. Dyskusja medialna była gorąca.

- Dziś coraz częściej pojawiają się głosy, także wśród biskupów, że niezbędne jest uzupełnienie katechezy szkolnej zajęciami w salach parafialnych. Czy to dobry pomysł?

- Od początku powrotu lekcji religii do szkół zakładaliśmy, że będziemy tam realizować to, co da się w szkole zrobić ale nie rezygnujemy z katechezy przy parafii. Od początku była więc założona komplementarność lekcji religii w szkole i przy parafii.

- Ale czy to założenie było realizowane?

- To jest pytanie, bo wiele parafii, może nawet większość - odetchnęło z ulgą. Pomyślano sobie: wszystko weźmie szkoła. I pozamykaliśmy salki katechetyczne. Natomiast już wtedy część proboszczów, rodziców, duchowieństwa i katechetów doskonale wyczuwała, że nie wszystko da się zrobić w szkole; że to założenie komplementarności katechezy szkolnej i parafialnej było czymś absolutnie potrzebnym, obowiązującym.
Dziś, po 30 latach, musimy powiedzieć, że troszkę nam się stało za cicho w salkach parafialnych, zwłaszcza jeśli chodzi o wymiar katechezy sakramentalnej, zarówno co do I Komunii świętej jak i bierzmowania. Są oczywiście spotkania przez rok w klasie III czy przed bierzmowaniem ale to na pewno nie wystarcza, potrzeby są większe. To jedna z najważniejszych rzeczy do przemyślenia, mocno podnoszona przez biskupów podczas dyskusji.

Kiedyś bardzo często narzekaliśmy, że rodzice „oddawali” dzieci szkole, jakby chcieli powiedzieć: zajmijcie się ich wychowaniem religijnym. Cóż, w pewnym sensie parafia też oddała do szkoły “swoje” dzieci i młodzież, i odetchnęła z ulgą uznając, że to wystarczy.

Jednak rzeczywistość pokazała, że absolutnie nie wystarczy. Dlatego główny postulat, który pada w ciągu ostatnich lat, a pojawił się też na ostatniej konferencji episkopatu, mówi o konieczności prowadzenia katechezy równolegle: w rodzinie, w szkole i w parafii.

- W lekcjach religii uczestniczy coraz mniejsza liczba uczniów, choć w różnych regionach wygląda to różnie. Dlaczego odchodzą? Może coś jednak w tej szkolnej katechezie nie wyszło?

- W pierwszych latach, rzeczywiście ten entuzjazm z powodu powrotu tych zajęć do szkół był dużo, dużo większy i o tym świadczy także frekwencja. W szkołach podstawowych wynosiła ona prawie 95 procent, a gdzieniegdzie nawet więcej. Na religię nie chodził tylko ktoś innego wyznania lub innej wiary. Jeśli zaś chodzi o młodzież, to chciałbym zaznaczyć, że w religii w szkole uczestniczyli i ci, którzy nie przychodzili do parafii. Nie idealizujmy więc katechezy parafialnej pod każdym względem. Owszem, miała ona swoje ogromne plusy wynikające z bliskiego związku z parafią, z kościołem parafialnym. Z pewnością łatwiejsze było osiąganie takich celów jak wtajemniczenie chrześcijańskie czy właściwa katecheza, rozumiana jako przekaz Słowa Bożego. Tak, parafia stwarzała szczególne warunki w tym względzie. Ale też, nie czarujmy się: kiedy w swojej młodości uczyłem przy parafii dzieci ze szkoły podstawowej czy średniej, to, jak pamiętam, ta frekwencja wcale nie był tak wysoka, jak to się nam wydaje dzisiaj, ex post. Jeśli chodzi o szkoły zawodowe, a przecież wtedy większość młodzieży do takich właśnie chodziła, to problemy z frekwencją też były duże.

Natomiast jest faktem, że w ciągu tych 30 lat dokonuje się pełzający spadek frekwencji dzieci i młodzieży w Kościele i na katechezie w szkole.

Geografia tego zjawiska jest jednak różna: na południu i wschodzie Polski, w diecezjach o charakterze bardziej tradycyjnym i wiejskim, frekwencja w szkołach podstawowych nadal jest bardzo duża, przekracza 90 proc., a w liceach dochodzi do tego pułapu. Inny jest obraz katechezy w dużych miastach, takich jak Warszawa, Poznań, Łódź czy Kraków, gdzie frekwencja jest wyraźnie, nawet o kilkadziesiąt procent, mniejsza. Trzeba na to patrzeć z troską i zapytywać, także siebie, o przyczyny.

- No właśnie, gdzie one tkwią?

- Na pewno nie tylko po stronie młodzieży i rodziców, ani nie tylko po stronie szkoły lecz także po stronie Kościoła, katechetów i ich formacji katechetycznej – i o tych rzeczach także dużo mówiliśmy.

- O tej formacji jest mowa także w wydanym niedawno watykańskim dyrektorium katechetycznym. Mówi się w nim, że Kościół powinien szukać nowych sposobów przekazu wiary w obliczu wyzwań, które stawia świat cyfrowy i globalizacja kultury. Jak realizacja tego wskazania powinna wyglądać w polskich realiach?

- Wspomniałem, że na katechezie szkolnej nie można zrealizować wszystkich celów, jakim powinna ona służyć. A watykańskie dyrektorium dokładnie pokazuje, dlaczego nie jest to możliwe. Otóż dokumenty Kościoła - nowe i poprzednie dyrektoria, adhortacja Jana Pawła II „Catechesi Tradendae” ale i nasze dyrektorium sprzed 20 lat – poświęcają katechezie w szkole mniej więcej jedną czwartą tekstu. Natomiast większa część dotyczy natury, istoty, celów katechezy. Jest ona zawsze posługą słowa w Kościele ku umacnianiu wiary, przy czym na pierwszym miejscu – i tak jest od czasu Soboru – mówi się o katechezie dorosłych, w tym rodziców. Na drugim: o katechezie studentów, młodzieży i dzieci. Wydaje się więc, że gdzieś zagubiliśmy pewną proporcję pomiędzy tymi trzema rodzajami katechezy.
Powinniśmy zacząć inaczej myśleć na temat współpracy rodziny, parafii i szkoły ale także o tym, co proponujemy w katechezie dorosłych po to, żeby dorośli, rodzice byli pierwszymi katechetami swoich dzieci. Tak, jak w parafii pierwszym katechetą jest proboszcz i jego współpracownicy. Natomiast jeśli ograniczymy się tylko do szkoły, to jak gdyby pozbawiamy się tych dwóch wielkich przestrzeni: rodziny i parafii. Nie można uważać szkoły za jedyne miejsce katechezy, choć jest to miejsce bardzo ważne.
Trzeba też mieć na uwadze, i o tym mówi nowe dyrektorium, inność współczesnej młodzieży i inność jej oczekiwań wobec nauczycieli, wychowawców i katechetów. Dziś dominującą pozycję w wychowaniu i nauczaniu zajął internet i nowoczesne środki przekazu, także w procesie nauczania i wychowania. Niestety, często te środki, źle wykorzystywane, stają się wielkim antywychowawcą. Kościół jednak nie ucieknie od tej nowoczesności, jeśli pragnie znaleźć drogę do młodego pokolenia, by ich podprowadzić do ewangelii.
Dlatego dziś, zarówno w katechezie parafialnej jak i, zwłaszcza, szkolnej należy mówić o wykorzystywaniu nowoczesnych środków elektronicznych w przekazie treści katechetycznej. W przeciwnym razie z młodzieżą po prostu się nie spotkamy. To jest wielkie wyzwanie stojące przed dzisiejszą katechezą. Kościół nie może zastępować głoszenia Słowa Bożego w katechezie i na ambonie ale to głoszenie musi być wspierane w innych przestrzeniach.
Konieczne jest też przemyślenie podstawy programowej katechezy szkolnej w kierunku tego, co z celów i zadań katechezy można zrobić w szkole, określając jednocześnie, co trzeba pozostawić do realizacji w parafii. Jeżeli bowiem weźmiemy pod uwagę cztery główne zadania katechezy, jakimi są: preewangelizacja, ewangelizacja, wtajemniczenie i właściwa katecheza, to dwa pierwsze założenia można owocnie zrealizować w szkole, natomiast pozostałe, powiedzmy to sobie szczerze, są nieosiągalne do końca bez udziału parafii.
Co do szkoły, to musimy się programowo przestawić, także poprzez właściwą formację katechetów, w kierunku dwóch pierwszych zadań, a więc preewangelizacji i ewangelizacji. Myślę, że próba głoszenia od razu głębokiego orędzia kerygmatycznego, bez poprzedzenia tego procesu pewną bazą kulturową jest czymś bardzo ograniczającym możliwości religii w szkole. Ponadto, jeśli chcemy być przyjęci przez tych, którzy na te lekcje przychodzą, choć z ich wiarą jest jeszcze bardzo różnie, to możemy do nich trafić właśnie tymi elementami preewangelizacji i kultury i to bardzo szeroko pojętej. Bo nawet jeśli ktoś poprzez takie zajęcia nie dojdzie do wiary głębokiej (może stanie się to za 10 czy 20 lat?), to już dziś możemy mu dać przygotowanie i wiedzę, która pomoże mu żyć w świecie i rozumieć ten świat który wyrasta z kultury chrześcijańskiej. I o tym ewangelizacyjnym wymiarze katechezy mówi dużo nowe Dyrektorium o Katechezie.

- Bo nie o wszystkim trzeba mówić wprost, a miejscem spotkania z religią, sacrum, duchowością, etyką może być właśnie kultura...

- Tak, tą płaszczyzną może być literatura, architektura, malarstwo, muzyka. To jest pole do szerokiej współpracy ze szkołą, to jest szansa na integrację międzyprzedmiotową. Bo przecież współpraca historyka, nauczyciela muzyki i katechety może przynieść świetne rezultaty na polu wspomnianej preewangelizacji czy nawet ewangelizacji.

- Czy uda się zatem powstrzymać proces pełzającego ale widocznego jednak, wykruszania się uczniów ze szkolnej katechezy?

- Myślę, że jest to nie tylko problem katechezy. Należymy do tych krajów świata, w których tzw. laicyzacja w młodym pokoleniu dokonuje się najszybciej. Nie można powiedzieć, że pewne procesy nas nie dotyczą czy nie będą dotykać. Trzeba się z nimi liczyć, ale też mądrze robić swoje, żeby tymi procesami się zmierzyć. Jak? Przede wszystkim przez solidną formację duszpasterzy i katechetów, zarówno duchownych jak i świeckich, a wśród nich na pierwszym miejscu rodziców. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że bez rodziców większości nowych wyzwań nie udźwigniemy.
Przyznajmy, że czasem, może nie z zaniedbania ale z pewnej wygody lub zbytniego zaufania do możliwości szkoły, nie dopilnowaliśmy do końca tej równowagi miejsc katechezy, a więc domu rodzinnego, parafii i szkoły. I do tego trzeba wrócić. Natomiast resztę zostawmy Panu Bogu.
Jeżeli ktoś uważa, że jeżeli do parafii na formację w grupach, nie przyjdzie 100 czy 50 procent uczniów, to nie warto robić spotkania, to z takim myśleniem nie ujedziemy za daleko. Musimy nauczyć się cieszyć małą grupką, cieszyć się tymi, którzy pojawili się, żeby przechodzić wtajemniczenie chrześcijańskie we wspólnocie przy parafii czy w ruchu - Neokatechumenacie, Odnowie w Duchu Świętym czy Ruchu Światło-Życie. Trzeba się nimi cieszyć. Już pewnie nigdy nie będzie takich tłumów jak wówczas, gdy na powakacyjnych rekolekcjach Ruchu Światło-Życie w diecezji warszawskiej, katowickiej czy krakowskiej pojawiały się grube tysiące młodych ludzi. Dziś musimy nauczyć się radować spotkaniem nawet z jednym człowiekiem, jeśli przyszedł tylko ten jeden. A jeżeli jest to nieduża choćby wspólnota - cieszyć się tym jeszcze bardziej.
Niezbędne jest więc “dopełnianie” szkolnej lekcji religii w parafii propozycją żywych grup, ruchów, wspólnot, żeby spełnić ten postulat wtajemniczenia i katechezy jako głoszenia Słowa Bożego wierzącym. Ale zanim to będzie możliwe, trzeba do tej wiary “podprowadzić”. I to robimy między innymi w szkole. Nie znaczy to, że nasza obecność w szkole jest mniej ważna. Nie, jest bardzo ważna, bo jeżeli będziemy czekać na ludzi tylko w kościele, to na niektórych możemy się nigdy nie doczekać. Przez katechezę w szkole, młodzież nam zostaje “dana i zadana”.
W nowym watykańskim dyrektorium jest powiedziane, że parafia musi być misyjna, ewangelizacyjna, musi wychodzić do ludzi. Szkoła jest w tym kontekście miejscem doskonałym. A pandemia pokazała, że w tym czasie skuteczniej mogli zaprosić uczniów do parafii ci katecheci, którzy wcześniej mieli z młodymi dobry kontakt także w szkole.

- I w ten sposób dochodzimy do tematu tegorocznego Tygodnia Wychowania - “Budujmy więzi”...

- Pandemia pokazała, że przed komputerem brakuje tej realnej więzi, spotkania osób, grupy i żywego kontaktu z nauczycielem. Nie wszystkie cele katechezy i nauczania udawało się zrealizować w nauczaniu zdalnym. Budowanie więzi jest naszym zadaniem, także w katechezie i poprzez nią.
Jest rzeczą bardzo ważną, by nie zabrakło nam dobrych katechetów i dobrych kandydatów do katechezy. Nie ma co ukrywać: zaczyna to być problemem społecznym czy demograficznym. 30 lat temu do katechezy wyszło ponad 10 tysięcy nowych katechetów. Pełnią piękną i ważną misję Kościoła katechizującego. Trzeba myśleć o ich następcach, żeby za 5-10 lat byli ludzie dobrze przygotowani do przejęcia ich zadań.

CZYTAJ DALEJ

Młode Homilie #12

2020-09-20 09:01

aspekty.niedziela.pl

Młode Homilie #12

W XXV niedzielę zwykłą ks. Łukasz Sławiński komentuje przypowieść o robotnikach w winnicy. Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby gospodarz posłuchał niezadowolonych i wypłacił każdemu dokładnie według przepracowanych godzin? Czy naprawdę chcemy, żeby Pan Bóg postępował z nami tak, jak podpowiada nasze poczucie sprawiedliwości? Cały komentarz znajdziecie tutaj. Młode Homilie – dla młodych i młodych duchem!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję