Reklama

Wiadomości

Tytuł honorowego obywatela dla kontrowersyjnej postaci

Seksuolog koordynatorem programu tzw. edukacji zdrowotnej

Seksuolog, którego działalność i badania przed laty budziły ostre protesty rodziców i pedagogów dziś wraca na białym koniu. Okazuje się, że został koordynatorem zespołu przygotowującego podstawę programową "Edukacji zdrowotnej", siłą wprowadzanej do szkół przez lewicową minister edukacji i tylko dzięki reakcji społeczeństwa uznanej przez rząd za nieobowiązkową. Zapewne by zatrzeć negatywne postrzeganie nowego przedmiotu i jego twórców, radni zielonogórscy - politycy powiązani z dzisiejszą koalicją 13 grudnia "na szybko" zrobili go ... honorowym obywatelem miasta.

[ TEMATY ]

honorowy obywatel

Zielona Góra

edukacja seksualna

edukacja zdrowotna

seksuolog

uz.zgora.pl/MEN

Zbigniew Izdebski został mianowany przez Barbarę Nowacką koordynatorem podstawy programowej "edukacji zdrowotnej"

Zbigniew Izdebski został mianowany przez Barbarę Nowacką koordynatorem podstawy programowej edukacji zdrowotnej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Honorowy "na chybcika"

Tym zasłużonym dla Zielonej Góry, który w ostatniej chwili został dokooptowany do zacnego grona kandydatów do tego miana jest oczywiście seksuolog Zbigniew Izdebski. Regulamin przyznawania honorowego obywatelstwa przewidywał, że co roku przyznaje się maksymalnie 3 takie wyróżnienia, odpowiednio wcześniej zgłoszonym kandydatom. Wręczenie zaszczytnego tytułu odbywa się podczas "Winobrania", czyli corocznego święta miasta. W tym roku uroczysta sesja rady miasta odbędzie się 9 września.

Ale, że początek roku się zbliżał, a nad tzw. edukacją zdrowotną i jej promotorami nazbierały się czarne chmury społecznego oburzenia, zielonogórscy radni z Platformy Obywatelskiej zapewne wykoncypowali, że trzeba społeczeństwu pokazać, jak powinni myśleć i jak ważny jest to przedmiot i jak zacni są ci ludzie, którzy go tworzą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

"Prawo tak jak my je rozumiemy"

Problemem było oczywiście prawo miejscowe, które jasno wskazuje, jakie są procedury przyznawania honorowego obywatelstwa. Ale na potrzeby chwili radni rządzącej miastem Platformy Obywatelskiej regulamin szybko zmienili i na nic się zdały protesty opozycyjnych radnych PiS, że jak to tak na ostatnią chwilę, a że honorowych obywateli to nie należy przyjmować hurtowo (z czym zresztą niektórzy radni PO także się zgadzali) i że postać seksuologa jest najdelikatniej rzecz ujmując kontrowersyjna.

Reklama

Oczywiście zaraz podniosły się głosy radnych PO, że to wspaniały człowiek, wspierający lokalny szpital, i uniwersytet, i ośrodek dla niepełnosprawnych. Tylko dlaczego tak nagle pojawiła się ta kandydatura, skoro tak znany - jak twierdzą niektórzy radni - profesor, mógł być zgłoszony już dawno. Czyżby tak zacna osoba nie była zauważana wcześniej z premedytacją, albo zapomniana?

Dlaczego kandydatura seksuologa padła teraz?

Odpowiedź na to pytanie mogą nam dać ostatnie wydarzenia w polskich szkołach. Otóż okazuje się, że wielu rodziców w obawie o treści, jakie niesie ze sobą komponent edukacji zdrowotnej w postaci edukacji seksualnej, masowo wypisuje dzieci z tego szkolnego, nieobowiązkowego przedmiotu. Oliwy do ognia dolewają także politycy, jak minister Nowacka, która tych wszystkich, którzy obawiają się, jakie treści będzie serwować lewicowy projekt polskim dzieciom, nazywa "szurami" (czyli wprost osobami szurniętymi). A już tłumaczenie rodzicom, że komponent edukacji seksualnej to tylko część edukacji zdrowotnej, może jakieś 10% i stawianie na czele zespołu przygotowującego podstawę programową tego przedmiotu - nomen omen - seksuologa, podważa w całości wiarygodność rządu co do intencji wychowania młodego pokolenia. Krótko mówiąc rodzice obawiają się deprawacji. W rozwianiu tego strachu nie pomaga postać samego prof. Zbigniewa Izdebskiego.

Tymczasem pośpiech w procesie przyznawania mu honorowego obywatelstwa, związana z tym zmiana prawa i ostentacyjne podkreślenie, jak wybitna jest to postać daje dużo do myślenia. Widocznie trzeba było zatrzeć negatywne wrażenie z przeszłości. O którym może już wielu nie pamiętać. Dlatego przypominamy, jakie to "zasługi" w "wychowaniu" młodego pokolenia ma niesławny profesor.

Kontrowersyjny ankieter

Reklama

"Złamanie praw rodziców, pogwałcenie psychiki młodych ludzi, zła metodologia" - takie padały opinie na temat badań prowadzonych wśród młodzieży ponadgimnazjalnej pod kierunkiem prof. Zbigniewa Izdebskiego. Rzecznik praw dziecka uważał, że zostały złamane konstytucyjne prawa rodziców, rodzice słali protesty do ministerstwa edukacji, zaś grupa parlamentarzystów zapowiedziała złożenie do prokuratury doniesienia o popełnieniu przestępstwa przez autorów badań. Skandal wokół badań prof. Izdebskiego ujawnił program publicystyczny "Rozmawiać Warto", wyemitowany w 2024 w TVP. Takie zarzuty wobec honorowanego dziś seksuologa padały w przeszłości.

O co dokładnie chodzi? Badania nosiły tytuł" "Młodzież o sobie. Opinie, postawy i zachowania młodzieży wobec ważnych spraw życiowych". Zostało nimi objętych 5 tys. uczniów szkół ponadgimnazjalnych w całej Polsce. Rodzice uczniów niepełnoletnich otrzymywali informację o badaniu i specjalny druk, na którym musieli wyrazić zgodę na udział w nim dziecka. Problem polegał na tym, że z informacji do rodziców, czy wstępu skierowanego do dzieci w żaden sposób nie można było zorientować się czego naprawdę dotyczą badania.

Badania i patologia

Kierownik naukowy projektu prof. Izdebski ujawnił w czasie programu "Warto rozmawiać", że chodziło mu o zbadanie patologii wśród polskiej młodzieży, m.in. dziecięcej prostytucji czy pedofilii. Badania były częścią międzynarodowego programu badawczego przeprowadzanego wśród młodzieży 12 krajów nadbałtyckich, m.in. Dani, Szwecji czy Norwegii. W Polsce odbywały się pod egidą Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, tymczasem przedstawicielka ministerstwa przyznała, że nie zna treści ankiety, która trafiła do dzieci. Tymczasem rodzice otrzymali informację, że "celem badania jest poznanie poglądów i doświadczeń młodzieży związanych z różnymi sprawami: między innymi dotyczącymi rodziny, szkoły, przyjaciół. Pytamy też o doświadczenia i relacje między młodymi ludźmi oraz ryzykowne zachowania przez nich podejmowane".

Patologia badań

Reklama

Ostre protesty rodziców, nauczycieli i wielu wybitnych pedagogów wzbudziła metodologia badań i treść ankiet. Przy części pytań młodzież miała zaznaczyć odpowiedź w pięciopunktowej skali od: "Całkowicie się zgadzam, do całkowicie się nie zgadzam" po przeczytaniu różnych stwierdzeń, na przykład: "Niektóre 13-letnie dzieci są już na tyle dojrzałe, że nie ma nic złego w tym, jeśli będą współżyć z osobą dorosłą", "Wiele chłopców nieświadomie pragnie zgwałcić dziewczynę". Były też pytania, na które młodzież miała odpowiedzieć "tak" lub "nie", np. "Czy onanizowałeś (aś)/masturbowałeś (aś) się kiedykolwiek", "Ile razy świadczyłeś (aś) płatne usługi seksualne na przykład za pieniądze, jedzenie, ubrania, kosmetyki?". Są wreszcie bardzo szczegółowe pytania o uprawianie seksu analnego czy oralnego. Ostatnie pytania dotyczą stosowania środków antykoncepcyjnych, w tym metod zabronionych przez polskie prawo.

Ówczesny Rzecznik Praw Dziecka Paweł Jaros po zapoznaniu się z okolicznościami przeprowadzenia badań i treścią ankiet zwrócił uwagę, że naruszają one konstytucyjne prawo rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci, wprowadzają również w błąd rodziców, którzy nie mieli możliwości zapoznania się z ankietami. Rodzice i nauczyciele z wielu szkół wysłali do ministra edukacji narodowej i sportu Mirosława Sawickiego protesty, w których m.in. oskarżali autorów badań o "słowne molestowanie nieletnich" i wprowadzanie w błąd rodziców.

Natychmiast przerwać badania!

Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli i Wychowawców postulowało o natychmiastowe zaprzestanie tych badań oraz zakaz opracowania i opublikowania dotychczas zebranych informacji. Red. Jan Pospieszalski, autor programu "Warto rozmawiać", powiedział KAI, że po obejrzeniu jego audycji grupa parlamentarzystów poinformowała go, że ma zamiar złożyć doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez autorów badań.

Kto wiedział o szkodliwych ankietach?

Reklama

- To jest bubel metodologiczny, nikt się do niego nie przyznaje, ministerstwo nie zna treści ankiet, kuratoria nie mają nic do gadania, a badania mogą poważnie zaszkodzić dzieciom. Do tego jest wiele pytań sugerujących odpowiedź - taką opinię na temat badań prof. Izdebskiego sformułował ówcześnie dla KAI dyrektor Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, prof. Aleksander Nalaskowski. Zwraca on uwagę, że nie spełniają one podstawowego paradygmatu badań społecznych, który mówił, że nie wolno zmieniać obiektu badanego, czyli badany po wypełnieniu ankiety musi wyjść bez uszczerbku, nie może być ofiarą badania. Tymczasem młody człowiek po wypełnieniu ankiety prof. Izdebskiego może potrzebować pomocy psychologa czy pedagoga - uważał prof. Nalaskowski. Na pewno wśród ankietowanych byli ludzie całkowicie niewinni, którzy nie mieli w ogóle świadomości tego, co to jest np. masturbacja, seks oralny czy analny.

"Molestowanie niewinności"

Jak zauważył prof. Nalaskowski nazywanie patologii po imieniu i oczekiwania wobec młodych ludzi, aby się do tych patologii ustosunkowali jest "molestowaniem ich niewinności". Analizując pytania dostrzegał on, że wynikają one ze specyficznego spojrzenia na świat, który, według autorów badania, składa się głównie ze zboczeńców, molestantów, przestępców stosujących przemoc seksualną itd. Za bardzo niebezpieczny uważał on fakt, że nie wiadomo, kto jest autorem tych badań, prof. Izdebski ujawniał jedynie, że są one częścią programu międzynarodowego, natomiast tak naprawdę nie wiadomo kto za nimi stoi. Do tego były one skrzywione metodologicznie, ankieta miała aż 75 pytań, a jeśli kwestionariusz jest za długi to przy odpowiedziach pojawia się automatyzm.

Młodzież nie zna patologii i dewiacji? "Dzięki" ankiecie już pozna

Prof. Krystyna Ostrowska z Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z KAI, że zwróciła uwagę na etyczny aspekt badań prof. Izdebskiego. Jak zauważyła wchodzą one bardzo głęboko w sferę intymną i być może dla dużej grupy młodzieży problemy w nich poruszane są zupełnie nie znane. "Stąd nie ma potrzeby wprowadzać ich w tę rzeczywistość i to do tego od strony patologii i dewiacji" - zauważyła.

Ostentacja władzy. Rodzice nie dają się oszukać

Czy Zbigniew Izdebski, który już w przeszłości próbował prowadzić w szkole tak skandaliczne badania, teraz znów może bez przeszkód "buszować" w umysłach dzieci poprzez tzw. edukację zdrowotną i jej komponent edukacji seksualnej? I to jeszcze przy autoryzacji dzisiejszej władzy i wywyższaniu przez lokalną Platformę Obywatelską? Czy ta ostentacja władzy ma swoje granice?

Na pewno mocnym sygnałem dobiegającym od społeczeństwa jest już to, jak wielu rodziców wypisało dzieci z przedmiotu, którego twórców próbuje nam się przedstawić jako wybitnych obywateli. Polacy swój rozum mają i udowadnianie im na siłę, że autorytet ma ten, kogo wskażą elity, przestało już działać.

2025-09-08 19:16

Oceń: +28 -4

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Edukacja seksualna jest potrzebna, ale osadzona w kontekście rodziny i wartości

[ TEMATY ]

edukacja seksualna

edukacja zdrowotna

Adobe Stock

Do 25 września można wypisać dziecko z edukacji zdrowotnej. Zachęcam do tego. Ale trzeba dać naszym dzieciom coś w zamian - rozmowy o miłości i seksualności w naszych domach - podkreśla Magdalena Guziak-Nowak dyrektor ds. edukacji Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka; współautorka podręczników do wychowania do życia w rodzinie. W rozmowie z KAI wyjaśnia, na czym polega spór o edukację seksualną w Polsce. Zwraca uwagę na zmianę paradygmatu - odejście od wychowania w kontekście rodziny na rzecz ujęcia biologicznego - i pokazuje, jakie mogą być skutki takiego podejścia.

Anna Rasińska (KAI): Czy edukacja seksualna jest w ogóle potrzebna w polskiej szkole?
CZYTAJ DALEJ

Rozważanie na niedzielę: Nie o to chodzi, by być grzecznym

2026-02-13 08:21

[ TEMATY ]

ks. Studenski

ks. Marek Studenski

Diecezja Bielsko-Żywiecka

Wyobraź sobie lekarza, który mówi: „Najważniejsze, żeby zbić gorączkę… a przyczyna? - nieważna”. Brzmi jak żart? A teraz powiedz szczerze: czy my czasem nie robimy dokładnie tego samego z własną duszą?

Opowiem Ci historię człowieka, który miał otwarte drzwi wolności, a jednak przez 10 lat nie umiał wyjść… oraz moment z mojego dzieciństwa, kiedy byłem „idealny” tylko dlatego, że bałem się reakcji surowego wujka — a gdy drzwi się zamknęły… powiedziałem: „No, teraz już mogę”.
CZYTAJ DALEJ

Fulton Sheen: Teleewangelista czy prorok zza oceanu?

2026-02-14 20:15

[ TEMATY ]

Abp Fulton J. Sheen

pl.wikipedia.org

Abp Fulton Sheen

Abp Fulton Sheen

„Spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i Szatanem. Nacierał uszu demokratom za lekceważenie demokracji, ganił kapitalistów za chciwość, a cały Zachód za to, że dawał komunizmowi szansę na rozwój przez lekceważenie własnej wiary chrześcijańskiej” – tak Fultona Johna Sheena scharakteryzowano w magazynie Time.

Na początku lat 50. XX wieku amerykańska telewizja wchodziła w swój złoty wiek, który trwał kolejne dwie dekady. Nigdy wcześniej ani nigdy później telewizja nie wpływała tak znacząco na kulturę i sposób życia zwykłego Amerykanina. Srebrny ekran kształtował to, jak społeczeństwo postrzegało rodzinę, miłość, politykę i inne aspekty życia – nawet normy społeczne. Telewizja stała się w pewnym sensie medium „totalnym”, formując amerykańskie umysły bardziej, niż współcześnie czyni to internet. Powstające wówczas seriale i programy były starannie produkowane, miały dobrze napisane scenariusze, wybitnych aktorów i reżyserów, dominowała jednak wśród nich tematyka rozrywkowa – z jednym wyjątkiem. Nowojorski biskup, który wytykał Amerykanom grzech, mówił im o obowiązkach wobec Boga i rodziny, ganił komunistów i z chrześcijańską miłością modlił się na antenie za Hitlera i Stalina, gromadził każdego tygodnia przed odbiornikami miliony widzów. Był to paradoks tamtych czasów, że z najpopularniejszymi programami rozrywkowymi mógł konkurować pod względem oglądalności tylko katolicki biskup. Fulton John Sheen stał się swego rodzaju telewizyjnym celebrytą, a w 1952 r. otrzymał nawet Nagrodę Emmy – telewizyjnego Oscara – dla „Najbardziej Wybitnej Osobowości” srebrnego ekranu. Jego audycje i książki były rozchwytywane nie tylko przez katolików. Również dziś, ponad cztery dekady od jego śmierci, książki bp. Sheena błyskawicznie znikają z księgarskich regałów. Jak osoba ta zdobyła rozgłos? Dlaczego bp Sheen nadal jest tak popularny, również w Polsce?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję