Reklama

Felietony

Nagłówki premiera

Kiedyś mówiło się, że politykę robi się faktami, a emocje są tylko opakowaniem. Dziś bywa odwrotnie: opakowanie staje się treścią, a fakt ma się dopasować. Najlepszy dowód? Premier państwa, człowiek z gabinetem doradców, PR-owców i analityków, publicznie komunikuje obywatelom, że swoje oskarżenia wobec prezydenta buduje… na nagłówkach. Nie na stenogramie, nie na pełnym cytacie, nie na kontekście rozmowy – tylko na tym, co „poszło” w obieg.

2025-12-17 07:37

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

A zarzuty padły poważne:„Prezydent Nawrocki oznajmił właśnie, że bliżej mu do rusofila i antysemity Brauna niż do mnie. Nigdy w to nie wątpiłem. A od dziś przynajmniej nikt nie może udawać, że jest inaczej” – zatweetował szef rządu, a pod jego wpisem internauci dopisali informację kontekstową w dwóch zdaniach: „premier Donald Tusk skłamał. W wywiadzie dla WP nic takiego z ust prezydenta Karola Nawrockiego nie padło”.

Tylko, że słowa poszły w świat, fake news stał się politycznym „faktem”, mimo iż w przytoczonej wypowiedzi prezydenta Karola Nawrockiego nie ma żadnej deklaracji „bliżej mi do Brauna”. Jest pragmatyczna odpowiedź na sztucznie ustawione pytanie: kto w tej chwili „szkodzi Polsce bardziej” z perspektywy realnej władzy i realnej możliwości współpracy. Nawrocki mówi o doświadczeniu z rządem, który istnieje i działa – i o skutkach jego polityki. To jest ocena bieżącej sytuacji i rządzącego premiera, nie kogoś (Brauna) kto u władzy nigdy nie był, nie jest to laurka dla kogokolwiek. W normalnym świecie to byłby koniec tematu: ktoś odpowiada, inni się z tym zgadzają albo nie, spór trwa na argumenty.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Świat nagłówków

Reklama

W tej przestrzeni spór przerabia się na moralny szantaż. Wystarczy jedno zdanie premiera w mediach społecznościowych i już rodzi się „prawda” alternatywna: prezydent rzekomo „wybrał rusofila i antysemitę”. I nawet jeśli pod spodem internauci dopisują kontekst, nawet jeśli każdy może sprawdzić cytat, mechanizm już ruszył. Kłamstwo ma przewagę startową: jest prostsze, bardziej jadowite, lepiej się klika.

Potem do gry wchodzi telewizja „w likwidacji” i cała ta operacja dostaje państwowy megafon. Kula śnieżna rośnie: prowadzący, goście, komentarze, paski, skróty. Nie po to, żeby zrozumieć, co prezydent naprawdę powiedział, tylko żeby przykleić etykietę, która ma się trzymać. To nowa metoda polityczna: nie wygrać sporu, tylko zagłuszyć go narracją. Osłabić, zniechęcić, obrzydzić – i najlepiej jeszcze wmówić widzom, że to oni „widzą prawdę”, bo widzieli ją w nagłówku.

Ten sam schemat widać w innej historii: pytaniu „co brał” – wybitnym w tytule artykułu o prof. Sławomirze Cenckiewiczu w „Gazecie Wyborczej”, świadomie napisanym tak, by brzmiało jak opowieść o jakimś prawie że ćpunie, a przy okazji zahaczającym o wrażliwe dane medyczne człowieka z obszaru bezpieczeństwa państwa. Nie chodzi o informację, tylko o skojarzenie. O to, żeby czytelnik nie miał czasu na odróżnianie „zażywał leki” od „brał”. Wystarczy cień, sugestia, brud na mankiecie.

I wtedy warto przypomnieć zdanie samego Donalda Tuska z czasów, gdy był w opozycji i oskarżał ministra Adama Niedzielskiego: o władzy, która chce kontrolować, „na co chorujemy”. Wtedy brzmiało to jak ostrzeżenie. Dziś brzmi jak opis praktyki tego obozu rządzącego: kontrola poprzez etykiety, poprzez emocjonalne skróty, poprzez wpychanie ludziom do głowy gotowych osądów i grzebanie w ich receptach.

A na końcu zostaje jeszcze jeden paradoks: kiedy w realnym życiu pojawiają się realne problemy – zdrowie, leki, limity badań, dostęp do operacji – polityczna energia idzie w stronę tematów zastępczych, gier tożsamościowych i „dyskryminacji pozytywnej” (to słowa minister Katarzyny Kotuli, tłumaczącej dlaczego dodaje się kobietom punkty za płeć w naukowych konkursach) jakby to ona była najpilniejszym priorytetem kraju. Starszy człowiek, który nie doczeka tomografii, ma się uśmiechać, bo ktoś mu wyjaśni, że to „postęp”? Tylko że uśmiech nie zastąpi rezonansu, a nagłówek nie zastąpi prawdy.

W demokracji precyzja słowa jest jak pas bezpieczeństwa: niewygodna, dopóki nie dojdzie do zderzenia. A my właśnie żyjemy w epoce, w której władza chwali się, że jeździ bez pasów – i jeszcze krzyczy na tych, którzy proszą, by wreszcie zapiąć.

Oceń: +14 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uwaga na brudną kampanię

[ TEMATY ]

kampania

felieton

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

„Andrzej Duda hailował na swojej konwencji wyborczej?” – takie nagłówki mogą co niektórym kojarzyć się z młodością, a przynajmniej z czasami gdy się było młodszym. Tak, to jedna z pierwszych insynuacji, z jaką musiał się mierzyć przyszły prezydent w kampanii wyborczej już w lutym 2015 roku. Minęło blisko 10 lat, mamy przed nami kolejny wyścig do Pałacu Prezydenckiego i prawdopodobny kandydat Prawa i Sprawiedliwości (gdy piszę tekst oficjalnie nie został jeszcze ogłoszony) spotyka się z takimi samymi oszczerstwami.

Tamto było w oparciu o stopklatkę machającego ludziom na konwencji Andrzeja Dudy z małżonką, to nowe zaś kłamstwo, które od wczoraj tajemniczo zaczęło krążyć po sieci – przypisuje dr Karola Nawrockiego do fotografii, na której jest ktoś całkowicie inny.
CZYTAJ DALEJ

Warszawa: Orszak Trzech Króli przyciągnął tłumy

2026-01-06 15:38

[ TEMATY ]

Warszawa

Orszak Trzech Króli

Objawienie Pańskie

tłumy

PAP

Abp Adrian Galbas z figurką Jezusa Narodzonego podczas Orszaku Trzech Króli w Warszawie

Abp Adrian Galbas z figurką Jezusa Narodzonego podczas Orszaku Trzech Króli w Warszawie

Stolica Polski uczciła uroczystość Objawienia Pańskiego wielobarwnym Orszakiem Trzech Króli. Tysiące ludzi przeszły przez Trakt Królewski, by wraz z Mędrcami pokłonić się Dzieciątku Jezus. Orszak Trzech Króli zorganizowano w blisko 1000 miejscowości w Polsce i za granicą a uczestników największych ulicznych jasełek pozdrowił Papież Leon XIV. W Orszaku w Warszawie wziął też udział Prezydent RP Karol Nawrocki.

Tegoroczny Orszak Trzech Króli pod hasłem „Nadzieją się cieszą” nawiązywał do zakończonego Jubileuszu Narodzin Jezusa Chrystusa, obchodzonego jako Rok Nadziei. Hasło „Nadzieją się cieszą” wywodzi się ze słów drugiej zwrotki kolędy „Mędrcy świata, Monarchowie”. Jak podkreślali organizatorzy, nadzieja, którą cieszyli się Mędrcy ze Wschodu, jest dla nas wszystkich przykładem ufności, mimo życiowych przeciwności, prześladowań, a nawet spisków. Znakiem tej nadziei jest nowonarodzony Chrystus, a orszak to zachęta do zwrócenia się w kierunku Stajenki i św. Rodziny – relacjonuje Vatican News.
CZYTAJ DALEJ

Wenezuela: Problemy lokalnego Kościoła po wprowadzeniu stanu wyjątkowego

Władze archidiecezji Merida, na zachodzie Wenezueli, odstąpiły od organizacji we wtorek, w dniu obchodzonego w Kościele Objawienia Pańskiego, popularnej wśród wiernych pielgrzymki do sanktuarium Dzieciątka Jezus w miejscowości Zea. Decyzję swoją uzasadniły obowiązującym od soboty w kraju stanem wyjątkowym.

W wydanym oświadczeniu władze kościelne sprecyzowały, że peregrynacja związana ze świętem Trzech Króli została odwołana w związku z
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję