Przystępując do Unii Europejskiej, Polska wynegocjowała 12-letni okres przejściowy, w którym wstrzymano swobodny obrót ziemią. Mija on właśnie 1 maja tego roku, dopasowujemy się więc do ogólnounijnych norm, według których teoretycznie w każdym kraju członkowskim dopuszczono możliwość kupna ziemi przez obywatela innego kraju Unii. Słowem – według unijnych przepisów, Polacy, Węgrzy, Anglicy i Belgowie mogą kupować ziemię w Niemczech, we Francji i Danii, a Niemcy, Francuzi i Duńczycy w naszym kraju.
Wszystko rozbija się o małe słówko: „ale”. Dotyczy to prawnych zabezpieczeń krajowych, które państwa te dodały do unijnego prawa. I tak np. w Niemczech każdy obywatel Unii może kupić ziemię, ale dopiero po uzyskaniu pozwolenia od uprawnionego organu administracji. Prawo do odkupu oraz w określonych sytuacjach pierwokupu ma lokalna spółka ziemska. Również w Danii każdy może kupić ziemię, ale by to zrobić, musi sam ją uprawiać, a ponadto gdy zakupuje ponad 30 hektarów, musi sprzedać ziemię, którą posiada w innym kraju, zamieszkać na stałe w Danii i co więcej, zdać na miejscu egzamin rolniczy w języku duńskim.
Podobne zabezpieczenia wprowadziły w ostatnich latach kraje Europy Środkowo-Wschodniej. To sprawia, że w praktyce pomimo obowiązującego unijnego prawa nikt z zagranicy ziemi tej nabyć nie może. Polska niemal w ostatniej chwili przyjęła ustawę autorstwa PSL-u chroniącą naszą ziemię, która miała wejść w życie właśnie 1 maja br. Rząd Prawa i Sprawiedliwości dostrzegł jednak, że w ciągu 12-letniej karencji wyprzedano wiele tysięcy hektarów polskiej ziemi, omijając prawo, stosując tzw. słupy. NIK, który przeprowadził kontrolę w 3 województwach w okresie 2,5 roku, stwierdził, że Agencja Nieruchomości Rolnych dopuściła do „niekontrolowanej sprzedaży państwowej ziemi, w szczególności cudzoziemcom”. Tylko w jednym województwie stwierdzono sprzedaż 7,6 tys. hektarów z dość bezczelnym naginaniem prawa. Tego nie chce usankcjonować rządząca w Polsce prawica i na dzień przed upłynięciem unijnego okresu przejściowego i wejścia w życie ustawy PSL-u wdraża własny, bardziej restrykcyjny projekt.
To okrutnie oburzyło aktywistów PSL-u, którzy uważają, że nowy projekt zaszkodzi rolnikom, a cena ziemi drastycznie spadnie. Zachowują się jak dziecko, któremu zabiera się zabawkę i które rozpacza, że nie może jej już pokazywać innym, np. potencjalnym wyborcom. Oficjalnie wszystkim jednak idzie o dobro naszej ziemi.
Europa może stać się kolorowa. Przynajmniej ta niemieckojęzyczna.
Niemczech i Austrii toczą się koalicyjne rozmowy. Nad Sprewą zapowiadana jest koalicja czarno-zielono-żółta, czyli jak flaga Jamajki, a nad pięknym modrym Dunajem – turkusowo-błękitna. Poszczególne kolory są odbiciem partii, które mają stworzyć nowy rząd. U naszych zachodnich sąsiadów to CDU/CSU, Liberałowie i Zieloni. Ci ostatni przynajmniej w nazwie mają kolor, więc pozostają już tylko dwa do rozróżnienia na jamajskiej fladze. W Austrii natomiast zwyciężyła chadecka Partia Ludowa, której tradycyjnym kolorem jest turkus, i w sprawie utworzenia koalicji rozmawia z Wolnościową Partią Austrii (FPÖ), występującą pod błękitnym sztandarem. Zwycięzca austriackich wyborów i najprawdopodobniej przyszły premier tego kraju – 31-letni Sebastian Kurz zmienił dotychczasowy czarny kolor swojej partii na turkusowy i zwyciężył. Spektakularnie. Wszystko wskazuje na to, że zarówno w Niemczech, jak i w Austrii zniknie z rządowych roszad kolor czerwony, uosabiający socjaldemokratów. Wielce prawdopodobne jest, że wypadną oni z politycznej gry, co mnie osobiście w ogóle nie martwi. Wprawdzie na czerwonym tle nie malują sierpa i młota, no ale... Obecny przewodniczący niemieckiej SPD, wcześniej jako szef Parlamentu Europejskiego, europejskiego ducha chciał wprowadzać siłą, a austriacka socjaldemokracja to przecież jego europejska siostra. Wprawdzie Adolf Hitler przed przyjęciem obywatelstwa niemieckiego był oficjalnie bezpaństwowcem, ale wiemy, że pochodził z Austrii. Chętnie pożegnalibyśmy nieprzyjemne historyczne wspomnienia, ale jak ciągle podkreśla się w mediach, potencjalny koalicjant „turkusowych” w Austrii to dawna partia Jörga Haidera. Oczywiście w międzyczasie się zmieniła, odcięła, ale zawsze... Jej obecny przewodniczący Heinz-Christian Strache dystansuje się obecnie od „grzechów młodości” (Jugendsünde) i zapewnia, że nigdy nie był neonazistą. Nie tym jednak zaprzątają sobie głowę w UE. Najważniejsze mają być relacje z Unią. Obie negocjujące partie są antyimigranckie, ale Kurzowi zależy na tym, aby rząd był „proeuropejski”. Wolnościowcy austriaccy w PE w Brukseli i Strasburgu są w jednej grupie politycznej z posłami francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen. A to na eurofanatyków działa jak czerwona płachta na byka. W Austrii jednak niekoniecznie. Koalicja taka już funkcjonowała 18 lat temu. W Austrii i w Niemczech rozmawiają nie tylko o programie, ale i o stołkach. O pardon, urzędach. Strache z FPÖ koniecznie chce być ministrem spraw wewnętrznych Austrii (policja, dane itp.), współprzewodniczący niemieckich Zielonych Cem Özdemir (były europoseł) marzy ponoć o tece ministra spraw zagranicznych, a szef liberałów Christian Lindner domaga się resortu finansów. Notabene kanclerz Angela Merkel już przesunęła dotychczasowego ministra finansów Wolfganga Schäuble na przewodniczącego Bundestagu, co spotęgowało nadzieję. Nadzieję na dobre zmiany, oczywiście. Jeżeli wszystkie one się spełnią, to będziemy mogli odkurzyć i odsłuchać dawną piosenkę Ewy Bem „Żyj kolorowo”. I
W wieku 54 lat zmarł ks. kan. Wojciech Drab, proboszcz parafii św. Barbary w Wałbrzychu i egzorcysta diecezji świdnickiej. O śmierci kapłana poinformowała wałbrzyska parafia.
Do tragicznego wypadku doszło w poniedziałek 21 września około godz. 13.50 na drodze wojewódzkiej nr 426 w Olszowej, w pobliżu węzła autostrady A4. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kierujący motocyklem marki BMW, jadąc w kierunku Strzelec Opolskich, po minięciu ronda z nieustalonej przyczyny stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w znaki drogowe. Pomimo podjętej reanimacji jego życia nie udało się uratować. Dokładne okoliczności zdarzenia wyjaśniają policjanci pod nadzorem prokuratora. Informację przekazała Dorota Janać, oficer prasowy policji w Strzelcach Opolskich.
Dzisiejsze odrodzenie wiary we Francji to iskra, która jasno świeci, bo nasz świat jest pogrążony w ciemności – mówi Vatican News rektor katedry Notre-Dame, który jutro w murach tej odbudowanej po pożarze świątyni będzie podejmował Leona XIV. Podkreśla, że Francja jest krajem misyjnym, lecz chrześcijanie wiedzą, że ich wiara to skarb, którym nigdy nie przestaną się dzielić.
Ks. Olivier Ribadeau Dumas zastrzega, że chrześcijaństwo nigdy nie miało we Francji ani w żadnym innym kraju złotej ery. Dziś rzeczywiście mamy do czynienia z odrodzeniem wiary. Jest ono niczym iskra, która jasno świeci, bo nasz świat jest pogrążony w ciemnościach. Katolicy z radością świadczą o swej wierze, bo wiedzą, że ludzie tego naprawdę potrzebują, szukają punktów odniesienia w swoim życiu, chcą w istocie by miłość, którą głosi Chrystus stała się fundamentem ich życia.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.