Reklama

Niedziela Łódzka

Żegnaj, szkoło!

Epizod sprzed prawie trzydziestu lat… Wieś Hańczowa (powiat gorlicki), lipiec, rekolekcje Kościoła Domowego. Mieszkamy w klasach przerobionych na pokoje gościnne. Na kominie szkolnej kotłowni… bociany zbudowały sobie gniazdo. Cały dzień przepływa przez nie dym z pieca. Białe upierzenie ptaków przybrało od tego szary kolor. Miejscowi mówią, że bociany wracają tu co rok, a mnie nachodzi banalna myśl: że ich życie jest metaforą… naszego. I naszej doli.

[ TEMATY ]

felieton (Łódź)

Margita Kotas

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jakiś czas temu myślałem, że spędzę stare lata w rzeczywistości przyjaznej, bezpiecznej i przewidywalnej. Ale w międzyczasie – jak pisał Szekspir – „świat wyszedł z kolein”, tym razem chyba na stałe. Frank Wright, bloger z USA twierdzi, że system, który dziś rządzi światem, nie jest efektem ewolucji, ale celowym, rewolucyjnym konstruktem, wprowadzanym w życie przy pomocy instytucji międzynarodowych, kolosalnych pieniędzy i potężnej propagandy. Ma on w przyszłości zastąpić cywilizację chrześcijańską jednolitym „globalnym ładem”, który doprowadzi do wymieszania („wymiany”) ludzi: ras, religii i kultur.

Z jego namiastką zetknąłem się w sierpniu w Kuźnicach, obserwując dużą grupę islamskich rodzin, które zapełniały wagon kolejki linowej na Kasprowy Wierch. Nic nie sugeruję, nikogo nie napadam. Opisuję tylko fakt. Będzie, co ma być. Jednak dla mnie – zatwardziałego Tatromaniaka – było to doświadczenie nowe i dość szokujące.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Tymczasem w Łodzi żyliśmy ostatnio tematem rakiet, dronów i schronów. Ujawnianie osiedli, gdzie schronów brak, było w lipcu stale obecne w mediach… Ja sam, z mojego balkonu, przyglądałem się budowie bloku na pobliskim rogu ulic Jaracza i Wierzbowej. Po rozpoczęciu prac mówiło się, że był tam podziemny schron, został on jednak przeznaczony na garaże. Czy garaże pod nowymi apartamentowcami (a także stare piwnice i perony dworca w Śródmieściu) mogłyby „w razie czego” pełnić rolę schronów (jak metro w Charkowie)? Czy ich stropy są wystarczająco mocne? Warto byłoby to wiedzieć, w sytuacji gdy politycy koalicji rządowej (np. wicemarszałek sejmu Piotr Zgorzelski) wieszczą, że „wojna jest blisko”.

Generalnie warto byłoby zacząć uczyć się na błędach, a nie powtarzać znów tę samą klasę. Bo jak inaczej traktować absurdalne i zajadłe ataki na Prezydenta – jedyną osobę, która ma wszelkie dane, by „w razie czego” wziąć odpowiedzialność za morale narodu? Jak ocenić głupią nawalankę „dwóch płuc prawicy”, które postanowiły „brzydko się różnić”, a jeszcze brzydziej zwalczać? Panowie, dajcie spokój! No eggs! Ta walka wpisuje się w fatalny scenariusz samospełniającego się proroctwa!

Możliwe, że przesadzam, oceniając sytuację ogólną przez pryzmat własnej. Pierwsza połowa roku upłynęła mi pod znakiem rozstań, pożegnań i wygaszania paru dawnych działalności. Łatwo nie było, ale… nic nie trwa wiecznie, czas leci, białe pióra szarzeją. A co najgorsze – gasną też złudzenia. Nic specjalnie ważnego. Nie wdając się w szczegóły: wszystkich to kiedyś czeka. Jest coś pocieszającego w fakcie, że każda z rzeczy, które robiliśmy przez całe życie, będzie pewnego pięknego dnia wykonana po raz ostatni.

Reklama

Na koniec tych lamentów – pointa. W szczycie sierpniowych upałów pojechaliśmy z żoną na rekolekcje do Starego Sącza. Przed wyjazdem nie zdołałem już napełnić „klimy”, ale jakoś przeżyliśmy podróż naszą wiekową Mazdą. Od razu po przybyciu do Sącza znalazłem warsztat. Bystry mechanik zgodził się od ręki napełnić „klimę”… i nagle powiedział: „Chyba leci panu olej!” Patrzę: parę kropelek na ziemi, wcześniej ich nie było. Facet wymienił mi uszczelkę i filtr, wlał olej… Następnego dnia – w czasie wolnym od zajęć – zaplanowaliśmy wypad na Kasprowy (mieliśmy już wykupione bilety na kolejkę). Gdybym nabił „klimę” w Łodzi, mechanik z Sącza nie wykryłby wycieku i w drodze do Kuźnic (90 km.) mógłbym wykończyć silnik. Dalszy ciąg można sobie łatwo wyobrazić: laweta, transport auta… ale dokąd? Do Sącza, do Łodzi, czy od razu na szrot?

Myślę, że prawie każdy przeżył podobne zdarzenie. Jedni w takich razach mówią o „szczęściu w nieszczęściu”, inni o „przypadku”. Osobiście wolę określenie „Płaszcz Opieki”. Czego i Państwu życzę.

2026-08-23 11:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Piękna i bestie

Wygląda na to, że żarty się skończyły. Miałem tu nie pisać o „polityce”, ale widzę, że trwają gorączkowe prace przy konstruowaniu „nowego światowego układu sił”. Coraz donośniej rozlegają się – znane już z historii – frazy „koncertu mocarstw”, tym razem pod dyrekcją Chin.
CZYTAJ DALEJ

Zobaczyć Go naprawdę potrafi tylko wiara

„Marność nad marnościami - wszystko jest marnością”. Hebrajskie hebel oznacza dosłownie tchnienie, obłok pary, coś, czego nie da się uchwycić w dłoń. Wulgata utrwaliła przekład vanitas vanitatum. Kohelet jest mędrcem, który postanowił zmierzyć życie „pod słońcem” samym doświadczeniem, bez sięgania po obietnice, i uczciwie zapisał wynik pomiaru. Zysku brak. „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?” Wielka pieśń o kołowrocie natury, pokolenia przychodzą i odchodzą, słońce wschodzi i zachodzi, wiatr kołuje, rzeki płyną do morza, które nie może się napełnić, ma w sobie hipnotyczny rytm i celowo prowadzi donikąd. Wszystko się porusza, nic nie dochodzi do celu. Nawet pamięć zawodzi: „nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli”. Starożytność pogańska znała ten zawrót głowy wiecznego powrotu. Kohelet wypowiada go wewnątrz Izraela, jakby chciał doprowadzić czytelnika do ściany, za którą może być już tylko Bóg. Kościół czyta Koheleta po to, by przejść jego szkołę odwyku od iluzji. Hieronim, który tej księdze poświęcił osobny komentarz, wspomina, że czytał ją z uczennicą Blezyllą właśnie po to, by nauczyć ją pogardy dla świata przemijającego. „Marność” nie jest ostatnim słowem Objawienia, ale jest słowem koniecznym. Dopóki człowiek liczy na to, że „coś pod słońcem” go nasyci, dopóty nie zapyta o to, co ponad słońcem. Vanitas jest przedsionkiem Ewangelii.
CZYTAJ DALEJ

Abp Wacław Depo do kapłanów: Oczy Matki Bożej Częstochowskiej pytają o naszą miłość

2026-09-26 10:05

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

BP KEP

Abp Wacław Depo

Abp Wacław Depo

Tuż po corocznej pielgrzymce kapłanów archidiecezji częstochowskiej na Jasną Górę, metropolita częstochowski abp Wacław Depo był gościem audycji „Niedzielne rozmowy z Ojcem”. W rozmowie podsumował to ważne wydarzenie, odniósł się do wyzwań stojących przed współczesnymi duszpasterzami – w tym do pokus związanych ze sztuczną inteligencją – a także podzielił się osobistą refleksją z okazji swoich jubileuszy.

Coroczne spotkanie kapłanów u stóp Czarnej Madonny to tradycja, która wykracza poza zwykłą organizację życia diecezjalnego. Jak podkreśla abp Wacław Depo, Wielki Czwartek jest dziękczynieniem za dar Eucharystii i kapłaństwa, ale jesienna pielgrzymka dotyka głębokiego wymiaru duchowego oraz roli Maryi w życiu każdego księdza.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję