W Wigilię i Boże Narodzenie, a co za tym idzie w świątecznej „Niedzieli”, ani słowa o polityce! A o czym? Może o widzeniu większego dobra, zawierzeniu, pokorze, pełnym poświęceniu, absolutnej lojalności i wyzbyciu się własnych ambicji...
Patrząc oczami wiary, widzimy w tych dniach nie tylko „dobro większe”, ale wręcz „Dobro Największe” – Jezusa, narodzonego w Betlejem Syna Bożego, którego Bóg Ojciec ofiarował na zbawienie świata. Patrząc oczami rzeczywistości doczesnej, widzimy i doceniamy szczególnie tych, którzy „dobro większe” widzą we wspólnocie – rodzinnej, lokalnej, narodowej. I dla tej wspólnoty są gotowi do pokornego samoograniczenia!
Jaki interes mieli Maryja i Józef, by podjąć trud przyjęcia Dziecka? Nieodgadniona reakcja otoczenia na młodziutką dziewczynę, która „wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną” (Mt 1, 18), tułaczka po wieczornym Betlejem, „gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2, 7), ucieczka z maleńkim Jezusem do Egiptu... Takie ciężary mogli przyjąć i unieść tylko ludzie głębokiej wiary, pokory i posłuszeństwa!
Czy pisząc te słowa, myślę tylko o Świętej Rodzinie? Przede wszystkim o Niej, ale nie tylko. Z tym że w święta ani słowa o polityce!
Miliony Amerykanów siadały wieczorem przed telewizorami, by obejrzeć nie komika, aktora czy gwiazdę muzyki, lecz katolickiego biskupa, a już wkrótce błogosławionego. Kim był abp Fulton Sheen?
Lata pięćdziesiąte XX wieku to moment, gdy srebrny ekran zaczął kształtować amerykańskie społeczeństwo. Telewizja nie była już tylko nowinką techniczną. Wpływała na sposób myślenia o rodzinie, polityce, wychowaniu i codziennym życiu. W najlepszym czasie antenowym dominowała rozrywka – starannie przygotowane widowiska, seriale i programy z udziałem największych gwiazd. I właśnie wtedy do studia wszedł katolicki biskup. Nie próbował nikogo zabawiać. Zamiast scenografii miał tablicę, po której kreślił proste rysunki. Nie unikał tematów trudnych. Potrafił ganić kapitalistów za chciwość, ostrzegać przed komunizmem, przypominać o odpowiedzialności wobec Boga i rodziny. Modlił się także za Hitlera i Stalina, przekonany, że chrześcijańska miłość nie kończy się tam, gdzie zaczyna się nienawiść. Dlaczego miliony Amerykanów pokochało abp. Sheena? Co sprawiło, że katolicki duchowny stał się popularniejszy niż komicy złotej ery telewizji?
Kiedy Leon XIV przybędzie do Francji 25 września, postawi stopę na ziemi, na której mieszkała znaczna część jego przodków. Urodzony jako Robert Francis Prevost 14 września 1955 roku w Chicago, papież ma złożoną historię rodzinną, obejmującą Europę, Karaibami i Stanami Zjednoczonymi. Za jego amerykańskim, włoskim i kreolskim pochodzeniem kryje się kilka francuskich linii pochodzenia, udokumentowanych obecnie badaniami genealogicznymi.
Najbliższa linia prowadzi do Hawru. Jego babka ze strony ojca, Suzanne Marie Louise Fontaine, urodziła się tam w 1894 roku. Z kolei jej ojciec, Ernest Auguste Fontaine, urodził się w Saint-Pierre-sur-Dives w pobliskim departamencie Calvados, a jej matka, Jeanne Eugénie Prévost, urodziła się w Paryżu i należała do rodziny związanej z regionem Pays de Caux.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.