Reklama

Niedziela Rzeszowska

Była sumieniem pielęgniarek

Niedziela rzeszowska 19/2018, str. IV

[ TEMATY ]

bp Kaziemierz Górny

Hanna Chrzanowska

Jerzy Rumun

Hanna Chrzanowska z chorymi w Trzebini, obok po prawej stronie, s. Serafina Paluszek, felicjanka, i Alina Rumun

Katarzyna Czerniawska: – Ksiądz Biskup był świadkiem życia bł. Hanny Chrzanowskiej. W jakich okolicznościach miał Ksiądz Biskup okazję poznać Hannę Chrzanowską?

Bp Kazimierz Górny: – Hannę Chrzanowską poznałem, gdy pracowałem w parafii św. Anny, a następnie w Kurii Metropolitalnej w Krakowie, w Wydziale Duszpasterstwa Rodzin oraz w Synodzie Duszpasterskim (1965-77). Wówczas przede wszystkim we współpracy z Kościołem podejmowała służbę ludziom chorym i opuszczonym. Wprowadzała tzw. pielęgniarstwo domowe. Była osobą bardzo skromną, niewiele mówiła o sobie, nie czekała na pochwały. Ale była pełna pomysłów, jak rozwijać służbę ludziom chorym, jak im ulżyć w cierpieniu i w niedogodnościach życia w tamtych czasach. Kochała przyrodę i górskie wędrówki wakacyjne. Cechowała ją pogoda ducha i radosne usposobienie. W kontaktach z ludźmi była zawsze uprzejma i pogodna, promieniował z niej stale gorący zapał do służby ludziom.

– A jej rodzinę?

– Rodziny Hanny Chrzanowskiej osobiście nie znałem. Wiemy, że była córką wybitnego profesora Ignacego Chrzanowskiego, polonisty, historyka literatury polskiej, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej dom rodzinny słynął z zaangażowania patriotycznego i dobroczynności. O Hannie mówiło się, że obdarzona była charyzmatem naturalnej dobroci. W listopadzie 1939 r. ojciec jej wraz z innymi profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego został aresztowany przez Niemców w ramach Sonderaktion Krakau. Więziono go w Krakowie, Wrocławiu i w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen w Niemczech. Tam 19 stycznia 1940 r. zmarł na zapalenie płuc. Umierając, powiedział do profesorów, obozowych kolegów: „Koledzy, nie zmarnujcie naszych śmierci”. Prof. Stanisław Pigoń po powrocie z więzienia wspominał wielokrotnie tego sławnego uczonego.

– Jej działalność w Krakowie była w dużej mierze pionierska w dziedzinie pielęgniarstwa. Na czym polegała w praktyce?


– Hanna Chrzanowska wiedziała, że wiele osób chorych leży w biedzie i opuszczeniu, często w warunkach bardzo trudnych w swoich mieszkaniach, że chorzy są opuszczeni, dlatego pragnęła, by siostry parafialne towarzyszyły takim osobom. Dlatego postanowiła w ramach służby zdrowia dać początek pielęgniarstwu domowemu i pielęgniarstwu parafialnemu. To było dzieło jej życia. Oczywiście, że początki były bardzo trudne. O pomoc zwracała się do Kurii, bo na pomoc państwa nie mogła liczyć. Wówczas kard. Karol Wojtyła pomagał jej rozwijać podejmowane inicjatywy. Nawiązała współpracę ze znanym krakowskim kapłanem, proboszczem parafii Mariackiej ks. inf. Ferdynandem Machayem, potem z innymi kapłanami w parafiach archidiecezji. Współpracowała z Wydziałem Charytatywnym Kurii, więc miałem okazję wiele razy spotykać Hannę Chrzanowską.
Szukała do tej pracy chętnych osób, angażowała nie tylko pielęgniarki, ale chciała wprowadzić do współpracy kobiety bez tego zawodu, angażowała także siostry zakonne z różnych zgromadzeń. We współpracy z księżmi proboszczami ustanawiała siostry parafialne do obsługi i odwiedzin chorych. Niektóre z nich kontynuowały pielęgniarstwo domowe długo po śmierci Hanny Chrzanowskiej. Warto wspomnieć, że toczy się proces beatyfikacyjny jednej z sióstr, bliskiej jej współpracowniczki, obecnie sługi Bożej s. Magdaleny Marii Epstein, dominikanki „z Gródka” w Krakowie.

– Jakie działania podejmowała w ramach swojej służby chorym?

– Jak wspomniałem, najważniejsza była opieka i pomoc pielęgniarska. Dbała nie tylko o ciało, ale także troszczyła się o sprawy ducha. Troszczyła się o życie duchowe zarówno pielęgniarek, jak i pacjentów. Dla pielęgniarek przygotowała „Rachunek sumienia pielęgniarki”. Sama była oblatką benedyktyńską. Dla chorych organizowała rekolekcje w Staniątkach i w Trzebini, gdzie także służyłem pomocą. Organizowała dni skupienia, wyjazdy na pielgrzymki. Aby chorych zabierać na turnusy rehabilitacyjne, mobilizowała wolontariat, zwłaszcza z duszpasterstwa akademickiego, do pomocy. Bardzo często pomocą służyły jej byłe uczennice z Uniwersyteckiej Szkoły Pielęgniarek i Higienistek w Krakowie. Za zezwoleniem kard. Wojtyły wprowadziła odprawianie Mszy św. w domach chorych, którzy nie byli w stanie już wyjść z mieszkania. Starała się, by kapłani odwiedzali z posługą duszpasterską chorych w ich mieszkaniach. Zadbała, we współpracy z kard. Karolem Wojtyłą, by odwiedzać chorych także podczas biskupich wizytacji w parafiach, co do dzisiaj jest kontynuowane w wielu diecezjach.

– Do czego wzywa współczesnych ludzi Hanna Chrzanowska?


– Jako osoba świecka świadomie dążyła do świętości, służąc chorym osobom. Dobrze zrozumiała słowa Chrystusa Pana: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Widziała w chorym człowieku obecnego Chrystusa.
Jest wzorem dla nas, ludzi współcześnie żyjących. Przypomina, że w każdym człowieku należy dostrzegać jego godność, godność człowieka i dziecka Bożego. Jej życie i działalność winna pobudzać współczesnych do zastanowienia – czy dzisiaj, mimo że jest szeroko rozwinięta pomoc chorym – hospicja, szpitale, DPS-y, czy jeszcze każdy z nas jest zobowiązany do służby chorym i samotnym.

2018-05-09 10:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Te Deum z Biskupem Kazimierzem Górnym

2020-06-30 12:26

Niedziela rzeszowska 27/2020, str. IV

[ TEMATY ]

bp Kaziemierz Górny

jubileusz kapłaństwa

Ks. Janusz Sądel

Bp Kazimierz Górny

Pierwszy pasterz diecezji rzeszowskiej obchodzi w tym roku dwa ważne jubileusze: 35-lecia sakry biskupiej i 60-lecia kapłaństwa.

Kazimierz Górny urodził się 24 grudnia 1937 r., w pięknym Lubniu, w archidiecezji krakowskiej, w pobożnej rodzinie Stanisława i Barbary, w której Pan Bóg obdarzył łaską powołania dwóch synów: Stanisława i Kazimierza.

CZYTAJ DALEJ

Już jest w dobrych rękach. Śp. ks. Wojciech Szlachetka

2020-07-06 13:30

Paweł Wysoki

Nagła i przedwczesna śmierć ks. Wojciecha Szlachetki, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Abramowie, okryła żałobą Rodzinę Zmarłego, duchownych i wiernych, którym gorliwie służył.

Uroczystości pogrzebowe z licznym udziałem kapłanów i świeckich miały dwie stacje: 3 lipca Mszy św. żałobnej w kościele parafialnym w Abramowie przewodniczył bp Mieczysław Cisło, a 4 lipca Mszy św. pogrzebowej w rodzinnej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kraczewicach przewodniczył bp Adam Bab. Ciało Zmarłego spoczęło na miejscowym cmentarzu parafialnym.

- Módlmy się o to, by Pan przyjął do siebie śp. ks. Wojciecha. Niech jego kapłańska służba zostanie zwieńczona radością życia wiecznego - mówił bp Adam Bab, zachęcając zgromadzonych do modlitwy za Zmarłego, a także za pogrążoną w żalu rodzinę, zwłaszcza Rodziców i Brata z Rodziną. - Tak, jak przez ponad 32 lata ks. Wojciech sprawował Eucharystię, tak my chcemy mu służyć modlitwą i ofiarą Mszy św. Przed Bogiem chcemy dziękować za wszelkie dobro, które uczynił jako kapłan - mówił biskup. Zwracając się do Rodziców Zmarłego, bp Bab podziękował im za to, że swojego syna podarowali Bogu, za wiarę przekazaną dzieciom i za stworzenie dobrych warunków do odczytania woli Bożej i jej wypełniania. - Chcemy Was pocieszyć nadzieją życia wiecznego. Nie martwcie się, ks. Wojciech jest w dobrych, ojcowskich, kochających, Bożych rękach. Nie został powołany po to, by na wieki spocząć w grobie, ale by żyć życiem wiecznym w szczęściu, które nie będzie zagrożone żadnym cierpieniem - zapewniał. Pasterz podziękował Zmarłemu za to, co najcenniejszego podarował ludziom jako ksiądz: za sprawowane Msze św. - Dziś prosimy dla Niego o nagrodę życia wiecznego, w które wierzył i o którym tyle razy nauczał - mówił bp Bab. Zachęcał również do modlitwy za śp. ks. Wojciecha i podkreślał, że i On na pewno modli się u Boga za nami i czeka na nas w niebie. - Za śp. ks. Wojciechem idźmy do domu Ojca, już tu na ziemi, troszcząc się o nasze życie wieczne - apelował pasterz.

Przed złożeniem ciała Zmarłego do grobu przyszedł czas na podziękowania i świadectwa. Za posługę dobrego i gorliwego kapłana, którego Pan w tak nieoczekiwany sposób zabrał do siebie, dziękował ks. Piotr Petryk, dziekan dekanatu opolskiego. Marek Kowalski, wójt gminy Abramów, z wdzięcznością wspominał 8 lat kapłańskiej pracy śp. ks. Szlachetki w Abramowie. - Był niezwykle lubianym i cenionym kapłanem, świetnym duszpasterzem i dobrym gospodarzem. Tyle razem przeżyliśmy, tyle dobrego na płaszczyźnie duchowej i materialnej udało nam się osiągnąć - dzielił się wójt. Jak zapewniał, za dar słowa i sakramentów mieszkańcy Abramowa będą mu zawsze wdzięczni.

Ks. Janusz Zań, dziekan z Bełżyc i kolega z roku, z żalem wyliczył, że śp. ks. Wojciech jest już 6 kapłanem spośród 38 z roku święceń, który przeszedł do domu Ojca. - Mimo tego, że chorował, a nawet bardzo cierpiał, nie sądziliśmy, że tak szybko Go pożegnamy. On kochał kapłaństwo, kochał drugiego człowieka. Należał do tych osób, które z dystansem podchodzą do wielu spraw. Miał doskonałe poczucie humoru, był pełen wewnętrznej pogody ducha. Był bardzo lubiany. Będzie nam go brakowało - podkreślał. Ks. Jan Brodziak, dziekan dekanatu michowskiego, podziękował za 8 lat pięknej kapłańskiej pracy w Abramowie i dekanacie. Zapewnił o duchowej łączności i trwałej pamięci.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka przez kilka lat był archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie. - Ważnym rysem jego kapłańskiej służby było zaangażowanie w sprawy ewangelizacji. Ci, który znali go najlepiej i najbliżej, podkreślali, że jego serce było pochłonięte dziełem ewangelizacji - powiedział ks. Jerzy Krawczyk, obecny moderator Ruchu. - Bardzo troszczył się o formację oazowych kapłanów, zachęcał ich do udziału w rekolekcjach w sercu oazy w Krościenku; dla dzieci i młodzieży stwarzał jak najlepsze warunki na wakacyjne oazy w Bychawce, Słodyczkach k. Zakopanego, a nawet w Rzymie. Z jego inicjatywy przy archikatedrze lubelskiej powstało Centrum Ruchu Światło-Życie. Kochał św. Jana Pawła II i troszczył się, by jak najwięcej młodych osób mogło poznać Ojca Świętego m.in. poprzez udział w papieskich pielgrzymkach i Światowych Dniach Młodzieży - wyliczał moderator. Jak podkreślał, chociaż śp. ks. Wojciech podejmował nowe odpowiedzialności w Kościele w Lublinie i nie był ostatnio bezpośrednio zaangażowany w oazę, zawsze pytał o kondycję ruchu i starał się, by dzieci i młodzież z parafii, w których pracował, mogła kształtować wiarę i charakter w oparciu o ponadczasowy program sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Niezwykłe świadectwo o wierze i odwadze śp. ks. Szlachetki dał ks. prał. Józef Dziduch, jego katecheta z czasów szkolnych. Gdy był wikarym w Kraczewicach, wówczas Poniatowa nie miała jeszcze swojej parafii, młody Wojciech był uczniem w miejscowym liceum. To były czasy, gdy w szkołach nie było religii, ani krzyży. - Wojtek zainicjował powieszenie krzyża w klasie. Sam go wykonał, wystrugał figurkę Pana Jezusa i w tajemnicy przyniósł do mnie, abym poświęcił. Krzyż zabrał ze sobą do szkoły i przy akceptacji wszystkich kolegów powiesił w klasie. Tej akcji towarzyszył niepokój ze strony nauczycieli i dyrekcji, ale ostatecznie uczniowie obronili krzyż. Watro o tym pamiętać, że to za sprawą Wojtka w liceum w Poniatowej pojawił się pierwszy krzyż - wspominał ksiądz prałat. - To wydarzenie już wówczas wskazywało, jakim człowiekiem jest i będzie Wojtek - podkreślał.

Ks. Jerzy Wesołowski, proboszcz z Kraczewic, przywołując artystyczne zainteresowania śp. ks. Wojciecha, przypomniał, że przed laty to właśnie on z ekipą konserwatorów odnowił kościół w rodzinnej parafii. - Śp. ks. Szlachetka był z tą ziemią mocno związany. Często głosił tu słowo Boże, udzielał sakramentów, interesował się parafią. Bardzo cieszył się z obchodzonego w tym roku 100-lecia parafii w Kraczewicach i wyrażał pragnienie uczestnictwa w jubileuszowych uroczystościach - dzielił się proboszcz. - Nosiłeś nazwisko Szlachetka i byłeś szlachetnym człowiekiem, kapłanem według Bożego serca - podkreślał ks. Wesołowski. Proboszcz zaprosił wiernych do udziału w Mszy św. w intencji śp. ks. Wojciecha, która będzie sprawowana w kościele Kraczewicach 30 lipca o godz. 17.30.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej, urodził się 20 kwietnia 1963 r. w Poniatowej. Święcenia prezbiteratu przyjął 12 grudnia 1987 r. w Lublinie. Podczas niespełna 33-letniej kapłańskiej służby pracował w Markuszowie, Lublinie, Sernikach, Wólce i Abramowie. Był m.in. archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie, dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego i Ośrodka Renowacji Dzieł Sztuki, kapelanem szpitala PSK 1 w Lublinie i domów pomocy społecznej oraz duszpasterzem rolników i mieszkańców wsi. Zmarł 30 czerwca 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Watykan: rodzina buduje Kościół, ale dziś potrzebuje pomocy

2020-07-09 14:08

[ TEMATY ]

rodzina

Watykan

Adobe.Stock.pl

Pandemia koronawirusa zmusza Kościół do poważnego rozeznania, aby rozpoznać stojące przed nim wyzwania, ale także drogocenne perły, które dał nam Pan dla budowania Kościoła. „Bez wątpienia najcenniejszą z tych pereł jest rodzina” – powiedziała w wideoprzesłaniu do kolumbijskich biskupów Gabriella Gambino podsekretarz watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia.

Przypomniała, że w czasie epidemii to właśnie w rodzinach społeczeństwo znalazło swe najważniejsze zasoby. Rodziny dowiodły, że potrafią być odpowiedzialne, okazywać wsparcie i solidarność, dzielić się tym, co mają. Są też podstawą rozwoju gospodarczego, społecznego i edukacyjnego. „Same sobie jednak nie poradzą” – powiedziała Gabriella Gambino.

Zwracając się do episkopatu Kolumbii podkreśliła ona, że rodziny liczą na pomoc Kościoła, w tym na odnowę duszpasterstwa rodzin. Powinno się to przejawiać w lepszym przygotowaniu młodych pokoleń do małżeństwa, a zarazem w stałym towarzyszeniu parom małżeńskim, zwłaszcza w najtrudniejszych dla nich chwilach – wskazała Gambino.

Podkreśliła, że „duszpasterstwo rodzin musi stawić czoła wielkiemu wyzwaniu, musi pokazać nowym pokoleniom, że rodzina to nie tylko wielki wysiłek i problemy, lecz radość, droga powołania i szczęścia. Jesteśmy zanurzeni w społeczeństwie indywidualistycznym, które uczy nasze dzieci, że nie można patrzeć z ufnością w przyszłość, budzi w nich lęk przed małżeństwem i posiadaniem dzieci, i to pomimo obecnego w nich pragnienia miłości i szczęścia. (…) Jedną z największych trosk rodziny jest dziś edukacja. Mówię to jako matka pięciorga dzieci. Musimy poświęcić wszystkie nasze siły na to, by zrozumieć, jak możemy wspomóc rodziców w obliczu wyzwań społeczeństwa zdominowanego przez technikę, która wyobcowuje młodych z autentycznych międzyludzkich relacji, a także przez taki sposób przeżywania seksualności, który nie pomaga im zrozumieć znaczenie ciała w małżeństwie i rodzinie.“

Zdaniem Gabrielli Gambino wciąż za mało jeszcze uczyniono, aby przygotowanie do sakramentu małżeństwa stało się prawdziwym katechumenatem. Kościół tymczasem musi pomagać młodym, by budowali swą rodzinę na skale. Decyzja o zawarciu małżeństwa, o rodzeniu i wychowaniu dzieci to nie to samo, co wybór zawodu czy zakup nowego domu. Małżeństwo to powołanie i misja. Pomóżcie nam mówić o tym naszym dzieciom – prosiła kolumbijskich biskupów podsekretarz watykańskiej dykasterii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję