Reklama

Niedziela Lubelska

Z miłości do chorych i samotnych

Niedziela lubelska 48/2018, str. VI

[ TEMATY ]

szpital

chorzy

Ks. Mieczysław Puzewicz

Szpital szarytek przy ul. Staszica w Lublinie

Szpital szarytek przy ul. Staszica w Lublinie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Służba zdrowia we współczesnej formie, czyli wielkie szpitale wojewódzkie czy miejskie, specjalistyczne kliniki, przychodnie i sieć gabinetów lekarskich, to osiągnięcia dopiero ostatnich 100 lat. Do tego czasu przez wieki jedyną zorganizowaną opiekę nad ludźmi chorymi prowadziły parafie, a przede wszystkim zgromadzenia zakonne. Dzięki nim dotknięci słabością ciała czy innymi nieszczęściami mieli zapewnione leczenie, a często także dach nad głową i pożywienie.

Szpitale kościelne na Lubelszczyźnie

Reklama

Dwa lubelskie szpitale w sposób szczególny dowodzą kościelnych korzeni służby zdrowia. Państwowy Szpital Kliniczny przy ul. Staszica do dzisiaj zajmuje pomieszczenia dawnego klasztoru najpierw Karmelitanek, a potem Szarytek. Te ostatnie kierowały szpitalem pw. św. Wincentego á Paulo aż do 1927 r. Niewielką część byłego klasztoru siostry zajmują do dziś. Inny stary lubelski szpital pw. św. Jana Bożego przy ul. Biernackiego zawdzięcza swą nazwę założycielowi zakonu Bonifratrów. Zgromadzenie to, mające w regułach czwarty ślub (oprócz posłuszeństwa, ubóstwa i czystości) troski o chorych, opiekowało się szpitalem przyległym do kościoła do 1928 r., wtedy placówka przeszła pod zarząd miasta. Bonifratrzy wcześniej prowadzili szpital i przytułek w drewnianych budynkach przy pl. Litewskim. Religijne proweniencje ma również obecny szpital położniczy przy ul. Lubartowskiej, wybudowany z funduszy Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w 1886 r. Przy infirmerii do 1942 r. funkcjonowała bożnica, którą zburzyli Niemcy, wymordowali również wszystkich chorych i lekarzy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Intensywny rozwój kościelnego szpitalnictwa datuje się w Europie na VIII wiek; w Polsce pierwsze szpitale powstają pod koniec XII wieku. Dużą rolę odegrały zakony troszczące się o chorych, samotnych i starszych. Od początku istniały trzy formy opieki związane z instytucjami kościelnymi. Pierwszą były przytułki przy klasztorach, niemal przy każdym funkcjonowała przynajmniej jedna izba dająca schronienie wszystkim potrzebującym pomocy, głównie chorym. Podobny charakter miały szpitale parafialne, zakładane początkowo głównie w większych miastach, potem pojawiały się również na wsiach, pod koniec XVIII wieku na terenie Lubelszczyzny doliczymy się ich ponad sto. Utrzymywane były i zarządzane przez parafie, wspomagali je niekiedy zasobni donatorzy. Najlepiej zorganizowaną strukturą były jednak prepozytury szpitalne, samodzielne instytucje administracyjne, zwykle nadzorowane przez władze kościelne. Każda prepozytura miała przyszpitalny kościół i oddelegowanego do pracy kapłana (prepozyta). Fundowane były przez zamożnych obywateli albo przez rajców miejskich, często przy współudziale parafii; uposażano je dochodami z wynajmu kamienic w miastach bądź z dzierżawy pól uprawnych na wsiach, stąd też były one zwykle zasobne finansowo.

Opieka pod wezwaniem Ducha Świętego

Reklama

Najstarszą prepozyturą był szpital Świętego Ducha w Lublinie przy Krakowskim Przedmieściu, prawdopodobnie działający od połowy wieku XIV; przy nim wzniesiono kościół, erygowany w 1419 r. Szpital i kościół ufundowane zostały przez rajców miejskich, wspartych ofiarami mieszczan, na ich utrzymanie przeznaczono dochody z czterech kamienic i przyległych do nich ogrodów, później liczbę kamienic zwiększono do siedmiu. Szpital obejmował opieką nie tylko chorych, lecz także samotne matki, starców, osoby niepełnosprawne, żebraków, sieroty, niejednokrotnie pełnił również funkcję „okna życia”, przyjmując podrzucone dzieci. Za niewielką sumę można było także zapewnić sobie status dożywotniego rezydenta. Pomieszczenia były wieloosobowe, na początku XVII wieku władze kościelne nakazały oddzielenie sal dla kobiet i mężczyzn, a potem również dla chorych zakaźnie. Pensjonariusze infirmerii mieli także przypisane obowiązki, zbierali jałmużnę, zobowiązywali się do codziennych modlitw za dobrodziejów, usługiwali w czasie nabożeństw w kościele. Warunki były przyzwoite, sypialnie ogrzewano, posiłki podawano przynajmniej dwa razy dziennie, podopieczni mogli liczyć na odzież, a obłożnie chorzy na pielęgnację. Ważną rolę odgrywało także przygotowywanie pacjentów do godnej śmierci oraz pewność chrześcijańskiego pogrzebu.

Większość prepozytur szpitalnych na Lubelszczyźnie nosiła wezwanie Ducha Świętego, tak było oprócz Lublina w Kraśniku, Urzędowie, Łęcznej, Kocku, Parczewie i Markuszowie. Końskowola i Kazimierz miały za patronkę św. Annę, a Kurów św. Leonarda. Po Lublinie drugą najstarszą prepozyturą była urzędowska (1447), wzniesiona z funduszy mieszkańców miasteczka. Pozostałe powstawały licznie po Soborze Trydenckim. Niemal każdy z zacnych rodów magnackich i szlacheckich miał ambicje zbudowania i utrzymania szpitala, dlatego wśród fundatorów i mecenasów znajdziemy Firlejów, Zamojskich, Lubomirskich, Branickich i Tęczyńskich.

W niektórych miejscowościach fundacje szpitalne miały charakter międzyreligijny. Okazały szpital parafialny w Bełżycach (1641), kryty rzadką wówczas dachówką, w znacznej mierze został sfinansowany przez tamtejszą żydowską synagogę, dużą sumę przekazał także lubelski złotnik Abraham Bomerson oraz „Żyd Kudłaty” po sprzedaży swojego domu na przedmieściach. Powstawały także szpitale innowiercze, we wspomnianych Bełżycach zaraz po katolickiej otworzono infirmerię kalwińską. Podobnie było w Babinie i Urzędowie. Żydowskie przytułki, a potem szpitale, razem z bożnicami, istniały w Lublinie, Kazimierzu i Piaskach. W Łęcznej przy ul. Ruskiej (1620) oraz Ostrowie Lubelskim powstały szpitale cerkiewne, unickie.

Byłem chory, a odwiedziliście Mnie

Ze względu na centralne znaczenie w regionie największą koncentrację kościelnych placówek zdrowia znajdziemy w Lublinie. Oprócz najstarszej prepozytury Świętego Ducha, szpitala bonifratrów i szarytek, doniosłą rolę odgrywał szpital św. Łazarza przy kościele św. Wojciecha na Podwalu (obecnie dom rekolekcyjny). Ufundowany został przez krakowskiego wojewodę Mikołaja Zebrzydowskiego w 1605 r. i oddany w opiekę Bractwa Miłosierdzia, potem służyły tam szarytki. One otworzyły przy szpitalu szkołę dla sierot, w której uczono sztuki czytania i pisania oraz „innych pospolitych robót”. Niezwykłą inicjatywą wykazał się w 1663 r. ks. Mikołaj Sługocki, który wraz z konfratrami doprowadził do powstania „szpitala księży inwalidów” przy ul. Zamkowej w Lublinie; dotacja pochodziła z funduszy pozostawionych przez księży zmarłych bez testamentów. Lubelscy ewangelicy mieli swoją niewielką infirmerię w pobliżu dzisiejszego „murku z kwiatkami”, przy Krakowskim Przedmieściu.

W kilkadziesiąt lat po śmierci Chrystusa w Jerozolimie, a potem w Antiochii i Aleksandrii, Jego uczniowie otwierali pierwsze leprozoria dla trędowatych. Była to znakomita forma naśladowania Pana w Jego trosce o chorych i odepchniętych. Wszystkie późniejsze fundacje, ochronki, przytułki, wreszcie szpitale, były odpowiedzią na Chrystusowe wezwanie: „Byłem chory, a odwiedziliście Mnie” (Mt 25). Może to jest najlepsza podpowiedź, gdzie w Adwencie możemy szukać Pana Jezusa.

2018-11-28 11:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dzień z życia pacjenta a papieskie orędzie

Lektura papieskiego orędzia na Światowy Dzień Chorego mocno prowokuje do zestawienia słów Franciszka z naszą polską rzeczywistością

Warszawa: Jeden ze szpitali w centrum miasta. Jest piątek, dochodzi dwudziesta. Na SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy) trafia starsza kobieta, chora od dwóch lat na nowotwór. Ma czwarty stopień raka, duże trudności z chodzeniem, wysoką gorączkę, obrzęki na nogach i ból w klatce piersiowej. Syn z trudem prowadzi ją do krzesła w poczekalni (trwa to dobre pół godziny; po każdym zrobionym kroku kobieta musi odpocząć). Mężczyzna sadza w końcu matkę na krześle, a sam idzie po cenną szpitalną zdobycz, czyli po wózek inwalidzki, bo matka nie da rady iść dalej. Szybko okazuje się jednak, że wózków na SOR-ze już nie ma. – Wszystkie wyszły – informuje pani w białym fartuchu, która wypożycza pacjentom wózki na dowód osobisty. – To co mam zrobić? – pyta mężczyzna. – To nie moja sprawa! – odpowiada kobieta.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Rozważania na niedzielę: Dokonał się cud wskrzeszenia

2026-10-02 08:35

[ TEMATY ]

rozważania

ks. Marek Studenski

Materiał prasowy

61 minut bez tętna. Trwa reanimacja, a matka wzywa wstawiennictwa Fultona Sheena. Kiedy lekarze przygotowują się do stwierdzenia zgonu, serce chłopca zaczyna bić.

Zapraszam Cię również do poznania innych zaskakujących spotkań z życia Sheena. Przy jednym stole zasiadają kapłan i przekonany komunista. Dyskusja dotyczy ideologii, aż nagle pojawia się temat Maryi. Dlaczego właśnie wtedy odżywa wspomnienie rodzinnego domu?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję