Reklama

Wiadomości

Leśna służba i misja

O królu polskich kniei, ekologii i gospodarce leśnej z dr. Andrzejem Koniecznym, dyrektorem generalnym Lasów Państwowych, rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 37/2019, str. 36-39

[ TEMATY ]

wywiad

©szczepank – stock.adobe.com

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od niepamiętnych czasów królem polskich kniei, polskich lasów był żubr, a dziś mamy w Polsce ok. 2 tys. sztuk tego gatunku, z ogromnym trudem uratowanego przed wyginięciem. Bez żadnej przesady można chyba powiedzieć, że to dzięki Lasom Państwowym, które w tym roku obchodzą 95-lecie swego istnienia...

DR ANDRZEJ KONIECZNY: – Zgadzam się z tą tezą. Można powiedzieć, że dzięki polskim leśnikom i Lasom Państwowym – lecz także dzięki zgodnemu zaangażowaniu polskich naukowców, przyrodników i weterynarzy – przed bez mała 100 laty zostały podjęte skuteczne działania na rzecz powrotu tego wielkiego zwierza do polskich lasów.

– I to bez pomocy tzw. ekologów, których wówczas nie było!

– Było więcej racjonalności i konkretnego działania zamiast absurdalnych, teoretycznych wymysłów w rodzaju stwierdzeń, że las i wszystko, co w nim żyje, trzeba pozostawić samym sobie, a leśnikom od lasu wara... Na szczęście wtedy panowała zgoda i było możliwe współdziałanie ludzi dobrej woli. Od kiedy prof. Jan Sztolcman na konferencji w Paryżu w 1923 r. zaproponował program uratowania żubra i przywrócenia jego obecności w polskich (i europejskich) lasach, odpowiednie przygotowania potoczyły się sprawnie i bez przeszkód.

– Na fali świeżo odzyskanej niepodległości?

– Zdecydowanie tak. Żubry na naszych terenach zostały ostatecznie wyniszczone podczas kataklizmu I wojny światowej, a dosłownie ostatni osobnik został zastrzelony przez kłusownika w 1919 r. Już 10 lat później przewieziono do Białowieży pierwsze osobniki z hodowli zamkniętych w Niemczech i Szwecji. Rozpoczął się niełatwy proces odbudowy tego gatunku w warunkach naturalnych. Naprawdę wszyscy się wtedy cieszyli, że żubr wrócił do Polski!

– Dzisiaj się nie cieszą?

– Dzisiaj jesteśmy zakładnikiem sukcesu. Mamy w Polsce ponad 1,?9 tys. żubrów i jednocześnie niezgodę, trudność ze społeczną akceptacją ich obecności w wielu miejscach w Polsce. Faktem jest, że tak duże zwierzę może czynić szkody i w polu, i w lesie...

– A może w dzisiejszym świecie nie ma już miejsca dla żubrów?

– Mam nadzieję, że aż tak źle nie jest. Miejsce powinno się znaleźć, potrzeba tylko dobrej woli i odpowiedniego wysiłku.

– 100 lat temu było łatwiej?

– Nie sądzę. Dzisiaj proponujemy, żeby te nasze polskie żubry rozsyłać po całej Europie, by się nimi dzielić. Niestety, najczęstszą odpowiedzią jest: brak miejsca, brak odpowiednich terenów do zasiedlenia oraz to, że ten gatunek budzi kontrowersje w europejskich – deklaratywnie ekologicznych, lecz praktycznie oderwanych od ziemi i natury – społeczeństwach.

– Chodzi o zwykły strach?

– Raczej o kolizję z życiem społecznym i, moim zdaniem, o najzwyklejsze wygodnictwo współczesnego człowieka. Mimo wszystko – mimo czynionych przez żubry szkód w uprawach rolnych – wygląda na to, że tylko u nas, w Polsce, są one autentycznie akceptowane.

– Lecz wciąż – od 100 lat – żubr pozostaje zwierzęciem specjalnej troski...

– Nie może być inaczej. Warto tu podkreślić, że nie wszystkie kraje europejskie, pomimo szczytnych deklaracji, czynią tyle dla podtrzymania bioróżnorodności, ile czyni Polska, a zwłaszcza polskie leśnictwo; wiele gatunków roślin i zwierząt obejmujemy rzeczywistą troską. Mamy więc powody, by być z tego dumni.

– A symbolem tej dumy może być właśnie żubr?

– Żubr jest symbolem ochrony przyrody na świecie. Niewątpliwie wymaga szczególnej troski i coraz trudniej zapewnić mu odpowiednie warunki bytowania w naturze. Populacja żubra w Polsce została odtworzona na bazie zaledwie siedmiu osobników ocalałych w hodowlach, stąd charakterystyczne dla chowu wsobnego problemy m.in. z odpornością. Aby zmniejszyć ryzyko chorób, zwiększyć bezpieczeństwo stada, wskazane jest rozlokowanie polskich żubrów na większej przestrzeni, nawet w innych państwach. Niestety, zderzamy się tu wciąż z niezrozumieniem, z odmową... Dlatego, ze względów zdrowotnych, staramy się obecnie rozproszyć tę naszą populację na obszarze Polski, tworzymy nowe stada w większych kompleksach leśnych, np. na terenie Puszczy Augustowskiej. Pamiętajmy, że jeden osobnik potrzebuje aż 2 km2 przestrzeni, więc nie każde miejsce się nadaje. Obok tego prowadzimy nieustanny monitoring zdrowotny wszystkich osobników, także post mortem, w celu rozpoznania ich chorób, których, niestety, jest bardzo wiele.

– Dosłownie każdy żubr w Polsce jest otoczony opieką weterynaryjną?

– Każdy. Stada są obserwowane – przede wszystkim w miejscach podawania paszy – przez leśników, weterynarzy oraz specjalne komisje żubrowe. Stąd wiemy, że polskie stada są ciągle w dość dobrej – ale jednak nie do końca – kondycji. Z pewnością trzeba prowadzić, mimo krytyki niektórych środowisk, rozważną eliminację osobników słabych, chorych bądź agresywnych, aby zapobiec roznoszeniu się chorób.

– To Lasy Państwowe są dziś głównym promotorem i sponsorem polskich żubrów?

– Były od samego początku i są do dziś. W specjalnym „projekcie żubrowym” rozpisanym na lata 2017-20 przeznaczamy na ten cel 47 mln zł (na opiekę, badanie, monitoring, leczenie, odławianie i transport za granicę, itp.).

– A mimo to właśnie na Lasach Państwowych i leśnikach skupia się dziś cała krytyka tzw. ekologów (właśnie z powodu eliminacji chorych sztuk) oraz rolników – z powodu szkód wyrządzanych przez żubry na polach. Kłopot z żubrem wydaje się podobny do kłopotu z kornikiem... Leśnicy są w stanie sobie poradzić ze stadami żubrów, z inwazją korników, ale wobec ludzkiego niezrozumienia są często bezradni...

– Rzeczywiście, nie jest nam łatwo dotrzeć do świadomości społecznej. Oderwani od ziemi i lasu współcześni ludzie nie zadają sobie bowiem trudu, by zrozumieć, w jaki sposób funkcjonuje przyroda i w jaki sposób wcześniej człowiek z niej korzystał, a przede wszystkim – w jaki sposób powinien z niej korzystać dzisiaj. Prawdziwy przekaz o tym, co się stało w Puszczy Białowieskiej, nie może się przebić ani do polskiej, ani do europejskiej opinii społecznej z powodu blokujących go – prowokowanych i podsycanych – emocji. Nie ma tu mowy o rzeczowej dyskusji, o rozsądku, są tylko pseudoekologiczne hasła... To wszystko doprowadziło do tego, że dzisiaj jedna czwarta powierzchni nadleśnictw Puszczy Białowieskiej jest martwa. Tak, leśnicy są w trudnej sytuacji, bo są zakrzykiwani, bo kwestionuje się ratowanie lasu przez usuwanie zainfekowanych drzew! W wyniku zmian po inwazji kornika na terenie całej puszczy dochodzi do przyrodniczo niekorzystnych zmian, do wyraźnego ograniczenia bioróżnorodności; tam, gdzie był las, teraz są trawy...

– Odwiedzający dziś Puszczę Białowieską przeciętny turysta z Polski lub z Europy, zobaczywszy taki krajobraz, o wszystko obwini leśników!

– Jest to całkiem realne, mimo że krańcowo niesprawiedliwe! Z Ustawy o lasach jasno wynika, że to leśnicy (konkretni nadleśniczy) odpowiadają za stan lasu, tymczasem np. w przypadku Puszczy Białowieskiej mamy do czynienia z wielością rozmaitych uregulowań prawnych; mamy tu jeszcze polską Ustawę o ochronie przyrody, prawo unijne (dyrektywy: ptasią i siedliskową), konwencję UNESCO. To bardzo trudne wyzwanie dla leśników, by w tym wszystkim się odnaleźć i móc działać racjonalnie.

– W przypadku Puszczy Białowieskiej okazało się to zupełnie niemożliwe, bo nadleśnictwa od 95 lat bardzo dobrze – i z wielką korzyścią dla przyrody! – funkcjonujące na ustanowionej u zarania polskiej niepodległości zasadzie samodzielności gospodarczej zostały niejako ubezwłasnowolnione?

– Mam wiele przykładów na to, że tak się dzieje – zawsze z wielką szkodą dla przyrody. Na podejmowane przez białowieskich leśników, za zgodą dyrektora generalnego, działania ratunkowe aktywiści ekologiczni, wspierani przez polityków opozycji, złożyli skargę do Komisji Europejskiej, która zakazała wycinki zajętych przez kornika drzew. Naszym zdaniem, było to sprzeczne z zawartym przez Polskę w 2008 r. zobowiązaniem do zachowania integralności obszarów Natura 2000, czyli stanu siedlisk sprzed tegoż roku. Tę integralność naruszył kornik, a my chcieliśmy ją przywrócić, uratować, by wywiązać się z tegoż zobowiązania. Tyle że to nasza działalność naprawcza została oceniona jako... naruszanie owej integralności. Mieliśmy więc do czynienia z nielogicznością, niepojętym paradoksem, z czymś w rodzaju unijnego paragrafu 22...

– Powiada Pan Dyrektor, że polscy leśnicy potrafiliby lepiej zadbać o dobrostan europejskiej przyrody niż całe sztaby unijnych urzędników oraz speców od ekologii?

– Leśnicy są skromni, ale znają się na przyrodzie i realnie w niej działają. Od 95 lat łączymy to, co na dzisiejszych salonach wydaje się niemożliwe do połączenia – tradycję z nowoczesnością. 95 lat temu w Polsce, po niespełna 5 latach od odzyskania niepodległości, powstały Lasy Państwowe – dobrze pomyślana instytucja, która niemal w niezmiennej formie przetrwała wojnę, okres stalinowski, gospodarkę nakazowo-rozdzielczą, a także zapędy neoliberalne polityków III RP. Można bez zbytniej przesady powiedzieć, że polska gospodarka leśna może być wzorem. Jako pośrednie dowody na to mogą służyć następujące fakty: od II wojny światowej powierzchnia leśna Polski zwiększyła się o 50 proc., przybyło ponad 2,5 mln ha lasów, zwiększają się ich zasobność oraz możliwości użytkowania drewna. Znaczące są poprawa stanu lasów pod względem zgodności składu gatunkowego z warunkami siedliskowymi oraz dobry, pomimo pojawiających się zagrożeń, stan zdrowotny. Zawsze oczywistą sprawą dla nas, polskich leśników, jest to, aby wycinać o wiele mniej drzew, niż ich przyrasta. W ten sposób tworzymy narodowe bogactwo.

– A jednak w historii Lasów Państwowych pojawiały się wymuszenia większej eksploatacji...

– Tak było zawsze wtedy, gdy trzeba było odbudowywać kraj, czy to na początku II RP, czy w latach 40. XX wieku. Lasy Państwowe znacząco wsparły odbudowę kraju ze zniszczeń wojennych. Należy jednak mocno podkreślić, że polscy leśnicy, dzięki tradycyjnej formacji wyniesionej z polskich szkół leśnych, dzięki ogromnemu poczuciu służby i misji – niespotykanemu już chyba w innych środowiskach zawodowych – zawsze potrafili obronić powierzony im las. Powołana prawie 100 lat temu organizacja Lasy Państwowe miała z założenia być – i wciąż jest, dzięki Bogu! – gwarantem tego, że polskie lasy będą coraz bogatsze przyrodniczo.

– A gdy dziś cieszymy się z sukcesów polskiego meblarstwa, to naprawdę nie musimy się martwić, jak ten znaczny wzrost apetytu na drewno odbije się na polskich lasach?

– W żadnym razie. Po to istnieją Lasy Państwowe, by to nie groziło. To prawda, że Polska jest dziś czwartym eksporterem mebli i szóstym ich producentem na świecie, a wartość eksportu wszystkich produktów z drewna wynosi ok. 45 mld zł. Nie stanowi to jednak większego zagrożenia dla polskich lasów. Dzieje się tak dlatego, że krócej, niż trwa pozyskanie drewna, rosną jego zasoby w lesie – o to właśnie dbamy. W samych lasach w zarządzie Lasów Państwowych przyrasta dziś netto (ponad to, co wycinamy) ok. 25 mln m3 drewna rocznie. Można powiedzieć, że w uproszczeniu na każdego Polaka przybywają w Lasach Państwowych co roku dwa nowe drzewa. Aż 38 proc. powierzchni lasów państwowych podlega ochronie w ramach unijnego programu Natura 2000, blisko 2 proc. stanowią rezerwaty, kolejne 2 proc. to strefy ochrony rzadkich gatunków. Udowadniamy więc, że można połączyć użytkowanie lasu z ochroną przyrody. Tak się w Lasach Państwowych zawsze działo i dzieje się nadal.

– Polscy leśnicy nie są więc wyłącznie bezwzględnymi eksploatatorami lasu – jak się ich często postrzega – ale też świadomymi, dobrze wykształconymi ekologami?

– Śmiem twierdzić, że są nimi przede wszystkim. Któż, jak nie polscy leśnicy właśnie, stara się przekonywać resztę świata o fundamentalnym znaczeniu lasu – jako wielkiego magazynu CO2 w drzewach i drewnie – dla jakości klimatu? To polscy naukowcy leśnicy przedstawiają międzynarodowym gremiom swoje badania, proponują konkretne rozwiązania. Lasy Państwowe realizują już projekt pilotażowy „Leśne Gospodarstwa Węglowe”; do 2026 r. chcemy znacznie zwiększyć możliwości pochłaniania CO2 przez drzewa leśne.

– Jak to możliwe?

– Będziemy zalesiać nowe tereny wszędzie, gdzie to tylko możliwe! W starszych lasach koniecznie trzeba dosadzać nowe gatunki drzew, np. te mogące rosnąć w cieniu (buk). Żartobliwie mówiąc, chcemy zwiększyć „ilość drewna w lesie”, by w ten sposób uwięzić jak najwięcej CO2... Trzeba też przywracać wodę przesuszonym torfowiskom, rozbudowywać retencję wód w lasach itp., itd.

– Lasy Państwowe stać na tego rodzaju szeroko zakrojone przedsięwzięcia?

– Tak zostały 95 lat temu zorganizowane, by sobie radzić nawet w najcięższych sytuacjach. Mimo zwiększających się obciążeń i danin na rzecz budżetu państwa (rocznie 2,5-3 mld zł) samodzielnie radzimy sobie z największymi kataklizmami, nie oczekujemy rekompensat ani odszkodowań od państwa. Wielka „wichura stulecia” zniszczyła lasy na obszarze równym dwukrotnej powierzchni Warszawy. Po niespełna 2 latach na jednej trzeciej tych terenów już rośnie otoczony opieką nowy las.

– Nie wszyscy jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że lasów w Polsce mamy wciąż za mało...

– Mogę zapewnić, że lasy w Polsce mają się dobrze, jest ich coraz więcej, są też bardziej różnorodne biologicznie i zasobne w drewno. Na każdego statystycznego Polaka przypada dziś w Lasach Państwowych o 60 drzew więcej niż w 1989 r. Korzystajmy z wyjątkowego przywileju swobodnego dostępu do ogromnej większości polskich lasów, cieszmy się też tym, że dają pracę i są jednym z filarów polskiej gospodarki. My, leśnicy, możemy obiecać, że zrobimy wszystko, by zachować je dla przyszłych pokoleń w doskonałym stanie, bo dziś korzystamy z nich w rozsądny, zrównoważony sposób.

* * *

Dr Andrzej Antoni Konieczny
Leśnik (absolwent SGGW), doktor nauk ekonomicznych, absolwent studiów podyplomowych Master of Business Administration University of Illinois; odbył staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec. Od 1996 r. na różnych stanowiskach w Lasach Państwowych. W latach 2015-18 – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska. Od stycznia 2018 r. – dyrektor generalny Lasów Państwowych

2019-09-10 12:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież, który umacniał wiarę

2020-03-25 12:49

Niedziela Ogólnopolska 13/2020, str. 16-17

[ TEMATY ]

wywiad

Wojtek Laski/East News

Jego książka, a raczej obszerny wywiad z Janem Pawłem II – Przekroczyć próg nadziei, do dziś cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników. Vittorio Messori – dziennikarz, pisarz i jeden z najlepszych znawców pontyfikatu papieża Polaka w rozmowie z Włodzimierzem Rędziochem opowiada o Janie Pawle II i o kulisach powstania książki.

Włodzimierz Rędzioch: Miał Pan wielki przywilej przeprowadzenia wywiadu z Janem Pawłem II w celu przygotowania książki. Przekroczyć próg nadziei to pierwszy w historii wywiad rzeka z papieżem. Jak do tego doszło? Co wówczas wywarło na Panu największe wrażenie w osobie papieża Polaka?

Vittorio Messori: Najpierw był projekt opracowany przez rzecznika Ojca Świętego, mojego przyjaciela Joaquína Navarro-Vallsa. Miał to być wywiad telewizyjny z papieżem wyemitowany tego samego dnia przez sto stacji telewizyjnych na całym świecie. Z dyrektorami telewizji państwowej RAI i reżyserem Pupim Avatim zostaliśmy zaproszeni na rozmowę na temat tego projektu do Castel Gandolfo. Wyjaśniłem wtedy, że jestem dziennikarzem prasowym i nie mam doświadczenia w dziennikarstwie telewizyjnym...

CZYTAJ DALEJ

Watykan: papieska modlitwa o ustanie pandemii koronawirusa

Do przyjęcia mocy wiary, która wyzwala ze strachu i daje nadzieję zachęcił papież Franciszek w homilii poprzedzającej nadzwyczajne błogosławieństwo „Urbi et Orbi” (Miastu i Światu). Zakończyło ono modlitwę o miłosierdzie Boże dla ludzkości pogrążonej w pandemii koronawirusa. - Boża moc polega na skierowaniu ku dobru wszystkiego, co się nam przytrafia, także rzeczy złych - przekonywał Ojciec Święty na pustym placu św. Piotra.

Nabożeństwo, które obywało się pomimo padającego deszczu, z udziałem jedynie asysty liturgicznej, rozpoczęło się odmówieniem przez Franciszka krótkiej modlitwy.

Papież prosił w niej Boga o to, by pocieszył swe dzieci i otworzył ich serca na nadzieję, „abyśmy poczuli Twoją obecność wśród nas”.
Następnie odczytano fragment Ewangelii św. Marka, mówiący o spotkaniu Jezusa z uczniami na wzburzonym jeziorze, które On uspokoił swoim słowem po ich słowach pełnych wyrzutu: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”.

Następnie zabrał głos Ojciec Święty. Zauważył, że tak jak w tym fragmencie Ewangelii również dzisiaj wydaje się, iż zapadł wieczór, a wszystko ogarnięte jest pustką, która paraliżuje. Podobnie jak uczniowie uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy w tej samej łodzi, wszyscy słabi i zdezorientowani, ale jednocześnie wszyscy potrzebujący wzajemnego pocieszenia i wsparcia. Natomiast Pan Jezus spokojnie śpi, ufając Ojcu. Gdy został zbudzony, po uciszeniu wiatru i wody, zwrócił się do uczniów z odcieniem wyrzutu: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”.

Franciszek podkreślił, że nikomu nie zależy na nas bardziej, niż Panu Jezusowi. Natomiast burza odsłania naszą bezradność i fałszywe przesłanki, na których zbudowaliśmy nasze życie, starając się ukryć swój egoizm. Kilkakrotnie papież przytoczył słowa Jezusa z Ewangelii: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”. Zaznaczył, że obecnie konieczne jest dokonanie rachunku sumienia z naszego stylu życia, stosunku do siebie nawzajem, a także do Ziemi, będącej naszym wspólnym domem.

„Nie jest to czas Twojego sądu, ale naszego osądzenia: czas wyboru tego, co się liczy, a co przemija, oddzielenia tego, co konieczne od tego, co nim nie jest. Jest to czas przestawienia kursu życia ku Tobie, Panie, i wobec innych” – wskazał Ojciec Święty.

Zachęcił do odkrycia, że nasze życie jest utkane i podtrzymywane przez zwykłych ludzi: lekarzy, pielęgniarzy i pielęgniarki, pracowników supermarketów, sprzątaczki, opiekunki, przewoźników, stróżów porządku, księży, zakonnice i bardzo wielu innych, którzy zrozumieli, że nikt nie zbawia się sam i jesteśmy wezwani do budowania jedności.

Podkreślił także znaczenie modlitwy. „Zaprośmy Jezusa do łodzi naszego życia. Przekażmy Mu nasze lęki, aby On je pokonał. Podobnie jak uczniowie doświadczymy, że z Nim na pokładzie nie dojdzie do katastrofy. Bo Boża moc polega na skierowaniu ku dobru wszystkiego, co się nam przytrafia, także rzeczy złych. Wnosi On w nasze burze pokój ducha, bo z Bogiem życie nigdy nie umiera” – stwierdził Franciszek.

Zachęcił do rozbudzenia solidarności, wiary i nadziei. Wskazał, że przyjęcie krzyża oznacza odnalezienie odwagi, by wziąć w ramiona wszystkie przeciwności obecnego czasu. „W Jego krzyżu zostaliśmy zbawieni, aby przyjąć nadzieję i pozwolić, aby to ona umocniła i wspierała wszystkie środki i możliwe drogi, które mogły by nam pomóc strzec siebie oraz strzec innych. Przyjąć Pana, aby przyjąć nadzieję. Oto moc wiary, która wyzwala ze strachu i daje nadzieję” – podkreślił Ojciec Święty.

Kończąc papież zawierzył świat Panu Bogu. „Panie, pobłogosław świat, daj zdrowie ciałom i pocieszenie sercom. Chcesz, byśmy się nie lękali. Ale nasza wiara jest słaba i boimy się. Ale Ty, Panie, nie zostawiaj nas na łasce burzy. Powtórz raz jeszcze: «Wy się nie bójcie!». A my, razem z Piotrem, «wszystkie troski przerzucamy na Ciebie, gdyż Tobie zależy na nas»” – powiedział Franciszek na zakończenie swego rozważania.

Następnie podszedł do ustawionych przy kolumnach przed głównym wejściem do bazyliki dwóch wizerunków: najpierw do ikony Matki Bożej „Salus Populi Romani” (Ocalenie Ludu Rzymskiego) z bazyliki Matki Bożej Większej, a potem do cudownego krucyfiksu z kościoła św. Marcelego przy via del Corso w centrum Rzymu. Modlił się przed nimi dłuższą chwilę, ucałował też stopy figury Zbawiciela. W tym czasie kantorzy odśpiewali pochodzącą z III wieku modlitwę „Sub Tuum praesidium” (Pod Twoją obronę) i wielkopostną antyfonę „Adoramus te Christe et benedicimus tibi, quia per crucem tuam redemisti mundum” (Kłaniamy Ci się, Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż swój świat odkupił).

Następnie rozpoczęła się adoracja eucharystyczna przed Najświętszym Sakramentem, wystawionym na ołtarzu umieszczonym na dziedzińcu bazyliki św. Piotra. Kantorzy odśpiewali hymn „Adoro te devote” („Zbliżam się w pokorze”), przypisywany św. Tomaszowi z Akwinu. Po dłuższej modlitwie w ciszy odmówiono rozbudowaną modlitwę błagalną w formie litanii, w której znalazło się m.in. wezwanie o wybawienie ludzi od epidemii.

A po odśpiewaniu hymn „Tantum ergo sacramentum” (Przed tak wielkim Sakramentem) papież wyszedł przed bazylikę, by udzielić Najświętszym Sakramentem nadzwyczajnego błogosławieństwa apostolskiego „Urbi et Orbi” (Miastu [Rzymowi] i Światu). W tym momencie zabrzmiały dzwony tej świątyni.

Archiprezbiter bazyliki św. Piotra kard. Angelo Comastri ogłosił, że ci wszyscy, którzy uczestniczyli w tym błogosławieństwie za pośrednictwem radia, telewizji i innych środków przekazu, mogą uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami ustanowionymi przez Kościół.

Na zakończenie kantorzy odśpiewali „Laudate Dominum omnes gentes”.

„Salus Populi Romani” to wizerunek Matki Bożej, patronki Rzymu. Tradycja łączy tę bizantyjską ikonę z zakończeniem zarazy z 539 r. Modlił się przed nią także papież Grzegorz XVI w czasie epidemii cholery w 1837 r.

Z kolei z czczonym w kościele św. Marcelego XIV-wiecznym krucyfiksem związane są dwa wydarzenia z XVI wieku, uznawane za cudowne. Najpierw w 1519 r. jako jedyny element wyposażenia ocalał on z pożaru tej świątyni. Trzy lata później zaś niesiony był w procesji pokutnej, z którą łączy się ustanie w Rzymie epidemii dżumy.

Przed wizerunkami z rzymskiej bazyliki Santa Maria Maggiore i kościele San Marcello al Corso papież Franciszek modlił się podczas prywatnej pielgrzymki 15 marca, prosząc Boga o zakończenie pandemii koronawirusa.

PAP

Uroczystego błogosławieństwa „Urbi et Orbi”, połączonego z możliwością uzyskania odpustu zupełnego, udziela ze środkowego balkonu bazyliki św. Piotra nowo wybrany papież. Udziela go także w każdą Wielkanoc i Boże Narodzenie. Dzisiejsze błogosławieństwo „Urbi et Orbi” miało więc charakter nadzwyczajny.

CZYTAJ DALEJ

Biskup przekazał szpitalowi zakaźnemu poświęcone krzyże

2020-03-28 19:28

[ TEMATY ]

koronawirus

biskup diecezjalny

szpital zakaźny

gorzow

Archiwum redakcji

Biskup ordynariusz Diecezji Zielonogórsko – Gorzowskiej Bp Tadeusz Lityński przekazał jednoimiennemu szpitalowi zakaźnemu poświęcone krzyże. Mają być duchowym wsparciem i uzupełnieniem leczenia pacjentów podejrzanych o zakażenie i zakażonych wirusem SARS-CoV-2, a także darem dla personelu lecznicy.

Krzyże zawisły w szpitalnych oddziałach.

- Bardzo dziękujemy księdzu biskupowi za ten ważny gest - mówi prezes gorzowskiej lecznicy Jerzy Ostrouch, który odebrał dar. - Nie możemy zapominać, że dla wielu naszych pracowników i pacjentów obecność krzyża w miejscu ich pobytu ma ogromne znaczenie , bo w tych trudnych dla siebie chwilach potrzebują opieki medycznej i też wsparcia duchowego. Ksiądz biskup zapewniał, że pamięta o nich w swoich modlitwach.

więcej na: http://www.szpital.gorzow.pl/…/4592-biskup-diecezjalny-wspi…

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję