Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Oswoić śmierć

Z ks. Januszem Kilarem, dyrektorem Hospicjum św. Jana Ewangelisty w Szczecinie, rozmawia Monika Mazanek-Wilczyńska

Niedziela szczecińsko-kamieńska 46/2019, str. 1-3

[ TEMATY ]

wywiad

hospicjum

śmierć

choroba

Monika Mazanek-Wilczyńska

Msza św. w hospicjum w Szczecinie

Msza św. w hospicjum w Szczecinie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MONIKA MAZANEK-WILCZYŃSKA: – Jeśli urodziliśmy się, to pewne jest, że kiedyś umrzemy. Jednak współczesny człowiek nie chce myśleć o śmierci.

KS. JANUSZ KILAR: – Będąc w takim miejscu jak hospicjum, gdzie towarzyszy się wielu osobom w odchodzeniu z tego świata, to muszę powiedzieć, że rzeczywiście coraz więcej odchodzących nie chce rozmawiać o śmierci. Wielu nie godzi się na śmierć i zakończenie swego życia. Czasami zdarza się trudne odchodzenie, bo człowiek musi załatwić jeszcze wiele spraw tutaj, na ziemi – m.in. poplątane drogi z Panem Bogiem.

– Tymczasem codziennie w Polsce – według danych GUS – umiera ponad tysiąc osób, a na świecie ponad 150 tysięcy. Jednak dla bliskich tej osoby, która odchodzi, często jest to szok.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Dzisiejszy świat afirmuje zdrowie, piękne ciało, długie życie. My, gdy patrzymy na reklamy, to nie widzimy tam ludzi starszych, schorowanych, którzy będą odchodzili, tylko pięknych i młodych. A jak reklamują jakąś tabletkę, to po to, by pomóc dłużej żyć, być piękniejszym, zdrowszym. Dzisiejszy świat jest tak zwariowany, że w rozmowach wielu ludzi nie pojawia się temat śmierci. Myślę, że warto tu wspomnieć rzeczywistość, która mnie tak bulwersowała jako młodego kapłana. Starsi księża przy I Komunii św. modlili się z dziećmi o dobrą śmierć. Dla mnie wtedy to było zupełnie niezrozumiałe. Dlaczego w takim radosnym momencie życia, przy pierwszym spotkaniu z Jezusem Eucharystycznym, byli kapłani, którzy łączyli to z taką modlitwą? A teraz, gdy pracuję w hospicjum, jestem im bardzo wdzięczny za taką modlitwę, która wyprosiła wielu chorym łaskę dobrej śmierci, tak ważną na ostatnim zakręcie ich życia. Brak rozmów na temat śmierci wśród wierzących powoduje, że często ludzie są nieprzygotowani na odchodzenie swoich najbliższych. Rodziny, które oddały swoich chorych do hospicjum, często rozmawiają z nami o leczeniu swoich najbliższych i pytają, co możemy zrobić, aby ich bliscy wrócili jak najszybciej do domu. W rozmowach tych widzimy, jak bardzo chorzy nie są przygotowani na śmierć, a ich rodziny w obliczu śmierci przeżywają szok, że to tak szybko nastąpiło. Podsumowując moją wypowiedź na to pytanie, chciałem jeszcze raz wrócić do potrzeby modlitwy o dobrą śmierć w życiu ludzi wierzących, która będzie przygotowywała katolików na moment swojej śmierci i swoich najbliższych.

– W hospicjum ludzie umierają śmiercią powolną, która trwa od kilku godzin do kilku minut. Jak taka śmierć wygląda?

– Rozmowy na temat śmierci człowieka zawsze będą teoretyczne, gdyż nikt z nas jej nie doświadczył. Jako kapłan, który towarzyszył wielu ludziom przy odchodzeniu, muszę stwierdzić, że u każdej osoby wyglądała ona inaczej. Pamiętam takiego pacjenta, który poplątał sobie życie rodzinne. Przy jego odchodzeniu nie było nikogo z rodziny. Podczas jednej z wizyt ten człowiek powiedział do mnie takie słowa: „Proszę Księdza, czy mógłby mnie Ksiądz potrzymać za rękę?”. Spełniając jego prośbę, w milczeniu trwaliśmy przez dłuższą chwilę. Nasze spotkanie chory zakończył słowami: „Proszę Księdza, dziękuję”. Nie chciał być sam w tym momencie. Chciał, by jakaś życzliwa osoba była przy nim. Po kilku dniach zmarł ze świadomością, że ktoś codziennie zaglądał i modlił się za niego. Takie przykłady uświadamiają nam, jak bardzo ważna jest obecność rodziny przy chorym. W rozmowach z rodzinami zachęcamy do częstego odwiedzania swoich najbliższych, co daje chorym poczucie bezpieczeństwa w obliczu śmierci i powolnym odchodzeniu.

– Często ludzie umierają w domu. Jak towarzyszyć takiej osobie w domu?

Reklama

– Myślę, że nie ma cudownych recept do zastosowania przez ludzi, którzy towarzyszą w domu odchodzącym. Najistotniejszym elementem obecności przy chorym jest okazywanie miłości w miejscu, gdzie czuje się najbezpieczniej – czyli w domu. Jako ludzie wierzący powinniśmy także zatroszczyć się o obecność kapłana, w całym procesie przeżywania choroby i powolnego odchodzenia naszych bliskich. Umacnianie ich przez przyjmowanie Chrystusa Eucharystycznego będzie pomagało wzrastać w wierze całej rodzinie. Przez to i więzi rodzinne będą mocniejsze, a okazywana miłość silniejsza. Myślę, że miłosierny Bóg, który kocha każdego człowieka, postawi na jego drodze kapłana, który w Jego imieniu powie: „(...) i ja odpuszczam tobie grzechy”. Taką władzę daje Bóg kapłanowi na ten moment nawrócenia i na powrót doświadczenia miłości Boga do człowieka.

– Nawet kapłanowi, który porzucił kapłaństwo.

– Nawet kapłanowi, który odszedł z kapłaństwa, w obliczu śmierci przywracana jest władza kapłańska. Kościół przez ten fakt podkreśla, jak bardzo Bóg umiłował człowieka, którego chce zbawić. W kapłaństwie Chrystusowym mają udział również osoby świeckie, które mogą pomagać ludziom zagubionym w dochodzeniu do Chrystusa. Czasami jest tak, że to odejście od Kościoła i Pana Boga jest tak dalekie, bolesne i trudne, że chorzy nie chcą o tym rozmawiać z księdzem. Podczas mojej pracy w hospicjum spotkałem wolontariusza, który ma dar od Pana Boga rozmawiania z ludźmi i przygotowywania ich do spotkania z kapłanem w sakramencie pokuty i pojednania. Wiele razy doświadczałem jego daru – charyzmatu jako człowieka świeckiego, świadomie uczestniczącego w życiu Kościoła, niosącego Chrystusa ludziom potrzebującym. Po jego rozmowach wielu chorych decydowało się na spowiedź, na nawrócenie, na powiedzenie Panu Bogu, że żałuje.

– My chrześcijanie wierzymy, że śmierć to oddzielenie duszy od ciała. Co dzieje się potem?

Reklama

– Wielu teologów ma różne teorie na temat śmierci i zmartwychwstania człowieka. W niebie będziemy mieli ciało takie, jak Chrystus po zmartwychwstaniu. Wymiar tej rzeczywistości – życie człowieka na ziemi to droga wznosząca się do wieczności poprzez doświadczenie śmierci. Czy ten moment doświadczenia przejścia jest przerażający, czy to jest trudne i boję się, że mogę spaść? Wtedy może rodzić się lęk przed przejściem do wieczności. Nie wiemy, jak to się dokonuje, na pewno jest jakaś trudność, skoro do ludzi odchodzących przychodzą najbliżsi i pomagają im w tym przejściu. Myślę, że są to takie doświadczenia, o których rozmawiamy w naszych rodzinach, bo z takimi wydarzeniami się spotykamy. Wielu z nas zauważa, że ten moment odchodzenia z tego świata jest niesamowity. Tu chciałbym się podzielić spostrzeżeniami z mojego życia kapłańskiego. Chorzy, którzy przed śmiercią pojednali się z Bogiem, pozbywają się wielu trosk, z ich twarzy znikają zmarszczki, a ich piękno duszy odbija się w oczach. Wtedy personel i rodzina zauważają, że ta osoba – kobieta czy mężczyzna – na twarzy gubi lata. Nie wszystkim w hospicjum dane jest odejść w ten sposób. Są osoby, które tak mocno pogmatwały sobie życie, że kapłan słyszy słowa: „Nie jestem w stanie powiedzieć, że żałuję”. W takich momentach rozpoczyna się walka kapłana o zbawienie tego człowieka. Ta szczera wypowiedź chorego jest wielkim wołaniem o ratunek i pomoc w zdobyciu nieba. W takich sytuacjach często korzystam z modlitwy ludzi zorganizowanych w Apostolstwie Dobrej Śmierci, modlitwy młodzieży uczestniczącej w wolontariacie w naszym hospicjum, a rodzinę bardzo często proszę o głośne odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia przy chorym. Bardzo często ta modlitwa przekazana przez siostrę Faustynę jest ostatnią deską ratunku dla osoby odchodzącej. Nigdy o osobie odchodzącej nie wyrokujemy, że się nie zbawi, nie zamykamy drzwi do wieczności, a zostawiamy to miłosiernemu Bogu i czasami ostatniemu westchnieniu chorego: „Jezu, ufam, Tobie!”.

– Czego doświadcza współmałżonek osoby, która odchodzi?

– Przypomina mi się takie doświadczenie, w którym uczestniczyłem jako kapelan. Do naszego hospicjum trafiła młoda kobieta, która nie mając przeszkód do zawarcia związku małżeńskiego, chciała wziąć ślub w kościele w białej sukni. Jej stan był tak poważny, że ślub odbył się na drugi dzień po przyjęciu do hospicjum. Najbliższa rodzina i wolontariusze obecni tego dnia w hospicjum uczestniczyli w cudownej uroczystości połączenia się dwojga ludzi węzłem małżeńskim. Sakrament małżeństwa to jest jedność nie tylko ciała, ale i duszy. Później patrzyłem na tych ludzi już pojednanych z Panem Bogiem i żyjących w bliskości z Chrystusem Eucharystycznym. To wyjątkowe doświadczenie, kiedy towarzyszyłem temu mężczyźnie w odchodzeniu jego żony. Coś w nim umierało – umierała w nim połowa miłości. Żeby coś więcej powiedzieć o umieraniu współmałżonka, trzeba zapytać tych, którzy pozostali. Patrząc z boku na umieranie współmałżonków w naszym hospicjum, nigdy tego nie doświadczyłem, byłem tylko obserwatorem, który współczuł. Myślę, że ciekawym tematem do rozmowy jest pytanie: Jak małżonkowie stają się jednością w sakramencie małżeństwa? I tak jak w omawianym przykładzie młodzi, którzy mocno są związani miłością, jeszcze taką niewypaloną, gdzie zostało dziecko do wychowania i takie niewypowiedziane pragnienie obecności żony we wspólnym pokonywaniu trudności, widzimy dwie drogi: zrozpaczonego małżonka i żony przygotowującej się do odejścia z tego świata. Najbardziej budującym przeżyciem dla rodziny i wszystkich z hospicjum było zakotwiczenie jej wiary i miłości małżeńskiej w Chrystusie. Była to niesamowita lekcja wiary i miłości do Pana Boga dla wszystkich patrzących z boku.

2019-11-13 11:47

Oceń: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Mów - słuchaj - zaufaj

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 48/2012, str. 1

[ TEMATY ]

hospicjum

terapia

Ks. Adrian Put

Wiedząc, ze pacjent choruje na chorobę śmiertelną, musimy się zmierzyć ze swoim lękiem i własnymi obawami

Wiedząc, ze pacjent choruje na chorobę śmiertelną, musimy się zmierzyć ze swoim lękiem i własnymi obawami
W sobotę 17 listopada w gorzowskim Hospicjum św. Kamila odbyła się debata pod hasłem: „Zdrowa rozmowa pomaga leczyć. Mów - Słuchaj - Zaufaj”. Debatę zorganizowało Stowarzyszenie Hospicjum św. Kamila, a sama debata zgromadziła lekarzy, pielęgniarki, terapeutów, psychologów, duszpasterzy, rodziny pacjentów oraz wolontariuszy z Gorzowa, Szczecina i Zielonej Góry.
CZYTAJ DALEJ

„Witaj w domu”. Jedlina powitała bp. Stefana Regmunta

2026-09-28 20:32

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

bp Stefan Regmunt

Jedlina ‑ Zdrój

złoty jubileusz kapłaństwa

ks. Ryszard Uryga

ks. Andrzej Adamiak

Bp Stefan Regmunt podczas jubileuszowej Eucharystii z okazji 50-lecia kapłaństwa w kościele Trójcy Świętej w Jedlinie-Zdroju. W uroczystości uczestniczył także bp Marek Mendyk, który wygłosił homilię.

Bp Stefan Regmunt podczas jubileuszowej Eucharystii z okazji 50-lecia kapłaństwa w kościele Trójcy Świętej w Jedlinie-Zdroju. W uroczystości uczestniczył także bp Marek Mendyk, który wygłosił homilię.

Pięćdziesiąt lat po święceniach kapłańskich bp Stefan Regmunt wrócił z jubileuszowym dziękczynieniem tam, gdzie dojrzewało jego powołanie. W Jedlinie-Zdroju nie witano go jednak jak dostojnego gościa. – Złoty Jubilacie, witaj w domu. Wśród swoich – usłyszał w kościele Trójcy Świętej.

Jubileuszowa Eucharystia sprawowana w niedzielę 27 września zgromadziła rodzinę, przyjaciół, parafian oraz licznych kapłanów. Obok bp. Stefana Regmunta przy ołtarzu stanęli m.in. bp Marek Mendyk i bp senior Ignacy Dec. Homilię wygłosił biskup świdnicki.
CZYTAJ DALEJ

Biografia bł. Fultona Sheena. „Komunistom nie udało się przekonać ludzi, że nie ma Boga”

2026-09-29 21:00

[ TEMATY ]

książka

ks. Robert Skrzypczak

Pana Boga

Bł. Fulton Sheen

mikrofon

Materiał prasowy

Bł. Fulton Sheen

Bł. Fulton Sheen

Podczas audiencji w 1934 roku Pius XI polecił Sheenowi, aby studiował Karola Marksa i komunizm, obnażając jego zwodnicze twierdzenia w wykładach i wystąpieniach. „Mów o komunizmie przy każdej sposobności i nigdy nie przestawaj ostrzegać Amerykanów o jego niebezpieczeństwach” – miał usłyszeć wtedy od Ojca Świętego. Ten wierny duchowny zastosował się sumiennie do życzenia papieskiego. Podjął studia nad Marksem, Leninem, Stalinem oraz innymi komunistami i bolszewikami. Czytał i mówił w różnych językach, toteż w mniej znanych pismach Marksa znajdował najróżniejsze nieprzetłumaczone jeszcze rodzynki i udostępniał je światu. Dla przykładu, wydobył z pism twórcy marksizmu znamienne zdanie napisane po francusku: „Komunizm zaczyna się tam, gdzie zaczyna się ateizm”.

Marks „tak samo jak nienawidził Boga, nienawidził tych, którzy posiadali jakąś własność” – tłumaczył Sheen. „Aby zrozumieć komunistyczną ideę prawdy, musimy zastąpić Boga filozofią komunizmu; innymi słowy: ostatecznym źródłem prawdy jest ich Partia, która stanowi owoc filozofii Marksa i Engelsa”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję