Reklama

Rodzina

Więcej niż przeŻYĆ, czyli jak wytrwać w noworocznych postanowieniach

Czy i ty należysz do osób, które podejmują noworoczne postanowienia? O co chcesz walczyć w tym roku? Adam chce ogarnąć finanse, Kasia zmienić pracę, Łukasz naprawić małżeństwo. Tylko tyle i aż tyle – wszystko w nowym, 2020 r.
A ty już coś postanowiłeś?

Niedziela Ogólnopolska 1/2020, str. 50-53

[ TEMATY ]

noworoczne

postanowienia

adobe.stock.pl

Wielu ludzi na pytanie, po czym poznają, że postanowili skutecznie, patrzy ze zdziwieniem, wzrusza ramionami i pyta: No, jak to po czym? Konto będzie na plusie, praca zacznie cieszyć i znowu będziemy się dogadywać. Proste? Szalenie trudne! Dlatego statystyki mówią, że prawie 80% osób, które podjęły noworoczne postanowienia, już w marcu z nich zrezygnuje... Jest jednak grupa szczęśliwców, którym uda się wygrać bój o ważną dla siebie sprawę. Co warto wiedzieć o strategiach, aby zwiększyć swoje szanse na wytrwanie w postanowieniu?

Zarządca to nie właściciel

Przede wszystkim trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ta właśnie sprawa jest dla mnie na tyle ważna, że chcę podjąć wysiłek, by zawalczyć o lepsze. Może problemy finansowe spędzają mi sen z powiek – żona ma pretensje, bo znowu odcięli gaz, nie mówiąc o tym, że nie mam za co naprawić auta czy wysłać dzieci na ferie. Może nie wiem, jak to wszystko rozwiązać, i choć nikomu się do tego nie przyznam – bardzo się boję. Jeśli znalazłem w sobie tyle odwagi, że postanowiłem zawalczyć o stabilność finansową, to już odniosłem zwycięstwo. Dlatego w noworoczne postanowienie mogę wejść z pewnością człowieka sukcesu – że wiem, jak wygrywać, a jednocześnie z pokorą wynikającą ze świadomości, iż problemy nie powstały bez mojego udziału i sam z siebie nie zdołam z nich wyjść. Taka postawa pomoże mi w odnowieniu wiary, że choć jestem zarządcą mojego życia i wszelkich dóbr z nim związanych, to jego właścicielem jest ktoś inny – Wszechmogący, który zwłaszcza w sytuacji kryzysowej czeka na zdanie sprawy z mojego zarządu i na moją prośbę o pomoc. A On nigdy nie odmawia. Gdy powierzę Mu finanse mojej rodziny i poproszę o pomoc w gospodarowaniu nimi, muszę być uważny na znaki, sytuacje, ludzi. Pozostaje mi zrobić wszystko, co w mojej mocy, a jednocześnie liczyć się z tym, że ingerencja mocy Boga przekroczy moje wyobrażenia.

Samoświadomość i misja

Mnożenie postanowień działa przeciwskutecznie. Warto się zastanowić, co jest dla mnie najważniejsze
– pomocne w tym będą emocje, których doświadczam, a zwłaszcza odpowiedź na pytanie, o czym mnie one informują. Jeśli chęć zmiany w moim życiu ogniskuje się, dajmy na to, wokół tematu pracy, to warto zapytać siebie, co czuję, gdy myślę o swojej pracy – o tym, co robię, o szefie, współpracownikach. Jeśli są to nieprzyjemne uczucia, takie jak frustracja, złość, bezradność, żal itp., to trzeba się zastanowić, jak mogę sobie pomóc. Może muszę popracować nad skuteczną komunikacją, tak by pracodawca czy pracownicy usłyszeli o moich potrzebach i byśmy wspólnie podjęli decyzję co do stosownych zmian. A może powinienem zacząć oddziaływać na samego siebie, by pracować rzetelniej – często zwiększone zaangażowanie zwiększa efektywność i poczucie satysfakcji wewnętrznej. A może zrobiłem już to wszystko i jeszcze więcej, a mimo to z każdym tygodniem czuję się coraz bardziej wypalony... W takim razie jest to czas na stworzenie osobistej misji na cały rok, dotyczącej tego, co jest dla mnie ważne i jakimi wartościami chcę się kierować w pracy. Misję najlepiej spisać na pięknym papierze, oprawić albo zalaminować, a potem jeden egzemplarz umieścić w pracy, a drugi w domu, tak by w każdej chwili móc do niej zajrzeć. Wierność takiej osobistej misji pomaga wytrwać w postanowieniu zmiany pracy, choć niejednokrotnie ta zmiana dotyczy nawyków działania. Jeśli dochodzi do zmiany firmy, w której pracujemy, czy stanowiska, na którym jesteśmy zatrudnieni, to dzięki zwiększonej samoświadomości wybieramy opcję adekwatną do naszych potrzeb i możliwości, minimalizując ryzyko błędu w wyborze. Zamknięcie tej misji w ramach jednego roku pomaga ograniczyć ryzyko związane ze słomianym zapałem czy brakiem decyzyjności.

Reklama

Perspektywy rzeczywistości

Musimy bardzo precyzyjnie nazwać rzeczywistość, w której żyjemy, by móc ją zobaczyć w całym bogactwie perspektyw. Zmiana bowiem dokonuje się tu i teraz. Jeśli postanawiam w tym roku poprawić relacje w małżeństwie, to określając tu i teraz, muszę pomyśleć nie tylko o mojej sytuacji, ale także o sytuacji mojej żony/mojego męża i sytuacji moich dzieci, każdego z osobna – jeśli mam ich kilkoro. Może moja rzeczywistość jako męża to bardzo intensywna praca. Ze swojej perspektywy robię wszystko, żeby utrzymać rodzinę. Jeśli do tego udaje mi się od czasu do czasu poczytać młodszym dzieciakom książeczki, a z nastoletnim synem wybrać się na strzelnicę czy ściankę wspinaczkową, widzę siebie jako oddanego rodzinie ojca i bardzo trudno mi zrozumieć frustrację żony, która nie raz rzuca, że ma już tego dość. Żeby zdjąć klapki z oczu, muszę zobaczyć rzeczywistość naszego małżeństwa także z perspektywy żony. Bo jej oczami widać przepalone żarówki i cieknące krany, płacz małych dzieci, brak wsparcia w wielogodzinnej opiece nad nimi. Ona zaczyna wątpić w to, że ją jeszcze kocham. Z perspektywy moich dzieci natomiast rodzice cały czas się kłócą i nie mają dla nich czasu, zaczynają podejrzewać, że to one są winne, i coraz częściej czują się niepotrzebne. Żeby wyjść z zaklętego kręgu naszych ograniczających przekonań (przecież muszę pracować, żona przesadza, samo się nie zarobi, dzieci są nieznośne), muszę przede wszystkim uzmysłowić sobie, że po to Bóg dał mi dwoje uszu, a jedne usta, żebym więcej słuchał, niż mówił. Jeśli uda mi się chociaż raz w tygodniu zabrać żonę na spacer czy kawę, to może usłyszę w końcu, że za mną tęskni. Gdy jej wysłucham, może i mnie uda się podzielić z nią uczuciami i potrzebami. Nie oceniając się i nie obwiniając, spróbujemy nawzajem zrozumieć nasze problemy i słabości. A to z kolei może zaprowadzić nas do nowego początku w naszej relacji. Pamiętajmy jednak, że wzajemne przebaczenie i zmiana jakości relacji to proces. Nasze emocje potrzebują czasu, by czułość, empatia i gesty dobrej woli mogły wypełnić wcześniejsze braki.

Opcje i wybór

Aby skutecznie postanowić, musimy wiedzieć, jakie mamy opcje. Bo często do celu prowadzi kilka dróg. Kiedy wybierzemy jedną z nich, musimy być zdecydowani i wierni. Tylko wtedy nasze postanowienie stanie się faktem. Jeśli czujesz, że pomocna będzie czyjaś wspierająca obecność, znajdź sobie przyjaciela zmiany i poproś go o uwagę i wsparcie. Być może to właśnie ty i ja w tym roku mamy szansę odmienić nasze życie na lepsze. Gdzieś w głębi serca doskonale wiemy, czego tak naprawdę pragniemy. Wiemy, jaki aspekt naszego życia potrzebuje zaangażowania i przemiany. Wybór należy do mnie i do ciebie. Bo w naszych rękach jest jakość naszego życia i to właśnie my możemy sprawić, że zaczniemy doświadczać głębiej i mocniej. Zarówno mnie, jak i tobie chodzi przecież o coś znacznie więcej niż żeby tylko przeżyć! >>n

S. Maria Julita, józefitka Mistrzyni nowicjatu

Kiedyś usłyszałam słowa, by wyprzedzać dziękczynieniem to, co mnie czeka danego dnia. Podjęłam postanowienie, by żyć bardziej dziękczynieniem.

Po przebudzeniu dziękuję Bogu za rozpoczynający się dzień i powierzam Mu z wdzięcznością wydarzenia, które są przede mną, także te, o których nawet nie wiem - bo rzeczywistość bywa zaskakująca. Czasem trudniej podziękować, bo tak po ludzku pewnych spraw wolałabym uniknąć, więc proszę Go o łaskę dziękczynienia.

Wdzięczność uczy mnie przyjmowania codzienności, takiej jaka jest tu i teraz - z radościami i troskami, z nowymi wyzwaniami; akceptacji i większej wyrozumiałości dla tych, których Bóg stawia na mojej drodze. Wskazuje, że życie jest darem i odkrywaną tajemnicą. Wszystko, co mnie spotyka, pochodzi od miłującego Boga. Jego wolą jest, by dziękować w każdym położeniu. Dziękczynienie prowadzi mnie do zawierzania Bogu, pozwala mi ufać, że to dobry Bóg ogarnia wszelkie wydarzenia, jest w nich obecny i towarzyszy swoją łaską.

Marzanna i Sławomir Sokołowscy

Małżeństwo od ponad 30 lat, rodzice i dziadkowie.
Odpowiedzialni za częstochowski ośrodek Spotkań Małżeńskich - www.spotkaniamalzenskie.pl ; e-mail: smczwa@gmail.com

Dwa lata temu podjęliśmy postanowienie, że bardziej się zaangażujemy w rozwój ośrodka Spotkań Małżeńskich w Częstochowie. Służbę w tym ruchu umieściliśmy w naszej hierarchii wartości zaraz po rodzinie, która jest na pierwszym miejscu. Było to postanowienie bardzo trudne, ponieważ wymagało ograniczenia pracy zawodowej, a także rozluźnienia kontaktów z przyjaciółmi i ze znajomymi. Musieliśmy też dostosować terminy naszych wyjazdów wypoczynkowych.

Motywował nas fakt, że weekend Spotkań Małżeńskich pomógł nam odnowić więź małżeńską oraz wzmocnić więzi rodzinne z naszymi nastoletnimi wówczas dziećmi. Uczestnictwo w Spotkaniach Małżeńskich dało nam i naszemu małżeństwu bardzo wiele, dlatego też chcieliśmy dać z siebie więcej, bo charyzmatem naszego ruchu są zdolność dzielenia się darem dialogu oraz inspirowanie innych do podjęcia dialogu w swoich związkach. Zachętą była także misja ruchu.

Rozpoczęliśmy żmudną pracę od podstaw, ustaliliśmy stałe terminy spotkań na cały rok z góry, prowadziliśmy akcję informującą małżeństwa, polegającą na przypominaniu o spotkaniach, oraz utrzymywaliśmy z nimi stały kontakt telefoniczny i e-mailowy. Pomimo tylu działań małżeństwa tylko sporadycznie uczestniczyły w spotkaniach. My jednak cierpliwie trwaliśmy w nadziei, że to się zmieni, i każde spotkanie starannie przygotowywaliśmy. To doświadczenie trwało rok i nauczyło nas cierpliwości, wytrwałości i jeszcze większej staranności w przygotowywaniu spotkań. Wspólnie modliliśmy się, aby Bóg pomógł nam się zatroszczyć o to dzieło.

Nasza determinacja spowodowała w końcu, że na spotkaniach zaczęły się stale pojawiać małżeństwa, które często przychodziły ze swoimi dziećmi. Zaczęło przybywać nowych animatorów. Chęć współpracy z nami wyrażają nowi kapłani oraz siostry zakonne. Wzrosła frekwencja na rekolekcjach weekendowych. To czas, w którym małżeństwa z bardzo różnym stażem i w różnej sytuacji mogą odnowić swoją więź, wykorzystując do wzajemnego zbliżenia zasady dialogu:

• słuchanie przed mówieniem;
• rozumienie przed ocenianiem;
• dzielenie się przed dyskutowaniem; a nade wszystko przebaczanie.
Czujemy satysfakcję, że wytrwaliśmy w naszym postanowieniu. Na własne oczy widzimy efekty opieki Pana Boga, który zatroszczył się o swoje dzieło, a my jesteśmy jedynie narzędziami w Jego rękach.

Gabriela Hulbój, żona od 12 lat, mama 3 dzieci, anglistka, fotograf

Miałam pracę, która od zawsze była moim wielkim marzeniem. Bardzo dobrze się w niej czułam, była to jednak praca na pełny etat i coraz trudniej było mi godzić z nią macierzyństwo. Kiedy pojawiło się drugie dziecko, zaczęłam na poważnie myśleć o fotografii, która do tej pory była moim hobby. Mimo wielu obowiązków, przy wsparciu męża, który cały czas we mnie wierzył i z niczym nie poganiał, udawało mi się ułożyć wszystko tak, żeby znaleźć chwilę na rozwijanie się na polu fotografii. Po urodzeniu się naszego trzeciego dziecka, postanowiłam zaryzykować i zostawić pracę stałą. Zależało mi na takiej, która sprzyja rodzinie. W tzw. wolnym zawodzie mogę sama regulować czas pracy. Niesie ona też ryzyko - dzisiaj są klienci, jutro ich nie ma. Stwierdziłam jednak, że chcę być bardziej z rodziną i wolna w tym, co robię, biorąc pod uwagę wszelkie konsekwencje. To był mój świadomy wybór. Zaryzykowałam i to była bardzo dobra decyzja. Co jakiś czas jednak zatrzymuję się na chwilę i sprawdzam, jakie są tego owoce dla mnie i mojej rodziny. Studio fotograficzne rozwija się bardzo dobrze, lubię to, co robię, ale nawet dobre postanowienia mogą zająć zbyt wiele czasu, więc czuwam i weryfikuję ilość pracy. Dla mnie ważne jest to, że nie brakuje mnie dzieciom, a jednocześnie mam przestrzeń na pracę, która daje mi sporo satysfakcji.

Aleksandra i Jerzy Nitkiewiczowie
Są małżeństwem od 18 lat, mają pięcioro dzieci. Jerzy jest z zawodu radcą prawnym i mediatorem w trakcie szkolenia, Aleksandra – coachem i polonistką. Są doradcami życia rodzinnego – pracują z małżeństwami i narzeczonymi. Od początku swojego małżeństwa czerpią z duchowości Wspólnoty Bożego Ojcostwa, a od kilku lat ze Spotkań Małżeńskich, w ramach których posługują także jako animatorzy.

2019-12-31 08:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy jesteś zdrowy?

2020-01-28 11:31

Niedziela świdnicka 5/2020, str. V

[ TEMATY ]

spotkanie

bp Ignacy Dec

spotkanie opłatkowe

noworoczne

Ks. Grzegorz Umiński

Spotkanie noworoczne z grupami apostolskimi

W katedrze świdnickiej odprawiona została Msza św. i odbyło się noworoczne spotkanie bp. Ignacego Deca z grupami apostolskimi parafii katedralnej. W Eucharystii poprzedzającej spotkanie ksiądz biskup przestrzegł, aby nie uważać się za zdrowego.

W spotkaniu 18 stycznia uczestniczyli członkowie Żywego Różańca, Honorowej Straży Najświętszego Serca Pana Jezusa, Koła Radia Maryja oraz Towarzystwa Przyjaciół Wyższego Seminarium Duchownego. Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił bp Ignacy Dec.

W kazaniu ksiądz biskup nawiązał do słów Ewangelii wg św. Marka, które opisują powołanie na jednego z uczniów Chrystusa – celnika Lewiego, który z czasem stał się gorliwym apostołem i ewangelistą – św. Mateuszem. – Powołanie Lewiego mogło się wydawać niezrozumiałą i zaskakującą decyzją, ale czas pokazał, że wybór był właściwy. My oceniamy ludzi dość powierzchownie, z pozorów, natomiast Jezus widzi dogłębnie. My patrzymy na cechy zewnętrzne, a On zagląda w serce i dlatego rozstrzyga bezbłędnie. Miejmy świadomość naszych słabości. Czujmy się grzesznikami, nie uważajmy się za zdrowych, bo gdy uważamy się za zdrowych, a jesteśmy faktycznie chorzy, to nasza choroba jest szczególnie niebezpieczna – podkreślił.

Po Mszy św. odbyło się spotkanie z grupami apostolskimi, podczas którego była okazja do złożenia sobie życzeń i porozmawiania. Ksiądz proboszcz prał. Piotr Śliwka w okolicznościowej laudacji podziękował za zaangażowanie w życie parafii i za modlitwy, którymi otaczają wierni parafię katedralną.

Nad przygotowaniem spotkania czuwały wspaniałe panie gospodynie, które w uroczystym poczęstunku podjęły przybyłych gości.

CZYTAJ DALEJ

Depresja - choroba naszych czasów

Niedziela Ogólnopolska 48/2019, str. 42-43

[ TEMATY ]

depresja

stock.adobe.com

Kiedy kończy się zły nastrój, a zaczyna się choroba? Z prof. Łukaszem Święcickim – kierownikiem II Kliniki Psychiatrycznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie – rozmawia Mateusz Wyrwich

MATEUSZ WYRWICH: – Późna jesień, krótki dzień – czujemy się zmęczeni. Powiadamy: prześpię się i jakoś to przejdzie. Mamy jednak kłopoty ze snem. Tymczasem za zaburzeniami snu może się kryć depresja. Kolokwialnie i „po domowemu” – deprecha. Wielu ją bagatelizuje, tymczasem depresja to groźna choroba...

PROF. ŁUKASZ ŚWIĘCICKI: – Bardzo groźna. Chociażby dlatego, że 10-25 proc. osób chorych na depresję popełnia samobójstwo. Przy czym rozpoznaje się 20-30 proc. depresji.

Bywa, że niektórzy chorzy potrafią żyć z depresją przez 10 lat, a pewnego dnia, zmęczeni chorobą, odbierają sobie życie.
Nadto nie ulega wątpliwości, że u chorych na depresję częściej występują takie choroby, jak: cukrzyca, nadciśnienie, choroba niedokrwienna serca czy nowotwory. Można więc powiedzieć, że depresja jest dziś jedną z najgroźniejszych chorób. Ale jest chorobą uleczalną, a im wcześniej zacznie się ją leczyć, tym większa jest szansa wyleczenia. Jeśli natomiast proces depresyjny trwa bardzo długo, to pojawia się wiele wtórnych okoliczności podtrzymujących chorobę i potem bardzo trudno jest to kłębowisko problemów rozwikłać.

– Istnieje jednak przekonanie społeczne – ale też pogląd niektórych medyków – że depresja nie jest niczym innym niż rodzajem większego czy bardziej patologicznego smutku...

– Absolutnie się z tym nie zgadzam i walczę z takim przekonaniem. Depresja zawsze była groźna. W polskim piśmiennictwie wspomina się o niej już w XV wieku. Wprawdzie wzmianki o tej chorobie nie pojawiają się jeszcze w pismach medycznych, lecz już całkiem jednoznacznie w piśmiennictwie o charakterze religijnym. W swoim poemacie ks. Jędrzej Gałka nazywa ją: tszczyca. Czytamy więc: „Chcem-li tszczyce zabyć,/A pokoja nabyć,/ Musimy się modlić”. Tszczyca to inaczej tęsknica. Owa tęsknica to bolesna pustka, obojętność. W depresji jest to główny motyw nastrojowy. Tęsknota nie wiadomo za czym. Poczucie niewypełnienia wewnętrznego.

– Jest jesień, niewiele słońca, które doładowuje nasz organizm. Czy o tej porze roku mamy większą skłonność do zapadania na depresję?

– Przeprowadziliśmy z moją asystentką – dr Moniką Dominiak badania, które jasno pokazują korelację między pogodą a zachorowalnością. Zestawiliśmy przyjęcia pacjentów do naszego instytutu z powodu depresji z ostatnich 10 lat z danymi Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na temat światła słonecznego. I co się okazało? Że zależność jest ewidentna. Im mniej słońca, tym większa zachorowalność. Przy czym – co ciekawe – ta zależność jest modyfikowana płcią.

– No właśnie, badania wykazały też, że depresja jest 3-4 razy częściej rozpoznawana u kobiet niż u mężczyzn, ci zaś 6 razy częściej popełniają samobójstwa. Dlaczego?

– Mężczyzna przychodzi do lekarza z reguły po to, by powiedzieć, że... nic mu nie jest. Słyszy się, że mężczyźni to histerycy, bo jak dostają kataru, to wzywają karetkę pogotowia. Tymczasem fakty są takie, że im mężczyzna jest ciężej chory, tym bardziej nadrabia miną. Przychodzi do lekarza i mówi: „No, nie jest ze mną tak źle”. Jedna z moich współpracownic pisze pracę doktorską na temat depresji u mężczyzn. Jesteśmy przekonani, że taka postawa bierze się zazwyczaj z fałszywego stereotypu męskości. W ubiegłym roku w Polsce samobójstwa popełniło ok. 700 kobiet i ok. 4,9 tys. mężczyzn. Ta szokująca różnica wynika w dużym stopniu właśnie z ukrywania przez mężczyzn swojego problemu. Tymczasem kobiety o wiele chętniej zgłaszają się do lekarza, który się nimi zajmuje.

– Pokutują jeszcze w narodzie opinie, że depresja to kara, klątwa?

– To nonsens. Depresja nie różni się w swej istocie od innych chorób. Jest to choroba częściowo biologiczna, ale do jej powstania przyczyniają się też czynniki zewnętrzne. Od początku do końca jest to jednak choroba. Równie dobrze można by myśleć, że grypa jest karą za grzechy, bo ktoś np. palił papierosy na dworze, a palenie papierosów jest grzechem – zaziębił się, no i zachorował na grypę. Jest w tym logika? Jest w tym sens? Ano, jest, ale jakoś nie słyszałem, żeby ludzie tak mówili. A powinni, bo przecież człowiek sam się wystawił na niebezpieczeństwo zachorowania. Tymczasem jest to nonsens. Co, oczywiście, nie znaczy, że nieład moralny nie sprzyja zachorowaniu na depresję. Niewątpliwie sprzyja. Jeśli człowiek jest ze sobą wewnętrznie skłócony – nie żyje w jakiejś wewnętrznej harmonii, to oczywiście, choroba łatwo w niego „wejdzie”.

– Kiedy powinny nas zaniepokoić nasze zniechęcenie, zmęczenie? Co wskazuje na to, że być może są to początki depresji?

– Takim wskaźnikiem są przede wszystkim zaburzenia snu – jeśli ktoś długotrwale i bez specjalnego powodu nie może spać. Przykładowo: wieczorem nie możemy się doczekać, żeby się położyć. Kładziemy się i nawet szybko zasypiamy, ale budzimy się po dwóch, trzech godzinach, spoceni, wylęknieni, z szybko bijącym sercem. I często z bardzo przykrymi myślami. Druga rzecz, bardzo ważna, to właśnie przykre myśli. Jeśli złapiemy się na tym, że mamy bardzo nierealistyczną ocenę tego, co nas otacza, to jest to już jakiś dzwonek ostrzegawczy. W rzeczywistości bowiem wszystko nam idzie dobrze. Otaczający nas ludzie mają pozytywną o nas opinię, ale my mamy wrażenie, że wszystko robimy źle. To też jest sygnał, że coś z nami nie tak. Wtedy na pewno powinno się pójść do psychiatry. Każdy moment jest bardzo groźny, najgroźniejszy jest jednak ten, kiedy ni stąd, ni zowąd przyjdzie człowiekowi do głowy: a może powinienem popełnić samobójstwo? Wtedy następnego dnia trzeba koniecznie pójść do psychiatry. Nie ma bowiem takiej możliwości, by zdrowy człowiek miał takie myśli.

– Ale przecież do dziś wizyta u psychiatry czy nawet u psychologa to wstydliwa sprawa, swego rodzaju stygmatyzacja. Wprawdzie w ciągu minionego ćwierćwiecza nastąpiła duża zmiana w podejściu do tego problemu, jednak wciąż nie jest to wystarczające.

– Niedawno miałem pacjenta z powiatowego miasta, nauczyciela. Leczył się u mnie na depresję i zabrakło mu leków. Poszedł do psychiatry w swoim miasteczku tylko po receptę. Zaraz po wizycie zadzwonił do mnie i powiedział: „Panie profesorze, stała się straszna rzecz! Kiedy byłem w poczekalni, widział mnie ojciec jednego z uczniów”. Powiedziałem mu, że przecież to nic takiego. Następnego dnia dowiedziałem się, że... popełnił samobójstwo. Wciąż ma miejsce duża stygmatyzacja psychiatryczna i jest tak silna, że ludzie wykształceni, mądrzy są gotowi odebrać sobie życie tylko dlatego, że ktoś ich widział u psychiatry.

CZYTAJ DALEJ

Uwielbienie zrywa kajdany

2020-02-22 17:45

Grzegorz Kryszczuk

Jedność małżeńska wyraża się także we wspólnej modlitwie i zaufaniu

Eucharystia, konferencje i uwielbienie – tak wyglądało pierwsze spotkanie małżeńskie organizowane przez wrocławską Odnowę w Duchu Świętym.

Wydarzenie, które zgromadziło 30 małżeństw, odbyło się 22 lutego w parafii pw. Świętej Rodziny. - Otwieramy się na cały Kościół. Bóg pokazuje nam, że ma to być dzieło, które porusza parafie. W obecnym kryzysie rodziny, gdzie widać dużo rozwodów, wychodzimy z pewną inicjatywą wspierającą sakramentalny węzeł małżeński – opowiadają Katarzyna i Tomasz Węgrzyn, koordynujący oboje projekt Odnowa Rodzinom.

Konferencję "Wpatrując się w Świętą Rodzinę - miłość małżeńska pobłogosławiona", wygłosił ks. Piotr Jakubuś, proboszcz parafii. Wspomniał w niej m.in. o przykazaniu miłowania swojego bliźniego, które powinno być najważniejsze dla naszego codziennego życia. - Prawdziwie kochać drugiego człowieka to pozwolić przybić się do Krzyża. Rezygnuję wtedy z pewnych rzeczy, które mogą być przejawem mojego egoizmu – kontynuował ks. Jakubuś.

Koncepcja spotkań małżeńskich zrodziła się w Odnowie w Duchu Świętym. Jednak jest ona skierowana do wszystkich, którzy żyją w różnych wspólnotach i charyzmatach. - Pragnę podkreślić, że jesteśmy otwarci też na osoby rozwiedzione oraz przygotowujące się bezpośrednio do sakramentu małżeństwa. Staramy się nie ograniczać Ducha Świętego – dodaje Tomasz Węgrzyn. Kolejne spotkanie odbędzie się 28 marca w parafii Matki Bożej Bolesnej przy ul. Tatarakowej 1. Gośćmi będą Joanna i Norbert Dawidczykowie, którzy opowiedzą o komunikacji w małżeństwie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję