Reklama

Niedziela Podlaska

Nieoceniony skarb

Babcia i Dziadek – to niewątpliwie ktoś więcej niż tylko członkowie rodziny. Są bogactwem, skarbnicą wiedzy, nauczycielami życia i wiary. Przypadające w styczniu święto babci i dziadka jest okazją do wyrażenia wdzięczności za ich serce i miłość. Nasuwa się zatem pytanie, czy na co dzień pamiętamy o babciach i dziadkach, którym przyszło mieszkać z rodziną, czasami w Domu Pomocy Społecznej, a niekiedy samotnie.

Pan Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył babcię i dziadka. Wiedzą o tym i młodsi, i starsi. Mimo że obchodzone święta wpisują się w kalendarz świecki, to głęboko chrześcijańskie przypominają obraz świętej Rodziny, Jezusa, Maryi i Józefa, a dalej św. Annę i św. Joachima – dziadków Pana Jezusa. Trzy perspektywy życia babci i dziadka ukażą nam to z bliska.

Pod jednym dachem

Ogromnym błogosławieństwem w moim życiu są dziadkowie. Odkąd pamiętam, otrzymywałam od nich mnóstwo dobra, którego nie da się do końca wyrazić słowami. Mieszkanie z dziadkami to jedno z najpiękniejszych wspomnień, zwłaszcza gdy mieszka się na wsi. Każdy poranek to zapach świeżo zaparzonej kawy, serdeczny uśmiech, uścisk i mnóstwo przygód.

Zawsze w swoim życiu mogłam i mogę zwrócić się do moich kochanych babci i dziadka, czy to w radości, czy w smutku. Niezależnie od sytuacji oni po prostu są. Do tej pory wspominam łzy z moich policzków otarte ręką babci po obdarciu kolana czy rozgrzewanie przez dziadka zimą moich dłoni. Oczywiście nie mogę zapomnieć o przepysznych naleśnikach czy pierogach babcinej roboty. Każde wakacje to czas długiego przesiadywania na działce, podlewania kwiatów z babcią czy spacerów z dziadkiem i naszym psem. Z opowieści dowiedziałam się, że kiedy byłam małą dziewczynką, to dziadek czytał mi wierszyki i kiedy celowo się pomylił przy czytaniu, sprawdzając czy uważam, zawsze cieszył się, kiedy go poprawiałam. Takie historie i wspomnienia wywołują zarówno u mnie, jaki i u moich dziadków łzy wzruszenia.

Reklama

Czas, który spędzam wspólnie z babcią i dziadkiem, jest zawsze bardzo wartościowy. Przekazują mi swoją mądrość i doświadczenie. Codziennie dziękuję Bogu za tak wielki dar jaki otrzymałam – Babcię i Dziadka.

Anna Żuromska

Lekcja życia

Na pewno nie raz zastanawialiśmy się, jak to jest mieszkać z dziadkami. Osobiście potrafię odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ z moją babcią mieszkałam przez 3 lata. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że były to najlepsze lata mojej młodości. Babcia była jedną z najbliższych mi osób. Codziennie, gdy wracałam ze szkoły, pomagała odrabiać pracę domową, po czym wspólnie gotowałyśmy obiad dla całej rodziny. Przez swoje doświadczenie życiowe, nauczyła mnie wielu przydatnych rzeczy. Chociaż często nie zgadzałyśmy się, wiem, że bardzo mnie kochała.

Te kilka lat wspólnego mieszkania było dla mnie cenną lekcją życia.

Klaudia Bachurzewska

DPS oczami babci

Uczucie szczęścia i radości ze swoich wnuków towarzyszy również osobom starszym przebywającym w Domu Pomocy Społecznej. Pensjonariusze ośrodka w większości ze względu na swój stan zdrowia i brak możliwości opieki nad nimi w warunkach domowych, często długie lata spędzają pod fachową opieką personelu medycznego. Rodzina i najbliżsi w miarę swoich możliwości kontaktują się z nimi i odwiedzają. Kiedy jako wolontariuszka odwiedzam tych ludzi, wówczas głównym tematem rozmów są ich problemy zdrowotne oraz wnuczęta. Często z dumą i radością opowiadają o ich osiągnięciach i talentach. O tym, jak dzieci są ładne i mądre.

Pani Eugenia zawsze wyjmuje fotografie swoich bliskich i z nostalgią w głosie opowiada, jak jej wnuczęta szybko rosną, jak dobrze się uczą i jak dużo rozmawiają, kiedy ją odwiedzają w DPS. Myśli o ich przyszłości, aby byli dobrymi ludźmi. Jak twierdzi, bardzo ich kocha i to jej dodaje sił do życia. Dużo radości i uśmiechu na twarzy u tych starszych i schorowanych ludzi wywołują wizyty dzieci ze szkół, które przybywają np. z okazji świąt Bożego Narodzenia, Dnia Chorego czy Dnia Babci i Dziadka. Patrzą na nie jak na swoje – jak sami twierdzą – cieszy ich każde wypowiedziane słowo, zaśpiewana piosenka czy wręczony drobny upominek. Nie żałują licznych pochwał i wyrazów uznania. Zawsze zaznaczają, jak bardzo czekają na kolejne takie spotkania. Nawet ci, którzy nie mają bliskiej rodziny, kiedy popatrzą na dzieci, posłuchają ich występów lub miłych życzeń, wymienią kilka zdań, mogą poczuć się prawdziwymi babciami i dziadkami.

Barbara Oleksiuk

Samotna, ale nie osamotniona

Jak mówi p. Krystyna, bardzo kocha swoje wnuki, a w domu panuje atmosfera rodzinna. Wnuk uczęszcza do szkoły średniej, a wnuczki studiują, jedna w Warszawie, druga w Lublinie. Mimo iż nie widzą się na co dzień, ich więź jest bardzo silna, często odwiedzają się. Brakuje tylko dziadka, którego wszyscy wspominają ciepło i życzliwie.

Życie osób starszych ułatwia nam zdanie sobie sprawy z hierarchii wartości ludzkich; ukazuje ciągłość pokoleń i wspaniale przedstawia wzajemną zależność Ludu Bożego. Osoby starsze ponadto mają charyzmat przekraczania barier między pokoleniami, zanim one zaistnieją. Ileż dzieci znalazło zrozumienie i miłość w oczach, słowach i pieszczotach ludzi starszych. (Jan Paweł II, przemówienie do uczestników International Forum on Active Aging, 5 września 1980)

Pani Krystyna wspomina, jak wnuki chodziły do przedszkola, wówczas oboje ze śp. mężem razem bywali na przedstawieniach z okazji Dnia Babci i Dziadka. Wnuki nie darowały, żeby oboje nie zaangażowali się w zabawy i konkursy podczas tych uroczystości. Do dziś przechowuje wszystkie laurki wykonane przez wnuki. Pani Krystynie utkwiła w pamięci sytuacja, jak u wnuczki w przedszkolu był konkurs i dziadek zawinął ją w papier. Była bardzo szczęśliwa, że do domu może wrócić w takim opakowaniu. Lubiła się chwalić swoimi dziadkami. Jak mówi p. Krystyna, wnuki należały do scholii dziecięcej, a śp. mąż do chóru w kościele św. Faustyny w Sokołowie Podlaskim.

Dziś potomkowie p. Krystyny mają już swoje życie, wypełnione nauką i zainteresowaniami, ale zawsze pamiętają o babci, znajdują czas, by zadzwonić i złożyć życzenia z okazji Dnia Babci. Lubi ich odwiedzać i bardzo cieszy się, jak przyjeżdżają do niej. Miłość do nich daje siłę i zapał do angażowania się w pomoc dla innych ludzi. Przykładem jest czynny udział w wolontariacie w Parafialnym Zespole Caritas przy parafii Miłosierdzia Bożego w Sokołowie Podlaskim. Wszystkim wnukom, tym swoim i przyszywanym, życzy silnej wiary, miłości, radości i wytrwałości w nauce. – Bo kto, jak nie ja, tak będzie dbać o swoje najmilsze pociechy? To one są największym skarbem, to dla nich staram się, by ten świat był lepszy i piękniejszy – dodaje.

Monika Szczepańczyk

2020-01-14 10:46

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Superbohaterowie

Niedziela toruńska 3/2020, str. VII

[ TEMATY ]

babcia

dziadek

Dzień Babci

Dzień Dziadka

Iwona Ochotny

Babcia i dziadek odgrywają w życiu dzieci bardzo ważną rolę

Znane powiedzenie głosi, że rodzice są od tego, by wychowywać, a dziadkowie od tego, by rozpieszczać. U podstaw tego twierdzenia tkwi założenie, że dziadkowie z racji wieku i wcześniejszych zasług mogą dyspensować się od odpowiedzialności za rozwój wnuków, poprzestając na dogadzaniu im.

Ich przywilejem jest to, że nie muszą określać swego stanowiska w sytuacjach trudnych i konfliktowych, kiedy pociechy stają okoniem swoim rodzicom. Ma być lekko, łatwo i przyjemnie: w młodszym wieku słodycze i zabawki w zamian za laurki i zaśpiewaną piosenkę, a później – wsparcie finansowe nastolatka w zamian za odwiedziny od czasu do czasu i ewentualną drobną pomoc (plus gruba kasa z okazji I Komunii św., urodzin, świąt i ślubu).

Celowo kreślę tę karykaturę bardzo grubą kreską, świadom jednak, że – przy całym przerysowaniu – zawiera ona wcale nie takie małe ziarno prawdy. Czy tak jednak być powinno? Czy w życiu wnuków babcia i dziadek naprawdę mają do odegrania tak małą rolę?

Pilnowanie wnuków

Zacznijmy od konkretu, czyli od opieki nad wnukami. Przed oczami mam rzeszę babć i dziadków, dzięki którym wnuki nie muszą zaznać krzywdy pod nazwą żłobek, nie muszą, lecz mogą chodzić do przedszkola, a kiedy już zaczną naukę – nie muszą godzinami czekać na odbiór w przepełnionej szkolnej świetlicy lub przedwcześnie paradować po ulicach z kluczem na szyi. Babcina i dziadkowa służba na zawołanie to ratunek dla tysięcy rodzin, w których oboje rodzice mający małe dzieci pracują zawodowo i już ta zasługa sama w sobie usprawiedliwia tytuł tego artykułu. Ale takich potencjalnych pól zasług jest dużo więcej.

Dar czasu

Dziadkowie (o ile sami nie pracują już zawodowo, co powoli przestaje być takie oczywiste), mają do zaoferowania najcenniejszy w dzisiejszym świecie prezent: czas. Brak nawału obowiązków i presji terminów powoduje, że stać ich na luksus cierpliwości, niespiesznej rozmowy, powolnego tłumaczenia rozmaitych rzeczy krok po kroku. W ich języku nie występują zwroty: „później”, „teraz nie mam czasu”, „nie przeszkadzaj mi”, „daj mi spokój”, „jestem zmęczony”.

W czasach kultu młodości, fizycznej krzepy i urody dziadkowie mogą udzielić wnukom bezcennej lekcji godnego przeżywania starości, cierpienia i umierania.

Podręczny skarbiec mądrości

Mądre wnuki dostrzegą w dziadkach osoby, które mogą podzielić się z nimi swymi doświadczeniami. Pewne przeżycia oraz decyzje są uniwersalne i nieważne, czy miały miejsce w zamierzchłych czasach połowy XX wieku, czy w erze Internetu i bankowości elektronicznej. – Dziadku, opowiedz, jak żyło się w komunie? Dlaczego zapisałeś się do „Solidarności?”; – Babciu, jak sobie radziłaś, kiedy w sklepach były tylko puste półki?; – Jak to się stało, że się pobraliście (i wytrwaliście tyle lat ze sobą)? – oto przykładowe punkty wyjścia do rozmów o podejmowaniu (nie)odpowiedzialnych decyzji i ponoszeniu ich konsekwencji. A przy okazji – może z tego urodzić się bezcenna lekcja historii w ramach wychowania patriotycznego.

Wnuku, nie jesteś wieczny

W czasach kultu młodości, fizycznej krzepy i urody dziadkowie mogą udzielić wnukom bezcennej lekcji godnego przeżywania starości, cierpienia i umierania. Choć młodzi ludzie – co naturalne – nie bardzo zastanawiają się nad kresem swego życia (wydaje im się, że tak odległym, iż nie warto o tym myśleć), obraz słabnących dziadków, cierpliwie znoszących niedogodności wieku, może – wcześniej niż za pięć dwunasta – pobudzić ich do refleksji nad przemijaniem.

Przekaz wiary

– Dziadek był moim mistrzem wiary – wspomina z wdzięcznością moja żona Beata. – To on modlił się ze mną, to w jego ręku widziałam Pismo Święte, to on brał mnie do ogrodu i tłumaczył, że wszystkie uprawiane przez niego wspaniałości pochodzą od Pana Boga. Pozostawiam te słowa bez komentarza – mądremu dość.

CZYTAJ DALEJ

98-letni chiński biskup uleczony z koronawirusa

2020-02-18 15:28

[ TEMATY ]

biskup

Chiny

koronawirus

youtube.com

98-letni chiński biskup Joseph Zhu Baoyu z diecezji Nanyang jest najstarszym jak dotąd pacjentem, który wyzdrowiał po infekcji spowodowanej koronawirusem - donosi azjatycka agencja katolicka „Ucanews”. Sędziwy hierarcha trafił do szpitala na początku lutego. Teraz został zwolniony, ponieważ został uleczony z infekcji .

Zhu był w latach 2002-2010 uznanym przez Stolicę Apostolską biskupem diecezji Nanyang w prowincji Henan. Jako członek nie uznawanego przez państwo Kościoła „podziemnego” przesiedział wiele lat w więzieniach i obozach pracy. Sakrę biskupią otrzymał w ukryciu w 1995 r. jako biskup koadiutor w Nanyang.

CZYTAJ DALEJ

Miopatia jest podstępna i nie chce zostawić mnie w spokoju

2020-02-19 12:50

[ TEMATY ]

Caritas

pomoc

„Nie poddam się łatwo. Będę walczyć do końca. Choroba nie będzie mi dyktować jak mam żyć, nie dam sobie zabrać wolności i radości życia. Miopatia jest podstępna i nie chce zostawić mnie w spokoju.” - mówi Edyta, podopieczna serwisu www.uratujecie.pl prowadzonego przez Caritas Polska.

Miopatia jest bardzo rzadką chorobą, prowadzącą do osłabienia, a w konsekwencji do zaniku mięśni. Jej skala i rozwój zależą od typu, może być genetyczna, hormonalna lub powstawać w wyniku infekcji. Niewielka liczba osób dotkniętych miopatią oznacza długą drogę do prawidłowej diagnozy i ograniczone możliwości leczenia. Leków na miopatię nie ma, nie prowadzi się nawet badań w tym kierunku. Jedyne co można zrobić to ograniczać postępy choroby. Edyta zbiera pieniądze na serię podań komórek macierzystych. To jedyna nadzieja na zatrzymanie postępów nieuleczalnej choroby.

„Jak się żyje z miopatią? Bardzo trudno. Mięśnie działają coraz bardziej opornie, proste czynności np. rozwieszenie prania, wejście na schody, utrzymanie równowagi w autobusie, są problemem. Narasta ogólne osłabienie, poczucie ciągłego zmęczenia, coraz więcej ruchów ulega ograniczeniu.” - opowiada o sobie Edyta.

Edyta pochodzi z niewielkiej miejscowości pod Limanową w Małopolsce, ale na wycieczce w górach była tylko raz. Weszła na Miejską Górę, symbol Limanowej z monumentalnym krzyżem, poświęconym papieżowi Janowi Pawłowi II. Krzyż powstał w odpowiedzi na papieskie słowa: ”Przenieście Krzyż w nowe Tysiąclecie”, wypowiedziane podczas pielgrzymki do Polski.

W domu było ich siedmioro. Tatę, zajętego ciągle pracą, niewiele widywali. Mama zajmowała się domem i gospodarstwem oraz pracowała jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. Edyta często jej pomagała. Zobaczyła z bliska ludzkie cierpienie, bezradność i zależność od innych. W domu się nie przelewało. W czasie wakacji całe rodzeństwo ruszało do prac zarobkowych. Zbierali owoce, grzyby, pomagali w pracach polowych. Za te pieniądze kupowali książki i przybory szkolne. Edyta jako najstarsza z rodzeństwa miała zawsze najwięcej obowiązków, ale nigdy nie zaniedbywała nauki. Bardzo chciała iść na studia, jednak na przeszkodzie stał ciągły brak pieniędzy. Postanowiła na studia zarobić sama i wyjechała na rok do pracy we Włoszech. Miała szczęście. Rodzina, do której trafiła, otoczyła ją przyjaźnią i opieką. Do dziś utrzymują kontakty, dzwonią do siebie.

Po powrocie z Włoch ukończyła Policealne Studium Prawa i Administracji w Nowym Sączu. W odpowiedzi na ofertę pracy wyjechała do Legionowa, gdzie w zamian za opiekę nad starszym panem mogła mieszkać za darmo. Jednocześnie podjęła pracę i planowała rozpoczęcie studiów magisterskich. Przyszłość wyglądała różowo. I nagle zaczęło dziać się coś złego.

O chorobie Edycie trudno jest rozmawiać. „No, nie wygląda Pani na chorą” - słyszy często od osób, które jej nie znają. Żadna z nich nie wie, jak to jest żyć z bólem, słabością, ciągłym zmęczeniem. Płakać z bezsilności w poduszkę. Czuć wściekłość i niezgodę, na przemian z rozpaczą i brakiem nadziei. Codziennie wstawać z łóżka, ustawiać do pionu i z uśmiechem na ustach żyć „normalnie”, mimo że wszystko boli. „Codziennie są momenty, kiedy rozsypujesz się na tysiąc kawałków” – wyznaje Edyta.

Zaczęło się niepozornie. Edyta była ciągle zmęczona, słaba, bolały ją mięśnie. Objawy nasilały się tak, że nie dało się ich zignorować. Zaczęła wędrówkę po lekarzach, ale przez dziesięć lat nikt nie potrafił wydać trafnej diagnozy. Była odsyłana od specjalisty, do specjalisty. Lekarze nie chcieli kierować jej na badania. Niektórzy sugerowali nawet zaburzenia psychiczne. W końcu trafiła do spostrzegawczej lekarki, która zwróciła uwagę na to jak Edyta podpiera się wstając z krzesła. Nie zostawiła tego i przepisała szczegółowe testy EMG mięśni, które reszcie pozwoliły postawić prawidłową diagnozę.

Miopatia – tak brzmiał wyrok, z którym nawet lekarze nie umieli sobie poradzić. Rozkładali ręce nie mając pomysłu na leczenie i nie umiejąc określić jakie są rokowania. Edyta miała wrażenie, że chcą jak najszybciej zobaczyć jak wychodzi z gabinetu. Na szczęście na jej drodze pojawili się także dobrzy lekarze, którzy chcieli znaleźć przyczyny jej cierpienia. Dzięki nim wie, że jedyne co można robić to ćwiczyć i zażywać leki przeciwbólowe. I z żadnym nie przesadzać.

„Codziennie rano wstaję 2-3 godziny przed wyjściem. Przygotowanie się do pracy zajmuje coraz dłużej. Czasem myślę, że nie dam rady, nie mam już siły, ale jednak wstaję, myję się, ubieram, wychodzę do ludzi, do świata. To mnie trzyma przy życiu. I jeszcze jest rodzina. Wiem, że mam jej wsparcie i miłość. Wiem, że w razie czego mam gdzie wrócić, ale bardzo tego nie chcę. To byłaby ostateczność.” - mówi Edyta.

Podczas jednego z pobytów w szpitalu tomografia komputerowa pokazała, że Edyta ma w głowie dwa tętniaki. Dodatkowo kolejne testy wykazały zmiany świadczące że jej miopatia nie ma pochodzenia zapalnego, a genetyczne. Od tamtej pory Edyta dużo czasu poświęca poszukiwaniom informacji. Chce być pewna, że zrobiła wszystko, dotarła do najbardziej dokładnych źródeł o chorobie i możliwościach jej zatrzymania. Zastanawia się czy dziedziczna choroba nie ujawni się u dzieci jej sióstr.

Życie Edyty toczy się wokół pracy zawodowej, rehabilitacji, pisania próśb i podań, kolejnych badań i wizyt lekarskich. Godziny w poradniach, szpitalach, klinikach, stosy papierów i dokumentów. Edyta śmieje się, że to drugi etat. W Warszawie wynajmuje niewielkie mieszkanie. Pracuje właściwie tylko na czynsz i leczenie. Wyjazd do domu, na Podhale, wymaga dłuższego planowania i odkładania pieniędzy.

„Trudne jest utrzymanie przyjaźni i bliskich relacji, gdy moje dni wypełnione są po brzegi. Nie lubię pytań o chorobę, unikam rozmów na ten temat. Nie chcę być postrzegana tylko przez jej pryzmat, jako ofiara. Bo ja z nią codziennie walczę, nie pozwalam, żeby całkowicie mnie pochłonęła.” - opowiada Edyta

O terapii komórkami macierzystymi Edyta dowiedziała się kilka lat temu z programu Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera”. W programie wystąpiła Ania, młoda dziewczyna z podobnym schorzeniem. Pod wpływem rozmów z Anią Edyta skontaktowała się z dyrektorem Centralnego Banku Komórek Macierzystych w Warszawie. Empatyczny doktor, prekursor przeszczepów komórek macierzystych u dzieci chorych na białaczkę w Polsce, długo i szczegółowo odpowiadał na pytania Edyty. Zachęcił do podjęcia terapii komórkami w połączeniu z rehabilitacją neurologiczną. Tak Edyta trafiła na klinikę w Częstochowie. Nie każdy dostaje pozwolenie na terapię komórkami macierzystymi. Potrzebna jest zgoda Komisji Bioetycznej. Edyta taką zgodę już ma. Brakuje tylko pieniędzy. Koszt terapii to 240 tysięcy złotych – astronomiczna kwota, zupełnie nieosiągalna dla Edyty.

Codzienne życie osób w sytuacji Edyty to tor z przeszkodami. Osoby zdrowe nie mają pojęcia jak wiele jest utrudnień w przestrzeni publicznej. A Edycie coraz ciężej wchodzi się po schodach. Jazda autobusem oznacza nieustanny ból i zesztywnienie. Edyta boi się, że jeśli odpuści i położy się na dłużej, może już nie wstać. Ostatnie badania w Poradni Chorób Mięśni pokazały duże zmiany w mięśniach kręgosłupa i klatki piersiowej. Bez terapii komórkami będzie coraz gorzej.

„Co lubię? Trudne pytanie, tak rzadko mam okazję robić coś bez związku z leczeniem. Oglądam filmy, dokumentalne i historyczne, a szczególnie te, które czyta Krystyna Czubówna. Mogłabym słuchać jej głosu godzinami. - uśmiecha się - jest taki spokojny, kojący.”

Edyta wyznaje, że zawsze lubiła gotować. „To powoli robi się coraz trudniejsze z powodu rosnącego osłabienia mięśni. Dużo kulinarnych umiejętności przywiozłam z Włoch. Nauczyłam się przyrządzać makarony i prawdziwą włoską pizzę. Moje spaghetti carbonara na początku wywołało protesty, ale z czasem cała rodzina polubiła włoskie dania. - mówi Edyta

Edyta wie, że na rodzinę może zawsze liczyć. Ostatnio mama i siostry upiekły 40 ciast na kiermasz dobroczynny w kościele wspierający zbiórkę pieniędzy na leczenie. Trochę się bały, czy ciasta zostaną sprzedane, ale nie zostało ani jedno.

Edyta łatwo się wzrusza. Ma w sobie wrażliwość, która powoduje, że wszystko przeżywa jakby mocniej. Mimo ograniczeń finansowych, nie może powstrzymać się by nie wpłacić chociaż kilku złotych, gdy widzi ludzkie cierpienie, szczególnie bezbronnych dzieci.

„Inni mają jeszcze gorzej, chcę im pomagać. Do kogo mam mieć pretensje, że dotknęła mnie ta choroba? Nie chcę obciążać innych moimi problemami. Nie chcę być ciężarem dla mamy i rodzeństwa.” Niestety czas działa przeciwko Edycie i ten moment może nastąpić, jeżeli nie uda się zebrać pieniędzy na podanie komórek macierzystych.

„Nie tracę nadziei, nie pozwalam sobie na zbyt długie rozczulanie się nad sobą. Moja siła - bo wiem, że jestem silna - pochodzi od Boga i mojej rodziny. To dwa filary, na których mogę się oprzeć. Wierzę, że są wokół mnie ludzie dobrej woli, dzięki którym te pieniądze na terapię uda się zebrać.

Każdy może pomóc Edycie. Wystarczy wejść na www.uratujecie.pli wpłacić na jej zbiórkę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję