Reklama

Nauka

Pamięć genetyczna

Czy w genach dziedziczymy nie tylko kolor oczu, ale i lęk przed wojną, talent do muzyki albo niepokój, którego nie umiemy nazwać?

Niedziela Ogólnopolska 32/2025, str. 60-61

[ TEMATY ]

Świat pod lupą

Adobe Stock, polona.pl, montaż: Anna Wiśnicka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Czy zdarzyło ci się kiedyś irracjonalnie bać się ciemności, chociaż nigdy nic złego nie spotkało cię po zmroku? Albo czuć niepokój w lesie – choć wychowałeś się w mieście i nigdy nie zbłądziłeś między drzewami? Naukowcy zaczynają rozumieć, że takie emocje mogą mieć głębsze źródło niż nasze własne doświadczenia. Być może są echem czyjegoś życia sprzed dziesiątek, a nawet setek lat. Życia, które odcisnęło się w naszych genach.

Co to jest pamięć genetyczna?

Nie wszystko, co w sobie nosimy, należy tylko do nas. Niektóre lęki nie mają źródła w naszym życiu. Niektóre instynkty pojawiają się, zanim zdążymy cokolwiek przeżyć. Niektóre decyzje wydają się podjęte za nas – jakby ktoś wcześniej napisał dla nas scenariusz. To nie wspomnienia w klasycznym rozumieniu. Nie obrazy z dzieciństwa, nie dźwięki głosu mamy ani zapach kuchni babci. Kiedy mówimy „geny”, zwykle myślimy o kolorze oczu, wzroście, może skłonności do wczesnego siwienia. Ale geny to nie tylko kod wyglądu – to także nośnik reakcji. I choć sam kod DNA zmienia się bardzo powoli, jego działanie – to, które geny się „włączą”, a które pozostaną uśpione – może zależeć od tego, co się wydarzyło w życiu naszych przodków.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Naukowcy nazwali ten mechanizm epigenetyką. To sposób, w jaki doświadczenia – zwłaszcza te silne, traumatyczne – zostawiają ślad na materiale genetycznym. Jakby życie napisało notatkę na marginesie DNA: „Uważaj. To boli. Bądź gotowy”. I ta „notatka” może być przekazywana dalej – dzieciom, wnukom, prawnukom.

To dlatego czasem odczuwamy niepokój, którego nie umiemy sobie wytłumaczyć. To dlatego czasem instynktownie wybieramy drogę, której nie nauczyło nas żadne doświadczenie. Może to echo głodu, który przeżyła prababka. Albo strachu przed utratą, który nosił w sobie dziadek po wojnie. Może to pamięć o ucieczce, do której nigdy nie byliśmy zmuszeni, a która była koniecznością dla kogoś przed nami.

Pamięć genetyczna jest historią – opowieścią o tym, co było tak silne, że nie chciało zniknąć. Przeszłość, która nie została opowiedziana słowami, znalazła inny sposób, by została zapamiętana. W ciele. W komórkach. W reakcjach, które przychodzą, zanim zdążymy pomyśleć.

Badania zaskakują

Nauka ma to do siebie, że czasem zadaje pytania, których nikt nie odważył się zadać, i znajduje odpowiedzi, których nikt się nie spodziewał. Tak było właśnie z pamięcią genetyczną. Przez lata wydawało się, że dziedziczymy jedynie biologiczne cechy: kształt nosa, skłonność do cukrzycy, grupę krwi. Tymczasem kolejne badania zaczęły pokazywać coś znacznie bardziej złożonego. Coś, co przypomina raczej dziedziczenie... doświadczeń.

Reklama

Jedno z najbardziej znanych badań przeprowadzono na myszach. Naukowcy wystawiali je na zapach wiśniowych migdałów, a jednocześnie aplikowali im niewielki, nieprzyjemny impuls elektryczny. W efekcie zwierzęta uczyły się kojarzyć zapach z zagrożeniem. Po kilku tygodniach okazało się, że ich potomstwo – które nigdy nie doświadczyło ani zapachu, ani bólu – zaczynało reagować na woń migdałów silnym niepokojem. Myszki reagowały instynktownie, jakby odziedziczyły pamięć o czymś, co nigdy ich nie spotkało.

Podobnych odkryć przybywało. Potomkowie osób, które przeżyły Holokaust, znacznie częściej zmagali się z lękiem, depresją, zaburzeniami snu – mimo że dorastali w bezpiecznych warunkach, w zupełnie innym świecie niż ich dziadkowie. W Holandii poddano badaniom dzieci i wnuki kobiet, które w ciąży doświadczyły wielkiego głodu zimą 1944-45. Okazało się, że ich organizmy „pamiętały” niedobór – dzieci miały zmieniony metabolizm i większą skłonność do chorób serca i cukrzycy. Jakby ich ciała nosiły echo tamtej traumy. Wszystkie te badania wskazują, że historia może zostać zapisana nie tylko w książkach i opowieściach, ale i w ciele. A komórki mogą być kronikarzami równie precyzyjnymi jak pióro czy kamera.

A co z talentami?

Reklama

Jeśli dziedziczymy lęki, to czy dziedziczymy również dary? Czy możliwe jest, że ktoś rodzi się z ręką do rysunku, czułością dla dźwięków albo smykałką do liczb, bo jego pradziadek przez całe życie grał na skrzypcach, pisał wiersze lub budował maszyny? Choć nauka znacznie częściej zajmuje się badaniem tego, co niepokojące, są przesłanki, że również zdolności mogą być dziedziczone – nie tylko przez geny w klasycznym rozumieniu, ale przez te same epigenetyczne mechanizmy, które odpowiadają za przekaz traum. To subtelne zmiany, które mogą zwiększać naszą podatność na rozwój pewnych umiejętności – ułatwiać przyswajanie dźwięków, wyostrzać pamięć przestrzenną, wzmacniać koordynację czy intuicję matematyczną.

Nikt nie rodzi się pianistą. Ale ktoś może się urodzić z wrażliwością, która sprawia, że dźwięk porusza go bardziej niż innych. Nikt nie dziedziczy pasji do fizyki – ale może mieć mózg, który łatwiej tworzy logiczne struktury i dostrzega zależności.

Być może dlatego dzieci artystów często sięgają po farby, zanim nauczą się pisać. A wnuki rzemieślników budują skomplikowane konstrukcje z klocków, zanim poznają tabliczkę mnożenia. Jakby jakieś wspomnienie pracy rąk i zmysłów, choć nienazwane, jednak pozostało. To nie znaczy, że jesteśmy zdeterminowani. Że los zapisano nam z góry. Ale może właśnie dlatego czasem coś „przychodzi nam łatwiej”. Dlatego jedna osoba rozkwita przy dźwiękach języka obcego, a druga traci poczucie czasu, gdy układa wzory z roślin i kolorów. To może być nie tylko kwestia wychowania. To może być echo dawnych pasji, żywych w ciałach tych, którzy byli przed nami.

Lęki, które nie mają imienia

Reklama

Bywają dni, w których wszystko jest dobrze – a jednak coś w środku nie daje spokoju. Czujesz napięcie w ciele, trudność w złapaniu oddechu, jakąś gotowość do ucieczki. To nie jest lęk przed egzaminem, chorobą czy utratą pracy. To lęk bez historii. Lęk, który wydaje się... nie nasz. Dla psychologów i psychiatrów to temat coraz częściej obecny. U pacjentów, którzy nigdy nie doświadczyli przemocy, a czują się jak po wojnie. U kobiet, które panicznie boją się ciąży, choć nigdy nie poroniły. U dzieci, które boją się głośnych dźwięków lub tłumu, mimo że nigdy nikt ich nie skrzywdził. Gdy nie ma w takich przypadkach logicznego wyjaśnienia, coraz częściej pojawia się pytanie: czy to możliwe, że ten lęk należy do kogoś sprzed pokoleń? Być może ten niepokój, który czasem ściska żołądek, to sygnał nie choroby, ale... dziedzictwa. Pamięć o głodzie, ucieczce, o krzyku, który trzeba było stłumić. To z jednej strony poruszające, z drugiej – budujące. Bo świadomość tego mechanizmu daje coś, czego często brakuje w pracy z lękiem: sens. Chodzi nie o szukanie winnych, ale o zrozumienie. A zrozumienie pozwala na coś więcej niż tylko przetrwanie – pozwala uwolnić się z historii, która nie musi już się powtarzać. Bo skoro pewne emocje mogły zostać przekazane przez ciało, to może także w ciele można je zatrzymać. Rozpoznać, nazwać, przeżyć – i pozwolić im odejść.

Co zostawiamy po sobie?

Kiedy myślimy o dziedzictwie, przychodzą na myśl pamiątki – stare zdjęcia, zegarek po dziadku, zapisany zeszyt z przepisami babci. Ale coraz więcej wskazuje na to, że najtrwalsze rzeczy, które przekazujemy kolejnym pokoleniom, nie mają postaci materialnej. To nie meble ani biżuteria. To nie tylko nazwisko. To ślady w komórkach – zapisy niewidzialne, a jednak realne. Reakcje, przekonania, skłonności. Czasem to niepokój, czasem dar. Czasem niedokończona historia.

To, jak żyjemy dzisiaj, ma więc znaczenie większe, niż się wydaje. Nasze wybory – nie tylko te wielkie, ale i te codzienne – zapisują się w nas. W sposobie, jak jemy, śpimy, reagujemy na stres. W tym, jak kochamy i jak przeżywamy stratę. Nasze ciała to nie tylko opakowania dla duszy. To księgi, w których każde przeżycie zostawia ślad – a niektóre z tych śladów zostaną przeczytane dopiero przez naszych potomków. To może brzmieć przytłaczająco, ale niesie też nadzieję. Bo jeśli możemy dziedziczyć ból, to znaczy, że możemy też dziedziczyć odporność. Jeśli przekazujemy lęk, to możemy też przekazać spokój. Umiejętność radzenia sobie. Elastyczność. Wrażliwość. Nasze dzieci, wnuki, prawnuki nie muszą zaczynać od zera. Mogą iść dalej – właśnie dlatego, że my kiedyś się zatrzymaliśmy, żeby przyjrzeć się sobie. Nie jesteśmy zamkniętym rozdziałem. Jesteśmy przecinkiem w długim zdaniu. I to, co zrobimy ze swoim bólem, swoim talentem, swoim ciałem, ma wpływ na tych, którzy dopiero się narodzą. To może być największa odpowiedzialność – i największy dar.

2025-08-05 08:53

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Optymizm bez naiwności

Pozytywne myślenie nie oznacza zamykania oczu na zagrożenia – oznacza wewnętrzną gotowość do działania. Taka postawa pomaga stawiać czoła chorobie, kryzysom i konfliktom, bez zaprzeczania bólowi czy trudnym emocjom.

W rozmowie kobiet o pielgrzymce do Włoch słychać, że jednej utkwiły w pamięci brud i tłok, podczas gdy drugiej spodobały się krajobrazy, pogoda, zabytki i serdeczność mieszkańców. Pierwsza zauważyłaby, że szklanka jest od połowy pusta, druga ucieszyłaby się, że dostała pół szklanki wody. Optymizm rozumiany nie jako naiwność, ale jako dojrzała postawa nadziei, odpowiedzialności i wewnętrznej siły jest wartościową odpowiedzią na wyzwania. Psychologia pozytywna udowadnia, że optymizm realnie wpływa na lepsze zdrowie psychiczne, silniejsze relacje, większą odporność na stres i skuteczniejsze radzenie sobie z trudnościami.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: nie można mówić o Europie bez chrześcijaństwa

2026-09-28 12:42

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

Vatican Media

Robert Schuman pozostawia dzisiejszej Europie przede wszystkim przesłanie pokoju – mówił Leon XIV, nawiązując do postaci jednego z Ojców Europy. Podczas spotkania „U korzeni Europy – dla pokoju i jedności” w Centrum Kongresowym im. Roberta Schumana w Metzu Papież wskazał, że kontynent potrzebuje dialogu, poszanowania prawa międzynarodowego i „twórczych wysiłków” na rzecz pokoju. Młodych wezwał, by nie bali się przyszłości, zakładania rodzin i służby dobru swoich wspólnot.

Leon XIV wskazał, że Europę należy rozumieć przede wszystkim jako rzeczywistość kulturową i historyczną, zanim ujmie się ją w kategoriach geograficznych. Jej tożsamość kształtowała się przez kolejne epoki i spotkania różnych kultur.
CZYTAJ DALEJ

Zamordowany ks. Zbojnowicz spoczął na cmentarzu w rodzinnej parafii

2026-09-29 15:32

[ TEMATY ]

cmentarz

zamordowany

ks. Stanisław Zbojnowicz

rodzinna parafia

Grzęska

PAP

Uroczystości pogrzebowe ks. Stanisława Zbojnowicza w kościele parafialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Grzęsce

Uroczystości pogrzebowe ks. Stanisława Zbojnowicza w kościele parafialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Grzęsce

W rodzinnej parafii pw. Podwyższenia Krzyża Św. w Grzęsce odbył się dziś pogrzeb ks. Stanisława Zbojnowicza, zabitego w jarosławskim Opactwie 24 września. Mszy św. przewodniczył przemyski biskup pomocniczy Stanisław Jamrozek, a homilię wygłosił dziekan dekanatu Jarosław I i proboszcz jarosławskiej Kolegiaty ks. Marian Bocho. List do uczestników pogrzebu skierował również prezydent Karol Nawrocki.

Kaznodzieja określił zamordowanego kapłana męczennikiem za wiarę, ponieważ zginął po wyjściu z konfesjonału:
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję