Reklama

Rodzina

Dokładanie do ognia

Gdy się wydaje, że wszystko wygasło, Bóg nadal działa w głębi człowieka. Trochę jak żar ukryty pod popiołem.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ducha Świętego w Biblii i tradycji chrześcijańskiej opisuje się za pomocą wielu symboli. Jest jak niewidzialny wiatr, a jednak poruszający wszystko wokół. Jest jak ogień, który rozpala serca i daje światło. Jest jak woda, która oczyszcza i daje życie. Bywa przedstawiany także jako gołębica, znak pokoju i łagodności, albo jako oliwa przynosząca ukojenie i umocnienie.

A gdyby tak spróbować porównać Ducha Świętego do węgla?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Może się to wydawać zaskakujące albo nawet dziwne. Węgiel kojarzy się przecież z ciężką pracą górników, kopalnią, pyłem i ciemnością. Ale właśnie w tym obrazie kryje się coś niezwykle prawdziwego o ludzkim sercu i o działaniu Boga.

Przez długie lata węgiel był jednym z najważniejszych surowców służących do ogrzewania domów, szkół, szpitali czy miejsc pracy. Dziś korzystamy z wielu innych źródeł energii, także odnawialnych, ale jedno się nie zmieniło – nadal pragniemy ciepła. Pragniemy miejsca, do którego można wrócić i poczuć się bezpiecznie. Miejsca, w którym nie musimy niczego udawać, gdzie można zdjąć maski codzienności i po prostu być sobą. Pragniemy radości, która jest nie tylko chwilowym śmiechem czy krótkotrwałą przyjemnością, ale też głębokim doświadczeniem, że nasze życie ma sens.

Reklama

Każdy człowiek nosi w sobie tęsknotę za ciepłem – nie tylko fizycznym czy emocjonalnym, ale przede wszystkim tym duchowym. Za domem, do którego chce się wracać nie z obowiązku, ale z miłości. I choć współczesny świat daje nam coraz więcej możliwości, wygody i rozrywki, to często coraz trudniej nam odnaleźć prawdziwy pokój serca. Tymczasem człowiek nie potrafi żyć bez miłości i relacji, które ogrzewają jego wnętrze.

Wychłodzone serca

Problem polega na tym, że współczesny człowiek coraz częściej ogrzewa same mury, a coraz mniej troszczy się o ogrzanie serca. Nasze serca stygną. Stygną także relacje małżeńskie i więzi rodzinne. Stygnie wrażliwość na drugiego człowieka. I coraz częściej widzimy też, że stygnie relacja z Bogiem.

Tymczasem to wychłodzenie często nie następuje nagle. Ono przychodzi powoli przez codzienny pośpiech, nadmiar obowiązków, nieustanną pogoń za sukcesem czy udogodnieniami tego świata. Coraz większy nacisk kładziemy na pracę, a później na odpoczynek, który często nie jest prawdziwym odpoczynkiem, ale jest formą znieczulenia. Szukamy czegoś, co na chwilę zagłuszy coraz większą pustkę: nadmiaru bodźców, zakupów, seriali, telefonu czy niekończącej się aktywności przeróżnego rodzaju. A przecież żaden „nowy holizm” nie wypełni dziury w sercu człowieka, jeśli zabraknie w nim miłości, sensu i Boga.

Reklama

Czasami patrzymy na nasze relacje i myślimy: „to już koniec”. Widzimy, że między nami a bliską osobą coś umarło. Często doświadczamy obojętności, chłodu i milczenia ludzi pochłoniętych tym, co widzą na ekranach telefonów lub komputerów. Siedzimy obok siebie, a jednocześnie coraz dalej od siebie. Domy bywają pełne światła ekranów, ale coraz mniej w nich prawdziwej rozmowy, spojrzenia w oczy czy uważnego słuchania. Człowiek zaczyna żyć w przestrzeni bardziej powiadomień niż relacji, a serce, które długo pozostaje bez prawdziwego spotkania, stopniowo stygnie.

Czy da się coś zrobić?

Tak, bo nawet gdy się wydaje, że wszystko wygasło, Bóg nadal działa w głębi człowieka. Trochę jak żar ukryty pod popiołem, którego na pierwszy rzut oka już nie widać, a który wciąż ma w sobie możliwość rozpalenia ognia.

Pamiętam pewien poranek po zimnej nocy, kiedy byłam przekonana, że kominek całkowicie wygasł. Z żalem spojrzałam na ciemną szybę i pomyślałam, że ognia już nie ma. Kiedy jednak zajrzałam do środka, dostrzegłam maleńkie, ledwo tlące się węgielki. Przez chwilę zastanawiałam się, co zrobić, aby ich nie zadusić, ale pomóc ogniowi na nowo się rozpalić. Delikatnie uklękłam przy kominku i zaczęłam bardzo ostrożnie dmuchać od dołu. Po chwili pojawił się mały płomień. Wtedy dołożyłam kilka suchych patyczków i ogień zaczął się wzmacniać. Niedługo później kominek znów był pełen ognia, który nie tylko rozświetlił ciemne wnętrze, ale też dał ciepło i zwyczajną radość z tego, że warto było podjąć trud ratowania tego, co jeszcze tliło się pod popiołem.

Myślę, że podobnie bywa z ludzkim sercem. Czasami nam się wydaje, że wszystko już wygasło: relacja, miłość czy wiara. A jednak Duch Święty dostrzega w człowieku nawet najmniejszy żar. Nie przychodzi gwałtownie ani z hałasem, ponieważ zwykle działa bardzo delikatnie, jak lekki podmuch, który pomaga ogniowi na nowo zapłonąć.

Reklama

Tak bywa również z węglem ukrytym głęboko pod ziemią. Na pierwszy rzut oka go nie widać. Trzeba zejść głębiej, aby odkryć to, co może dawać ciepło i światło. Podobnie Duch Święty działa nieraz pod warstwą naszych zranień, rozczarowań, grzechu, obojętności czy lęku. Człowiek może sprawiać wrażenie całkowicie zimnego duchowo, ale Bóg widzi żar ukryty pod popiołem.

Co więc należy zrobić? Odważyć się wejść na drogę wydobywania „węgla serca”, spod którego Duch Święty może na nowo rozpalić naszą wiarę, miłość, nadzieję i całe nasze życie.

Czym jest wydobycie?

Czasem zaczyna się od bardzo prostego aktu: od pragnienia.

Od słów:

„Duchu Święty, pragnę, abyś dotknął mojego życia”.

„Pragnę, abyś rozpalił moje serce na nowo”.

„Pragnę, abyś wszedł do mojej rodziny”.

„Pragnę, abyś ożywił relację, która umiera”.

To pragnienie jest niezwykle ważne, bo Bóg nigdy nie wchodzi do serca człowieka na siłę, ale przychodzi tam, gdzie jest uchylone choćby najmniejsze okno.

Samo pragnienie jednak to dopiero początek. Potrzebna jest jeszcze decyzja, by podjąć działanie ratowania tego, co zaczęło stygnąć. Czasem będzie to rozmowa, innym razem przebaczenie albo wspólnie spędzony czas. Jeszcze innym razem decyzja będzie oznaczała zgodę na to, by Duch Święty najpierw uzdrowił to, co w nas samych od dawna pozostaje zranione i zimne.

I wreszcie potrzeba wytrwałości. Ogień nie daje ciepła od jednego małego płomienia. Trzeba go podtrzymywać. Tak samo jest z relacjami, wiarą i życiem duchowym. Serce człowieka ogrzewa się nie jednorazowym zrywem, ale codzienną troską o to, co naprawdę ważne.

Reklama

Relacje również potrzebują takiego codziennego „dokładania do ognia”: czasu, uwagi, czułości, rozmowy i obecności. To właśnie w zwyczajnych chwilach Duch Święty najczęściej uczy nas miłości: cierpliwej, wiernej i bliskiej.

Człowiek zaczyna naprawdę żyć wtedy, gdy pozwoli Duchowi Świętemu rozpalić swoje wnętrze. I może właśnie tego najbardziej potrzeba dziś światu – nie tylko ciepłych mieszkań, ale i ciepłych serc. Nie tylko nowoczesnych technologii, ale też ludzi, którzy potrafią kochać, przebaczać, słuchać i być blisko pośród zwyczajnej codzienności: między praniem a gotowaniem, między kolejnym projektem do zrealizowania a wyjazdem nad morze czy w góry.

Bo człowiek z zimnym sercem może mieszkać nawet w najcieplejszym domu i nadal marznąć, a człowiek rozpalony Duchem Świętym potrafi ogrzać innych swoją obecnością.

Autorka jest certyfikowaną Edukatorką Pozytywnej Dyscypliny.

2026-05-19 14:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Duch Prawdy doprowadzi was do całej prawdy

Słowa Ewangelii według św. Jana J 15, 26-27; 16, 12-15

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku. Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi”. Oto słowo Pańskie.
CZYTAJ DALEJ

Indie: Wtargnęli do katolickiej misji i zagrozili misjonarzom: „Macie siedem dni na opuszczenie tego miejsca"

2026-08-05 12:49

[ TEMATY ]

Indie

Adobe Stock

Grupa osób powiązanych z hinduistyczną organizacją Vishwa Hindu Parishad (VHP) wtargnęła do katolickiej misji klaretynów w Nazat w indyjskim stanie Bengal Zachodni, grożąc proboszczowi i żądając opuszczenia placówki w ciągu siedmiu dni. Sprawę zgłoszono policji, jednak – według przedstawicieli lokalnego Kościoła i organizacji chrześcijańskich – reakcja władz była dotąd niewystarczająca.

Do incydentu doszło 1 sierpnia w kościele św. Antoniego Marii Klareta w Nazat, w okręgu North 24 Parganas. Na czele grupy miał stać mężczyzna w szafranowym stroju, przedstawiający się jako członek Hindu Parishad (VHP), organizacji powiązanej z hinduskim nacjonalizmem. Napastnicy oskarżyli misjonarzy o rzekome „przymusowe nawracanie” oraz niewłaściwe korzystanie z zagranicznych funduszy.
CZYTAJ DALEJ

Kanada: ustawa o „mowie nienawiści” zamknie usta katolikom? Obawy o wolność religijną

2026-08-05 13:21

Adobe Stock

W Kanadzie wprowadzono ustawę o „mowie nienawiści”

W Kanadzie wprowadzono ustawę o „mowie nienawiści”

Kanadyjska nauczycielka i eseistka Marie Brousseau ostrzega, że przyjęte w Kanadzie przepisy dotyczące „mowy nienawiści” mogą ograniczać wolność wyznania i swobodę wypowiedzi chrześcijan. Jej zdaniem nowe regulacje utrudniają publiczne wyrażanie sprzeciwu wobec kwestii takich jak aborcja, eutanazja, operacje zmiany płci u nieletnich czy małżeństwa osób tej samej płci.

W artykule opublikowanym na łamach katolickiego portalu tribunechretienne.com Brousseau podkreśliła, że wolność religijna obejmuje nie tylko możliwość sprawowania kultu, ale także prawo do obecności przekonań religijnych w życiu publicznym.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję