Reklama

Rodzina

Dokładanie do ognia

Gdy się wydaje, że wszystko wygasło, Bóg nadal działa w głębi człowieka. Trochę jak żar ukryty pod popiołem.

2026-05-19 14:48

Niedziela Ogólnopolska 21/2026, str. 32-33

[ TEMATY ]

Duch Święty

Adobe Stock

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ducha Świętego w Biblii i tradycji chrześcijańskiej opisuje się za pomocą wielu symboli. Jest jak niewidzialny wiatr, a jednak poruszający wszystko wokół. Jest jak ogień, który rozpala serca i daje światło. Jest jak woda, która oczyszcza i daje życie. Bywa przedstawiany także jako gołębica, znak pokoju i łagodności, albo jako oliwa przynosząca ukojenie i umocnienie.

A gdyby tak spróbować porównać Ducha Świętego do węgla?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Może się to wydawać zaskakujące albo nawet dziwne. Węgiel kojarzy się przecież z ciężką pracą górników, kopalnią, pyłem i ciemnością. Ale właśnie w tym obrazie kryje się coś niezwykle prawdziwego o ludzkim sercu i o działaniu Boga.

Przez długie lata węgiel był jednym z najważniejszych surowców służących do ogrzewania domów, szkół, szpitali czy miejsc pracy. Dziś korzystamy z wielu innych źródeł energii, także odnawialnych, ale jedno się nie zmieniło – nadal pragniemy ciepła. Pragniemy miejsca, do którego można wrócić i poczuć się bezpiecznie. Miejsca, w którym nie musimy niczego udawać, gdzie można zdjąć maski codzienności i po prostu być sobą. Pragniemy radości, która jest nie tylko chwilowym śmiechem czy krótkotrwałą przyjemnością, ale też głębokim doświadczeniem, że nasze życie ma sens.

Reklama

Każdy człowiek nosi w sobie tęsknotę za ciepłem – nie tylko fizycznym czy emocjonalnym, ale przede wszystkim tym duchowym. Za domem, do którego chce się wracać nie z obowiązku, ale z miłości. I choć współczesny świat daje nam coraz więcej możliwości, wygody i rozrywki, to często coraz trudniej nam odnaleźć prawdziwy pokój serca. Tymczasem człowiek nie potrafi żyć bez miłości i relacji, które ogrzewają jego wnętrze.

Wychłodzone serca

Problem polega na tym, że współczesny człowiek coraz częściej ogrzewa same mury, a coraz mniej troszczy się o ogrzanie serca. Nasze serca stygną. Stygną także relacje małżeńskie i więzi rodzinne. Stygnie wrażliwość na drugiego człowieka. I coraz częściej widzimy też, że stygnie relacja z Bogiem.

Tymczasem to wychłodzenie często nie następuje nagle. Ono przychodzi powoli przez codzienny pośpiech, nadmiar obowiązków, nieustanną pogoń za sukcesem czy udogodnieniami tego świata. Coraz większy nacisk kładziemy na pracę, a później na odpoczynek, który często nie jest prawdziwym odpoczynkiem, ale jest formą znieczulenia. Szukamy czegoś, co na chwilę zagłuszy coraz większą pustkę: nadmiaru bodźców, zakupów, seriali, telefonu czy niekończącej się aktywności przeróżnego rodzaju. A przecież żaden „nowy holizm” nie wypełni dziury w sercu człowieka, jeśli zabraknie w nim miłości, sensu i Boga.

Reklama

Czasami patrzymy na nasze relacje i myślimy: „to już koniec”. Widzimy, że między nami a bliską osobą coś umarło. Często doświadczamy obojętności, chłodu i milczenia ludzi pochłoniętych tym, co widzą na ekranach telefonów lub komputerów. Siedzimy obok siebie, a jednocześnie coraz dalej od siebie. Domy bywają pełne światła ekranów, ale coraz mniej w nich prawdziwej rozmowy, spojrzenia w oczy czy uważnego słuchania. Człowiek zaczyna żyć w przestrzeni bardziej powiadomień niż relacji, a serce, które długo pozostaje bez prawdziwego spotkania, stopniowo stygnie.

Czy da się coś zrobić?

Tak, bo nawet gdy się wydaje, że wszystko wygasło, Bóg nadal działa w głębi człowieka. Trochę jak żar ukryty pod popiołem, którego na pierwszy rzut oka już nie widać, a który wciąż ma w sobie możliwość rozpalenia ognia.

Pamiętam pewien poranek po zimnej nocy, kiedy byłam przekonana, że kominek całkowicie wygasł. Z żalem spojrzałam na ciemną szybę i pomyślałam, że ognia już nie ma. Kiedy jednak zajrzałam do środka, dostrzegłam maleńkie, ledwo tlące się węgielki. Przez chwilę zastanawiałam się, co zrobić, aby ich nie zadusić, ale pomóc ogniowi na nowo się rozpalić. Delikatnie uklękłam przy kominku i zaczęłam bardzo ostrożnie dmuchać od dołu. Po chwili pojawił się mały płomień. Wtedy dołożyłam kilka suchych patyczków i ogień zaczął się wzmacniać. Niedługo później kominek znów był pełen ognia, który nie tylko rozświetlił ciemne wnętrze, ale też dał ciepło i zwyczajną radość z tego, że warto było podjąć trud ratowania tego, co jeszcze tliło się pod popiołem.

Myślę, że podobnie bywa z ludzkim sercem. Czasami nam się wydaje, że wszystko już wygasło: relacja, miłość czy wiara. A jednak Duch Święty dostrzega w człowieku nawet najmniejszy żar. Nie przychodzi gwałtownie ani z hałasem, ponieważ zwykle działa bardzo delikatnie, jak lekki podmuch, który pomaga ogniowi na nowo zapłonąć.

Reklama

Tak bywa również z węglem ukrytym głęboko pod ziemią. Na pierwszy rzut oka go nie widać. Trzeba zejść głębiej, aby odkryć to, co może dawać ciepło i światło. Podobnie Duch Święty działa nieraz pod warstwą naszych zranień, rozczarowań, grzechu, obojętności czy lęku. Człowiek może sprawiać wrażenie całkowicie zimnego duchowo, ale Bóg widzi żar ukryty pod popiołem.

Co więc należy zrobić? Odważyć się wejść na drogę wydobywania „węgla serca”, spod którego Duch Święty może na nowo rozpalić naszą wiarę, miłość, nadzieję i całe nasze życie.

Czym jest wydobycie?

Czasem zaczyna się od bardzo prostego aktu: od pragnienia.

Od słów:

„Duchu Święty, pragnę, abyś dotknął mojego życia”.

„Pragnę, abyś rozpalił moje serce na nowo”.

„Pragnę, abyś wszedł do mojej rodziny”.

„Pragnę, abyś ożywił relację, która umiera”.

To pragnienie jest niezwykle ważne, bo Bóg nigdy nie wchodzi do serca człowieka na siłę, ale przychodzi tam, gdzie jest uchylone choćby najmniejsze okno.

Samo pragnienie jednak to dopiero początek. Potrzebna jest jeszcze decyzja, by podjąć działanie ratowania tego, co zaczęło stygnąć. Czasem będzie to rozmowa, innym razem przebaczenie albo wspólnie spędzony czas. Jeszcze innym razem decyzja będzie oznaczała zgodę na to, by Duch Święty najpierw uzdrowił to, co w nas samych od dawna pozostaje zranione i zimne.

I wreszcie potrzeba wytrwałości. Ogień nie daje ciepła od jednego małego płomienia. Trzeba go podtrzymywać. Tak samo jest z relacjami, wiarą i życiem duchowym. Serce człowieka ogrzewa się nie jednorazowym zrywem, ale codzienną troską o to, co naprawdę ważne.

Reklama

Relacje również potrzebują takiego codziennego „dokładania do ognia”: czasu, uwagi, czułości, rozmowy i obecności. To właśnie w zwyczajnych chwilach Duch Święty najczęściej uczy nas miłości: cierpliwej, wiernej i bliskiej.

Człowiek zaczyna naprawdę żyć wtedy, gdy pozwoli Duchowi Świętemu rozpalić swoje wnętrze. I może właśnie tego najbardziej potrzeba dziś światu – nie tylko ciepłych mieszkań, ale i ciepłych serc. Nie tylko nowoczesnych technologii, ale też ludzi, którzy potrafią kochać, przebaczać, słuchać i być blisko pośród zwyczajnej codzienności: między praniem a gotowaniem, między kolejnym projektem do zrealizowania a wyjazdem nad morze czy w góry.

Bo człowiek z zimnym sercem może mieszkać nawet w najcieplejszym domu i nadal marznąć, a człowiek rozpalony Duchem Świętym potrafi ogrzać innych swoją obecnością.

Autorka jest certyfikowaną Edukatorką Pozytywnej Dyscypliny.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zanim zstąpi Duch Święty

Gdzie szukać i jak spotkać Ducha Świętego? Czy ma swoje ulubione miejsca, dziedziny czy sprawy, w których bardziej jest obecny lub Go nie ma?

Modlić się – to najprostsza odpowiedź, ale wolno pytać, jak Duch Święty działa w Kościele. Czy każdy katolik, który wierzy, może Go spotkać, rozpoznać, zrozumieć, a w spotkaniu czy może wyjść poza ramy wyuczonych formuł? Trochę jak Apostołowie – w mrokach ciekawości, niepewności wiedzy i lęku – czekamy na dzień Pięćdziesiątnicy, by spełniło się Słowo: „On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem”. Duch Nauczyciel. Jego zesłanie było darem dla młodego Kościoła, który jak małe dziecię wzrastał w łasce pod okiem Maryi, by sam stać się jak Ona. Kościół przyjął Słowo, które do dziś Duch rozjaśnia i prowadzi nas w ten sposób ku pełni Prawdy. Dzięki Niemu to, co jest zakryte, staje się jasne. To On pozwala zgłębiać Ewangelię mocą z wysoka, inną niż ta, która pociąga geniuszem człowieka. To Duch, który przenika Ciało Kościoła, karmi je słowem Prawdy, źródła mocy, która leczy rany i rozjaśnia ciemności grzechu w swych członkach. Mijają wieki, a Kościół wciąż się uczy i pogłębia rozumienie Słowa, dzieląc się nim jak chlebem ze światem, który Bóg kocha miłością bez granic, rzadko wzajemną. Kościół kocha świat jak Chrystus, do którego przyszedł, aby szukać tego, co zginęło. Działanie Kościoła mocą Ducha Świętego dociera do cierpiących na duszy i ciele, do tych, którzy nie mają nadziei, żyją w lęku. Duch Pocieszyciel.
CZYTAJ DALEJ

Gdzie w Polsce można zobaczyć kwietne dywany na procesji Bożego Ciała?

2026-06-03 20:22

[ TEMATY ]

procesja Bożego Ciała

kwietne dywany

www.zalesieslaskie.pl

Tradycje kwietnych dywanów na procesję Bożego Ciała stanowią niematerialne dziedzictwo kulturowe, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Piękne kompozycje kwiatowe, układane z wyjątkowym przepychem w kilku polskich parafiach, stanowią nie tylko dopełnienie tradycji i oprawę uroczystej procesji, ale są również atrakcją dla turystów. Jutro 4 czerwca obchodzona będzie Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa - Boże Ciało.

Kolorowe płatki róż, jaśminu, bzu, polnych maków, chabrów, liście paproci czy ścięta trawa - ma być kolorowo, pachnąco i pięknie! W Spycimierzu (woj. łódzkie), Kluczu, Olszowej, Zalesiu Śląskim i Zimnej Wódce (woj. opolskie) kultywowana jest tradycja obchodzenia Bożego Ciała związana z tworzeniem kwietnych dywanów. Poza Spycimierzem tradycja układania w Boże Ciało kwietnych dywanów kultywowana jest także na Opolszczyźnie - w Kluczu, Olszowej, Zalesiu Śląskim i Zimnej Wódce. Piękne kompozycje kwiatowe, układane rokrocznie w tych parafiach, stanowią nie tylko dopełnienie tradycji i oprawę uroczystej procesji, ale są również atrakcją dla turystów, wpisaną w niematerialne dziedzictwo kulturowe.
CZYTAJ DALEJ

Kard. K. Krajewski: Jezus daje nam swoją obecność poprzez swoje Ciało i Krew

2026-06-04 20:01

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

Procesja Bożego Ciała w łódzkiej parafii katedralnej

Procesja Bożego Ciała w łódzkiej parafii katedralnej

- Mamy jedną z piękniejszych katedr w Polsce. Rozejrzyjcie się dobrze. Ale jeślibyśmy wynieśli stąd Najświętszy Sakrament, to po co nam ta katedra? To by było świetne muzeum. To nie byłaby świątynia. Jezus daje nam swoją obecność poprzez swoje Ciało i swoją Krew, byśmy stali się jak ta katedra - Jego domem – mówił kard. Krajewski do zebranych w łódzkiej katedrze podczas Eucharystii w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.

Wspominając swoją rzymską procesję Bożego Ciała z Janem Pawłem II hierarcha powiedział - To była ostatnia procesja Bożego Ciała Jana Pawła II. Papież już nie chodził. Papież już poruszał się na wózku. Odprawił Mszę świętą na Lateranie, czyli w katedrze, w pierwszym kościele wszystkich kościołów. Po Mszy świętej z mistrzem ceremonii papieskich pomogliśmy Ojcu Świętemu, dostać się na platformę samochodu, który miał się przemieszczać podczas procesji. I ruszyliśmy do Matki Bożej Większej, do Santa Maria Maggiore. W pewnym momencie klęczeliśmy z Ojcem Świętym. Ojciec Święty dał znak rękom, a w tej ręce zawsze trzymał chusteczkę, żeby się do Niego zbliżyć. I powiedział, chce uklęknąć. Ciarki przeszły, bo wiadomo, że nie mógł uklęknąć. To było niemożliwe. Więc, żeby oddalić tę prośbę, to Ojcze Święty, może za chwilę. Może z 200 metrów przejechaliśmy. Ojciec Święty znów opuścił rękę z chusteczką i mówi, ja naprawdę chcę uklęknąć. To jeszcze trochę. Może na wysokości Uniwersytetu. A potem już po prostu dał znak, żeby jak najbliżej do Niego się przesunąć. I powiedział, tam jest Bóg. Ja muszę uklęknąć. Nie było dyskusji. Osunął się, popatrzył na Najświętszy Sakrament i natychmiast wróciliśmy na fotel. Byłem przy wyznaniu wiary Jana Pawła II - wspominał metropolita łódzki.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję