Reklama

Kościół

Chcę być po prostu dobrym przeorem

O codzienności i wyzwaniach przeora jednego z najbardziej znanych sanktuariów maryjnych na świecie, o jego stosunku do polityków, pątników i współbraci z o. Grzegorzem Prusem, nowym przeorem Jasnej Góry, rozmawia ks. Jarosław Grabowski.

Niedziela Ogólnopolska 24/2026, str. 26-28

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Karol Porwich/Niedziela

O. Grzegorz Prus

O. Grzegorz Prus

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Jarosław Grabowski: Czy Ojciec czuje na plecach oddech historii? Co dla Ojca oznacza fakt, że jest 132. przeorem w dziejach jasnogórskiego klasztoru?

O. Grzegorz Prus: Oczywiście, jako historyk mam świadomość tej niesamowitej spuścizny, na co dzień jednak nie myśli się aż tak historycznie, bo nie pozwala na to ilość bieżących spraw do załatwienia. Muszę skupić się maksymalnie na realizacji swoich obowiązków i funkcjonować w trybie zadaniowym. Mój poprzednik o. Samuel Pacholski zauważył, że ze zmianą przeora na Jasnej Górze jest trochę jak ze zmianą kierownika pociągu. Pociąg jedzie i w biegu odbywa się zmiana jego kierownika. Nie ma możliwości, żeby się zatrzymać, dokonać jakiejś spokojnej podmiany itd., bo pociąg się nie zatrzymuje. Podobnie jest ze zmianą przeora – odbywa się to w trakcie funkcjonowania sanktuarium, życia wspólnoty, roku liturgicznego. Kiedy ta zmiana była już oficjalnie zapowiedziana przez ojca generała, przed podjęciem urzędu musiałem odbyć szereg spotkań z moim poprzednikiem, który przekazał mi to, o czym powinienem wiedzieć, jak to wszystko funkcjonuje. Musiałem też znaleźć sobie bezpośrednich współpracowników, czyli kandydatów na podprzeorów. Dodatkowo jestem wciąż definitorem generalnym i mam zadania dotyczące całego zakonu. A zatem jest dosyć dynamicznie. Na refleksję jeszcze przyjdzie czas.

Reklama

Funkcja przeora wymaga skupienia się na bieżących zadaniach, ale ze świadomością dziejowej przeszłości...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Trochę tak. To ogromny zaszczyt, a jednocześnie ogromna odpowiedzialność. Jak się człowiek zastanowi, gdzie się znalazł, to może go to przyprawić o zawrót głowy... Kiedy patrzy się z dystansu, wszystko wydaje się łatwe, ale teraz coraz wyraźniej widzę, ile wysiłku kosztuje przyjęcie na siebie tylu obowiązków. Przyznam, że jestem pod wrażeniem tego, jak moi poprzednicy dawali sobie z tym zadaniem radę.

Miałem już wielki zaszczyt być przeorem Klasztoru na Skałce w Krakowie i rektorem paulińskiego seminarium – to też była wielka sprawa i wielka odpowiedzialność. Gdy mieszkałem w Krakowie i nieraz patrzyłem na klasztor jakby z boku, np. podczas spaceru, to budziła się we mnie taka refleksja: „odpowiadam za to!”. Ale przeor nie może skupiać się na sobie. Gdy stoję przed Matką Bożą w Kaplicy Cudownego Obrazu, to skupiam się na Niej, a nie na tym, że jestem jasnogórskim przeorem. Oczywiście, istnieje też niebezpieczeństwo megalomanii: „mój Boże, do jakiego zaszczytu doszedłem!”, ale mocno się pilnuję, by nie wejść na tę drogę. Przecież przeor to po prostu zakonnik, który ma na tym stanowisku służyć. Mam też świadomość, że ten etap to tylko odcinek czasu, który kiedyś się skończy.

Reklama

A czy myśli Ojciec czasem o tym, że po tych samych korytarzach sanktuarium chodzili Jego wybitni poprzednicy? Być może któryś z nich miał bezpośredni wpływ na życiowe decyzje Ojca?

Takich nietuzinkowych postaci, i to nie tylko przeorów jasnogórskich, było wiele. Na mnie jako kleryka czy młodego zakonnika wpływ miało wielu ojców i braci. Niektórzy z nich żyją nadal, inni już odeszli do wieczności. Gdybym miał wskazać ojców wyjątkowych ze względu np. na ich umiejętność radzenia sobie w trudnych czasach, na pewno wymieniłbym o. Jerzego Tomzińskiego, ale też np. o. Piotra Markiewicza. Imponuje mi też postawa podprzeora i generała o. Piusa Przeździeckiego. Szczególnymi postaciami są dla mnie o. generał Alojzy Wrzalik, którego bardzo cenił kard. Stefan Wyszyński, a także o. Paweł Kosiak, mariolog, oraz o. Józef Płatek – chodząca legenda. Nie wszyscy byli przeorami, ale wszyscy zostawili mocny ślad w dziejach zakonu. Mamy wielu naprawdę wspaniałych paulinówi w naszej historii.

Ojca Augustyna Kordeckiego nazywa się „obrońcą Jasnej Góry”. Czy dziś przeor też powinien być obrońcą sanktuarium? Już nie przed Szwedami, ale np. przed ludźmi, którzy ostentacyjnie odrzucają naukę Kościoła, albo przed politykami, którzy traktują Jasną Górę jak mównicę na wiecu wyborczym?

Reklama

Nie chciałbym stawiać siebie w pozycji obrońcy, bo to by sugerowało, że ktoś będzie mnie atakował. Jeżeli jednak dojdzie do jakiejś konfrontacji, trzeba będzie dostosować sposób działania do sytuacji. Myślę, że potrzeba tu dużo roztropności, pewnego dystansu i pokory. A do tego trzeba być stanowczym i jasno określać pewne granice, chociażby właśnie wobec osób, które mogłyby próbować zaistnieć tutaj, na Jasnej Górze, w taki sposób, który nie jest odpowiedni do tego miejsca. Generalnie jestem przeciwny temu, żeby politycy z jakiejkolwiek opcji prowadzili tutaj jakiś rodzaj agitacji politycznej. Dobrze by było, żebyśmy na Jasnej Górze zachowali wolność od przemówień. Jedynym wyjątkiem może być prezydent Rzeczypospolitej, co wynika z tradycji.

Co do osób, które otwarcie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła, można zapytać: po co mają się one tutaj pojawiać? Jeżeli ktoś przyjeżdża na Jasną Górę po to, żeby się wylansować, coś zamanifestować, a nie pomodlić się, to niech się wcześniej zastanowi, bo na pewne postawy czy zachowania się nie zgodzimy. Nie zależy mi natomiast na konfrontacji czy jakichś wzajemnych walkach. Generalnie jednak sanktuarium jasnogórskie jest otwarte dla wszystkich.

Jasna Góra to nie tylko najsłynniejsze polskie sanktuarium, to też największy pauliński dom zakonny. Jego przeor zarządza prawie setką zakonników. Jak łączy Ojciec oba te zadania?

Reklama

Mamy tutaj podział kompetencji. Duszpasterstwem, ściśle rzecz biorąc, kieruje kustosz Jasnej Góry. W wielu sanktuariach przeor jest jednocześnie kustoszem, ale nie na Jasnej Górze. U nas kustosz we współpracy z przeorem ustala swoje działania – czyli zajmuje się koordynacją, organizacją całości duszpasterstwa. Dobrze jest, jak się wzajemnie uzupełniają, wspierają. Tak to w ostatnich latach funkcjonowało i chcę, żeby tak było nadal. Jeśli natomiast chodzi o funkcje wewnątrz wspólnoty zakonnej, to przeor decyduje o bardzo wielu rzeczach, często też tych prozaicznych. Oczywiście, są ojcowie, którzy koordynują część zadań, ale to przeor jest pewnym zwornikiem i do niego ostatecznie trafia wiele spraw. Przeor pełni także funkcję reprezentacyjną.

Jasna Góra to pielgrzymi. Chodził Ojciec na pielgrzymki?

Oczywiście, i jako osoba świecka, i jako zakonnik. Pierwszy raz szedłem w pielgrzymce warszawskiej jako 11-latek w 1984 r. Niezapomnianym doświadczeniem było pielgrzymowanie z moim ojcem. I to za rękę, noga w nogę. Nie każdy chłopak ma takie doświadczenie, że słyszał, jak jego ojciec śpiewa pieśń pielgrzymkową albo odmawia modlitwę...

To na pielgrzymce warszawskiej znalazłem w sobie odwagę, żeby w ogóle podejść do paulina i z nim porozmawiać. Zawsze imponowała mi posługa kapłanów na pielgrzymce, ich zaangażowanie duszpasterskie. Wiele się od nich nauczyłem. Potem, kiedy już sam byłem przewodnikiem, niektóre rzeczy starałem się realizować podobnie.

Czy po 31 latach bycia paulinem może Ojciec powiedzieć, że jest na właściwej drodze?

Jestem przekonany o słuszności tej drogi i jestem na tej drodze szczęśliwy. Oczywiście, zawsze są jakieś trudności, przeciwności, ale dominuje poczucie, że jestem we właściwym miejscu.

Reklama

Myślałem o tym, że być może moje dotychczasowe doświadczenie w zakonie było jakimś przygotowaniem do zadania, które teraz dostałem – obojętnie, ile lat będzie ono trwało. Potem, jak Pan Bóg da, będą kolejne etapy mojego życia... Bo w zakonie niezależnie od tego, co się robiło, wraca się do szeregu. Przestaje się być przełożonym. Nawiasem mówiąc, jest to bardzo przyjemny moment. Już raz to przeżywałem, kiedy kończyłem urząd w Krakowie.

Czego Ojciec sam sobie życzy u progu tak wymagającej posługi?

Chciałbym po prostu wykonać to, co do mnie należy. Nikogo nie zawieść, wypełnić dobrze tę misję, skończyć ją i przekazać następnemu ojcu. I tyle. Jeśli to się uda, to moja misja będzie spełniona.

2026-06-09 14:07

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Kochaj czynem” – Betlejemskie Światło Pokoju

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Betlejemskie Światło Pokoju

Karol Porwich/Niedziela

Harcerze polscy od lat włączają się w międzynarodowe przekazanie Światła Pokoju. Również w tym roku Światło odbierane z Groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem, dotrze do Polski ze Słowacji, by rozbłysnąć także na Jasnej Górze. Tym razem inicjatywie prześwieca hasło: „Kochaj czynem”.

Harcmistrz Przemysław Kowalski, zastępca komendantki Hufca ZHP Częstochowa i komendant BŚP w Częstochowie, zauważył, że w czasie konfliktów w Ziemi Świętej, akcja jest trochę utrudniona, ale dzięki wsparciu ojców i braci, którzy tam na co dzień posługują, możliwym jest kontynuowanie idei. Z Ziemi Świętej Światło trafia do Austrii. Tam następuje się uroczyste przekazanie w jednej z katedr. Otrzymują je harcerze ze Słowacji, by przekazane mogło zostać naszym rodzimym skautom. W Polsce pierwszymi dwoma najważniejszymi przystankami dla BŚP są Jasna Góra i katedra na Wawelu, potem to Światło wędruje na cały kraj i poza jego granice.
CZYTAJ DALEJ

Słuchanie siebie i innych według św. Hildegardy

[ TEMATY ]

Hildegarda

św. Hildegarda

eSPe

Komunikacja, rozmowa, docieranie do siebie to wcale nie tak proste rzeczy, jak się wydaje. Wiele osób może to zaskakiwać, ale wiele na ten temat możemy dowiedzieć się od średniowiecznej zakonnicy św. Hildegardy. Jolanta Zajdel rozmawia o tym z Beatą Jakoniuk-Wojcieszak.

Słyszeć a słuchać
CZYTAJ DALEJ

Watykański kandydat do Oscarów – po raz pierwszy w historii

2026-09-17 18:35

[ TEMATY ]

film

Stolica Apostolska

Oscary

Adobe Stock

Stolica Apostolska jest współproducentem filmu, który kandyduje do dorocznej Nagrody Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej - Oscara. „Green Lava” opowiada historię młodego chłopaka z niepełnosprawnością. Werdykt Akademii zostanie ogłoszony 15 marca podczas uroczystej gali w Los Angeles.

Zrealizowane we współpracy z watykańską Dykasterią ds. Komunikacji dzieło nie kandyduje w kategorii „Najlepszy film międzynarodowy”, lecz „Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny”. „Green Lava” trwa 39 minut i przedstawia Giacomo, dzielnego młodego Włocha, cierpiącego na dystrofię mięśniową Duchenne’a, który walczy z chorobą, a jednocześnie z bólem po stracie swego brata, dotkniętego tym samym schorzeniem. Może w tym liczyć na wsparcie swej rodziny i przyjaciół.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję