Często słyszę pytania o to, jak głosować w nadchodzących wyborach parlamentarnych w 2027 r. Mam zwyczaj, że kwestie, które się często powtarzają, staram się poważnie przemyśleć. Stąd też i opisany dylemat stał się przedmiotem analizy.
Wniosek pierwszy: nie będę głosował na żadnego z istniejących obecnie „wodzusiów”, bo żaden z nich nie gwarantuje poziomu intelektualnego i twardości charakteru, które dawałyby mi pewność radykalnej zmiany sposobu kierowania Polską. Mętność poglądów i koniunkturalność to dziś w istocie cechy najlepiej opisujące polski świat polityczny. Rzecz ma się podobnie, gdy spojrzymy na „stronnictwa” utożsamiające się z „wodzusiami”. Właściwie to one odpowiadają za kiepski stan państwa i jego intelektualne rozchwianie. Utrata suwerenności wiąże się właśnie z niedomaganiem liderów i ich rachitycznych stronnictw. Pora na radykalną zmianę naszego podejścia do wyborów i głosowania. Musimy zacząć wymagać, a z tym wiąże się, oczywiście, jasne nakreślenie kryteriów, które powinni spełniać ci, których poślemy do rządzenia w naszym imieniu. Tu należy dokonać przewrotu i nie głosować na partyjne pacynki, a zająć się wyłuskiwaniem ludzi, którzy gwarantują, że będą służyć zasadniczym ideom. Wybierajmy więc nie personalnie, a ideowo właśnie. Niech zatem odpowiedź na kilka podstawowych pytań zdeterminuje nasze decyzje wyborcze.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
