Kapłan zginął 21 września w wypadku motocyklowym w Olszowej na Opolszczyźnie. Miał 54 lata. Święcenia prezbiteratu przyjął 25 maja 2002 r. Posługiwał m.in. w Wałbrzychu, Dzierżoniowie i Świdnicy, a w latach 2018-25 był proboszczem Parafii św. Mikołaja w Doboszowicach. Od lipca 2025 r. kierował Parafią św. Barbary na wałbrzyskim Starym Zdroju. Od 2015 r. pełnił także posługę egzorcysty diecezji świdnickiej.
Ojciec powołania
Zapamiętano go jako kaznodzieję, rekolekcjonistę i kierownika duchowego. Nie dawał łatwych odpowiedzi, ale pomagał człowiekowi stanąć w prawdzie i wolności przed Bogiem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Doświadczył tego ks. Paweł Baczmański, który podczas przerwy w formacji seminaryjnej przyjechał do niego na rozmowę do Barda. Szukał jednoznacznego znaku, czy powinien wrócić do seminarium. – Ksiądz Wojciech zapytał mnie: „Czego ty ode mnie oczekujesz?”. Powiedział, że to, iż Pan Bóg mnie powołał, jest jedną kwestią, bo Jego wezwanie jest nieodwołalne. Ale czy podejmę decyzję i pójdę za Nim, zależy już ode mnie. Dał mi wtedy bardzo dużo wolności – wspominał neoprezbiter.
Reklama
Dla ks. Łukasza Basistego z Bielawy zmarły był „ojcem powołania” i człowiekiem, z którym przez lata szedł wspólną drogą. Jeszcze w środę poprzedzającą wypadek ks. Wojciech opowiadał mu, jak bardzo czeka na spotkanie z Jezusem. Mówił o śmierci bez lęku, z pokojem i nadzieją. – Dziękuję Ci, Wojciechu, za wspólną drogę. Wierzę, że spotkałeś już Tego, na którego tak bardzo czekałeś – napisał w mediach społecznościowych ks. Basisty.
Powiedział Bogu „chcę”
Ważną częścią posługi ks. Draba były niemal codzienne medytacje publikowane w internecie. Jola Koszyk dziękowała mu za wytrwałe prowadzenie ku Światłu oraz przypominanie o wierności i łagodności Boga. Ania Kulpa przez pięć lat rozpoczynała dzień od jego rozważań. Choć nigdy nie spotkała kapłana osobiście, głoszona przez niego Dobra Nowina trafiała do jej serca i uczyniła go kimś bliskim. Monika Mazurek nazywa jego medytacje „skarbem dla duszy”, a jego samego swoim mistrzem.
Ksiądz Wojciech był pasjonatem motocykli i pozostawał związany z Kapłańskim Klubem Motocyklowym God’s Guards. Kilka dni przed śmiercią prowadził rekolekcje dla 72 księży motocyklistów. Uczył ich, jak mówić Bogu „chcę”. Ostatniego dnia, modląc się za zmarłych członków klubu, powiedział: „z naszego Klubu”. Po jego odejściu warszawska wspólnota motocyklowa napisała: „Tak szybko do nich dołączyłeś. Powiedziałeś Panu Bogu «chcę». Już nam Ciebie brakuje”.
Pozostały homilie, nagrania i medytacje. Przede wszystkim jednak pozostali ludzie, których prowadził ku Chrystusowi – z wiarą, cierpliwością i szacunkiem dla ich wolności.
