Już dawno nie słyszałam tak często pytań: „po co się starać?”, „po co wstawać?”, „po co dawać coś z siebie, skoro...?”. Wypowiadali je ludzie w różnym wieku i znajdujący się w zupełnie różnych sytuacjach, a wszystko zaczęło się od jednej rozmowy.
Obrazki z życia
Było to spotkanie z ubiegłoroczną maturzystką, która po ukończeniu liceum rozpoczęła studia zaoczne. Zajęcia odbywały się w wybrane weekendy, dlatego od poniedziałku do piątku przebywała głównie w domu. Nie miała stałych obowiązków, a jej dni stopniowo traciły wyraźny rytm. Kiedy rozmawiałyśmy, opowiadała, że miała wrażenie, iż „wpadła do pustej studni”, w której nie ma nic sensownego. Podczas rozmowy wspominała z entuzjazmem liceum. Miała koleżanki, z którymi rozmawiała, nauczycieli stawiających wymagania i zadania do wykonania. Uświadomiła sobie, że szkoła dawała jej coś więcej niż wiedzę. Były to relacje, poczucie przynależności oraz uporządkowany rytm dnia. Tymczasem po ukończeniu liceum znane „punkty oparcia” nagle zniknęły i chciała na nowo odnaleźć odpowiedź na pytanie: „po co rano wstawać?”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Rozmawiam również z absolwentami studiów, którzy mimo zdobytego wykształcenia nie mogą znaleźć pracy w wyuczonym zawodzie. Pytają wówczas: „po co były te studia, skoro nie mogę wykorzystać zdobytej wiedzy?”. Rozczarowanie nie dotyczy jedynie braku zatrudnienia. Zachwianiu ulega u tych ludzi również ich obraz siebie oraz przyszłości, którą wcześniej uznawali za oczywistą. Przez kilka lat przygotowywali się do określonej pracy, wiązali z nią swoje plany i nadzieje, a teraz nie wiedzą, w którą stronę pójść.
Podobny kryzys może się pojawić ok. 40. lub 50. roku życia. Człowiek zauważa, że nie jest już tak młody jak dawniej, część możliwości bezpowrotnie minęła, a nie wszystkie plany udało się zrealizować. Porównuje rzeczywistość z dawnymi oczekiwaniami i pyta: „po co to wszystko, skoro nie mam już 20 lat? Czy mogę jeszcze zacząć coś nowego?”.
Podobne pytania usłyszałam podczas warsztatów dla seniorów. Przejście na emeryturę oznacza niekiedy utratę roli, która przez dziesiątki lat wyznaczała rytm dnia i potwierdzała społeczną przydatność. Pojawia się wtedy myśl: „po co żyć, skoro nie mogę już pracować? Młodzi są szybsi, lepiej posługują się nowymi technologiami i mnie nie potrzebują”.
Reklama
Jeszcze inaczej pytanie „po co?” wybrzmiewa w doświadczeniu poważnej choroby. Od czasu do czasu prowadzę warsztaty dla osób, które przeszły chorobę nowotworową. Diagnoza, leczenie, a później świadomość możliwości nawrotu sprawiają niekiedy, że dotychczasowy świat rozpada się na kawałki. Plany, które wcześniej wydawały się oczywiste, nagle stają pod znakiem zapytania. Człowiek zaczyna pytać: „po co mam cokolwiek planować, skoro choroba może wrócić?”, „po co się angażować, skoro nie wiem, ile czasu mi pozostało?”. Nawet zakończenie leczenia nie zawsze oznacza wewnętrzny powrót do dawnego życia, ponieważ osoba po chorobie często nadal mierzy się z lękiem przed wznową i ponowną utratą poczucia bezpieczeństwa.
Utrata oparcia
Historie te dotyczą różnych etapów życia, ale coś je łączy. W każdej z nich człowiek traci jeden z dotychczasowych punktów oparcia: szkołę, wyobrażenie o zawodowej przyszłości, młodość, pracę albo poczucie bezpieczeństwa. Kończy się pewna rola, a nowa nie została jeszcze rozpoznana. W powstałej między nimi pustce rodzi się pytanie: „skoro nie jestem już uczniem, młodym człowiekiem, pracownikiem czy osobą zdrową, to kim jestem i po co żyję?”.
W poszukiwaniu wspólnego źródła tych pytań dostrzegam, że prawdopodobnie zbyt łatwo utożsamiamy sens życia z odgrywaną rolą, osiągniętym wynikiem albo własną przydatnością. Kiedy tracimy to, co dotychczas wypełniało nasz czas, możemy odnieść wrażenie, że tracimy również własną wartość. Człowiek jest jednak kimś więcej niż uczniem, pracownikiem; osobą młodą, zdrową czy produktywną. Role zmieniają się i przemijają, ale godność osoby nie kończy się wraz z żadną z nich.
Sens
Życie zachowuje sens i wartość w każdych okolicznościach, a każdy jego etap: młodość, dojrzałość i starość, stawia przed nami inne pytania i zadania. Nie w każdej sytuacji możemy zrobić to samo, ale w każdej pozostaje jakaś możliwość odpowiedzi: przez działanie, miłość, obecność przy drugim człowieku albo postawę wobec tego, czego nie jesteśmy w stanie zmienić.
Reklama
Właśnie wobec doświadczeń, które burzą dotychczasowe plany i odbierają znane punkty oparcia, szczególnego znaczenia nabiera myśl Friedricha Nietzschego, chętnie przywoływana przez Viktora Frankla: „Kto ma po co żyć, zniesie niemal każde jak”. Poczucie sensu nie usuwa przeszkód, rozczarowania, lęku ani cierpienia. Nie sprawia również, że trudna sytuacja przestaje boleć. Pomaga jednak odnaleźć powód, aby nie zatrzymać się w miejscu i zrobić kolejny krok.
Odwrócenie perspektywy
Frankl zwracał również uwagę, że zamiast pytać wyłącznie: „czego jeszcze mogę oczekiwać od życia?”, warto zapytać: „czego życie oczekuje teraz ode mnie?”. To odwrócenie perspektywy ma ogromne znaczenie. Nie każe zaprzeczać pustce ani cierpieniu i nie wymaga udawania, że utrata nie boli. Pomaga jednak zobaczyć, że również wtedy, gdy jeden rozdział się kończy, nasze życie nadal może być odpowiedzią na czyjąś potrzebę, konkretne zadanie albo dobro, które właśnie my możemy urzeczywistnić.
Ktoś może pomyśleć, że pytanie: „czego życie oczekuje teraz ode mnie?”, jest bardzo wymagające, zwłaszcza dla człowieka, który czuje się zagubiony, rozczarowany albo cierpi. Gdy jednak rozmawiam z osobami znajdującymi się w takich sytuacjach, widzę, że zmiana tej perspektywy może być nie tylko możliwa, lecz także uwalniająca. Nie trzeba od razu znać odpowiedzi na wszystkie pytania ani rozwiązać każdego problemu. Wystarczy dostrzec to, co pozostaje możliwe.
Reklama
Dla studentki może to być wyznaczenie nowego rytmu dnia, podjęcie pracy lub systematycznej nauki. Dla absolwenta – poszukanie innej drogi wykorzystania zdobytych umiejętności. Dla osoby dojrzałej – odkrycie, że nowe początki nie są zarezerwowane wyłącznie dla ludzi młodych, a dla seniora – podzielenie się obecnością i doświadczeniem. Z kolei dla człowieka po chorobie mogą to być przyjęcie pomocy, troska o relacje albo odważne przeżycie jednego dnia bez domagania się od siebie pewności co do całej przyszłości.
Po co?
Odpowiedź na pytanie „po co?” nie zawsze przychodzi w postaci wielkiego życiowego celu. Niekiedy ukrywa się w zadaniu, spotkaniu z człowiekiem, dobru, które możemy uczynić. Każdy etap życia ma inne możliwości, ale żaden nie jest pozbawiony wartości. Człowiek nie przestaje być potrzebny dlatego, że zakończył szkołę, nie znalazł wymarzonej pracy, utracił młodość, przeszedł na emeryturę czy zachorował.
Z chrześcijańskiej perspektywy życie jest nie tylko darem, lecz także zadaniem powierzonym każdemu z nas. Bóg nie przestaje powoływać człowieka do miłości, gdy zmieniają się jego siły, role albo możliwości. Kiedy więc po raz kolejny pytamy: „po co?”, nie musimy od razu znać odpowiedzi dotyczącej całego życia. Możemy zacząć od prostszych pytań: „co dobrego mogę zrobić dzisiaj?”, „komu mogę ofiarować swoją obecność?”, „jaki jeden krok jest teraz w moim zasięgu?”. Czasami właśnie dzięki takiej małej i konkretnej odpowiedzi zaczynamy na nowo odnajdywać sens.
Autorka jest certyfikowaną Edukatorką Pozytywnej Dyscypliny.
