Reklama

Polska

Sekretarz generalny KEP: milczenie papieża - oddaniem głosu świadkom tamtych czasów

- Milczenie papieża Franciszka w byłych niemieckich obozach koncentracyjnych Auschwitz i Birkenau było oddaniem głosu świadkom tamtych czasów, zarówno „Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata”, jak i tym, którzy przeżyli – powiedział KAI sekretarz generalny KEP bp Artur Miziński. To także „wezwanie, abyśmy nigdy nie odchodzili od budowania wspólnoty jedności i miłości, opartej – jak uczy nas Ojciec Święty – o pokorę, bliskość i wzajemny szacunek”.

[ TEMATY ]

Franciszek w Polsce

29.07

episkopat.pl

„W Roku Miłosierdzia papież Franciszek przypomina nam o obowiązku budowania wspólnoty jedności opartej na jedności. Łzy i milczenie w tym miejscu są łzami i milczeniem nad tym, co może uczynić człowiek odwracając się od źródła miłości, którym jest Bóg. Jest to nieludzkie miejsce, pokazujące cierpienie tych osób, które straciły tu życie i innych, które przeżyły” – powiedział KAI bp Miziński.

Zdaniem sekretarza generalnego KEP, milczenie papieża było daniem głosu świadkom tamtych czasów – zarówno „Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata”, jak i tym, którzy przeżyli.

Reklama

„Było to ich świadectwo i wezwanie nas do tego, abyśmy nigdy nie odchodzili od budowania wspólnoty jedności i miłości, opartej – jak uczy nas Ojciec Święty – o pokorę, bliskość i wzajemny szacunek” – przypomniał bp Miziński.

„To miejsce zaprzecza tym wartościom, dlatego wymowna jest dzisiejsza cisza, a z kolei wołanie tych, którzy stracili tu życie w bestialski sposób jest kolejnym mocnym wezwaniem dla nas wszystkich ludzi dobrej woli – nie tylko katolików – abyśmy szukali źródła miłości i na nim budowali nasze dziś i jutro, i aby nigdy nie powtórzyły się miejsca takie jak to” – dodał sekretarz generalny KEP.

2016-07-29 11:58

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przyszliśmy, aby zostawić ślad

Niedziela Ogólnopolska 35/2016, str. 10-13

[ TEMATY ]

Franciszek w Polsce

Marcin Mazur/Episkopat.pl

Drodzy młodzi, dobry wieczór! Wspaniale jest być z wami na tym czuwaniu modlitewnym.

Na zakończenie swego odważnego i poruszającego świadectwa Rand o coś nas poprosiła. Powiedziała nam: „Proszę was bardzo, byście modlili się za moją kochaną ojczyznę”. Historia naznaczona wojną, cierpieniem, utratą, kończąca się prośbą o modlitwę. Czy jest coś lepszego niż rozpoczęcie naszego czuwania od modlitwy?

Pochodzimy z różnych stron świata, z różnych kontynentów, krajów, języków, kultur i narodów. Jesteśmy dziećmi narodów, które być może spierają się z powodu różnych konfliktów, a nawet wręcz są w stanie wojny. Przybywamy też z krajów, które mogą żyć w pokoju, które są wolne od konfliktów wojennych, gdzie wiele rzeczy bolesnych, które dzieją się na świecie, to tylko jakaś część wiadomości i artykułów prasowych. Ale jesteśmy świadomi pewnej rzeczywistości: dla nas tu i teraz, pochodzących z różnych części świata, cierpienie, wojna, którą przeżywa wielu ludzi młodych, nie są już czymś anonimowym, nie są już jakąś informacją prasową, ale mają imię, konkretne oblicze, historię, bliskość. Dziś wojna w Syrii jest bólem i cierpieniem wielu osób, wielu ludzi młodych, jak dzielna Rand, która jest tu między nami i prosi nas o modlitwę za swoją ukochaną ojczyznę.

Istnieją sytuacje, które mogą wydawać się nam odległe, aż do chwili, kiedy w jakiś sposób ich nie dotkniemy. Istnieją rzeczywistości, których nie rozumiemy, ponieważ widzimy je tylko przez jakiś ekran (telefonu komórkowego lub komputera). Ale kiedy nawiązujemy kontakt z życiem, z tymi konkretnymi istnieniami, które nie są już zapośredniczone przez ekrany, wówczas dzieje się z nami coś mocnego, odczuwamy wszyscy zaproszenie do zaangażowania: „Dość zapomnianych miast”, jak mówi Rand; już nigdy więcej nie może się zdarzyć, aby bracia byli „otoczeni śmiercią i zabójstwami” i czuli, że nikt im nie pomoże. Drodzy przyjaciele, zachęcam was do wspólnej modlitwy z powodu cierpienia tak wielu ofiar wojny– to jest dzisiaj w świecie – abyśmy raz na zawsze mogli zrozumieć, że nic nie usprawiedliwia krwi brata, że nic nie jest bardziej cennego od osoby stojącej obok nas. A w tej prośbie o modlitwę pragnę podziękować także wam, Natalio i Miguelu, bo i wy podzieliliście się z nami swoimi bitwami, swoimi wojnami wewnętrznymi. Przedstawiliście nam swoje zmagania i to, co uczyniliście, aby je przezwyciężyć. Jesteście żywym znakiem tego, co miłosierdzie chce w nas dokonać.

Teraz nie zabierzemy się do wykrzykiwania przeciw komuś, nie zabierzemy się do kłótni, nie chcemy niszczyć. Nie chcemy pokonywać nienawiści obelgami i jeszcze większą nienawiścią, przemocy – większą przemocą, terroru – większym terrorem. Nasza odpowiedź na ten świat w stanie wojny ma imię: nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią, nazywa się rodziną. Świętujemy fakt, że pochodzimy z różnych kultur i łączymy się, żeby się modlić. Niech naszym najlepszym słowem, naszym najlepszym przemówieniem będzie zjednoczenie w modlitwie. Pozostańmy na chwilę w milczeniu i módlmy się; stawiajmy przed Bogiem świadectwa tych przyjaciół, utożsamiajmy się z tymi, dla których „rodzina jest pojęciem nieistniejącym, a dom jedynie miejscem do spania i jedzenia”, lub z tymi, którzy żyją w strachu, przekonani, że ich błędy i grzechy definitywnie ich wykluczyły. Postawmy w Bożej obecności także nasze „wojny”, zmagania, które każdy niesie ze sobą, w swoim sercu. Po to, byśmy byli rodziną, braćmi, razem. Zachęcam, byście wszyscy wstali, wzięli się za ręce i w milczeniu modlili. Wszyscy.

(milczenie)

Kiedy modliliśmy się, przyszedł mi na myśl obraz Apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy. Jest to scena, która może nam pomóc w zrozumieniu tego wszystkiego, co Bóg pragnie tchnąć w nas, dokonać w naszym życiu, w nas i z nami. Tego dnia uczniowie byli zamknięci z obawy. Czuli się zagrożeni ze strony środowiska, które ich prześladowało, które zmuszało ich do pozostawania w małym pomieszczeniu, bezczynnie, jakby byli sparaliżowani. Opanował ich lęk. W tym kontekście stało się coś spektakularnego, coś wielkiego. Przyszedł Duch Święty i języki jakby z ognia spoczęły na każdym z nich, pobudzając ich do przygody, o której nigdy nie marzyli. Sprawa zmienia się radykalnie.

Usłyszeliśmy trzy świadectwa; naszymi sercami dotknęliśmy ich historii, ich życia. Widzieliśmy, jak oni, na równi z uczniami, przeżywali podobne chwile, przeszli momenty, w których byli pełni strachu, kiedy wydawało się, że wszystko się zawali. Strach i niepokój, które rodzą się ze świadomości, że wychodząc z domu, człowiek może już nigdy więcej nie zobaczyć swoich bliskich; obawa, że nie będzie się czuł doceniony i kochany; strach, że nie będzie innych szans. Podzielili się z nami tym samym doświadczeniem, jakie było udziałem uczniów, doświadczyli lęku prowadzącego do jedynego miejsca: tam, gdzie są bramy lęku, do zamknięcia. A kiedy strach ukrywa się w zamknięciu, to zawsze idzie w parze ze swoim „bliźniakiem”, ze swoją siostrą bliźniaczką – paraliżem. Poczucie, że jest się sparaliżowanym to jedno z najgorszych nieszczęść, jakie mogą się przydarzyć w życiu. Jest poczucie, że w tym świecie, w naszych miastach, w naszych wspólnotach nie ma już przestrzeni, by wzrastać, marzyć, tworzyć, aby dostrzegać perspektywy, a ostatecznie, aby żyć. Zwłaszcza w młodości. Paraliż sprawia, że tracimy smak cieszenia się życiem, przyjaźnią, smak wspólnych marzeń, podążania razem z innymi. Oddala nas od innych, przeszkadza uścisnąć komuś dłoń, jak widzieliśmy w przedstawieniu: wszyscy zamknięci. Zamknięci za tymi małymi szybkami.

Ale jest też w życiu inny, jeszcze bardziej niebezpieczny paraliż, często trudny do rozpoznania, którego uznanie sporo nas kosztuje. Lubię nazywać go paraliżem rodzącym się wówczas, gdy mylimy szczęście z kanapą! Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie. Kanapa – jak te, które są teraz, nowoczesne, łącznie z masażami usypiającymi, które gwarantują godziny spokoju – żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem. Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. „Kanapa-szczęście (po polsku)” jest prawdopodobnie cichym paraliżem, który może nas zniszczyć najbardziej; a najbardziej młodych. A dlaczego tak się dzieje, jak to, ojcze, możliwe? No bo po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się ospali, stajemy się ogłupiali, otumanieni.

Przedwczoraj rozmawiałem o młodych, którzy przechodzą na emeryturę w wieku 20 lat. Dziś mówię o młodych uśpionych, ogłupiałych i otumanionych. Podczas gdy inni – może bardziej żywi, ale nie lepsi – decydują o naszej przyszłości. Z pewnością dla wielu łatwiej i korzystniej jest mieć młodych ludzi ogłupiałych i otumanionych, mylących szczęście z kanapą; dla wielu okazuje się to wygodniejsze niż posiadanie młodych bystrych, pragnących odpowiedzieć na marzenie Boga i na wszystkie aspiracje serca. I was pytam, pytam was: chcecie był młodymi, ospałymi, ogłupionymi i otumanionymi? Chcecie, by inni decydowali o waszej przyszłości? Chcecie być wolni? Chcecie być przytomni? Chcecie walczyć o waszą przyszłość? (Reakcja zgromadzonych). Nie widzę, żebyście byli przekonani! (Reakcja zgromadzonych). Chcecie walczyć o waszą przyszłość?

Prawda jednak jest inna: kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby wegetować, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu – aby zostawić ślad, trwały ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie, nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo, i to bardzo, wysoka: tracimy wolność. Nie jesteśmy wolni, aby pozostawić ślad. Tracimy wolność. I to jest ta cena. Tak wielu ludzi woli, żeby młodzi nie byli wolni. Jest tak wielu ludzi, którzy nie życzą im dobrze, którzy chcą, by byli śpiący – nigdy czuwający, nigdy wolni. Powinniśmy bronić naszej wolności, walczyć o nią.

Właśnie tutaj mamy do czynienia z wielkim paraliżem, kiedy zaczynamy myśleć, że szczęście jest synonimem wygody, że być szczęśliwym to iść przez życie w uśpieniu albo narkotycznym odurzeniu, że jedynym sposobem, aby być szczęśliwym, jest trwanie jakby w otępieniu. To pewne, że narkotyki szkodzą, ale jest wiele innych narkotyków społecznie akceptowanych, które w ostateczności czynią nas bardzo, a przynajmniej bardziej zniewolonymi. Jedne i drugie ogołacają nas z naszego największego dobra: z wolności.

Przyjaciele, Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze poza. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi. Trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło ani nawet o jakich nie pomyślałeś; po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością – tą radością, która rodzi się z miłości Boga, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia. Pójść na ulice, naśladując „szaleństwo” naszego Boga, który uczy nas spotykania Go w głodnym, spragnionym, nagim, chorym, w przyjacielu, który źle skończył, w więźniu, w uchodźcy i w imigrancie, w człowieku bliskim, który jest samotny. Pójść drogami naszego Boga, który zaprasza nas, abyśmy byli aktorami politycznymi, ludźmi myślącymi, animatorami społecznymi. Pobudza nas do myślenia o gospodarce bardziej solidarnej. We wszystkich środowiskach, w jakich jesteście, miłość Boga zachęca nas do niesienia Dobrej Nowiny, do czynienia ze swojego życia daru dla Niego i dla innych. To znaczy mieć odwagę, to znaczy być wolnymi.

Możecie mi powiedzieć: ojcze, ale to nie jest dla wszystkich, to tylko dla wybranych! Tak, to prawda, ale ci wybrani to ci wszyscy, którzy są gotowi dzielić swoje życie z innymi. Podobnie jak Duch Święty przekształcił serca uczniów w dniu Pięćdziesiątnicy – oni też byli sparaliżowani – tak też uczynił z naszymi przyjaciółmi, którzy dzielili się swoimi świadectwami. Miguel, użyję twoich słów: mówiłeś nam, że w dniu, kiedy w „Facenda” powierzono ci odpowiedzialność za pomoc w poprawie funkcjonowania domu, zacząłeś rozumieć, że Bóg czegoś od ciebie chce. W ten sposób rozpoczęła się transformacja.

Drodzy przyjaciele, jest to tajemnica, do której doświadczenia jesteśmy powołani wszyscy. Bóg czegoś od ciebie oczekuje – zrozumieliście? – Bóg czegoś od ciebie chce, Bóg czeka na ciebie. Bóg przychodzi, aby złamać nasze zamknięcia, przychodzi, aby otworzyć drzwi naszego życia, naszych wizji, naszych spojrzeń. Bóg przychodzi, aby otworzyć wszystko, co ciebie zamyka. Zaprasza cię, abyś marzył, chce ci pokazać, że świat, w którym jesteś, może być inny. Tak to jest: jeśli nie dasz z siebie tego, co w tobie najlepsze, świat nie będzie inny. To jest wyzwanie.

Czasy, w których żyjemy, nie potrzebują młodych kanapowych (młodzi kanapowi – dodał Papież po polsku), ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach wyczynowych. Akceptują na boisku jedynie czołowych graczy, nie ma na nim miejsca dla rezerwowych. Dzisiejszy świat chce od was, byście byli aktywnymi bohaterami historii, bo życie jest piękne zawsze wtedy, kiedy chcemy je przeżywać, zawsze wtedy, gdy chcemy pozostawić ślad. Historia wymaga dziś od nas, byśmy bronili naszej godności i nie pozwalali, aby inni decydowali o naszej przyszłości. Nie, to my mamy o tym decydować. Wy wybieracie przyszłość. Pan, jak w dniu Pięćdziesiątnicy, chce dokonać jednego z największych cudów, jakiego możemy doświadczyć: sprawić, aby twoje ręce, moje ręce, nasze ręce przekształciły się w znaki pojednania, komunii, tworzenia. Pragnie On twoich rąk, by nadal budować dzisiejszy świat. Chce go budować z tobą. A ty jak odpowiesz? Co odpowiesz? Tak czy nie? (Reakcja zgromadzonych).

Powiesz mi: ojcze, ale mam swoje wielkie ograniczenia, jestem grzesznikiem, co mogę zrobić? Kiedy Pan nas wzywa, nie myśli o tym, kim jesteśmy, kim byliśmy, co zrobiliśmy lub czego nie zrobiliśmy. Wręcz przeciwnie: w chwili, kiedy nas wzywa, patrzy na wszystko, co moglibyśmy zrobić, na całą miłość, jaką jesteśmy w stanie rozsiewać. On zawsze stawia na przyszłość, na jutro. Jezus kieruje cię ku nowym horyzontom. Nigdy ku muzeum.

Dlatego, przyjacielu, Jezus dziś ciebie zaprasza, wzywa cię, byś zostawił swój ślad w życiu, ślad, który naznaczyłby historię, który naznaczyłby twoją historię i historię wielu ludzi.

Współczesne życie mówi nam, że bardzo łatwo skupić uwagę na tym, co nas dzieli, na tym, co rozłącza jednych od drugich. Są tacy, którzy chcieliby, byśmy uwierzyli, że zamknąć się w sobie to najlepszy sposób, by uchronić się od tego, co wyrządza nam zło. Dzisiaj my, dorośli, potrzebujemy was, byście nas nauczyli żyć razem w różnorodności, tak jak dzisiaj, w dialogu, w dzieleniu wielokulturowości nie jako zagrożenia, lecz jako szansy. Wy jesteście możliwością przyszłości. Miejcie odwagę nauczyć nas, że łatwiej jest budować mosty niż wznosić mury! Mamy potrzebę tego się uczyć. A wszyscy razem prosimy, abyście od nas żądali kroczenia drogami braterstwa. Abyście to wy byli naszymi oskarżycielami, jeśli my wybierzemy budowanie murów, drogę wrogości, drogę wojny. Budować mosty: czy wiecie, który z mostów trzeba budować jako pierwszy? Most, który możemy postawić tu i teraz: uściskiem dłoni, podaniem sobie rąk. Odwagi! Zróbcie to teraz, tutaj, podajcie sobie ręce, wszyscy. To most podstawowy, to wspaniały ludzki most. Zawsze istnieje ryzyko, żeby powstrzymać rękę, ale trzeba ryzykować. Kto nie ryzykuje, nie zwycięża. Dlatego podajmy sobie ręce. To jest ten podstawowy most. Uścisnąć dłoń... Dziękuję wam.

Oto wielki most braterski. Oby nauczyli się go budować wielcy ludzie tego świata! Ale nie dla zdjęcia. Lecz by wciąż budować coraz wspanialsze mosty. Oby ten ludzki most był zaczynem wielu innych. Niech będzie trwałym śladem.

Dzisiaj Jezus, który jest drogą – dla ciebie, dla ciebie, dla wszystkich – wzywa cię do pozostawienia swojego trwałego śladu w historii. On, który jest życiem, zachęca ciebie do zostawienia śladu, który wypełni życiem twoją historię, a także dzieje wielu innych ludzi. On, który jest prawdą, zaprasza ciebie do porzucenia dróg separacji, podziału, bezsensu. Czy pójdziesz? Czy pójdziesz? Co twoje ręce i nogi odpowiedzą Panu – chcę to widzieć! – który jest drogą, prawdą i życiem? Niech Bóg błogosławi waszym marzeniom.

CZYTAJ DALEJ

Bóg odsłania kawałek Nieba dla nas - 40. PPW - Msza św. w Namysłowie

2020-08-06 10:28

ks. Łukasz Romańczuk

bp Jacek Kiciński

W święto Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia) pielgrzymi rozpoczęli swój dzień od Mszy św. w kościele pw. śś. Apostołów Piotra i Pawła w Namysłowie. Liturgii przewodniczył i słowo wygłosił bp Jacek Kiciński.

Na wstępie Mszy św. przewodniczący liturgii wyraził swoją radość z obecności pielgrzymów z grup 3 - biblijna (D.A. Maciejówka) oraz 11 - Ziemia Namysłowska. Zwrócił się także do pielgrzymów gr. 16, którzy licznie przybyli na Eucharystię.

Bardzo się cieszę, że jesteśmy w tej świątyni w Namysłowie w kościele pw. Piotra i Pawła. Pozdrawiam serdecznie grupę namysłowską, wraz z przewodnikiem ks. Piotrem, od niedawna proboszczem tej parafii. Cieszę się, że jest z nami ks. Bartek, który przyjechał z Wrocławia z grupą 3. - biblijną - powiedział bp Jacek.

Rozpoczynając homilię, bp Jacek Kiciński przytoczył słowa z psalmu, “Pan Bóg króluje wobec całej Ziemi”. Rozważając słowa tego psalmu, kaznodzieja mówił o zapominaniu o Panu Bogu w rzeczywistości ludzkiej i uświadomieniu sobie obecności Bożej w naszej przestrzeni jest konieczne.

Pan Jezus każdemu człowiekowi daje zaproszenie, aby naśladował Go w swoim życiu.

Wejść w głębię Jezusowego słowa. Na pierwszym miejscu trzeba dać się zaprosić do wspólnej wędrówki wiary, potem dać się poprowadzić. Nie wystarczy przyjąć zaproszenie, ale trzeba podjąć wysiłek wejścia na górę - zaznaczył biskup.

Decyzja do pójścia za Jezusem jest dobrowolna. Kiedy już człowiek przyjmie to zaproszenie, musi dać się Chrystusowi poprowadzić.

Nauka Jezusa Chrystusa jest bardzo trudna, ale jak zaczynamy żyć słowem Bożym, przyjmujemy naukę Jezusa Chrystusa, to staje się ona łatwa. - powiedział bp Kiciński.

Dobra kondycja duchowa skutkuje też dobrą kondycją fizyczną. Wtedy bez problemu można wejść na górę i nie jest to czas stracony. Im wyżej się wejdzie, tym odczuwalna jest większa radość, ale wiąże się to z wysiłkiem, który trzeba pokonać. Biskup Jacek użył tu porównania inwersji pogodowej do życia duchowego. Kiedy przejdzie się przez chmury, temperatura z każdym krokiem staje się wyższa i widoki piękniejsze.

Trzeba się przedrzeć przez te chmury. Są one myśleniem, “a po co tam idziesz?”. To nic innego jak nasz egoizm.Trzeba pokonać egoizm, wygodę i pragnienie przyjemności - powiedział.

Mówiąc dalej, bp Jacek Kiciński, zauważył znaczenie czterdziestu dni od Przemienienia Pańskiego do męki i śmierci Pana Jezusa. Jest to ściśle związane z rokiem liturgicznym, ponieważ czterdziesty dzień od święta Przemieniania Panskiego wypada na święto Podwyższenia Krzyża Świętego.

Czterdzieści dni przygotowania. Schodzimy z góry, by popatrzeć na krzyż.

Kontynuując, bp Jacek wyraził radość otwartości Pana Boga na człowieka.

Bóg odsłania kawałek Nieba dla nas. (..) Każdy z nas ma swoją górę Tabor i swoje przemienienie. I dziś do każdego z nas, Bóg mówi: “Ty jesteś moim synem umiłowanym, moją umiłowaną córką - powiedział.

Kończąc bp Kiciński polecił zapamiętać ważne słowa:

90 procent naszego życia duchowego to jest ciemność, a 10 procent to jest góra Tabor i ta góra może być tylko jeden raz w życiu, jak w życiu Apostołów. I ten moment należy rozważać w swoim sercu, przypominać sobie.

Po zakończonej Eucharystii pielgrzymi udali się do Siemysłowa. Dziś dotrą do Wierzbicy Górnej.

CAŁA HOMILIA:

CZYTAJ DALEJ

Udany odpust mimo koronawirusa. Wkrótce zapraszają na koncert

2020-08-06 20:48

[ TEMATY ]

odpust

Maryja

św. Franciszek

koncert organowy

porcjunkula

MJscreen

Odpust Porcjunkuli w Cieszynie.

Dziś wszyscy tworzymy Porcjunkulę, cząsteczkę. Razem z nami trwa na modlitwie Maryja, która jest przede wszystkim dla nas Matką. Jej nie jest obojętny nasz los. Ona uczy nas zawierzenia Bogu nie słowami, lecz przykładem życia. Przypomina, że wszelkie odpowiedzi znajdziemy w Chrystusie – powiedział ks. Tomasz Kotlarski na odpuście w Cieszynie.

Parafia św. Elżbiety w Cieszynie przeżywała 2-dniowe uroczystości z okazji odpustu Porcjunkuli ku czci Matki Bożej Anielskiej. W tej świątyni znajduje się obraz Matki Bożej Anielskiej, który przedstawia, jak św. Franciszek wyprasza odpust.

Świętowanie rozpoczęło się w sobotę 1 sierpnia Nieszporami Maryjnymi i Mszą św. Co roku ten odpust miał bardzo uroczystą oprawę. W tym roku jednak, z powodu epidemii, nie było tak bogatej zewnętrznej oprawy ani tzw. imprez towarzyszących. Koncentrowali się na duchowym przeżywaniu tych dni. – Przeżywamy trudny czas, który z pewnością nas wszystkich zaskoczył. Ale mimo tego trudnego doświadczenia pragnęliśmy normalnie przeżywać ten czas z Panem Bogiem i móc zyskać odpust zupełny, czyli darowanie kar, które słusznie się nam należą. Ten odpust jest wielkim darem, który trzeba nam ciągle na nowo odkrywać – zaznacza administrator parafii ks. Tomasz Kotlarski. Dodaje, że ucieszył go fakt, że dużo osób uczestniczyło w uroczystościach odpustowych: parafianie i goście, siostry zakonne, przedstawiciele grup parafialnych, poczty sztandarowe.

W wygłoszonym kazaniu zauważył, że Pan Bóg powołał św. Franciszka do szczególnej służby w świecie i w Kościele, a jego misja miała polegać na odbudowaniu duchowego Kościoła. Ulubionym miejscem modlitwy Franciszka była mała kapliczka poświęcona Matce Bożej Anielskiej. Tam zgromadził pierwszych swych braci. – W 1216 r. w kapliczce św. Franciszek ujrzał jasność: Chrystusa na tronie i Maryję, otoczonych chórami aniołów. Pan Jezus zapytał: „Franciszku, czego byś pragnął dla zbawieniu dusz? Proszę, aby każdy kto przekroczy ten próg kościoła skruszony, otrzymał odpust zupełny za wszystkie popełnione grzechy”. Matka Boża w otoczeniu aniołów przypomina nam o miejscu naszego przeznaczenia, bo nasza ojczyzna jest w niebie, tu jesteśmy tylko pielgrzymami. To prawda głęboko wpisana w nasze ziemskie pielgrzymowanie: pielgrzymujemy przez życie ku życiu – podkreślił ks. T. Kotlarski dodając, że jedynym językiem, na które należy przełożyć swoje troski, jest język modlitwy.

Po Mszy św. wieczornej przeszła wokół kościoła Procesja Maryjna. Mężczyźni nieśli figurę Matki Bożej, a wierni świecie świece. A przed Mszą wieczorną w niedzielę oprawiono nabożeństwo do Matki Bożej Anielskiej.

O odpuście będzie można również poczytać w Niedzieli – w dodatku Niedziela na Podbeskidziu nr 33 na 16 sierpnia 2020 r.

Wkrótce w tejże parafii odbędzie się koncert w ramach Wieczorów Muzyki Organowej i Kameralnej u św. Elżbiety. Organizatorzy zapraszają do kościoła w niedzielę 16 sierpnia o godz. 19:00. Na altówce zagra Anna Utmańczyk, a na organach - Tomasz Barcik. Będzie można złożyć ofiarę na remont zabytkowych organów.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję