Reklama

Polska

Dostrzegam szansę „obudzenia” młodych, nieaktywnych w Kościele ludzi – rozmowa z abp. Wojciechem Polakiem

Czynami na rzecz bliźniego, głoszeniem Bożego miłosierdzia i modlitwą powinien zaowocowa w Polsce Jubileuszowy Rok Miosierdzia – twierdzi abp Wojciech Polak. W rozmowie z KAI metropolita gnieźnieński mówi też o nadziejach związanych z wizytą papieża Franciszka, tłumaczy dlaczego nacjonalizm jest herezją i ocenia udział katolików w kampanii LGBT. Ujawnia też, co myśli słysząc opinie, iż "Kościół w wraz z PiS rządzą Polską".

[ TEMATY ]

abp Wojciech Polak

Episkopat.news

Tomasz Królak, (KAI): Czy podczas wizyty w Polsce papież Franciszek czymś Księdza Arcybiskupa zaskoczył?

Abp Wojciech Polak: – Na pewno zaskoczył mnie świeżością odpowiedzi, które dawał na pytania młodych. Mam na myśli obrazy, które nam pozostawił, na przykład te bardzo mocne słowa, że trzeba zejść z kanapy i wyruszyć w drogę, że młody człowiek nie powinien dać się pochłonąć temu, co otumania, co czyni ospałym i ogłupiałym. To bardzo świeże myśli, ujęte bardzo oryginalnie w żywym, komunikatywnym języku, doskonale zrozumiałym dla ludzi młodych.
W świetle dotychczasowej posługi Franciszka, języka jego homilii itd. nie było to pewnie jakoś zaskakująco rewolucyjne, ale nie ma wątpliwości, że ten papież skutecznie docierał do młodzieży. Przekonuję się, że jego słowa i obrazy w młodych ludziach teraz pracują.
We wspomnienie św. Stanisława Kostki mieliśmy rozmowy i spotkania z młodzieżą z całej archidiecezji, by zastanowić się, co robimy dalej. Widziałem, że elementy Franciszkowego nauczania, na czele z kanapą, którą trzeba porzucić, bardzo trafiają do młodych ludzi.

- Jednym ze słów kluczy w papieskich przemówieniach było „konkretnie”, wykorzystywane zarówno w przemówieniach do polityków, biskupów, księży, jak i do wiernych. Chodzi o towarzyszenie ludziom przeżywającym różne biedy (nie tylko materialne). Wydaje się, że jest to wyraźna wskazówka dla Kościoła w Polsce.

- – Tak, to jest duszpasterskie wskazanie. Na Jasnej Górze papież mówił o tym w kontekście 1050. rocznicy Chrztu Polski. Pozostawił wtedy trzy słowa o Bogu, który czyni się: małym, bliskim i konkretnym. Pokazywał, że wobec różnych sytuacji, także trudnych, Kościół nie może się wycofywać, zamykać, ale powinien być blisko i musi ludziom konkretnie towarzyszyć.
Powinniśmy przy tym pamiętać, że to nie my mamy moc, która tych ludzi będzie przemieniać. Bliskość, towarzyszenie, konkretność wypływa przede wszystkim z tego, co czytamy w Ewangelii. Nie jest to zatem strategia duszpasterska jakoś tam „wyrozumowana” przez Kościół i papieża, lecz sposób postępowania oparty właśnie na Ewangelii. To ona motywuje do bliskości z człowiekiem i towarzyszenia mu w różnych sytuacjach życia.

- Homilia Franciszka na Jasnej Górze zawierała wyraźną zachętę dla Polaków, by nie „odcinali kuponów” od historii, którą się tak chlubią, ale tkali ją obecnie, każdego dnia, na miarę „starego” chrześcijańskiego narodu? Moglibyśmy tkać lepiej i zgodniej?

- – Na pewno. Ale pamiętam, że kiedy obchodziliśmy 1000-lecie chrześcijaństwa, prymas Wyszyński zapytał: „Czy urzeczywistniliśmy w pełni ducha chrześcijańskiego w sobie i w naszym narodzie?”. I odpowiedział: „Na pewno jeszcze nie. Jesteśmy wzywani do ciągłego nawrócenia”.Myślę, że ten wątek podjął też Franciszek, bo kończąc homilię na Jasnej Górze, użył pięknej metafory, mówiąc, że na nic by się zdało przechodzenie od tego, co było przed Chrystusem, do tego, co jest po Chrystusie – chodzi tu oczywiście o chrzest – gdyby to pozostawało tylko kartką historii: zarówno w wymiarze historii narodu, jak i w perspektywie osobistej każdego z nas.
Następnie papież wskazał, że musi się dokonywać ciągłe, wewnętrzne przejście każdego z nas ku temu, co jest stylem ukazanym nam przez Jezusa. Papież daje nam wzór w postaci Maryi, mówiąc, że to Ona ucieleśnia ów Boży styl: jest blisko, towarzysząc człowiekowi w pokorze i prostocie serca.

- My ciągle jesteśmy wzywani. Ktoś powiedział: „Chrześcijaństwo jest przed nami”. Tak, bo ciągle jest dla nas wyzwaniem, nie jest czymś statycznym. To nie jest tak, że sakrament chrztu św., przyjęta wiara od czegoś nas odgradza, broni, zamyka w jakimś bezpiecznym kokonie. Przeciwnie: ona ma być źródłem naszego dynamizmu, wciąż nowej inspiracji, a przede wszystkim – nawrócenia.

- Nie możemy mówić, że obchodzenie 1050. rocznicy Chrztu Polski miało jedynie potwierdzić, kim jesteśmy, pokazać nasze wielkie dzieła i nas ukoić. Przeciwnie, powinno nas niepokoić i budzić do tego, byśmy nie zastali się w tym, co jest.

- Powracając do „towarzyszenia”: komu najbardziej Kościół dziś powinien towarzyszyć? Jakie środowiska, problemy, obszary wymagają szczególnego przemyślenia przez duszpasterzy, ewentualnego przełożenia duszpasterskiej zwrotnicy?

- – Teraz, już po lekturze najnowszej książki Benedykta XVI, myślę, że wciąż trzeba pamiętać, że towarzyszenia domaga się człowiek. Chodzi o to, żeby odkrywał Pana Boga i żeby odkrywał wiarę jako element istotny w swoim życiu. W pełni utożsamiam się z twierdzeniem papieża, że i dziś trzeba umieścić w centrum uwagi temat Boga i wiary. Myślę, że właśnie tak Kościół powinien służyć człowiekowi. Nie jakiejś anonimowej grupie czy wyizolowanej wspólnocie, ale właśnie człowiekowi na jego drodze do Pana Boga. To jest zadanie stałe, ale ciągle nowe.
Dzisiaj, zwłaszcza po synodach na temat rodziny, trzeba z większym zaangażowaniem towarzyszyć zarówno przygotowującym się do zawarcia sakramentu małżeństwa, jak i parom już po ślubie, na kolejnych etapach życia małżeńskiego i rodzinnego. Trzeba poszukiwać odnowionych form takiego duszpasterskiego towarzyszenia. Także w sytuacjach, które Kościół określa jako „nieregularne”, trudne. Bo także i wtedy nie jest wezwany do tego, by się izolował czy od ludzi odwracał, ale by towarzyszył. W imię tego, co Jan Paweł II określił kiedyś mianem „wyobraźni miłosierdzia”.

- Nie jest tajemnicą, że część księży i osób konsekrowanych wciąż żywi – większe lub mniejsze – uprzedzenia czy też krytyczne odczucia wobec Franciszka. Z czego owa rezerwa może wynikać?

- – Czy rzeczywiście taka rezerwa ma miejsce? Powiedziałbym, że polemika wokół Franciszka obecna jest raczej w świecie mediów, które toczą mocne spory, aniżeli w duszpasterstwie. To, co Franciszek ukazuje w swoim nauczaniu, zachęcając do ewangelicznego radykalizmu, to jest w istocie to, co każdy z nas codziennie powinien podejmować. W tym nie ma czegoś „uznaniowego”, to nie jest jakaś nowa propozycja, którą miałbym przyjąć lub odrzucić, bo jest to po prostu Ewangelia.
Problem może pojawiać się w tym, że nie zawsze odnosząc się do tego stylu duszpasterskiego, potrafimy czy mamy ochotę od razu przekładać to na nasz sposób działania. Bo jest to i wymagające, i zmuszające do burzenia tego, co w każdym z nas się łatwo zadomawia, a więc postawy: „zawsze tak było”.
Osobiście wielokrotnie posługuję się obrazami czy tekstami papieża Franciszka. Niektórzy zauważają, że „mówię Franciszkiem”, ale nie odczuwam z tego tytułu żadnej polemiki czy awersji.

- Księża archidiecezji gnieźnieńskiej także nie?

- – Widzę, że nie mają trudności z przyjęciem i akceptacją tego, co papież mówi. Natomiast realizacja – to jest zawsze wyzwanie. I to będzie w niektórych sytuacjach bolało. Zaboli, bo trzeba wyjść z własnych ograniczeń, schematów, przyzwyczajeń. Fenomen Franciszka polega na tym, że on pewne rzeczy potrafi pokazać bardzo konkretnie i „wybudzająco”. Nie odczuwam, kiedy ukazujemy całą myśl papieża Franciszka, żeby to budziło jakiś opór czy lęk. Dla wielu jest to dzisiaj ciekawy sposób na dotarcie do współczesnego człowieka.
Myślę, że ksiądz, który jest przecież powołany do tego, żeby być wśród ludzi i dla ludzi w sprawach, które odnoszą się do Pana Boga, będzie sam sobie zadawał pytanie, jak do współczesnego człowieka znaleźć drogę. To, co podpowiada Franciszek, jest drogą dobrą, bardzo zanurzoną w jego doświadczeniu duszpasterskim. Co ważne, nie jest to droga wystudiowana czy wysłuchana u innych, ale przeżyta przez niego jako kapłana, biskupa, który miał taki właśnie styl duszpasterski.
Trochę zaskakuje mnie głoszona niekiedy teza, że duchowni w Polsce są zamknięci na styl i propozycje Franciszka. Owszem, to jest wyzwanie, ale cel, jaki papież nam ukazuje, na pewno jest bliski nam wszystkim.

- Ale trzeba też powiedzieć, że obecny papież budzi niezwykłe namiętności polityczne, radykalizuje i polaryzuje polityczną arenę, budząc wyobraźnię publicystów lewicy i prawicy. Ci pierwsi, z Franciszkiem na ustach, testują chrześcijańskie miłosierdzie katolików; ci drudzy wręcz przestrzegają przed nim, utrzymując np., że demontuje czy też zniekształca nauczanie Kościoła itp.

- – Owszem. Także w komentarzach po wizycie papieża w Polsce można było zauważyć poszukiwanie tej polaryzacji. Problem polega jednak na tym, że papież nigdy nie polemizuje z konkretnymi rozwiązaniami – prawicowymi czy lewicowymi. On daje pewną wizję, która jest możliwa do przyjęcia czy poprawy po jednej, czy po drugiej stronie. Nie bałbym się tego, że papież jest „rozgrywany” politycznie (czego sam jest doskonale świadomy), bo on jest ponad tym, proponuje ducha Ewangelii. Jego nauczanie idzie po bardzo konkretnej linii: ma na uwadze dobro dzisiejszego człowieka.

- Czy nie uważa Ksiądz Arcybiskup, że przygotowaniom do ŚDM nie towarzyszył wystarczająco intensywny namysł nad duszpasterstwem młodzieży w Polsce, nad określeniem jego problemów i wyzwań?

- – Myślę, że to się jednak dokonało. Przygotowanie do ŚDM nie polegało na tym, że uruchomiliśmy agendy Kościoła, które sobie to wydarzenie „zrobiły” niezależnie od młodzieży. Nie, do tego dzieła została zaproszona przede wszystkim sama młodzież. I dzieło to zrealizowała: poprzez działania wolontariatu, peregrynację krzyża, która dokonywała się w różnych środowiskach, parafiach, grupach. Symbole ŚDM wędrowały przez cały kraj, były przyjmowane zarówno w maleńkich wsiach, jak i w parafiach wielkich miast.
Przygotowania, które trwały przecież nie miesiąc, a kilka lat, a następnie samo wydarzenie z udziałem Franciszka stanowiły duże poruszenie – w diecezjach, w duszpasterstwach młodzieży, w całym Kościele w Polsce. Z tym, że teraz trzeba iść dalej i tworzyć konkretne inicjatywy, by jak najpełniej wykorzystać to, co młodzież przeżyła.

- Żeby nie wygasić ogromnej energii, która dzięki ŚDM zmagazynowała się w konkretnych ludziach, grupach, środowiskach.

- – Tak. Myślę, że wszyscy jesteśmy świadomi, że otrzymaliśmy wielką duszpasterską szansę i pomoc. Teraz trzeba iść dalej, wnosić tę energię w obecną rzeczywistość. Ale to nie duchowni mają coś teraz na tym polu „wymyślać”. Duszpasterstwo młodzieży ma raczej pomagać młodym ludziom i być dla nich jakimś gorsetem, do którego mieliby się dopasować. My mamy im jedynie pomóc w odkrywaniu życiowego powołania, miejsca w Kościele, w świecie itd. Trzeba ich wysłuchać i usłyszeć; trzeba podtrzymywać ich zapał. Widać, że chcieliby podtrzymać zwyczaj dużych spotkań, w ramach diecezji, ale też spotkań ogólnopolskich. Wyraźnie chcą być w większej wspólnocie.
Jan Paweł II powiedział kiedyś, że ŚDM są po to, by młodzi mogli się policzyć. Widzimy, że w czasach indywidualizmu i smartfona młodzi mają potrzebę bycia we wspólnocie. I to się rzeczywiście sprawdza. Trzeba jednak zadbać o to, by te wydarzenia pomagały im dojrzewać duchowo, a więc po wielkich wydarzeniach organizować spotkania w mniejszych już grupach i wspólnotach tak, by realizować konkretną formację tych ludzi.

- To o tyle istotne, że z obecnością młodzieży w Kościele jest jednak dosyć słabo. Jak widzi Ksiądz Arcybiskup przyszłość współczesnej młodej generacji katolików, a więc i przyszłość chrześcijaństwa w Polsce?

- – Analiza fenomenu świata współczesnej młodzieży jest bardzo złożona. Gdyby próbować zestawić to ilościowo, to więcej jest młodzieży niezaangażowanej niż aktywnie obecnej w Kościele. Tego jesteśmy świadomi.

- ŚDM-owe masy nie stwarzają pokusy, by się tym widokiem upajać?

- – Nie, bo ŚDM bynajmniej nie potwierdziły masowości. Potwierdziły raczej pewne kierunki, pokazując, że było stosunkowo wielu młodych ludzi, którzy przebudzili się już podczas samego wydarzenia. Zadziałała na nich atmosfera ŚDM i słowa papieża, dzięki czemu pojawiło się wielu młodych „last minute”. Swoją drogą myślę, że jest to bardzo istotne i ciekawe: oto młody człowiek, pomimo iż może być nawet kościelnym outsiderem, pod wpływem obserwacji pewnych wydarzeń, a zwłaszcza doświadczenia innych młodych ludzi – zaczyna się budzić. To jest ten kierunek, który trzeba wykorzystać.
Ostatnio mówiłem młodym ludziom, że tych, których widzę, jest cząstka, ale mam nadzieję, że na następne spotkanie każdy z nich weźmie ze sobą przynajmniej jeszcze jedną osobę. Dostrzegam bowiem szansę „obudzenia” młodych, nieaktywnych w Kościele ludzi przez ich rówieśników, przez tych, którzy przeżyli doświadczenie ŚDM, którzy zostali wezwani do „zejścia z kanapy” i pójścia do innych, konkretnych i znanych im osób: w szkole, wspólnocie, parafii, rodzinie. To jest fenomen, który działa. Ważne, żeby ci aktywni nie ulegli pokusie zamknięcia się teraz we własnych gronach, by mieli świadomość bycia apostołami – i byli apostołami dla swoich rówieśników.

- Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy bardzo zdecydowanie wypowiedział się Ksiądz Prymas na temat nacjonalizmu, pokazując, iż w istocie jest on herezją. To wystąpienie wzbudziło krytykę ze strony części prawicowych publicystów, nie wspominając o środowiskach nacjonalistycznych właśnie. A więc – jest tu jakiś problem.

- – Reakcja na moje słowa dowodzi przede wszystkim jakiegoś głębokiego pomieszania pojęć i tego, że mówimy o pewnej rzeczywistości różnymi językami. Jeden z członków Młodzieży Wszechpolskiej zwrócił mi uwagę, że powinienem użyć raczej terminu szowinizm, a nie nacjonalizm. Wyznał przy tym, że szowinizmowi on sam jest przeciwny, a nacjonalizm to nic innego jak miłość do narodu.
Wydaje mi się, że musimy tu być bardzo precyzyjni. Dla mnie tę precyzję i światło daje Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość”, kiedy wyraźnie mówi o ryzyku wyradzania się poczucia tożsamości narodowej, kulturalnej i społecznej w nacjonalizm. I tłumaczy, że „charakterystyczne dla nacjonalizmu jest to, że uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych”. Natomiast nacjonalizmowi przeciwstawia Jan Paweł II patriotyzm – jako miłość ojczyzny, która „przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowanej miłości społecznej”.
Całe niebezpieczeństwo polega głównie na łączeniu tej wyjątkowej miłości własnego narodu z – jak mówi Jan Paweł II – pogardą dla innych narodów, dla innych ludzi. I to jest to, co w chrześcijaństwie można nazwać herezją.
Jeżeli miłość do narodu jest uporządkowana, jeżeli w imię miłości bliźniego staję się otwarty na innych i tę postawę określam jako nacjonalistyczną, to ona jest dobra. Tylko że powstaje pytanie: czy to jest nacjonalizm, czy raczej patriotyzm właśnie?

- Polemika z Księdzem Prymasem pokazała, że jest problem. Pytanie: skąd się wziął i czy będzie narastał?

- – Wydaje mi się, że wziął się przede wszystkim stąd, że praktyczny sposób realizacji miłości zaczyna w niektórych sytuacjach przybierać niebezpieczną formę pogardy dla innych.

- A czy Kościół w Polsce robił i robi wszystko, by uświadomić ochrzczonym, że stawianie narodu jako wartości najwyższej jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem?

- – Trzeba to jasno ukazywać i mówić, że jest to nie do pogodzenia z Ewangelią i tłumaczyć dlaczego. Z jednej strony pielęgnować miłość do ojczyzny, do narodu, do jego historii. A także pielęgnować, jak mówił Franciszek, „dobrą pamięć”, a nie tę złą. Papież zaznaczał też, że nie może się to wiązać z jakąś pychą, zarozumiałością, wywyższaniem siebie ponad innych. Myślę, że Ewangelia może nam w tym bardzo mocno pomóc.

- Kampanię LGBT „Przekażmy sobie znak pokoju”, którą odczytał Ksiądz Prymas jako próbę ideologicznej kolonizacji naszego kraju, wsparła część środowisk katolickich. To musiało być dla Księdza zaskakujące...

- – Czuję się zaskoczony tym, że środowiska, które tę akcję wsparły, źle oceniły szerszy kontekst całej akcji i to, czemu ma ona służyć, a także tym, że nie wzięły pod uwagę wszystkich konsekwencji, które się z tym wiążą.
Jeżeli na stanowisko prezydium KEP odpowiadają, że kampania przyniosła skutek, bo biskupi potwierdzili, że osoby homoseksualne powinny być traktowane z szacunkiem, to teraz powinni postawić następny krok i odciąć się od drugiego celu kampanii (choć jej autorzy zarzekają się, że tego celu nie ma).
Nie można bowiem milcząco zakładać znajomości doktryny Kościoła na temat oceny czynów homoseksualnych, tylko trzeba ją jasno powtórzyć i potwierdzić jej przyjęcie przez uczestniczące w kampanii środowiska katolickie. Nauczanie Kościoła wyraźnie oddziela osobę od grzechu, który jest nie do zaakceptowania. A to nie zostało jasno wypowiedziane ani nawet wspomniane. Brak moralnej oceny homoseksualizmu powoduje, że kampania zaciera naukę Kościoła i wprowadza w błąd. Deklaracja o działaniu „w pełnej zgodzie z Magisterium” domagałaby się jasnego wyartykułowania, na czym to nauczanie polega.

- A co myśli Ksiądz Prymas, gdy po raz kolejny czyta czy słucha opinii w stylu: „Kościół wraz z PiS rządzą Polską”?

- – Przede wszystkim że nie jest to prawdą. Autonomia Kościoła i państwa jest principium, które musi być zachowane dla dobra obydwu stron. Jednocześnie zaś trzeba zobaczyć pola możliwej współpracy, możliwej do podjęcia dla dobra człowieka. Nie wolno demonizować tych obszarów, ale też ich nie zawłaszczać. To znaczy to, co na polu współpracy jest właściwe dla Kościoła, ma pozostać w jego gestii i nie może być zawłaszczane przez jakieś organy zewnętrzne – państwowe, samorządowe czy jakiekolwiek inne.

- Chociaż w przedstawicielach władzy różnych szczebli istnieje pokusa, by się instytucją Kościoła autoryzować czy podeprzeć na polu swojej czysto politycznej aktywności...

- – Tak, trzeba z dystansem patrzeć na wszystkich, którzy powołują się na Kościół czy jakiegoś biskupa. To jest zawsze niewłaściwe, bo to nie ten, który powołuje się na związki z Kościołem, decyduje o tym, czy jakiekolwiek działania mają kościelny charakter. O tym decyduje tylko biskup. To on nadaje np. danej szkole tytuł „katolicka” i nie dlatego, że została zbudowana dzięki tej czy innej sile politycznej, lecz dlatego że respektuje i krzewi określone wartości.

- Jakie powinny być polskie owoce Jubileuszowego Roku Miłosierdzia, który zakończy się w listopadzie?

- – Istotne są tu trzy słowa, które zostawia nam siostra Faustyna: czyn, słowo i modlitwa. W kategorii czynu chodzi o to wszystko, co powinniśmy w Kościele robić na rzecz drugiego człowieka. Czy forma tej pomocy jest wystarczająca? Wydaje się, że nie, że zawsze można zrobić jeszcze więcej, bardziej odważnie i zdecydowanie, bardziej twórczo i bardziej przekonująco.
Znane jest powiedzenie o tym, by dawać raczej nie rybę tylko wędkę. Tak np. tworząc spółdzielnię socjalną, możemy zrobić o wiele więcej dla grupy ludzi i dla każdego pojedynczego człowieka, który zostanie uaktywniony zawodowo i po odpowiednim treningu pomocowym przejmie odpowiedzialność za siebie. Oczywiście zawsze spotykać będziemy potrzebujących, którym najskuteczniej pomożemy, ofiarowując „rybę”, a więc rozdając pieniądze, żywność czy inne dary rzeczowe.

- Drugi element: słowo, czyli głoszenie Bożego miłosierdzia. Myślę, że jest to podstawowe zadanie Kościoła. Powinniśmy naśladować papieża Franciszka, który nieustannie to czyni, i tak jak on pokazywać obrazy Jezusa miłosiernego. Jak on wskazywać, że „miłosierdzie wyraża się przede wszystkim w przebaczeniu”. To wskazywać i do tego zachęcać.

- Trzeci element to modlitwa. W przemówieniu do biskupów polskich papież mówił m.in. o otwartości na uchodźców, wskazując, że forma ich przyjęcia musi uwzględniać różne „parametry” kraju, to znaczy jego kulturę i tradycję, ale modlitwa jest do zaaplikowania natychmiast. To także jest dzieło miłosierdzia, które z jubileuszowego roku powinno nam pozostać.

- Czy towarzyszy Księdzu Prymasowi jakaś obawa, niepokój czy niepewność, jeśli chodzi o przyszłość chrześcijaństwa w Polsce?

- – Podstawową rzeczą, która zawsze stanowi jakieś zagrożenie dla wiary, jest „letniość” tej wiary. Zastanawiam się, czy z należytą gorliwością podejmujemy w naszym życiu osobistym i społecznym to, co nazywamy wezwaniem do ewangelizacji. Ale najpierw ewangelizacji siebie: chodzi więc o nasze nawrócenie i życie Ewangelią, a potem ewangelizację rzeczywistości, w której żyjemy. To zadanie jest wciąż przed nami, bo chodzi o nieustające dorastanie do Ewangelii. Moja obawa dotyczy tego, czy na tej drodze nie zabraknie nam motywacji, ochoty i sił.
Mamy przed sobą wezwanie nowego roku duszpasterskiego: idźcie i głoście. Nie możemy go zlekceważyć. Nie chodzi tu ani o głoszenie jakiejś ideologii, ani nawoływanie na ulicy czy pukanie od drzwi do drzwi i obwieszczanie, że Chrystus zmartwychwstał. Chodzi raczej o ukazywanie na co dzień, w naszym życiu, w naszych postawach, myśleniu, działaniu, wartościowaniu, w dokonywanych wyborach, że żyjemy Ewangelią. Bardzo mocno podkreśla to papież Franciszek. Ma to także konsekwencje społeczne i wiąże się z przewartościowaniem wielu postaw: z myślenia w kategorii wspólnego interesu na kategorię wspólnego dobra.

2016-09-26 09:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prymas Polski: nie ma Chrystusa bez krzyża!

2020-09-14 17:50

[ TEMATY ]

krzyż

abp Wojciech Polak

święto Podwyższenia Krzyża Świętego

youtube.com/ Archidiecezja Gnieźnieńska

„Nie ma Chrystusa bez krzyża! Taki nie istnieje” – mówił abp Wojciech Polak. Prymas Polski przewodniczył uroczystościom odpustowym w Sanktuarium Krzyża Świętego w Kcyni.

  • Prymas – przywołując słowa Franciszka – wskazał, że tajemnica krzyża to tajemnica miłości Boga do człowieka.
  • Jezus „wykupił ludzi z niewoli grzechu”, płacąc za to najwyższą cenę. – Tu nie chodzi o jakąś „anonimową ludzkość”, ale właśnie o nas, o każdą i każdego z nas.

W homilii abp Wojciech Polak podkreślił, że Cudowny Pan Jezus z kcyńskiego krzyża spogląda na każdą i każdego z nas. – Pragnie nas objąć swym wzrokiem i powiedzieć Tobie i mnie: „życie moje oddałem za Ciebie, bo Cię kocham, człowieku”. Miłość zaprowadziła Go na krzyż – mówił, odwołując się do słów papieża Franciszka, byśmy – patrząc na krzyż – mieli świadomość, że Chrystus wypełnił swoją misję – przelał krew na odpuszczenie grzechów. To powinno nas powstrzymywać przed przejściem na drugą stronę – „w pokusę Złego”. – Czego może ta pokusa dziś dotyczyć? W jaki sposób możemy w nią i my wpaść? Mówiąc w ten sposób, Ojciec Święty chciał nas najpierw jasno przestrzec, że nie może być „Chrystusa bez krzyża ani krzyża bez Chrystusa”. Co to znaczy? „Chrystus bez krzyża to – jak wskazuje papież – jakiś mistrz duchowy, szafarz dobrych rad czy paru pociech”. Niestety, są dziś tacy, którzy chcieliby się na tym zatrzymać, którym to wystarcza – powiedział.

Prymas – przywołując słowa Franciszka – wskazał, że tajemnica krzyża to tajemnica miłości Boga do człowieka. – I to nie są podniosłe słowa, lecz czyny, że w Jezusie Chrystusie, swoim Jednorodzonym Synu, Bóg kocha nas dosłownie „ponad życie”, że swoje życie oddaje za nasze – mówił, dodając, że Jezus „wykupił ludzi z niewoli grzechu”, płacąc za to najwyższą cenę. – Tu nie chodzi o jakąś „anonimową ludzkość”, ale właśnie o nas, o każdą i każdego z nas. Za mnie i za ciebie na krzyżu dał swe życie. „To jest tajemnica Chrystusa”. To jest krzyż i Pan Jezus na krzyżu. Dlatego za papieżem Franciszkiem pragnę wam powtórzyć: „idź dziś do Jego ran, wejdź, kontempluj, patrz na Jezusa, ale od wewnątrz” i powtórz Mu: „uwielbiamy Cię, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, bo przez Krzyż Twój święty świat odkupiłeś”, mnie odkupiłeś, zstąpiłeś z nieba, aby mnie do nieba wprowadzić. Dobrze, że w tym kcyńskim Sanktuarium Krzyża Świętego od wieków czczony jest Cudowny Pan Jezus na krzyżu. Nie ma Chrystusa bez krzyża! Taki nie istnieje – podkreślił metropolita gnieźnieński.

Na zakończenie Prymas Polski zachęcił, byśmy zawsze szli do krzyża, bo jest on źródłem nadziei i odkupienia.

W święto Podwyższenia Krzyża Świętego w kcyńskim sanktuarium modlili się kapłani, zaproszeni goście oraz wierni. – Pod tym krzyżem od prawie czterystu lat gromadzą się wierni, kapłani i biskupi. W 1951 r. był tu Prymas Polski abp Stefan Wyszyński. Ubowcy przeszkadzali w dotarciu wiernym na Mszę św., a milicjanci napisali w notatkach, że było tu przy prymasie ok. 6 tys. ludzi. Józef kard. Glemp był w Kcyni w 1989 r. na Kongresie Maryjnym i w naszej parafii w 2008 r. Eminencjo! Dołączasz do swoich poprzedników. Dobrze wiesz, że swój krzyż trzeba złączyć z krzyżem Chrystusa. Bo Ukrzyżowany i Zmartwychwstały daje siłę, by go ponieść do końca – dodał proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP i kustosz kcyńskiego sanktuarium ks. kanonik Michał Kostecki.

Wierni uczestniczyli również w Drodze Krzyżowej na kcyńskiej kalwarii oraz w procesji eucharystycznej.

CZYTAJ DALEJ

Hiszpania: rząd zamierza usunąć benedyktynów z Doliny Poległych i zdesakralizować to miejsce

2020-09-18 19:50

[ TEMATY ]

rząd

Hiszpania

benedyktyni

Wikipedia

Opactwo benedyktynów w Dolinie Poległych

Opactwo benedyktynów w Dolinie Poległych

Hiszpański rząd ogłosił 15 września projekt zmiany ustawy o pamięci historycznej, która – jeśli zatwierdzi to parlament – będzie się odtąd nazywać „pamięcią demokratyczną”. Nowe przepisy zastąpiłyby ustawę, wprowadzoną przez lewicowy rząd premiera José Luisa Rodrigueza Zapatero w 2007 roku. Obecna propozycja jest wymierzona zwłaszcza w Dolinę Poległych (ponad 50 km od Madrytu), w której pochowano ok. 40 tys. ofiar wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936-39 i w znajdujące się tam opactwo benedyktynów, których władze chcą stamtąd usunąć oraz zburzyć górujący nad tym miejscem 150-metrowy krzyż.

Zdaniem rządu proponowane zmiany są konieczne z powodu „wychwalania reżimu Franco” w tym miejscu, które odtąd ma się stać „cmentarzem cywilnym” pod zarządem Dziedzictwa Narodowego – agencji rządowej, istniejącej od 1940 r. Obecnie podlega ono Fundacji Świętego Krzyża zakonu benedyktyńskiego, gospodarza opactwa w Dolinie. Jeśli projekt nowych przepisów zostanie przyjęty, Fundacja zaprzestanie działalności.

„Obecność benedyktynów w Dolinie Poległych jest nie do pogodzenia ze zmianą przeznaczenia tego miejsca” – oświadczyła I wicepremier Carmen Calvo z Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE), główna rzeczniczka zmian. Podkreśliła, że „fundacje zarówno publiczne, jak i prywatne o zasięgu publicznym nie mogą wychwalać dyktatur i totalitaryzmów ani osób z nimi związanych”. Według niektórych komentatorów oskarżanie benedyktynów o takie działania jest bezpodstawne, gdyż zakon ten ma charakter kontemplacyjny a nie czynny i nie zajmuje się działalnością polityczną.

„Przeżyłem już to, co wydawało się niemożliwe z prawnego i ludzkiego punktu widzenia, a jednak to się stało” – tak w rozmowie z hiszpańskim portalem Religión Confidencial skomentował ostatnie wydarzenia Luis Felipe Utrera-Molina, adwokat rodziny Franco. Zwrócił uwagę, że rząd nie ma formalnie uprawnień do desakralizacji Doliny Poległych, gdyż może to uczynić tylko Stolica Apostolska. Znajdująca się tam świątynia ma tytuł bazyliki mniejszej i papieskiej, toteż tylko papież może decydować o jej losach. Dodał jednak, że nie zdziwi go, jeśli mimo to władze doprowadzą do zmian za wszelką cenę. Przypomniał, że aby tak się stało, rząd będzie musiał wypowiedzieć umowę podpisaną w 1957 z zakonem benedyktynów, do których należy opactwo.

Zdaniem prawnika w całej sprawie winien zabrać głos Kościół katolicki zarówno na szczeblu lokalnym, jak i Watykan, gdyż jeśli cmentarz w Dolinie nabierze charakteru świeckiego, cywilnego, to wówczas nie będzie tam miejsca „nie tylko dla 52 męczenników beatyfikowanych przez papieży (duchownych, osób zakonnych i świeckich), ale także dla szczątków ok. 40 tys. katolików, których rodziny pragnęły pochować na poświęconym miejscu katolickim”. „Oznacza to podeptanie praw do wolności religijnej” – podkreślił adwokat. Powtórzył, że żaden rząd nie ma prawa desakralizować miejsca kultu chrześcijańskiego, żydowskiego czy muzułmańskiego.

Utrera-Molina zauważył ponadto, że mimo przeszkód prawnych ubiegłoroczna ekshumacja gen. Franco z Doliny Poległych stworzyła precedens, polegający na tym, że państwowa władza cywilna może decydować o tym, co może lub czego nie może robić w miejscu poświęconym, „depcząc poważnie porozumienia między Kościołem a Państwem Hiszpańskim z 1979, zapewniające nienaruszalność miejsc kultu”.

Dolina Poległych (Valle de los Caídos), położona nieco ponad 50 kilometrów od Madrytu, w pobliżu pałacu Eskurial – siedziby królów hiszpańskich, jest kompleksem, złożonym z bazyliki, opactwa i rozległego tarasu, do którego prowadzą szerokie schody. Nad wzgórzem wznosi się wielki, 150-metrowy krzyż, najwyższy na świecie. Całość budowano w latach 1940-58. Spoczywa tam ok. 30 tys. osób, zabitych w czasie hiszpańskiej Wojny Domowej lat 1936-39, i to zarówno republikanów (lewicy), jak i frankistów.

Rządząca obecnie krajem koalicja partii lewicowych z PSOE na czele od dawna już nie ukrywa swego antyklerykalnego, a nawet antykatolickiego nastawienia i dąży do jak największego ograniczenia wpływów Kościoła w społeczeństwie. To dzięki jej staraniom doprowadzono do usunięcia doczesnych szczątków gen. Franco z panteonu w Dolinie Poległych i do jego ponownego pochówku 24 października 2019 na cmentarzu Mingorrubio w miejscowości El Pardo pod Madrytem.

W 2018 skrajnie lewicowa partia Podemos, współtworząca koalicję rządową, zgłosiła projekt ustawy w sprawie usunięcia krzyża z Valle de los Caídos, będącego najbardziej znanym znakiem tego miejsca.

Wielu obserwatorów życia politycznego w Hiszpanii krytykuje obecne działania rządowe odnośnie do Doliny Poległych, obawiając się, że mogą one ożywić dawne konflikty i spory polityczne, które – jak się wydawało – dawno już przezwyciężono, a także rozpętać nową falę prześladowań religijnych, wymierzonych przede wszystkim w Kościół katolicki.

CZYTAJ DALEJ

Wambierzyce: Festiwal Młodzieży “Light For Life” w innej formie niż zwykle

2020-09-19 19:39

[ TEMATY ]

festiwal

młodzież

FB: EKG Serca, Kamieniec Ząbkowicki

Młodzież, która uczestniczyła w oazowych rekolekcjach

Młodzież, która uczestniczyła w oazowych rekolekcjach

Co roku we wrześniu do sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin w Wambierzycach na Festiwal Młodzieży “Light For Life” przyjeżdżało kilka tysięcy młodych z diecezji świdnickiej. W ramach tegorocznego spotkania, 19 września, w sanktuarium sprawowana była Msza św. Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił bp Marek Mendyk ordynariusz świdnicki.

- Nie tak wyobrażaliśmy sobie tegoroczną pielgrzymkę młodzieży. Pamiętajmy jednak, że Pan Bóg jeśli dopuszcza do człowieka jakąś trudność, jeśli dopuszcza jakieś zło, czy to moralne czy fizyczne, to tylko dlatego, by z tego było jeszcze większe dobro. Jestem przekonany, że pandemia zaowocuje czymś dobrym. Kiedy? Tego nie wiem, ale tak patrzymy na doświadczenia, które nas spotykają - mówił bp Marek Mendyk.

W homilii ordynariusz świdnicki przypomniał, że Wambierzyckie spotkania zapoczątkował męczennik obozu w Dachau bł. ks. Gerhard Hirschfelder. - Przywołuję również w pamięci pielgrzymki, które organizowałem do Wambierzyc jako wikariusz w Dzierżoniowie. Prosimy Boga, by przez wstawiennictwo błogosławionego męczennika dał nam szczególną łaskę, by nasze serca stawały się urodzajną glebą - mówił biskup.

Spotkanie młodzieży w Wambierzycach ma długoletnią tradycję. Od lat młodzież z diecezji świdnickiej, wcześniej z archidiecezji wrocławskiej, we wrześniu, gromadziła się u Królowej Rodzin. Forma spotkań na przestrzeni lat zmieniała się. Z kilkudniowych przekształciły się w jednodniowe. W ostatnich latach w programie spotkania były konferencje, adoracja Najświętszego Sakramentu oraz koncerty. W ramach tegorocznego spotkania młodych w sanktuarium sprawowana była Eucharystia na którą przybyła delegacja młodzieży z diecezji. Wcześniej konferencję wygłosił o. Michał Legan. Eucharystia transmitowana była na stronie facebookowej Festiwalu.

Sanktuarium Matki Bożej Wambierzyckiej Królowej Rodzin nazywane jest Śląską Jerozolimą. W kościele pw. Nawiedzenia NMP znajduje się figura ukoronowana w 1980 roku przez Prymasa Tysiąclecia Stefana kard. Stefana Wyszyńskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję