Reklama

Dzień Podlasia w 18. rocznicę pobytu Jana Pawła II w Drohiczynie

2017-06-11 19:56

Ks. Marcin Gołębiewski

Mariusz Książek

Blisko dwa tysiące osób wzięło udział w uroczystej Mszy św. wieńczącej obchody Dnia Podlasia w 18. rocznicę pobytu Jana Pawła II w Drohiczynie. Eucharystii przewodniczył i słowo Boże wygłosił ks. bp Tadeusz Pikus. Na zakończenie Pasterz diecezji odmówił Akt Zawierzenia Diecezji Drohiczyńskiej.

Mszę św. poprzedziły różne inicjatywy: otwarcie w Muzeum Diecezjalnym wystawy ikon współczesnych „Idźcie i głoście”, modlitwa Koronką do Miłosierdzia Bożego na lądowisku papieskim, występy w parku miejskim chóru seniora z Drohiczyna oraz laureatów tegorocznego Festiwalu Piosenki Religijnej i Patriotycznej, zakończenie II Rajdu Papieskiego Siedlce – Drohiczyn, otwarcie wystawy poświęconej śp. Wiktorowi Węgrzynowi – komandorowi Rajdów Katyńskich w Muzeum Miejskim. W obchody Dnia Podlasia wpisała się również nowa inicjatywa Wydziału Duszpasterstwa Młodzieży Diecezji Drohiczyńskiej – Młodzieżowy Port nad Bugiem.

W Eucharystii udział wzięli przedstawiciele władz rządowych i samorządowych, służby mundurowe oraz poczty sztandarowe przybyłe z terenu diecezji. W homilii ks. Biskup wspominając pobyt św. Jana Pawła II w Drohiczynie wezwał do tego, aby być ludźmi nowego serca i nowego ducha.

„Myśl zawarta w słowach, że „serce ma tylko ten, kto go ma dla innych”, jest esencją misji Jezusa Chrystusa, który z przebitego serca uczynił źródło miłości miłosiernej. On, Jezus, Syn Boga Żywego, stał się miłującym sercem ludzkości. Dlatego dar wiary, przyjęty w sakramencie chrztu świętego, i dar miłości, dar Ducha Świętego, dany w sposób szczególny, przez nałożenie rąk apostołów, jednoczy nas z Chrystusem i otwiera nasze serce na miłość, która jest więzią jedności wszystkich Jego uczniów. Wspominając św. Jana Pawła II, niezwykłego apostoła naszej podlaskiej krainy, przyjmijmy do serca jego słowa” – mówił ks. Biskup.

Reklama

Przed błogosławieństwem zostały wręczone Medale Zasługi Benemerenti Diecezji Drohiczyńskiej. W tym roku odznaczeni zostali: Jadwiga i Szczepan Barbachowscy z Bazylii w Węgrowie, Ryszard Brzezik z Bazyliki w Węgrowie, Bożena i Mieczysław Drągowscy z Bazyliki w Bielsku Podlaskim, Edyta Hartman – redaktor Tygodnika Katolickiego Niedziela, Bożena Kaczmarek z par. Grodzisk k. Sterdyni, Bożena Kosiorek z par. św. Ojca Pio w Węgrowie, Zdzisława i Stanisław Kuryłkowie z Bazyliki w Węgrowie, Marcin Łukaszewicz z Bazyliki w Bielsku Podlaskim, Grzegorz Maleszewski z par. św. Ojca Pio w Węgrowie, Zofia i Zdzisław Matusikowie z par. św. Ojca Pio w Węgrowie, Wojciech Wietoszko z par. Drohiczyn.

Mariusz Książek
Nagrodę odbiera Edyta Hartman - redaktor Tygodnika Katolickiego "Niedziela"

Po raz pierwszy przyznano również Puchary im. Wiktora Węgrzyna. Otrzymali je: ks. bp Tadeusz Pikus, ks. bp Antoni Dydycz, Zdzisław Radziszewski, Zenon Narojek.

Z racji na przypadające 13 czerwca wspomnienie św. Antoniego delegacje złożyły życzenia ks. bp Antoniemu Dydyczowi.

Uroczystości zakończył wspólny posiłek w parku miejskim.

Tagi:
Podlasie

Z kart historii regionu

2019-07-31 10:15

Jadwiga Ostromecka
Edycja podlaska 31/2019, str. 7

W ramach rządowego projektu „Niepodległa” i dzięki mecenatowi senatora Waldemara Kraski ukazało się II wydanie pamiętnika Józefa Milika (1891-1944), urodzonego w Seroczynie posła na Sejm II RP w latach 1928-33. Promocja książki miała miejsce 14 czerwca w Kosowie Lackim i 23 czerwca w Sterdyni

Jadwiga Ostromecka
Promocja albumu była lekcją lokalnej historii

Gawęda o losach Podlasia i Podlasiaków

„Mój pamiętnik” powstawał w ostatnich dwóch tygodniach życia Józefa Milika, w znacznej części był dyktowany synowi. Ta świetna gawęda o losach Podlasia i Podlasiaków dotyczy lat 1885-1928. Ostatnie zdanie urwane jest w połowie. To wielka szkoda, bo, jak zaznaczył w recenzji prof. dr hab. Dariusz Magier, książka stanowi nie lada perełkę i znacząco wzbogaca literaturę historyczną regionu, a czytelnik na tle przeżyć i doświadczeń autora znajdzie barwny obraz obyczajowości, kultury i życia społecznego.

Promocja wydawnictwa miała miejsce w 14 czerwca w Kosowie Lackim i 23 czerwca w Sterdyni. Organizatorem tej drugiej było Towarzystwo Miłośników Ziemi Sterdyńskiej. Wydawcą książki jest Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Kosowie Lackim, a autorami wstępu i opracowania Mariusz Bechta i Artur Ziontek. Jak podkreślał w interesującym, obszernym wystąpieniu współautor wydania Artur Ziontek, Józef Milik to światły intelektualista i czujny obserwator życia we wszystkich jego przejawach. Jeszcze w czasach zaborów tworzył bibliotekę domową i kolportował prasę polską. Był świadomy, że reformowanie ducha, walka o wiarę i zachowanie tożsamości narodowej to walka o Polskę. Artur Ziontek mówił też o prześladowaniach unitów w seroczyńskiej parafii, bohaterskim ks. Nikonie Dyakowskim, potajemnych przyjazdach na Podlasie księży z Galicji w celu udzielania sakramentów świętych. Prelegent przypomniał zasługi innych fascynujących postaci z nadbużańskiej części powiatu sokołowskiego: powstańca Feliksa Bartczuka, ziemianina Ludwika Górskiego, światowej sławy naukowca Józefa Tadeusza Milika (syna posła Milika) i innych. Stwierdził, że jako Polak czuje się dłużnikiem tych ludzi, a ta książka jest formą spłaty długu.

O Józefie Miliku mówił też pochodzący z Seroczyna Bogusław Piwko. Z dzieciństwa zapamiętał on m.in. moment powrotu schorowanego sąsiada do Seroczyna. – Przeżegnał się pod rodzinną strzechą..., wracał jako człowiek Boski, nie beztroski, wracał w imię Boże – wspominał ze wzruszeniem.

Nietuzinkowa postać

Józef Milik to kolejna nietuzinkowa postać powiatu sokołowskiego. Pochodził z rodziny chłopskiej, był samoukiem, ukończył jedynie kurs rolniczy w Nałęczowie. W czasie I wojny światowej, jako poddany cara służył w armii rosyjskiej, potem wraz z innym rozbrajał Niemców w Sterdyni, w 1920 r. walczył z bolszewikami w 19. Pułku Ułanów. Po wojnie zajął się gospodarowaniem na kilkuhektarowym gospodarstwie w Seroczynie. Był nie tylko znakomitym rolnikiem, ale też wielkim społecznikiem. Prezes Kółka Rolniczego w Seroczynie, wiceprezes Okręgowego Towarzystwa Rolniczego, inicjator i pierwszy prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Seroczynie – to tylko niektóre ze sprawowanych przez niego funkcji. W istotny sposób przyczynił się do sprowadzenia do Sokołowa Księży Salezjanów. Aktywnie działał w ruchu narodowodemokratycznym i mandat poselski uzyskał z ramienia Stronnictwa Narodowego. Jako poseł brał czynny udział m.in. w komisjach odbudowy kraju i reform rolnych. W czasie II wojny światowej aresztowany przez Gestapo, po szczęśliwym zwolnieniu przeniósł się do Warszawy i działał pod pseudonimem Ozima w konspiracyjnym Stronnictwie Narodowym oraz oddziale warszawskim Rady Głównej Opiekuńczej. W 1944 r. otrzymał mandat członka Rady Jedności Narodowej, jako jeden z trzech przedstawicieli Stronnictwa Narodowego. Ciężko chory powrócił w maju 1944 r. do Seroczyna i tutaj zmarł 12 czerwca. Został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Spotkanie, na które przybyli również potomkowie Józefa Milika, było dla zebranych wspaniałą lekcją lokalnej historii i zachętą do lektury książki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wieluń pielgrzymuje na Jasną Górę po raz 156

2019-08-23 14:44

Zofia Białas

Zofia Białas

Pielgrzymowanie Polaków na Jasną Górę w Częstochowie rozpoczęło się w I połowie XV wieku. Zainspirowane zostało przeniesieniem odnowionej po rabunku ikony Matki Bożej z Krakowa na Jasną Górę w Częstochowie. Liczba pielgrzymów na Jasną Górę zwiększyła się po „potopie szwedzkim. Wtedy umacniał się kult Matki Bożej.

Zobacz zdjęcia: Wieluń pielgrzymuje na Jasną Górę

Na Jasną Górę pielgrzymowała głównie szlachta, później dołączyli do niej mieszczanie i na końcu chłopi. Od samego początku najwięcej pielgrzymów przychodziło i przychodzi do Maryi na 15 sierpnia, na dzień Jej Wniebowzięcia oraz na 26 sierpnia, na dzień Jej imienin. W sierpniu Jasna Góra dla wielu staje się górą zwycięstwa nad własnymi słabościami i duchowym ubóstwem.

W tym miesiącu zdążają pieszo do Częstochowy Polacy ze wszystkich zakątków kraju, zarówno znad Bałtyku jak i z polskich gór, pokonując łącznie szlaki długości ponad 15 tys. km, bo tyle wedle raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej liczą szlaki pielgrzymkowe do Częstochowy. Najdłuższe z nich, 500 – 600 km, prowadzą z Pomorza Zachodniego i z Warmii. Wśród pielgrzymujących coraz więcej ludzi młodych. Stanowią oni ok. 50% wszystkich pielgrzymujących. Tak samo jest w pieszej pielgrzymce wieluńskiej, w tym roku zdążającej na Jasną Górę po raz 156.

Pielgrzymki z Ziemi Wieluńskiej, jak mówią źródła, na Jasną Górę wychodziły regularnie w latach 80. XIX wieku. Ich nasilenie nastąpiło na przełomie wieku XIX i XX.

Prawie wszystkie parafie ziemi wieluńskiej pielgrzymowały na Jasna Górę w czerwcu, sierpniu i wrześniu po odzyskaniu niepodległości w latach 1918 - 1939 (w czasie I wojny nie było pielgrzymek), ale nie wszystkie zgłaszały swoje przybycie.

Pielgrzymki nie wyruszały do Częstochowy w czasie II wojny światowej. Nie pielgrzymowano też w latach 50 – tych XX wieku. Pielgrzymować bez przeszkód można od 1989 roku.

Szybko minął rok. Przyszedł kolejny sierpień i czas wieluńskiego pielgrzymowania na Jasną Górę w Częstochowie. Rozpoczęła się 156. Piesza Pielgrzymka Wieluńska (23 – 28 VIII). Wyruszyło na nią pod kierownictwem ks. Konrada Cygana ok. 500. pielgrzymów. Hasłem tegorocznej pielgrzymki są słowa ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego Prymasa Tysiąclecia „Wszystko postawiłem na Maryję”.

Pielgrzymowanie rozpoczęło się Eucharystią. Celebrowali ją księża idący z pielgrzymką, przewodniczył ks. Jacek Zieliński – dziekan Regionu Wieluńskiego, kustosz Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. Słowo Boże do pielgrzymów skierował ks. Mirosław Rapcia - dziekan Dekanatu Nawiedzenia NMP. Bohaterem swojej wypowiedzi uczynił ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego, słowa będące mottem tegorocznego pielgrzymowania oraz credo Prymasa Tysiąclecia - Bóg, Ojczyzna, drugi człowiek. Postać Prymasa, powiedział, będzie przybliżana podczas konferencji w drodze.

Jak każe tradycja, wspólnie z pielgrzymami modlili się na Mszy Świętej przedstawiciele władz samorządowych: Paweł Okrasa – burmistrz Wielunia, Andrzej Chowis – radny Sejmiku Wojewódzkiego. Oni też odprowadzili pielgrzymów do bramy klasztoru sióstr Bernardynek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem