Reklama

Niedziela Wrocławska

Granice misji przekraczamy z o. Wojciechem Kobylińskim

[ TEMATY ]

Wrocław

klaretyni

Arch. o. Wojciecha Kobylińskiego CMF

o. Wojciech Kobyliński CMF

W miejskiej dżungli porusza się na hulajnodze, chadza własnymi drogami, nie daje się skolonizować miejscowym i pielęgnuje swoją dziką tożsamość. Misjonarz z Polski – ojciec Wojciech Kobyliński CMF opowiada o granicach misji i misjach za granicą.

Posłuszeństwo Ojciec Wojciech Kobyliński na co dzień mieszka we Wrocławiu w Zgromadzeniu Misjonarzy Klaretynów przy ulicy Bujwida 51. Przez 5 lat służył na Wybrzeżu Kości Słoniowej jako misjonarz. Gdy zaczynał misje miał 29 lat. Czy tego chciał? „Ja nie marzyłem o misjach. To była jedna z opcji, których bałem się najbardziej. Miałem do wyboru m.in. studia z prawa kanonicznego, ale podobno zrobiłem na tę wieść tak „szczęśliwą” minę, że prowincjał sam zrezygnował z tego planu. Drugą propozycją były misje, więc nie wypadało już odmówić”. – mówi. Mimo że misje nie były jego największym marzeniem, zwyciężyło posłuszeństwo, które zakonnik ślubował w obliczu samego Boga, przyjmując profesję. Dziś sam stwierdza: „Gdyby teraz była potrzeba, to pojechałbym na misje jeszcze raz. Choćby jutro”. Ojciec zauważył, że kiedy człowiek sam sobie wybiera pracę, czy miejsce jej pełnienia, jest mu o wiele ciężej w chwilach kryzysu – w końcu „sam chciał”, a gdy dostaje powołanie do pełnienia funkcji, wspiera go wspólnota. Przyjmuje pełnienie woli Bożej i zaczyna widzieć w tym działanie Ducha Świętego. W zakonie mawia się: „przełożony może się mylić, ale nie myli się zakonnik, który słucha przełożonego”, ponieważ pierwszą cnotą potrzebną misjonarzowi zaraz po miłości jest dyspozycyjność. Ojciec Wojciech używa zwrotu: „z niewolnika nie ma robotnika”, co znaczy, że przełożeni oczywiście patrzą na marzenia, pewne preferencje, czy predyspozycje kandydatów na misje. Klaretyni we Wrocławiu – jak wypełniają misyjne powołanie? Każdy w zgromadzeniu ma swoje funkcje, pełni normalną pracę parafialną i duszpasterską, jednak tutaj, we Wrocławiu, kiedy brakuje katechetów, to ojcowie nimi są, jeśli jest potrzeba głoszenia rekolekcji, to je głoszą, jak potrzeba misjonarzy za granicą , to wyjeżdżają. Są zawsze gotowi do służby: organizują szkołę św. Wawrzyńca – katechezy dla dorosłych, których jest we Wrocławiu niewiele, pełnią tzw. misję współdzieloną, czyli dołączają do akcji ewangelizacyjnych podejmowanych przez inne wspólnoty, zajmują się formacją osób zakonnych, opiekują się studentami z Duszpasterstwa Akademickiego, organizują Klaretyńskie Dni Młodych, czy rekolekcje powołaniowe. To inicjatywy poświęcone tym, którzy są w Kościele, ale zgromadzeniu zależy na peryferiach Kościoła, np. na studentach, którzy nie chodzą na Mszę Świętą. Klaretyni zastanawiają się, jak pokazać im jakąś alternatywę życia z Bogiem i w efekcie wychodzą działać poza mury domu zakonnego. Czy misje w Polsce są anachroniczne? Nie każdy klaretyn musi wyjechać na misje, ale każdy klaretyn jest misjonarzem i każdy ma tę samą misję: głoszenie Słowa Bożego. Ta misja może być realizowana w różny sposób i w różnych miejscach. Także w Polsce. Także we Wrocławiu. Misje nie znają granic. Dziś okazuje się, że misjonarzy w ojczyźnie jest mało. Każdy na miejscu ma dużo obowiązków i czasem przydałby się dodatkowa para rąk do pomocy, ale oczywiście na pierwszym miejscu jest powołanie misyjne do krajów, gdzie świadomość chrześcijaństwa nie jest jeszcze tak namacalna. „Klaretyni podejmują misje m.in. w Burkina Faso, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, Kubie, Filipinach, Syberii, Czechach, Niemczech, Białorusi… Próbujemy nawet otworzyć misje w Chinach, ale tam jest bardzo trudno. W krajach Afrykańskich jest dużo powołań miejscowych, biali misjonarze są w odwrocie, ponieważ tam jest już Kościół i ludzie szukają swoich dróg” – mówi ojciec, dlatego tym bardziej warto pomyśleć o zasadności misji miejscowych. Chrześcijaństwo działa w praktyce Co robić, gdy jednego dnia żyjesz spokojnie w swoim miasteczku, a drugiego dowiadujesz się, że za jakiś czas wyjedziesz na misje? Jak się do tego przygotować? Bogactwo życia zakonnego polega na tym, że, żyje się we wspólnocie. Na misje nie wyjeżdża się pojedynczo, a tym bardziej „w ciemno”. Najczęściej zakonnicy trafiają do wspólnoty braci, którzy są już w danym miejscu kilkanaście lat, więc po co studiować zwyczaje kilkudziesięciu plemion, kiedy można tego po prostu doświadczyć? Przed wyjazdem misjonarz spotyka się z kompetentną osobą, która mówi o tym, co robić, ale także czego unikać w obcej kulturze. Pomocna jest na pewno znajomość języka. Ojciec Wojciech uczył się przez rok francuskiego, zanim trafił na Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie są 74 języki plus 400 dialektów. Nikt się ich nie uczy, żeby nie zrazić żadnego plemienia znajomością tylko jednego, dlatego używa się języka powszechnego dla terenu danej misji. „Tego nauczyłem się w Afryce - Chrześcijaństwo działa w praktyce - to religia, która potrafi zakorzenić się w każdej kulturze”. – dodaje zakonnik. Misjonarz musi posiadać jedną zasadniczą umiejętność – umiejętność wcielenia się w daną kulturę, a nie narzucania swojej. „Żeby kogoś pokochać, trzeba go przyjąć takim, jakim jest. Na misje nie jedzie się po to, żeby zakładać Kościół Polski. Mamy się odnosić z szacunkiem do kultur miejscowych” – słusznie zauważa wrocławski misjonarz – „My jedziemy na miejsce i robimy swoją robotę. Odprawiamy Mszę, pracujemy, nie robimy jakichś wielkich akcji ewangelizacyjnych. Sakramenty, katecheza, bycie z ludźmi i życie z nimi, to nasze główne zajęcia”. Dzień na misjach ma swój rytm. Rano modlitwa wspólnotowa i śniadanie, do którego ojcowie wprowadzili nowy element życia wspólnotowego nazwany godziną marudzenia: narzekać można tylko przy śniadaniu, później nie można już powiedzieć złego słowa. Następnie praca fizyczna, taka jak budowanie Kościoła, czy porządkowanie terenu misji. „Był czas, w którym brało się maczetę, szpadel i taczkę. Dla miejscowych to było poruszające, że Europejczycy żyją i pracują razem z nimi” – zauważa ojciec Wojciech. Później następują modlitwy wspólnotowe i obiad, a po obiedzie dwugodzinna sjesta. Koło 16 zaczyna się życie parafialne, ponieważ wtedy jest chłodniej, a ludzie kończą pracę. „Trochę jak w duszpasterstwie akademickim” – mówi z przymrużeniem oka duszpasterz. Trudy misji zagranicznej Ojciec dzieląc się swoim doświadczeniem zauważa, że w Afryce funkcjonuje zupełnie inne pojęcie czasu. Kiedy w naszej kulturze „kwadrans akademicki” trwa 15 minut, „kwadrans iworyjski” trwa 1 godzinę i 15 minut. Ojciec opowiada o tym, że Afrykańczycy nie mają umiejętności myślenia przyszłościowego. W naszym klimacie, gdy ktoś nie obsiał pola w odpowiednim momencie, umierał z głodu, natomiast w Afryce (przynajmniej w klimacie tropikalnym) zawsze znajdzie się coś do jedzenia. Afrykańczycy nie potrafią czegoś planować, odłożyć „na jutro” – kiedy dostają wypłatę, zapraszają całą rodzinę, czy plemię i świętują przez 2, 3 dni, a pozostałe 28 dni miesiąca klepią biedę. Z tego też powodu trudno im odnaleźć się we współczesnym świecie. Mówi się, że rolą misjonarzy jest zepsucie tych ludzi po to, by zaczęli myśleć o sobie, a nie o innych, chociaż ich postępowanie wydaje się być ewangeliczne (chociażby właśnie kwestia dzielenia się z innymi). Kiedyś, gdy ktoś zabił słonia, to miał ogromne ilości mięsa, które musiał spożytkować, aby się nie zmarnowało, a człowiek afrykański bardzo lubi się dzielić. W Afryce funkcjonuje także inny model rodziny. Każdy Afrykańczyk powie, że najważniejsza jest dla niego rodzina, chociaż w tamtej kulturze naturalne jest wielożeństwo i praca kobiet, więc kiedy po kilku, kilkunastu latach w parafii misyjnej zaczynają się pojawiać rodziny afrykańskie, gdzie jest jedna mama, tato i dzieci, gdzie kobieta i mężczyzna się wspierają, ojciec wychowuje dzieci, płaci za ich wykształcenie, a kobieta w małżeństwie jest szczęśliwa i ma swoją godność, jest to nie lada zdziwieniem. Trudem misji, a raczej czymś, co przeszkadza w ich efektywności jest obecność czarnoksiężników, niemniej jednak zdarzały się sytuacje, w których sami „marabu” wysyłali ludzi do Kościoła twierdząc, że chrześcijanie są w posiadaniu potężnego amuletu, który działa przeciw złym mocom (chrzest). Dzikie serce Dziś Ojca Wojtka można zobaczyć z maczetą, rozpalającego ogień, czy jeżdżącego po Wrocławiu hulajnogą. To dzikie serce, które jest niespokojne, kiedy siedzi w jednym miejscu. Gdy miejska dżungla nie daje mu wytchnienia, zdobywa szczyty w Koronie Gór Polski, bierze udział w Przygodowym Rajdzie na Orientację o nazwie „Tropiciel”, spływa Doliną Baryczy, biwakuje, podróżuje do Rumunii, pisze opowiadania o wampirach… Nie ma się co dziwić, w końcu od kilku już lat nowe, misjonarskie doświadczenie zdobywa obcując z najdzikszym plemieniem, które jest wiecznie głodne i co semestr walczy o przetrwanie: ze studentami.

2018-10-24 13:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowy Dwór Maz.: klaretynki pożegnały się z placówką

2020-07-09 15:18

[ TEMATY ]

siostry

klaretyni

Adobe Stock

Diecezję płocką opuściły dwie siostry ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej Misjonarek Klaretynek. Misjonarki klaretynki zajmowały się katechizacją i sprawami misyjnymi na terenie parafii pw. św. Barbary: „Brak powołań i konieczność tworzenia wspólnoty sprawiły, że musimy przejść do domu w Rembertowie koło Warszawy” – poinformowały zakonnice.

W parafii św. Barbary w Nowym Dworze Mazowieckim (Twierdza Modlin) wspólnotę Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej Misjonarek Klaretynek tworzyły dwie siostry: s. Ewa Grzegorczyn RMI i s. Bogusława Woźniak RMI. Na terenie tej parafii pracowały od 8 lat, a od 6 lat pozostały we dwie. Siostry zajmowały się katechezą szkolną, a także działalnością misyjną m.in. inicjowały spotkania koła misyjnego w parafii.

Powodem decyzji o zamknięciu placówki, w której pracowały, jest brak powołań w zgromadzeniu (na świecie jest tylko 11 Polek należących do tego zgromadzenia, a w Polsce pracuje tylko 6 misjonarek klaretynek). Siostry przeszły do domu w Rembertowie koło Warszawy, ale podkreślają, że w ich wdzięcznej pamięci pozostaną chwile spędzone w Modlinie Twierdzy, gdzie były świadkami budowania „wspólnoty ludzi i wiary”.

Władze zakony wyjaśniły, że decyzja o zamknięciu wspólnoty w Nowym Dworze Mazowieckim spowodowana jest m.in. małą liczbą sióstr w Polsce, niewielką szansą na przeniesienie sióstr z jednej wspólnoty do drugiej ze względu na pracę i obowiązki, które mają, jak również potrzebą wzmocnienia życia braterskiego i wspólnotowego.

Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej Misjonarek Klaretynek założone zostało przez św. Antoniego Marię Klareta i Matkę Antonię París na Kubie w 1855 r. Misjonarki klaretynki, wierne misji pozostawionej przez swoich założycieli, służą w wielu częściach świata - pracują obecnie w 23 krajach. Prowadzą szkoły, przedszkola, ośrodki opieki społecznej, sierocińce, domy rekolekcyjne, szkoły katechetyczne, podejmują się wykładów na uczelniach i w Instytutach Życia Konsekrowanego oraz prowadzą misje. W Polsce siostry są obecne od 1990 r. Od 2004 r. tworzą Delegaturę Europa Wschód.

CZYTAJ DALEJ

Zielonogórsko-Gorzowska Piesza Pielgrzymka A. D. 2020

2020-07-15 11:13

[ TEMATY ]

piesza pielgrzymka

Archiwum Aspektów

Ubiegłoroczna Pielgrzymka Gorzowska na Jasną Górę

W tym roku ze względu pandemię koronawirusa Diecezjalna Piesza Pielgrzymka na Jasną Górą nie odbędzie się w tradycyjnej formie. Przewodnicy grup proponują jednodniowe pielgrzymki w podanych niżej terminach.

Uwaga!

• Chętni muszą wcześniej zapisać się na listę, wypełnić wszystkie dane wymagane przez Głównego Inspektora Sanitarnego dla organizatorów ruchu pielgrzymkowego podczas stanu epidemii COVID-19 w Polsce z dnia 5 czerwca 2020 r. wydane na podstawie art. 8a ust. 5 pkt 2 ustawy z dnia 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej (Dz. U. z 2019 r. poz. 59, z późn. zm.).

• Uczestnicy będą poddani mierzeniu temperatury oraz zobowiązani do podpisania i przestrzegania wytycznych GIS

• Nie ma możliwości pielgrzymowania bez wcześniejszego wpisania się na listę pielgrzymów.

• Istnieje możliwość zapisania się na listę Duchowych Pielgrzymów. Jest to główna forma pielgrzymowania w tym roku.

• Szczegóły informacji w parafiach, z których wychodzą grupy oraz na stronach internetowych i profilach społecznościowych poszczególnych grup.

1 sierpnia

GRUPY GORZOWSKIE

Biało-Niebieska, Biało-Czerwona, Akademicka i Brązowa z Gorzowa Wlkp.

Tęczowa z Kostrzyna n Odrą

Srebrna ze Strzelec Krajeńskich

Trasa: Gorzów Wielkopolski – Skwierzyna

• 7.30 – zbiórka na placu przy katedrze

• 18.00 – Msza św. w kościele w Skwierzynie i poczęstunek

Amarantowa z Rzepina

Trasa: Rzepin – Trzemeszno Lubuskie

• 6.00 – Msza św. w kościele parafialnym w Rzepinie i wyjście

Grupy z Sulechowa i Świebodzina

Trasa: Świebodzin – Paradyż

• 8.00 – wyjście z parafii pw. św. Michała Archanioła w Świebodzinie

• 12.00 – Msza św. w kościele seminaryjnym w Paradyżu

GRUPY ZIELONOGÓRSKIE

Trasa: Zielona Góra – Otyń

• 8.00 – Msza św. w konkatedrze pw. św. Jadwigi i wyjście

• 16.30 – Otyń

GRUPY GŁOGOWSKIE

Trasa: Głogów – Piersna

• 8.00 – wyjście z parafii pw. św. Mikołaja w Głogowie

• 12.00 – Msza św. w Piersnej

8 sierpnia

GRUPY GORZOWSKIE

Biało-Niebieska, Biało-Czerwona, Akademicka i Brązowa z Gorzowa Wlkp.

Trasa: Gorzów Wielkopolski – Bledzew

• 7.30 – zbiórka na placu przy katedrze

• 18.00 – Msza w kościele w Bledzewie

Amarantowa z Rzepina

Trasa: Rzepin – Słubice

• 8.00 – zbiórka przy kościele parafialnym w Rzepinie i wyjście

• 16.00 – Msza św. w kościele pw. Ducha Świętego w Słubicach.

Grupa Tęczowa z Kostrzyna n. Odrą

Trasa: Kostrzyn n. Odrą – Słońsk

• 7.30 – wyjście z parafii pw. NMP Matki Kościoła

• 12.00 – Msza św. w Górzycy

• ok. 20.00 – Apel Jasnogórski w Słońsku

Grupa Srebrna ze Strzelec Krajeńskich

Trasa: Strzelce Krajeńskie – Lubiewo

GRUPY ZIELONOGÓRSKIE

Trasa: Zielona Góra – Otyń

• godz. 8.00 – Msza św. w konkatedrze pw. św. Jadwigi i wyjście

• godz. 16.30 – Otyń

GRUPY GŁOGOWSKIE

Trasa: Głogów – Grodowiec

• 7.00 – Wyjście z parafii św. Mikołaja w Głogowie

• 12.00 – Msza św. w sanktuarium w Grodowcu

12 sierpnia

WSZYSTKIE GRUPY

Trasa: „Górka przeprośna” – Jasna Góra

• 8.00 – Spotkanie pielgrzymów na „górce przeprośnej” pod Częstochową i wyjście na Jasną Górę (ok. 8km)

• 12.00 – Msza św. na Jasnej Górze

• Uwaga! Zapisy w parafiach, z których wyruszają grupy.

CZYTAJ DALEJ

Belgia/ Zmarł J.J.Lionel, piosenkarz, który śpiewał słynne "Kaczuszki"

2020-07-15 19:59

[ TEMATY ]

piosenka

śmierć

Belgia

piosenkarz

indonewyork.pl

J.J.Lionel, belgijski piosenkarz, który w latach 80. śpiewał słynne "Kaczuszki", zmarł we wtorek w Comines-Warneton w wieku 72 lat - podały w środę media. Bez piosenki tej i charakterystycznego tańca nie mogły się obyć się wesela czy uroczystości rodzinne w wielu krajach.

J.J.Lionel (prawdziwe nazwisko Jean-Jacques Blairon) na Facebooku pozował z żółtą plastikową kaczką. Według belgijskiej gazety "L'Avenir" około 3,5 mln płyt z utworem "La danse des Canards" zostało sprzedanych po nagraniu piosenki w 1981 roku.

Piosenkę napisał belgijski autor tekstów Eric Genty. Ponieważ J.J.Lionel "nie był ani autorem, ani kompozytorem piosenki, nie uczyniła go ona bogatym człowiekiem" - podkreślił belgijski dziennik "L'Avenir".

Taniec wykonywany w rytm skocznej melodii na wielu weselach szybko przekroczył granice, od Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, do Rosji przez Izrael, Estonię i Holandię. Był też bardzo modny swego czasu w Polsce.
(PAP)

jo/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję