Reklama

Rodzina

Ministerstwo cyfryzacji: pierwsze spotkanie Grupy Roboczej ds. Bezpieczeństwa Dzieci i Młodzieży w Internecie

Wczoraj odbyło się pierwsze posiedzenie Grupy Roboczej ds. Bezpieczeństwa Dzieci i Młodzieży w Internecie, powołanej przez Ministerstwo Cyfryzacji. W spotkaniu, które otworzył minister cyfryzacji Marek Zagórski, wzięło udział kilkudziesięcioro ekspertów z instytucji, organizacji i firm zajmujących się nowymi technologiami oraz edukacją i ochroną dzieci.

2020-01-23 10:53

[ TEMATY ]

internet

bezpieczeństwo

evannovostro – stock.adobe.com

Podczas pierwszego spotkania wyodrębniono cztery zespoły merytoryczne, w których pracować będą członkowie Grupy.

Zadaniem zespołu prawnego (legislacyjnego) będzie m.in. wypracowanie rozwiązań eliminujących możliwości czerpania korzyści finansowych z cyberprzemocy i propagowania szkodliwych dla dzieci i młodzieży treści.

Zespół organizacyjno-edukacyjny zajmie się m.in. działaniami na rzecz promowania wartościowych treści w internecie oraz propagowaniem rozwiązań technicznych sprzyjających bezpiecznemu korzystaniu przez dzieci i młodzież z internetu.

Reklama

Osoby wchodzące w skład zespołu technicznego będą pracować m.in. nad usprawnieniami wymiany informacji pomiędzy dostawcami treści i usług świadczonych w internecie a podmiotami zaangażowanymi w przeciwdziałanie i zwalczanie nielegalnych treści w celu bezzwłocznego informowania o zagrożeniach oraz rozwijania skutecznych narzędzi reagowania na występujące zagrożenia w sieci.

Zadaniem zespołu „medialnego” będzie m.in. opracowanie rekomendacji i dobrych praktyk dla przedstawicieli mediów, dotyczących m.in. sposobu informowania o internetowych zagrożeniach dzieci i młodzieży.

- Cel mamy jeden. Ograniczyć zagrożenia, na które narażone są dzieci i młodzież w internecie. Realizując to zadanie chcemy skorzystać z doświadczenia wszystkich, którym ten temat jest bliski – powiedział minister Marek Zagórski.

Powołanie Grupy to efekt podpisanej na początku października Deklaracji na Rzecz Bezpieczeństwa Dzieci w Sieci. Jej sygnatariuszami zostali m.in. przedstawiciele firm telekomunikacyjnych, mediów oraz administracji publicznej.

Podczas spotkania minister Zagórski zaprezentował też dotychczasowe aktywności MC w zakresie bezpieczeństwa najmłodszych i nastolatków w sieci. To m.in. realizowana od kilku miesięcy we współpracy z NASK kampania „Nie zagub dziecka w sieci”.

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zamknięcie w medialnej bańce

2020-01-28 11:31

Niedziela Ogólnopolska 5/2020, str. 45

[ TEMATY ]

internet

sdecoret/fotolia.com

Internet coraz częściej staje się narzędziem nie otwarcia, lecz zamknięcia. Zamknięcia w bańce medialnej. Staliśmy się bowiem zakładnikami systemów komputerowych, które programują nam świat pod kątem naszych upodobań i preferencji.

Kiedy pojawił się internet, mówiono, że będzie on sprzyjać naszemu otwarciu się na poglądy innych. Dostęp do nieograniczonej liczby informacji oraz możliwość konfrontacji argumentów z różnych stron miały spowodować, że ludzie zaczną lepiej rozumieć stanowiska odmienne od swych własnych. Wszystko to miało służyć poprawie jakości publicznej debaty.

Paradoksalnie obecnie obserwujemy odwrotną sytuację. Internet coraz częściej staje się narzędziem nie otwarcia, lecz zamknięcia. Zamknięcia w bańce medialnej. Staliśmy się bowiem zakładnikami systemów komputerowych, które programują nam świat pod kątem naszych upodobań i preferencji. Każde nasze wejście do sieci pozostawia po sobie ślad (tzw. cookie), który staje się elementem kreowania naszego profilu konsumenckiego i doboru kierowanej do nas oferty. W efekcie reklamy pojawiające się na naszych ekranach są adresowane bezpośrednio do nas. Dwie osoby mogą na swoich laptopach otworzyć te same strony internetowe i znaleźć obok tych samych materiałów zupełnie inne reklamy, profilowane pod kątem ich osobistych zainteresowań. Jeśli ktoś szuka w internecie np. treści okultystycznych, to zaczną mu się pojawiać na ekranie reklamy i teksty o charakterze ezoterycznym. Jeśli ktoś szuka połączeń lotniczych np. do Chorwacji, to może być pewien, że już wkrótce zobaczy na ekranie oferty atrakcyjnych lotów do Zagrzebia lub Dubrownika.

Ten sam mechanizm dotyczy nie tylko produktów i usług komercyjnych, lecz także preferencji politycznych, ideowych czy religijnych. Tak jak siedzenia w japońskich samochodach plastycznie dostosowują się do ciała kierowcy, tak internet elastycznie przystosowuje się do upodobań stałego użytkownika. Jeżeli ktoś ma np. lewicowe poglądy i najczęściej przegląda lewicowe witryny, to jego cyberprzestrzeń będzie kształtowana właśnie pod tym kątem. Dotyczy to np. kolejności tekstów pojawiających się w wyszukiwarce. Zgodnie z tym paradygmatem treści niezgodne z naszymi poglądami pozycjonowane są na tak odległych miejscach, że szansa zapoznania się z nimi staje się niewielka.

W efekcie nie konfrontujemy się więc z poglądami innych, lecz utwierdzamy się we własnej wizji świata. Na tej podstawie zaczynamy budować fałszywy obraz rzeczywistości, przekonani, że właściwie wszyscy wokół nas myślą podobnie jak my – nie tylko nasi bliscy, ale też zdecydowana większość użytkowników internetu. Każdy, kto prezentuje inne poglądy, traktowany jest jako przedstawiciel marginalnego folkloru.

Pod kątem tych samych upodobań dobiera się też znajomych w mediach społecznościowych. Coraz częściej zdarzają się sytuacje, że użytkownicy Facebooka blokują dostęp do swych kont osobom, z którymi różnią się w sprawach światopoglądowych. Usuwając je z grona internetowych znajomych, zaczynają się otaczać ludźmi, którzy myślą tak samo jak oni. Tworzą więc wirtualny świat złożony z osób potwierdzających ich wizję rzeczywistości.

Zderzenie z realnym życiem bywa później szokujące. Dochodzi do takich sytuacji jak np. w Stanach Zjednoczonych po ostatnich wyborach prezydenckich, gdy zwycięstwo Donalda Trumpa oznaczało dla wielu ludzi zawalenie się całego znanego im świata. Rzesze ludzi pytały ze zdumieniem: jak to możliwe, że wygrał Trump, skoro nie znamy ani jednej osoby, która by na niego głosowała? Mało tego, oni potrafili całymi godzinami siedzieć w internecie i nie natknąć się na nikogo, kto na poważnie rozważałby taką opcję. Każdy zwolennik Trumpa był przedstawiany jako oszołom, którego miejsce znajduje się na marginesie życia społecznego. Nagle wybory pokazały, że „wszyscy” nie są wcale wszystkimi, a „nikt” nie jest nikim. To efekt funkcjonowania w medialnej bańce, która tworzy fałszywą wizję świata. Dziś grozi to wszystkim, także nam.

CZYTAJ DALEJ

Ks. Piotr Pawlukiewicz: Temat Pana Boga jest dzisiaj w Polsce tematem niewygodnym

2020-02-13 09:34

[ TEMATY ]

duchowość

ks. Pawlukiewicz

ks. Piotr Pawlukiewicz

youtube

Temat Pana Boga jest dzisiaj w Polsce tematem niewygodnym, a czasem nawet zabronionym. O wszystkim się w domu czy w pracy mówi: o papieżu, o proboszczu, o Kościele, a o Bogu jakoś niezręcznie. Nie umiem tego zrozumieć. Dlaczego tak łatwo jest rozmawiać o aktorach, piosenkarzach, politykach, a tak trudno o Jezusie?

Kiedy się mówi o Jezusie, trzeba się otworzyć, a ludzie boją się otwarcia. Księży też to dotyczy, co szczególnie widać podczas kazań. Tak bardzo boją się pokazania swojego wnętrza, że choć mówią na temat Jezusa, to nie wspominają ani słowem o tym, jak oni sami przeżywają relację z Bogiem.

Klerycy pytają mnie nieraz, jak napisać dobre kazanie. Mówię im wtedy tak: „Napisz to, co przed wykładem mówiłeś mi o swoim komputerze, ale zamiast słowa: »komputer«, wpisz słowo: »Jezus«”. Co by to były za kazania, wyobrażacie sobie?

„Jezus mi się zawiesił, stukam, nie ma odzewu. O szóstej rano sukces, jest! Okazało się, że jeden program był źle wpisany, już rozumiem! Ale wszystko mi się wykasowało, Jezus Maria, praca dyplomowa mi się skasowała… Tak się z tym męczyłem, a teraz odkryłem, jaki jest skrót. Odkryłem skrót do Pana Jezusa…”

Chodzi o to, żebyśmy nauczyli się mówić o Jezusie z fascynacją, jak o kimś, kto jest mój, jest mi drogi, bliski. A jak wyglądają nasze kazania? „Dzisiaj, w dwudziestą szóstą niedzielę czasu zwykłego Jezus mówi do nas w Ewangelii o uzdrowieniu chromego…”

Kiedyś jedna pani powiedziała, że dostanie choroby nerwowej w kościele. Bo we wstępie do mszy świętej ksiądz powiedział: „Zaraz zobaczymy, jak Jezus uzdrowi chromego”, w Ewangelii słuchała właśnie o tym, a kazanie ksiądz zaczął: „Przed chwilą usłyszeliśmy, jak Jezus uzdrowił chromego”. Toż ludzie to rozumieją! Nie trzeba mi tego bez przerwy powtarzać!

Brakuje nam wszystkim spontaniczności. Ale z drugiej strony nie wolno księdzu zamieniać mszy świętej w swój show. Zawsze Jezus ma być w centrum.

Ksiądz, podobnie jak każdy świecki, powinien być przezroczysty. Albo inne porównanie: być jak pudło rezonansowe w gitarze. Nadawać słowom Jezusa brzmienie we współczesnym świecie. Tłumaczyć z tego języka, którym posługiwał się Jezus, i wyjaśniać pewne sprawy językiem zrozumiałym dla słuchaczy.

Trzeba pokazywać ludziom Jezusa jako fascynującego człowieka. Człowieka, który miał człowieczeństwo piękne, rozwinięte na maksa. Ludzie, którzy widzieli Go po raz pierwszy, zostawiali wszystko i szli za nim! Kiedyś Jan Budziaszek wyszedł przed dom w kapciach, żeby pożegnać pielgrzymkę, bo akurat przechodziła pod jego domem. Wyszedł w kapciach i… w tych samych kapciach zaszedł na Jasną Górę. Więc są i dzisiaj takie przypadki.

Jezus jest fascynujący. Wręcz nieprawdopodobnie interesujący jako człowiek, tylko trzeba Go dobrze oświetlić. Cztery Ewangelie są trochę jak cztery kamery, z których możemy oglądać Pana Jezusa.

To, co jedna pominie, to druga uchwyci, uzupełni. Czasem kiedy czytam Ewangelię, czuję się jak śledczy. Gdzieś w tekście zawsze jest haczyk, coś ukrytego między wersami, pod obrazem. Ta książka nigdy się nie znudzi. Nigdy się nie wyczerpie. Tysiące kazań można napisać i ledwo kropelkę uszczkniemy z tego źródła.

Dzisiaj w Polsce żyje jakiś odsetek ludzi deklarujących się jako osoby wierzące. Z tego grona niektórzy chodzą regularnie do kościoła, inni nie chodzą. Jedni przystępują regularnie do sakramentów, inni nie. Różnie to bywa, zatem ciężko jest obliczyć, ile tak naprawdę procent Polaków można by określić mianem chrześcijan świadomych swojej marki.

Kiedyś mówiło się, że Polska jest w stu procentach katolicka. Wystarczyło ludzi uczyć zasad wiary i wszystko wyglądało okej, wszyscy byli zadowoleni. Pamiętam, jak niektórzy starsi księża z dumą mówili: „U mnie na katechezie było pięćdziesięciu uczniów w jednej sali katechetycznej, wszyscy znali przykazania, wszyscy znali prawdy wiary”. Dzisiaj wiemy już, że wykucie prawd wiary na pamięć to za mało. Potrzebna jest postawa miłosierdzia, umiejętność przebaczenia sobie nawzajem… Bo po tym poznaje się chrześcijanina.

I żebym był dobrze zrozumiany. Mamy wielkie szczęście, że katolicyzm jest mocno zakorzeniony w polskich sercach.

Niektórzy krytykują, że dawnej była bezmyślność w Kościele, że chodziło tylko o to, by nauczyć się przykazań, tekstów pieśni i już jesteś katolik, że to była płycizna. Kiedyś podczas takiej rozmowy nie wytrzymałem, wstałem i powiedziałem: „Proszę pana, tylko że ci płytcy, jak pan to ujął, katolicy zorganizowali Powstanie Warszawskie. Nie wiem, czy przedstawiciele współczesnych grup religijnych, gdyby w tej chwili trzeba było iść na barykady, poszliby i walczyli…”.

To prawda, że wyuczenie się katechizmu nie czyni jeszcze z nikogo chrześcijanina, bo prawdziwe chrześcijaństwo to prawdziwa relacja z Bogiem i jeśli jej zabraknie, trudno mówić o wierze. Chrześcijaństwo to religia miłości. A miarą miłości jest nie liczba pobożnie wyśpiewanych zwrotek, tylko to, czy człowiek jest gotowy oddać życie za swoich przyjaciół.

_______________________________________

Artykuł zawiera treści pochodzące z książki ks. Piotra Pawlukiewicza „Ty jesteś marką” wyd. RTCK. Zobacz więcej: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Wspólnota Sant’Egidio razem z Chińczykami modliła się w intencji ofiar koronawirusa

2020-02-19 11:55

Anna Matlak

Sant'Egidio, Modlitwa za chorych na koronawirusa w Chinach

Podczas modlitwy za chorych w kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Warszawie członkowie Wspólnoty Sant’Egidio modlili się za ofiary koronawirusa, osoby zarażone oraz wszystkich, którzy żyją w lęku o własne życie. Nabożeństwo, które miało miejsce 18 lutego br., było też wyrazem solidarności z mieszkającymi w Polsce Chińczykami. W modlitwie wzięli udział przedstawiciele Stowarzyszenia Sinicum im. Michała Boyma SJ, duszpasterstwa Chińczyków w Warszawie oraz Werbistowskiego Centrum Migranta Fu Shenfu.

Z powodu koronawirusa zmarło w Chinach już ponad 1800 osób. Choruje ponad 72 tys. ludzi. W wielu miastach obowiązuje zakaz zgromadzeń, zamknięte są szkoły, urzędy, sklepy i wiele miejsc pracy. Ludzie nie wychodzą z domu, panuje poważny problem z dostępem do żywności, stoi gospodarka, brakuje miejsc w szpitalach.

Jednocześnie w wielu krajach strach przed wirusem 2019-nCoV, nawet jeśli mało racjonalny, prowadzi do dyskryminacji i aktów przemocy wobec mniejszości chińskiej. Obraźliwych wyzwisk i gestów doświadczyli także chińscy studenci uczący się od lat na Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku. Incydent miał miejsce na terenie uczelni.

– Odseparowanie się od tych, którzy są chorzy, wydawałoby się czasem wyjściem racjonalnym. Nieracjonalna jest jednak wiara w to, że jesteśmy i będziemy zawsze zdrowi i odporni na zło. Jako uczniowie Jezusa jesteśmy dziećmi słów: „Nie lękajcie się” (…). On uczy nas, że wobec misterium zła, jedyną odpowiedzią nie jest ucieczka, lecz bycie obok – usłyszeliśmy w rozważaniu po Ewangelii.

O zdrowie dla chorych i mądrość dla walczących z koronawirusem oraz gościnność i życzliwość dla mniejszości chińskiej, żyjącej w Polsce proszono w modlitwie wiernych, którą odczytał ks. Xiaowang Shi. Razem z s. Janą Zhang zaśpiewali też pieśń na zakończenie nabożeństwa.

Comiesięczna modlitwa za chorych w kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus odbywa się w każdy trzeci wtorek miesiąca o godz. 19. Wspólnota Sant’Egidio, która odwiedza osoby starsze i wspiera bezdomnych, często spotyka ludzi cierpiących z powodu fizycznych dolegliwości i pragnie pamiętać o nich w modlitwie. Zaprasza do niej też wszystkich mieszkańców Warszawy, którzy chcą się modlić za swoich chorych bliskich.

***

Wspólnota Sant’Egidio skupia się na budowaniu mostów przyjaźni z najbardziej marginalizowanymi i wykluczonymi członkami społeczeństwa – bezdomnymi, osobami starszymi, dziećmi ulicy, więźniami czy uchodźcami, inspiracje i siły czerpiąc z regularnej modlitwy i lektury Słowa Bożego. Troszczy się o sprawy pokoju, ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego. Wspólnota powstała w 1968 r. w Rzymie z inicjatywy grupy licealistów z Andreą Riccardim na czele. Dziś należy do niej ponad 65 tys. osób w 73 krajach świata. W Warszawie obecna jest od 2008 roku. Regularnie spotyka się z osobami bezdomnymi podczas „kolacji na ulicy” oraz odwiedzin miejsc, w których żyją na peryferiach miasta. Prowadzi również Szafę Przyjaciół – magazyn z darmowymi ubraniami dla potrzebujących. Co tydzień odwiedza również osoby starsze, mieszkające w jednym z największych stołecznych DPS-ów.

Więcej informacji:

santegidio.org

https://www.facebook.com/santegidio.warszawa/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję