Pierwszy Eucharystyczny cud w Kościele katolickim, dokładnie zbadany i oficjalnie uznany, znajduje się w Lanciano, w kościele pw. św. Franciszka z Asyżu, położonym w centrum miasta. Nie znamy dnia, miesiąca ani roku, w którym wydarzył się cud. Niewiele wiemy o księdzu, który odprawiał wówczas Mszę św. Do naszych czasów dotarły jedynie informacje o tym, że niezwykłe wydarzenie miało miejsce w VIII w., a kapłan sprawujący Eucharystię był zakonnikiem ojców bazylianów. Z inskrypcji na kamiennej tablicy, powstałej w 1636 r. i zachowanej do dziś po prawej stronie od prezbiterium, możemy przeczytać: „Około roku Pańskiego 700 w tym kościele, wówczas pod wezwaniem San Legutiano de’monaci di San Basilio (św. Longina - który przebił bok Chrystusa - przyp. autora), pewien kapłan mnich wątpił, czy Święta Hostia jest naprawdę Ciałem Naszego Pana, a wino Jego Krwią. Odprawił Mszę i gdy wyrzekł słowa konsekracji hostii, zobaczył jak przemienia się ona w Ciało, a wino w Krew. Pokazano to zgromadzonym, a potem całemu ludowi. Ciało zachowało się w całości, a Krew podzieliła się na 5 nierównych części i tak dziś to widać w kaplicy ufundowanej przez Giovanniego Francesco Valsecca w roku Pańskim 1636”.
W obronie przed Turkami
Reklama
Przez wieki kościół i klasztor przechodził różne dzieje. W 1252 r. otrzymują go franciszkanie, którzy na miejsce rozpadającego się kościoła św. Longina budują okazalszą świątynię pw. św. Franciszka z Asyżu. Specjalnie dla relikwii cudu powstaje ciemna kaplica, tuż obok głównego ołtarza, którą w razie najazdu Turków na wybrzeże adriatyckie Półwyspu Apenińskiego (wówczas było to stałe zagrożenie) można było zamurować. Wynika z tego, że zakonnicy żyli w pełnej gotowości do obrony cudu. W pisemnych przekazach znajduje się np. informacja, że gdy w 1566 r. Turcy płynęli w kierunku Półwyspu Apenińskiego, brat Antonio da Mastro, obawiając się profanacji relikwii, uciekł z nimi z miasta, wraz z grupą młodzieży. Po dniu i nocy wędrowania, ze zdziwieniem zauważył, że dotarli z powrotem do Lanciano. Brat odczytał to jako wolę Bożą, by tu pozostali, a w razie potrzeby przelali krew w obronie Boga. Atmosfera zagrożenia panowała na tych terenach do 1571 r., do zwycięskiej bitwy pod Lepanto, podczas której chrześcijańska Liga Święta pokonała Turków. Nadal jednak relikwie były przechowywane w dobrze zabezpieczonym miejscu. Wkrótce wybudowano nową kaplicę, w drzwiach której zamontowano cztery różne zamki otwierane przez cztery różne osoby: zakonników, mera miasta, szanowanego obywatela Leone Ricci i zakrystianina. Wierni mogli je zobaczyć jedynie dwa razy w roku. W czasach, gdy Napoleon skasował wszystkie wspólnoty religijne w Królestwie Obojga Sycylii, w tym franciszkanów, Cud Eucharystyczny przetrwał pod opieką m.in. Bractwa Różańcowego. W 1902 relikwie zostają umieszczone w marmurowym ołtarzu.
Relikwie Cudu Eucharystycznego w Lanciano możemy oglądać do dziś, w głównym ołtarzu świątyni. Ciało Pańskie znajduje się w srebrnej monstrancji z 1713 r., a Krew w kielichu z kryształu górskiego z XVII w. Z upływem lat relikwie zmieniły swój wygląd. Ciało, na skutek utraty wody, wyschło. Aby zapobiec dalszemu kurczeniu, mnisi w dawnych wiekach przymocowali je do drewnianej tabliczki, naciągając na gwoździe w kształcie koła - dlatego dziś w centralnej jego części znajduje się dość duży ubytek. Natomiast Krew uległa koagulacji (zlepieniu cząstek w większe zespoły), samoistnie przybierając formę pięciu nierównych grudek. Nie da się logicznie wytłumaczyć, dlaczego właśnie pięciu - czyli tylu, ile ran pozostało na uwielbionym Ciele Chrystusa. Kilkakrotnie, podczas ważenia bryłek krwi, miało miejsce niezwykłe zjawisko. Otóż jedna bryłka ważyła tyle, co wszystkie razem, a ciężar dwóch był równy ciężarowi trzech. Natomiast waga najmniejszej równała się wadze największej. W lutym 1574 r. prałat Rodrigues w asyście wiarygodnych świadków potwierdził, że ciężar pięciu bryłek równał się wadze każdej poszczególnej bryłki. W kolejnych próbach to niezwykłe zjawisko już się nie powtórzyło. Cudowne relikwie były poddawane badaniom kościelnym także w 1637, 1770 i 1886 r. Pierwsza analiza naukowa miała miejsce w 1970 r. Wtedy i kilka lat później, w 1981 r., próbki relikwii zostały poddane badaniom w Laboratorium Szpitala Riuniti w Arezzo przez prof. Eduardo Linoli, docenta nauk medycznych, specjalistę anatomii, histologii, patologii, chemii i mikroskopowych badań klinicznych. Potwierdził on drogą naukową to, co mówiły przekazy. Profesorowi asystował doktor Ruggero Bartelli, emerytowany profesor anatomii na uniwersytecie w Sienie. Dr Bartelli nie tylko w pełni uznał wyniki badań prof. Linoli, ale potwierdził je w specjalnym dokumencie.
Nauka potwierdza cud
Reklama
„Badania mikroskopowe potwierdziły i udokumentowały, że fragment ciała stanowił prążkowaną tkankę ścianki sercowej, wolną od jakiegokolwiek materiału czy substancji konserwującej - podkreśla Joan Carroll Cruz w książce pt. „Cuda Eucharystyczne”. - Zarówno Ciało jak też Krew miały pochodzenie ludzkie z kategorycznym wykluczeniem pochodzenia zwierzęcego i wspólną grupę krwi: AB (czyli taką samą, co na Całunie Turyńskim - przyp. autora). Prof. Linoli podkreślił, że gdyby krew pochodziła od osoby zmarłej, podlegałaby szybkiemu procesowi zepsucia i rozkładu. Wyniki badań odrzucają wszelką możliwość oszustwa dokonanego w przeszłości. Co więcej, w opinii profesora tylko wysoce wprawna w sekcjach anatomicznych ręka byłaby w stanie wykonać tak doskonałe, styczne cięcie, zaokrąglone, grubsze na zewnętrznych obrzeżach i stopniowo cieńsze aż do pustki z obszarze centralnym”. A pierwszej sekcji zwłok dokonano po 1300 r. czyli ok. pięciu wieków po cudownym wydarzeniu w Lanciano. Niewytłumaczalne jest to, w jaki sposób - biorąc pod uwagę sposób przechowywania relikwii narażonych na niszczące działania powietrza - przetrwały tyle wieków. Nie da się tego wytłumaczyć żadnymi logicznymi prawami fizyki, chemii czy biologii. Wnioski profesora zostały ocenione później przez o. Bruno Luciani i prof. Urbano, dyrektora analiz szpitala miejskiego w Lanciano i wykładowcy na uniwersytecie w Sienie. Poświadczone notarialnie kopie tychże dokumentów wraz z protokołem spotkań znajduje się w archiwum klasztoru. W latach 70 i 80 dzięki zdumiewającym wynikom badań, zaczęła wzrastać liczba pielgrzymów. Dziś mówi się o 500 tys. osób, przybywających w ciągu roku do Lanciano. 3 listopada 1974 r. był tu Karol Wojtyła. W księdze pamiątkowej napisał: „Stale powiększa się w nas nasza wiara w Ciebie, nasza nadzieja i nasza miłość do Ciebie” (zaczerpnięte z hymnu św. Tomasza z Akwinu „Adoro Te Devote). Przeczytać tu możemy także słowa eksperta od Całunu Turyńskiego: „Jestem zafascynowany tajemnicą Lanciano, tak bliską tajemnicy Całunu”. A jeden z pielgrzymów podkreślił: „Tu, w Lanciano rozum i nauka wzmacniają naszą wiarę i miłość”.
Korzystałem z książek: o. Nicola Nasuti „Msza święta nigdy nie dokończona. Historia cudu eucharystycznego w Lanciano”, Lanciano 2007; Joan Carroll Cruz „Cuda Eucharystyczne. Eucharystyczne fenomeny w życiu świętych”, Gdańsk 2005;
www.en.wikipedia.org/wiki/San_Giovanni_in_Venere
KULT RELIKWII
Eucharystia naprawdę zawiera Ciało i Krew Chrystusa, wraz z Jego duszą i boskością. Sakramentalna obecność Pana Jezusa w chlebie i winie trwa tak długo, dopóki obydwa pokarmy zachowują swoją pierwotną postać. Gdy postacie chleba i wina przestają istnieć, przestaje być tam obecny Bóg. Nie oddajemy im wtedy czci w kulcie absolutnej adoracji (ze względu na obecność Boga w nich) ale możemy uwielbiać je jedynie relatywnie (tak jak inne relikwie i obrazy, ponieważ nie ma tu boskiej obecności)
W POBLIŻU LANCIANO
San Giovanni in Venere - bazylika i klasztor benedyktynów położony na wzniesieniu (105 m nmp) nad morzem Adriatyckim. Swymi początkami sięga VI-VII w. Po gruntownej przebudowie, ok. 1200 r. mieszkało w nim od 80 do120 zakonników. W tym czasie mieściły się w nim: pracownie, laboratoria, duża biblioteka i bogate archiwum, piekarnia, ambulatorium itp. Do dziś podziwiać tu można stylowe krużganki i rzeźbione portale.
Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).
Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma.
W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej.
Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską.
Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397).
Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary.
Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan).
Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach.
Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
Jak informuje Mateusz Wojciechowski, wójt gminy Ostrowite, w niedzielę i poniedziałek w Ostrowitem trwała dyskusja dotycząca bicia dzwonów przy kościele oraz wyłączania głośników podczas niedzielnych mszy. Powodem miał być jeden z mieszkańców, który zgłosił policji, że dźwięki dochodzące ze świątyni mu przeszkadzają - informuje portal epoznan.pl.
Wójt gminy mówi dosadnie: Dochodzimy do takiego momentu, że tego typu precedensy otrzymują rangę wyroków sądu. To absurd! Właśnie przed momentem w rozmowie z kościelnym parafii w Ostrowitem, kazałem WŁĄCZYĆ Z POWROTEM dzwony i głośniki. Nie dajmy się zwariować. Cisza nocna trwa od 22:00 do 6:00, a dźwięk tych urządzeń jest o określonych dB. Żadnej decyzji zakazującej używania sygnałów w Ostrowitem nie wydam! - komentuje Mateusz Wojciechowski.
Jaki był Leon XIV, zanim został papieżem? Ks. Żelazny z PKWP opowiada o współpracy z bp. Robertem Prevostem
2026-09-13 18:31
Vatican News
Vatican Media
Spotkanie papieża Leona XIV na spotkaniu asystentów kościelnych Pomocy Kościołowi w Potrzebie
Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspierała projekty obecnego Papieża jeszcze w czasie, gdy Robert Prevost był biskupem Chiclayo w Peru. „Mamy trochę doświadczenia w pracy z papieżem Leonem” – mówi Vatican News ks. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Jak dodaje, dziś ta współpraca jest kontynuowana w nowej formie.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.