Reklama

Kościół

Ks. Gremza dla KAI: na Białorusi modlimy się o nawrócenie rządzących i zaprzestanie prześladowań

Modlimy się o nawrócenie naszych władz, o powstrzymanie przemocy i represji społecznych. O pojednanie. Tak, aby ludzie przestali żyć w ciągłym zastraszeniu, w panice, w bezsilności - mówi w rozmowie z KAI ks. Antoni Gremza, wicekanclerz grodzieńskiej kurii i duszpasterz młodzieży.

[ TEMATY ]

Białoruś

PAP/EPA/Toms Kalnins

Dorota Abdelmoula (KAI): Jak wygląda sytuacja w Grodnie dziś, kilka dni po wyborach, kiedy coraz więcej mediów mówi o tym, że zamieszki na Białorusi się kończą?

Ks. Antoni Gremza: Żyjemy w strachu, w panice. Ludzie w większych miastach boją się nawet wyjść na ulicę, boją się iść wieczorem do kościołów, nawet do tych, położonych w centrum miasta. Wszystko dlatego, że wciąż mają miejsce łapanki, pobicia, aresztowania. Napadani są np. ludzie wychodzący z kościoła. Jednak ci najodważniejsi wciąż przychodzą na Msze, nabożeństwa i wieczorne adoracje. Modlimy się o nawrócenie naszych władz, o powstrzymanie przemocy i represji społecznych. O pojednanie. Tak, aby ludzie przestali żyć w ciągłym zastraszeniu, w panice, w bezsilności. Bo dziś naprawdę większość ludzi się wycofała i boi się wyjść wieczorem z domów.

Reklama

KAI: Kto pada ofiarą tych represji?

Ks. A. G: Zarówno oddziały OMON-u, jak i wojskowi łapią cywili. Są też „przebierańcy”, funkcjonariusze bez mundurów. Dla nich „wrogiem” jest każdy, kto znajdzie się na ulicy, albo np. wychodzi z kościoła. Czasem trudno jest wytłumaczyć, że cywil, który spaceruje, idzie na Mszę czy do swoich zajęć nie ma wrogich zamiarów. Służby nie przyjmują żadnych argumentów.

Ostatnio zaatakowano np. ludzi, którzy wychodzili z Mszy w parafii katedralnej w centrum miasta. Musieli uciekać z powrotem do katedry. Potrzebna była interwencja księży, którzy wyszli przed kościół i prosili, by nie bito ludzi. Tłumaczyli, że to wierni, którzy byli na Mszy i chcą wrócić do domów.

Reklama

KAI: Czy Kościół jest szczególnie atakowany?

Ks. A. G.: Nie, potencjalnym celem jest każdy. Każdy cywil jest wrogiem i zagrożeniem dla „systemu”. Może nawet do księży w sutannach na razie mają jeszcze jakiś dystans i ich nie biją, ani nie aresztują. Ale arogancja jest wszędzie, a służby są wyćwiczone w niszczeniu ludzi.

KAI: Czy przed wyborami rzeczywiście mieliście nadzieję, że wynik może być inny?

Ks. A. G.: Nadzieja pojawiła się wraz z pojawieniem się kandydatki opozycyjnej. Ludzie rzeczywiście uwierzyli, że zmiany są możliwe. Ale kiedy ogłoszono wstępne wyniki wyborów, stało się jasne, że to fikcja, że doszło do manipulacji głosami. Takie potraktowanie ludzi, nieliczenie się z nimi, wywołało ogromne oburzenie. Dziś, czyli w czwartek, zaczęły strajkować największe zakłady w Grodnie.

KAI: Na ile cała sytuacja jest dla Was zaskoczeniem, a w jakim stopniu domyślaliście się, że może dojść do takich zamieszek i represji?

Ks. A. G.: Ludzie od dawna nosili w sercach niezadowolenie, które teraz znalazło ujście w protestach. Te protesty są dziś bezlitośnie tłumione, aby zdusić każdy przejaw wolności. Owszem, wiele można było przewidzieć, ale teraz w ludziach wzrosła świadomość, że mają swoje prawa: do wolności, do obrony swojego głosu. I z tym prawem do wolności toczy się teraz walka.

KAI: Wprawdzie władze Polski szybko zareagowały i zaczęły się upominać na arenie międzynarodowej o poszanowanie praw Białorusinów, ale pojawiły się też zarzuty, że takie apele należało kierować jeszcze przed wyborami. Czy, patrząc z Księdza perspektywy, zareagowaliśmy zbyt późno?

Ks. A. G.: Nie jestem politykiem, więc trudno mi te działania polityczne oceniać. choć ten problem musi zostać rozwiązany wewnątrz. Naród sam musi się wyzwolić. Niemniej jednak głosy solidarności z zewnątrz i duchowe wsparcie są bardzo ważne, podobnie, jak świadomość że opinia publiczna jasno jest po stronie tych, którzy są krzywdzeni. Tym bardziej, że ludzie jednogłośnie domagają się dziś nowych wyborów, wolnych, demokratycznych i o to się modlą. A także o to, by rządzący zaczęli z nimi rozmawiać, zamiast ich prześladować.

KAI: Czy te strajki, protesty, postulaty mogą według Księdza przynieść jakieś owoce?

Ks. A. G.: Czas pokaże. Na razie agresja jest wielka, nie do opanowania. Modlimy się nie tylko o to, aby zaprzestano przemocy wobec obywateli, ale też aby oni nie odpowiadali agresją. O to apelowali z resztą ostatnio abp Kondrusiewicz i bp Budkiewicz z Witebska. Nie chcemy, żeby doszło do zemsty za zemstę. Ludzie się trzymają, ale nie wiadomo, na jak długo starczy im sił.

KAI: Abp Kondrusiewicz zaapelował w ostatnich dniach o utworzenie „okrągłego stołu” i pokojowych rozmów o przyszłości kraju – na ile, według Księdza, ta prośba może nakłonić władze Białorusi do zmiany prowadzonych działań?

Ks. A. G.: Trudno powiedzieć… trudno, żeby Kościół katolicki mógł być mediatorem w tych sprawach, nawet jeśli rządzący muszą się z nami liczyć. Bardziej Cerkiew Prawosławna, ale ta jest po stronie władz.

KAI: A jak wygląda dziś codzienne życie duszpasterskie w Kościele katolickim na Białorusi? Najpierw w cieniu pandemii, teraz – trwających zamieszek?

Ks. A. G.: Przede wszystkim, staramy się nieść pod strzechy nadzieję i pociechę, że miłość jest mocniejsza od nienawiści. Bo ludzie, jak mówiłem, są dziś przestraszeni i załamani. Wielkie poczucie odpowiedzialności za kraj jest też w młodych ludziach. To oni proszą nas księży o modlitwę. Na przykład wystąpili do biskupa z prośbą o codzienną adorację na terenie całej diecezji i rzeczywiście odważnie przychodzą, modlą się. Są wyczuleni na prawdę.

Tak więc Kościół żyje, modli się, choć wierni, którzy przychodzą, nie są tak liczni, jak przed pandemią. U nas kościoły nie zostały zamknięte z powodu koronawirusa. Wszyscy wierni, którzy czuli się zagrożeni do dziś mają możliwość skorzystania z dyspensy od niedzielnej Mszy św., ale ci odważni cały czas przychodzili i przychodzą. Zachowują dystans, noszą maseczki. Walczymy modlitwą i wszystkimi możliwymi środkami bezpieczeństwa.

Uczymy też naszych wiernych, że trzeba żyć w prawdzie. Przy okazji wyborów apelowaliśmy do członków komisji wyborczych, by nie fałszowali wyników, by prawidłowo liczyli głosy, przypominaliśmy, ze oszustwo jest grzechem ciężkim.

KAI: Co może dziś zrobić Kościół w Polsce i na świecie, by Wam pomóc, by nie przechodzić obojętnie?

Ks. A. G.: Na pewno na pierwszym etapie potrzebne są modlitwa i publiczne wsparcie poszkodowanych. Władza nie liczy się z wyrazami wsparcia, ale ważne, żeby wiedziała, ze opinia publiczna jest po stronie obywateli. Nasi mieszkańcy są bardzo solidarni i to rodzi wiele dobrych gestów. Sami starają się zbierać środki, by pomóc poszkodowanym, którzy potrzebują leczenia, ale też muszą spłacić ogromne mandaty, jakie otrzymali. Powstał specjalny fundusz, który obywatele sami próbują zasilać swoim wkładem. I to chyba tyle, na razie więcej nie da się zrobić.

KAI: Pamiętam spotkanie Rady Konferencji Biskupich Europy, które kilka lat temu odbyło się w Mińsku. Wydaje mi się, ze wówczas w zachodnich mediach nie wybrzmiały za bardzo rzeczywiste wyzwania Kościoła na Białorusi, ale raczej podkreślano atmosferę dobrej współpracy z rządzącymi i wzajemnej serdeczności…

Ks. A. G.: Rzeczywistość zewnętrzna bardzo różni się od układów wewnętrznych. Na pewno patrząc na tę zewnętrzną formę układy między państwem a Kościołem są dobre, ale Kościół nie może wpływać na kwestie społeczne, czy polityczne. Ma bardzo ograniczone prawo głosu. Mamy rozdział państwa od Kościoła, który sprawia, że nie mamy wpływu na sytuację, możemy wspierać naszych wiernych tylko duchowo i w ramach działalności duszpasterskiej wewnątrz kościelnych murów.

Trudno oderwać rzeczywistość Kościoła od państwa. Zmiany społeczne wpływają na Kościół, wymagają od nas odpowiedzi, niesienia wsparcia i nadziei wiernym, wychowywanie ich w duchu godności, aby o niej pamiętali i jej nie zatracali, nie rezygnowali z niej. Na razie jakoś się udaje.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

2020-08-13 14:14

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kościół na Białorusi zawierza naród Michałowi Archaniołowi

2020-10-01 16:27

[ TEMATY ]

Białoruś

św. Michał Archanioł

zawierzenie

naród

Vatican News

Figura św. Michała Archanioła rozpoczęła pielgrzymkę po czterech diecezjach Białorusi. Nadal nie wiadomo jednak, kiedy abp Tadeusz Kondrusiewicz będzie mógł powrócić do kraju. W oczekiwaniu na odpowiedź na odwołanie się od decyzji o nieważności białoruskiego paszportu, metropolita mińsko-mohylewski stara się być jak najbliżej swoich wiernych.

Jeszcze przed wyjazdem do Polski abp. Kondrusiewicz zapowiedział pielgrzymkę figury św. Michała Archanioła, aby modlić się o pokojowe rozwiązanie problemów kraju. Podczas homilii inaugurującej peregrynację biskup pomocniczy Mińska Jurij Kasabutski zdecydowanie odrzucił oskarżenia kierowane pod adresem Kościoła katolickiego, jakoby chciał doprowadzić do przewrotu politycznego. Nazwał je kłamstwami nie mającymi nic wspólnego z prawdą. Informacje te powinny być potraktowane zdaniem hierarchy w kategoriach dowcipu.

Rozmawiając po zakończeniu Mszy z białoruskimi mediami bp Kasabutski zwrócił uwagę, że „księża od nikogo nie otrzymują instrukcji, nie tylko natury politycznej. Są zachęcani natomiast do modlitwy, do odmawiania różańca, do organizowania błogosławieństwa cmentarza w listopadzie, kiedy wierni podczas całego tygodnia będą polecać swoich zmarłych, ale również tutaj nie są przekazywane wskazania, w jaki sposób to czynić. Są ryty liturgiczne oraz zalecenia odnoszące się do kapłanów na całym świecie. I oni sami wiedzą, o czym mają mówić wiernym. Nikt nie wzywa księży, aby zajmowali publiczne stanowisko podczas Mszy”.

Pomocniczy biskup Mińska dodał, że Kościoł na Białorusi mówi prawdę o sytuacji w kraju, przeciwstawia się przemocy, wzywa osoby do jedności, zgody, do pokoju i przebaczenia. Podkreśla również, że istnieje pomiędzy ludźmi silna solidarność niezależnie od religii.

CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa z Lisieux

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Archiwum Niedzieli

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Drodzy bracia i siostry,
Dziś chciałbym opowiedzieć wam o świętej Teresie z Lisieux - Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, która przeżyła na tym świecie zaledwie 24 lata, u schyłku XIX wieku, wiodąc życie bardzo zwyczajne i ukryte, która jednak po śmierci i ogłoszeniu jej pism, stała się jedną z najbardziej znanych i kochanych świętych. „Mała Tereska” nigdy nie przestała pomagać duszom najprostszym, maluczkim, ubogim i cierpiącym, które ją o to prosiły, ale rozświetliła również cały Kościół swoją głęboką nauką duchową, i to do tego stopnia, że w 1997 r. czcigodny Jan Paweł II zechciał obdarzyć ją tytułem doktora Kościoła, dodanym do tytułu patronki misji, jaki nadał jej Pius XI w 1939 r. Mój umiłowany Poprzednik określił ją jako „ekspertkę od scientia amoris” (Novo Millennio ineunte, 27). Naukę tę, która widzi, jak cała prawda wiary jaśnieje w miłości, Teresa wyraża głównie w opowieści o swoim życiu, ogłoszonej w rok po jej śmierci pod tytułem „Dzieje duszy”.

Jest to książka, która odniosła szybko ogromny sukces, którą przetłumaczono na wiele języków i która rozeszła się po całym świecie. Chciałbym wezwać was do ponownego odkrycia tego małego-wielkiego skarbu, tego świetlistego komentarza do Ewangelii, przeżytego w pełni! „Dzieje duszy” są bowiem cudowną historią Miłości, opowiedzianą w sposób tak prawdziwy, prosty i świeży, że czytelnik nie może nie zostać nią porwany! Ale cóż to jest ta Miłość, która przepełniła całe życie Teresy - od dzieciństwa aż po śmierć? Drodzy przyjaciele, owa Miłość ma Oblicze, ma Imię - jest nią Jezus! Święta nieustannie mówi o Jezusie. Chcemy więc przemierzyć znów wielkie etapy jej życia, aby wejść w serce jej nauki.

Teresa urodziła się 2 stycznia 1873 w Alençon - mieście we francuskiej Normandii. Była najmłodszą córką Ludwika i Zelii Martinów, przykładnych małżonków i rodziców, ogłoszonych wspólnie błogosławionymi 19 października 2008 r. Mieli oni dziewięcioro dzieci, z których czworo zmarło w młodym wieku. Pozostało pięć córek, z których wszystkie wybrały życie zakonne. Teresę, gdy miała 4 lata, głęboko zraniła śmierć jej matki (Rkps A, 13r). Ojciec z córkami przeniósł się wówczas do miasta Lisieux, gdzie Święta spędzi całe swoje życie. Później Teresa, dotknięta poważną chorobą nerwową, została uzdrowiona dzięki łasce Bożej, którą sama określiła jako „uśmiech Madonny” (tamże, 29v-30v). Przyjęła następnie Pierwszą Komunię, którą głęboko przeżyła (tamże, 35r) i umieściła Jezusa Eucharystycznego w centrum swego istnienia.

„Łaska Bożego Narodzenia” w 1886 r. oznacza wielki zwrot, nazwany przez nią jej „wielkim nawróceniem” (tamże, 44v-45r). Zostaje mianowicie całkowicie wyleczona ze swej dziecięcej nadwrażliwości i rozpoczyna „bieg jako gigant”. W wieku 14 lat Teresa zbliża się coraz bardziej, z wielką wiarą, do Jezusa Ukrzyżowanego i bierze sobie do serca przypadek, pozornie rozpaczliwy, pewnego przestępcy, skazanego na śmierć i powieszonego (tamże, 45v-46v). „Chciałam za wszelką cenę nie dopuścić do tego, by poszedł do piekła” - pisze Święta, mając pewność, że jej modlitwa sprawiła, iż wszedł on w kontakt ze zbawczą Krwią Jezusa. Jest to pierwsze i podstawowe doświadczenie macierzyństwa duchowego, o którym napisała, że „zaufała niezłomnie nieskończonemu miłosierdziu Jezusa”. Wraz z Najświętszą Maryją Panną młoda Teresa „sercem matki” kocha, wierzy i ma nadzieję (por. PR 6/10r).

W listopadzie 1887 Teresa udaje się z pielgrzymką do Rzymu razem z ojcem i siostrą Celiną (tamże, 55v-67r). Szczytowym punktem jest dla niej audiencja u papieża Leona XIII, którego prosi o zezwolenie na wstąpienie - w wieku zaledwie 15 lat - do Karmelu w Lisieux. W rok później jej pragnienie się spełnia: staje się karmelitanką, „aby zbawiać dusze i modlić się za kapłanów” (tamże, 69v). Równocześnie rozpoczyna się także bolesna i upokarzająca choroba umysłowa jej ojca. Jest to wielkie cierpienie, które prowadzi Teresę do rozważania Oblicza Jezusa w Jego Męce (tamże, 71rv). W ten sposób jej imię jako zakonnicy - siostra Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza - wyraża program całego jej życia, we wspólnocie z podstawowymi tajemnicami Wcielenia i Odkupienia. Jej śluby zakonne, złożone w święto Narodzenia Maryi - 8 września 1890 - są dla niej prawdziwym małżeństwem duchowym w „maleńkości” ewangelicznej, charakteryzującej się symbolem kwiatu: „Narodzenie Maryi! Jakież to piękne święto na to, by stać się w nim oblubienicą Jezusa... W tym dniu mała Najświętsza Dziewica ofiarowała małemu Jezusowi swój mały kwiatek” - napisała Teresa (tamże, 77r). Dla niej bycie zakonnicą oznacza bycie oblubienicą Jezusa i matką dusz (por. Rkps B, 2v). W tym samym dniu Święta układa modlitwę, która wskazuje całe ukierunkowanie jej życia: prosi Jezusa o dar Jego nieskończonej Miłości, bycia najmniejszą, a zwłaszcza prosi o zbawienie wszystkich ludzi: „Żeby dziś nie potępiła się ani jedna dusza” (Modl. 2). Wielkie znaczenie ma jej ofiarowanie się Miłości Miłosiernej, dokonane w uroczystość Trójcy Przenajświętszej w 1895 (Rkps A, 83v-84r; Modl. 6): jest ofiara, którą Teresa będzie dzieliła wkrótce ze swymi współsiostrami, będąc już wicemistrzynią nowicjatu.

Dziesięć lat po „Łasce Bożego Narodzenia”, w 1896 nadchodzi „Łaska Wielkanocy”, otwierająca ostatni okres życia Teresy wraz z rozpoczęciem jej męki w głębokiej jedności z Męką Jezusa; chodzi o cierpienie ciała, wraz z chorobą, która doprowadzi ją do śmierci przez wielkie cierpienia, przede wszystkim jednak chodzi o cierpienie duszy z niezwykle bolesnymi doświadczeniami wiary (Rkps C, 4v-7v). Wraz z Maryją pod Krzyżem Jezusa Teresa przeżywa wówczas wiarę bardziej heroiczną, niczym światło w ciemnościach, które ogarniają jej duszę. Karmelitanka ma świadomość, że przeżywa tę wielką próbę dla zbawienia wszystkich ateistów współczesnego świata, których nazywa „braćmi”. Przeżywa więc jeszcze intensywniej miłość braterską ( 8r-33v): do sióstr ze swej wspólnoty, do swych braci duchowych - misjonarzy, do kapłanów i do wszystkich ludzi, szczególnie tych najdalszych. Staje się prawdziwie „siostrą powszechną”! Jej czuła i uśmiechnięta miłość wyraża głęboką radość, której tajemnicę nam ujawnia: „Jezu, moją radością jest kochać Ciebie” (Poezja 45/7). W owym kontekście cierpienia, żyjąc największą miłością w najdrobniejszych sprawach codziennego życia, Święta doprowadza do wypełnienia swe powołanie bycia Miłością w sercu Kościoła (por. Rkps B, 3v).

Teresa zmarła wieczorem 30 września 1897, wypowiadając proste słowa: „Boże mój, kocham Cię!”, spoglądając na krucyfiks, który trzymała w swych dłoniach. Te ostatnie słowa Świętej są kluczem całej jej nauki, jej odczytywania Ewangelii. Akt miłości, wyrażony w tym ostatnim tchnieniu, był jakby nieustannym oddechem jej duszy, jak uderzenie serca. Proste słowa „Jezu, kocham Cię” znajdują się w centrum wszystkich jej pism. Akt miłości do Jezusa zanurza ją w Trójcę Przenajświętszą. Pisze ona: „Ach, wiesz to, Boski Jezus, że Cię kocham, Duch Miłości rozpala mnie swoim płomieniem, a kochając Ciebie, przyciągam Ojca” (Poezje 17/2).
Drodzy przyjaciele, również my wraz ze świętą Teresą od Dzieciątka Jezus powinniśmy móc powtarzać codziennie Panu, że chcemy żyć w miłości do Niego i do innych, uczyć się w szkole świętych oraz kochać prawdziwie i całkowicie. Teresa jest jedną z tych „maluczkich” z Ewangelii, którzy pozwalają, aby Bóg prowadził ich w głębię swej tajemnicy. Jest przewodniczką dla wszystkich, przede wszystkim zaś dla tych, którzy w ludzie Bożym pełnią posługę teologów. Z pokorą i miłością, wiarą i nadzieją Teresa wkracza ciągle w serce Pisma Świętego, które otwiera na nowo Tajemnicę Chrystusa. I taka lektura Biblii, karmiona nauką miłości, nie przeciwstawia się nauce akademickiej. Nauka świętych bowiem, o której ona sama opowiada na ostatniej stronie „Dziejów duszy”, jest nauką najwyższą. „Rozumieli to wszyscy święci, a najlepiej może ci, którzy na cały świat roznieśli światło nauki ewangelicznej. Czyż św. Paweł, Augustyn, Jan od Krzyża, Tomasz z Akwinu, Franciszek, Dominik i tylu innych wybitnych Przyjaciół Boga, nie w modlitwie czerpali ową mądrość Bożą, wprawiającą w zdumienie największych geniuszy?” (Rkps C, 36 r). Eucharystia, nierozdzielna od Ewangelii, jest dla Teresy Sakramentem Miłości Boga, który uniża się aż do końca, aby wznieść nas aż do Siebie. W swym ostatnim Liście - na temat obrazu, który przedstawia Dzieciątko Jezus w konsekrowanej hostii, Święta pisze następujące proste słowa: „Nie mogę lękać się Boga, który dla mnie stał się tak mały (...) Kocham Go!... ponieważ On jest tylko miłością i miłosierdziem!” (List 266).
W Ewangelii Teresa odkrywa przede wszystkim Miłosierdzie Jezusa, tak iż stwierdza: „Mnie obdarzył On swoim nieskończonym Miłosierdziem, w świetle którego rozważam i adoruję wszystkie pozostałe doskonałości Boże. Wszystkie one ukazują mi się opromienione miłością, nawet sama Sprawiedliwość (ona może nawet bardziej niż inne) wydaje mi się przyodziana miłością...” (Rkps A, 84r). Tak oto wypowiada się również w ostatnich wierszach „Dziejów duszy”: „Zaledwie skieruję wzrok na świętą Ewangelię, a natychmiast czuję wonności życia Jezusa i wiem, z której strony płyną... Nie jest to pierwsze miejsce, ale ostatnie, na które się rzucam... Czuję to, nawet gdybym miała na sumieniu wszystkie grzechy, jakie można popełnić, poszłabym z sercem złamanym przez pokutę, aby rzucić się w ramiona Jezusa, wiem bowiem, jak bardzo kochasz syna marnotrawnego, który wraca do Ciebie” (Rkps C 36v-37r). „Ufność i Miłość” są zatem ostatnim punktem opowieści o jej życiu, dwoma słowami, które niczym latarnie morskie rozświetliły całą jej drogę świętości, aby mogła prowadzić innych tą samą swoją „małą drogą zaufania i miłości”, od dziecięctwa duchowego (por. Rkps C, 2v-3r; List 226). Chodzi o ufność, taką jak u dziecka, gdy oddaje się w ręce Boga, nieodłączną od mocnego, radykalnego zaangażowania się prawdziwej miłości, będącej całkowitym darem z samego siebie, jak mówi Święta, kontemplując Maryję: „Kochać to dawać wszystko wraz z sobą bez miary!” (Dlaczego kocham Cię, Maryjo!; Poezje 54/22). Tak oto Teresa wskazuje nam wszystkim, że życie chrześcijańskie polega na pełnym przeżywaniu łaski Chrztu w całkowitym dawaniu siebie Miłości Ojca, aby przeżywać jak Chrystus, w ogniu Ducha Świętego, tę samą Jego miłość ku innym.

CZYTAJ DALEJ

Abp Kupny: "Dziękuję Bogu za tak wielu szlachetnych ludzi..."

2020-10-01 21:39

ks. Łukasz Romańczuk

Ks. abp Józef Kupny przewodniczył dziś w Katedrze wrocławskiej, Mszy św. w intencji mieszkańców Wrocławia. W sposób szczególny pamiętano o zmarłych w wyniku COVID-19 i tych, służących innym w czasie pandemii. Uroczystość ta odbyła się w ramach 38. Wrocławskiej Księgi Pamięci.

Wszystkich zgromadzonych na liturgii przywitał proboszcz katedry, ks. kan. Paweł Cembrowicz. W wygłoszonej homilii, ks. abp Józef Kupny przestrzegał przed spostrzeganiem Pisma Świętego jako dzieła historyczne, co może prowadzić do odbierania go jako wydarzenia minione, nie mające żadnego odniesienia do współczesności.

Przy takim podejściu gubi się kerygmatyczny charakter Pisma Świętego. Przestaje ono być orędziem Boga skierowanym do człowieka każdej epoki i czasu - mówił.

Odnosząc się do przeczytanej chwilę wcześniej Ewangelii o wyznaczeniu 72 uczniów, metropolita wrocławski zwrócił uwagę na posłanie wybranych uczniów, których zadaniem była pomoc apostołom w ich działaniu.

- Tamto wydarzenie uświadamia nam jak ważna jest dzisiaj, w czasie trwającej pandemii, współpraca, wzajemna pomoc, solidarność - powiedział.

W swoich dalszych słowach, abp Kupny skierował słowa szacunku do osób, które służą chorym, narażając przy tym swoje życie i zdrowie.

– Dziękuję Bogu za tak wielu szlachetnych ludzi, którzy w ostatnim czasie wypełniali misję, jaką jest troska o zdrowie innych i walka z epidemią. Być może byli wśród nich tacy, z którymi w wielu sprawach się nie zgadzaliśmy. Być może dzieliły nas poglądy, przekonania, a nawet różniła nas wyznawana wiara - zauważył ks. abp i kontynuując powiedział - Jednak to, co się wydarzyło, wspólna służba chorym, nauczyła nas szacunku dla każdego człowieka i dobrze by było, gdyby ta postawa w naszym mieście i społeczeństwie przetrwała.

Metropolita wrocławski przywołał trudny czas lockdownu i tych, którzy angażowali się w pomoc, a niekoniecznie byli związani ze służbą zdrowia.

- Myślę o tych, którzy przygotowywali i dowozili posiłki dla pracowników służby zdrowia, szyli maseczki. Myślę o dziennikarzach, którzy dbali o to, by głos lekarzy słyszało społeczeństwo. Myślę o tych, którzy zgłaszali się jako wolontariusze do opieki nad chorymi, kupowali sprzęt medyczny, robili zakupy dla pozostających w domu - wyliczał abp Kupny.

Kontynuując, hierarcha zwrócił uwagę, że zaangażowanie wielu ludzi, w tym trudnym czasie, uzmysłowiło potrzebę pomocy drugiemu człowiekowi i pokazało pewnego rodzaju zależność od siebie.

Ks. Arcybiskup odniósł się także do kwestii duchowych.

- Zaczęliśmy dostrzegać wartość prostych gestów i słów. Przekonaliśmy się, że rzeczywistość wirtualna nie zastąpi spotkania z drugim twarzą w twarz. A oglądanie Mszy św. w telewizji nie nakarmi naszej duszy - mówił.

Podczas Mszy św. zbierane były pieniądze na zakup nawilżaczy z jonizatorem dla jednego z domów pomocy społecznej. Po zakończonej Eucharystii wręczone zostały statuetki SuperDiament i Laury Wrocławia.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję