Reklama

Konflikty zbrojne

Bliski Wschód w zapaści, pokój coraz większą utopią

Pokój na Bliskim Wschodzie wydaje się coraz większą utopią. Bez powrotu do dialogu oraz odbudowywania porozumienia i wzajemnego zaufania przyszłość tego regionu jawi się w czarnych barwach.

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

wojna

Bliski Wschód

Vatican News

Abp Pierbattista Pizzaballa

Abp Pierbattista Pizzaballa

Wskazuje na to administrator apostolski łacińskiego Patriarchatu Jerozolimy abp Pierbattista Pizzaballa, który uczestniczył w internetowej konferencji poświęconej realiom Ziemi Świętej i Bliskiego Wschodu. Została ona zorganizowana przez Wielkiego Mistrza Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie z okazji przypadającego na 25 października święta Matki Bożej Królowej Palestyny.

Reklama

Abp Pizzaballa ostrzegł przed możliwością coraz większych napięć na Bliskim Wschodzie. Zauważył, że w obecnej sytuacji nie do przyjęcia byłaby rezygnacja z rozwiązania, jakim jest powstanie dwóch państw: izraelskiego i palestyńskiego. Podkreślił, że istnieje pilna potrzeba budowania zaufania, a mur jest znakiem jego braku, jest oznaką braku perspektyw, dlatego ważne jest, by znaleźć polityków, którzy mają wizję i którzy wezmą na siebie odpowiedzialność za przyszłość tego regionu.

„Porozumienie między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, zawarte dzięki mediacji prezydenta Donalda Trumpa, jeszcze bardziej izoluje Palestyńczyków. Kwestia izraelsko-palestyńska od dawna już zniknęła z agendy bieżących spraw międzynarodowych. Palestyńczycy są już wystarczająco długo izolowani. Teraz nawet w świecie arabskim wpadli w jeszcze większe wykluczenie – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Pizzaballa. – Musimy zadać sobie pytanie, jak z tego wyjść, jak iść dalej. Nie będzie stabilizacji na Bliskim Wschodzie, dopóki nie znajdzie się jasne i godne rozwiązanie dla narodu palestyńskiego. Kwestia ta wpisuje się kontekst bliskowschodni, który przechodzi wielką transformację: sprawa libańska, wojna w Syrii i interwencjonizm prezydenta Tayyipa Recepa Erdoğana wskazują, że na Bliskim Wschodzie zmieniają się struktury. Największymi graczami są Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska oraz Iran. Należy też pamiętać o Rosji, USA i Chinach. Liban, Syria i Irak znajdują się na polu bitwy. Natomiast Europa jest tak pogrążona w swoich własnych problemach, że chyba zapomniała o kwestiach międzynarodowych.“

W rozmowie z papieską rozgłośnią abp Pizzaballa przypomniał też o dramatycznych skutkach pandemii na Bliskim Wschodzie. Wywołała ona nie tylko poważny kryzys sanitarny, ale przede wszystkim negatywnie odbiła się na życiu społecznym i gospodarczym. Pandemia stała się szczególnym ciosem dla terytoriów palestyńskich, które potrzebują natychmiastowej pomocy.

2020-10-23 19:35

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Podaruj święta rodzinom poszkodowanym w konfliktach na Bliskim Wschodzie

2020-11-10 17:56

[ TEMATY ]

Boże Narodzenie

Bliski Wschód

Laurentmesphotos/pixabay.com

Tęsknią za swoimi domami, za bliskimi, których długo nie widzieli. Boże Narodzenie obudzi w nich wspomnienie normalności, której pozbawiła ich trwająca już prawie 10 lat wojna. Biorąc udział w programie Rodzina Rodzinie możemy symbolicznie zaprosić ich do wigilijnego stołu. Chwila radości, jaką im damy, będzie bezcenna.

Farid ma niespełna 30 lat, a od pięciu mieszka w Polsce. Jest jednym z 12 milionów Syryjczyków, którzy z powodu krwawej wojny domowej opuścili swoje domy w Syrii. W święta Bożego Narodzenia będzie myślał o tych bliskich, którzy tam zostali. Przypomni sobie, jak wszyscy razem wybierali się do kościoła na mszę o osiemnastej, jak po powrocie do domu siadali do stołu zastawionego postnymi potrawami.

Wigilia poza domem

– Mieliśmy też choinkę i świętego mikołaja, który co roku przynosił prezenty – zupełnie jak w Polsce. W kościołach i domach ustawiało się grotę betlejemską z figurkami. Boże Narodzenie to dla Syryjczyków najbardziej radosne i najważniejsze święta, tak jak dla Polaków – mówi Farid.

Mimo że w swoim kraju ukończył prestiżowe studia, w Polsce pracuje jako kelner. Ale nie narzeka. Ma gdzie mieszkać, nie martwi się, za co przeżyje kolejny miesiąc, nie boi się, że do jego dzielnicy wkroczą uzbrojone bojówki i rozpęta się piekło. Niepewność jutra, brak perspektyw, obawa o najbliższych – wciąż są udziałem tych, którzy z Syrii nie wyjechali. Część z nich pozostała w swoich domach, ale ok. 6 milionów ludzi musiało szukać innego schronienia. To tzw. przesiedleni wewnętrznie; pozostali uchodźcy wyjechali za granicę. Syryjczykom, którzy pozostali w Syrii, pomagają Polacy biorący udział w programie Rodzina Rodzinie realizowanym przez Caritas Polska. To największy w historii naszego kraju projekt pomocy zagranicznej.

Efekt skali

– Program polega na udzielaniu przez polskie rodziny finansowego wsparcia rodzinom syryjskim, przy czym wysokość tego wsparcia jest zróżnicowana i zależy od możliwości darczyńców – wyjaśnia Sylwia Hazboun, koordynatorka programu. – O tym, że pomoc ma realny wpływ na życie objętych nią Syryjczyków, decyduje jej regularność i efekt skali. Jak dotąd do akcji włączyło się ponad 20 tys. darczyńców z Polski, którzy przekazali już 57 mln zł. Ze wsparcia skorzystało 9 tys. rodzin. Pomagamy głównie Syryjczykom, a od niedawna także rodzinom z izolowanej Strefy Gazy, które również są w bardzo trudnym położeniu. Przekazane w ramach programu pieniądze pozwalają na zakup żywności i leków, sfinansowanie leczenia i rehabilitacji poszkodowanych w wyniku działań wojennych. Pamiętajmy, że wielu spośród tych ludzi, oprócz domu, zostało też pozbawionych możliwości zarobkowania; inni zarabiają tak mało, że ledwo wiążą koniec z końcem – przypomina Sylwia Hazboun.

Czy jest w nas jeszcze radość

Riad Bittar ma 57 lat, cukrzycę, nadciśnienie i rodzinę, którą z trudem utrzymuje. Od lat prowadzi sklep z narzędziami w przemysłowej dzielnicy Aleppo, ale podczas oblężenia miasta nie mógł pracować, bo dookoła trwała wojna. Nie było wody i prądu, kolejni sąsiedzi wyjeżdżali, a oni zostali – Riad, jego żona Aida i troje dzieci: 24-letnia Christine, 20-letni Jean i 15-letnia Noel. Christine jest na stażu w klinice dentystycznej, Jean studiował elektronikę (niedawno skończył studia), a Noel chodzi do 10. klasy. Z tej trójki pracuje najstarsza Christine, ale zarobki stażystki ledwo pozwalają na opłacenie dojazdów do pracy. W przetrwaniu najtrudniejszych chwil całej piątce pomógł program Rodzina Rodzinie. Dzięki niemu Riad może kupić m.in. leki dla schorowanych rodziców. Tegoroczne Boże Narodzenie na pewno będzie dla jego rodziny inne niż te, które wszyscy pamiętają sprzed wojny.

– Spotykaliśmy naszych wujków i ciocie w każde święta. Przyjeżdżali do nas aż z Wenezueli, bo kochają tradycje świąteczne w Syrii. Mój wujek przebierał się za świętego mikołaja, co było dla nas, jako dzieci, wielką radością. Tydzień przed ich przyjazdem do Syrii moja babcia i mama już zaczynały przygotowywać pyszne jedzenie, stroiliśmy choinkę i cały dom, łącznie z balkonem. Wszędzie były piękne światła, symbolizowały naszą radość – wspomina Jean. Dziś o gościach nie ma mowy, rodzinie ledwie starcza pieniędzy na codzienne potrzeby.

– Nawet nie wiemy, czy jakkolwiek będziemy w stanie świętować Boże Narodzenie. Nie wiem, czy jest w nas jeszcze jakaś radość. Nie stać nas na nic. Tęsknimy za bliskimi, których już z nami nie ma – nie kryje smutku Riad.

– Gdybyśmy tylko mogli spotkać naszych darczyńców, usiąść z nimi przy wspólnym stole, nie przestawałabym im dziękować. Dajecie nam nie tylko pieniądze, ale także wsparcie psychiczne. Codziennie nam udowadniacie, że są na świecie dobrzy ludzie – Aida stara się wnieść do rozmowy choć trochę optymizmu.

Symboliczny stół

– Udział w programie to jakby symboliczne zaproszenie tych wszystkich cierpiących rodzin do naszych wigilijnych stołów – podkreśla ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska. – Pomagając nie pytamy o wyznanie, ale na pewno wspólnota chrześcijańskiej wiary i tradycji sprawia, że czujemy się wyjątkowo blisko związani z naszymi syryjskimi podopiecznymi. Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy już okazali swoją solidarność z rodzinami w Syrii. Tych, którzy chcieliby przystąpić do programu, zachęcam, aby zrobili to właśnie teraz, kiedy nadchodzące święta Bożego Narodzenia będziemy przeżywać inaczej niż w ubiegłych latach, być może w gronie ograniczonym do najbliższej rodziny. Dotykająca nas pandemia niesie trudne doświadczenia, na przykład rozłąki z bliskimi. To z jednej strony sprawia, że uczymy się doceniać najprostsze rzeczy, a z drugiej pomaga nam zrozumieć, co czują inni, o których codzienności nie mieliśmy pojęcia. A od tego zrozumienia tylko krok do realnej pomocy. I o zrobienie tego kroku właśnie teraz, przed Bożym Narodzeniem, gorąco apelujemy – uzupełnia ks. Marcin Iżycki.

Jak pomóc?

wysyłając SMS o treści RODZINA na numer 72052

dokonując wpłaty: na konto 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 (tytuł wpłaty: Rodzina Rodzinie)

obejmując wsparciem konkretną rodzinę za pośrednictwem strony rodzinarodzinie.caritas.pl

CZYTAJ DALEJ

Jestem najszczęśliwszym człowiekiem! - o. Jerzy Tomziński kończy 102 lata!

2020-11-24 09:38

[ TEMATY ]

o. Jerzy Tomziński

Krzysztof Tadej

o. Jerzy Tomziński

o. Jerzy Tomziński

102 lata temu, 24 listopada 1918 r., urodził się o. Jerzy Tomziński. Dwukrotnie był generałem Zakonu Paulinów, trzykrotnie – przeorem Jasnej Góry. Przyjaźnił się z prymasem Polski kard. Stefanem Wyszyńskim oraz z kard. Karolem Wojtyłą. Spotykał się m.in. z papieżami Piusem XII, Janem XXIII, Pawłem VI, Janem Pawłem II, a także z Ojcem Pio.

To jedna z najbardziej fascynujących postaci Kościoła katolickiego w Polsce. – Wszystkim rządzi Opatrzność Boża. Nie ma w życiu przypadków. Jeszcze nikt w historii świata nie wygrał wojny z Panem Bogiem – często podkreśla o. Jerzy Tomziński, paulin.

Najstarszy paulin – o. Jerzy Tomziński wyznaje: – Kiedy wojna się zaczęła, pytałem Pana Boga: Czy przeżyję Hitlera? A potem: Czy przeżyję Stalina? O komunę już nie pytałem, bo myślałem, że jej nie przeżyję. A tu proszę, jaka niespodzianka! Hitlera przeżyłem, Stalina przeżyłem i nawet komunę!

Jasna Góra to całe jego życie

O. Jerzy Tomziński mieszka na Jasnej Górze. Znany jest z ogromnego poczucia humoru, skromności i dobroci serca. Z klasztorem związany jest od najmłodszych lat. Podkreśla, że

Jasna Góra to całe jego życie

. – Znam tu każdy kąt, każdy kamień – dodaje. Jako chłopiec, 15 sierpnia 1932 r., witał na Jasnej Górze prezydenta Ignacego Mościckiego. Kilka lat temu wspominał to wydarzenie: – Pilnowałem furty. Stałem w mundurku, spodnie miałem na kant wyprasowane. Nagle przyjechał prezydent Mościcki. Widzę go, jakby to było dzisiaj. Wysoki mężczyzna, elegancki. Z białym szalikiem, laską, kapeluszem. Jak wszedł, to od razu podał mi rękę. „Witam, panie kawalerze!”. Powiedział to do mnie, prostego chłopca z malutkiej miejscowości, z Przystajni!

W 1935 r. Jerzy Tomziński wstąpił do Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika, nazywanego Zakonem Paulinów. Na Jasnej Górze przeżył II wojnę światową. Był świadkiem, gdy z narażeniem życia ukrywano Żydów, pomagano partyzantom i żołnierzom Armii Krajowej. W czasie wojny przyjął święcenia kapłańskie. W styczniu 1945 r. do Częstochowy wkroczyły wojska Armii Czerwonej. Kilka tygodni później na Jasną Górę przyjechali komuniści, przedstawiciele Rządu Tymczasowego. O. Jerzy został wydelegowany do spotkania z nimi. To jedno z wielu spotkań, które charakteryzuje tego zakonnika – otwartość na ludzi, życzliwość, szczerość. W filmie „Światem rządzi Bóg” wspominał to spotkanie: „Z 15 chłopów weszło. W buciorach, w kufajkach. Jednym z nich był premier Osóbka-Morawski. Spytałem, czego chcą. Odpowiedzieli, że przyjechali zamówić nabożeństwo. Wziąłem książkę intencji. Wpisałem na 25 marca 1945 r. Mszę św. w intencji Ojczyzny. Jak to zrobiłem, to powiedzieli, że nie mają pieniędzy. Mówię – trudno. Osóbka-Morawski spytał: A czego potrzeba? Odpowiedziałem, że szyb nie mamy, bo wszystkie wyleciały z klasztoru, jak wycofywali się Niemcy. – W Kielcach mamy hutę szkła – odpowiedzieli. Jeden z nich zaczął coś pisać na świstku papieru. Jak mi to dali, to mówię: Panie premierze, tak bez pieczątki to wydadzą nam coś na to? I zacząłem się śmiać. A on: Proszę księdza, niech się ksiądz z nas nie śmieje. Bo my będziemy mieli i samochody, i wszystko. I proszę sobie wyobrazić, że na ten świstek papieru w Kielcach dali nam dwie tony!”.

Świadek cudów i nawróceń

W 1945 r. o. Tomziński został mianowany kustoszem jasnogórskiego sanktuarium. Cztery lata później został proboszczem i kustoszem sanktuarium maryjnego w Leśnej Podlaskiej, jednak w 1951 r. zmuszono go do opuszczenia tego sanktuarium. Powrócił na Jasną Górę, gdzie kapituła wybrała go na przeora.

O. Tomziński nieraz opowiada, że od pierwszych dni pobytu na Jasnej Górze był świadkiem wielu cudów i nawróceń. – Ludzie pospadaliby z krzeseł z wrażenia, gdybym podał nazwiska osób, które się tutaj nawróciły. To byli na przykład wielcy komuniści – mówi i dodaje: – Kto tu nie był! Ilu ludzi się nawróciło przed obrazem Matki Bożej! Przyjeżdżali z zaciekawieniem i nagle się nawracali. Pan Bóg każdego dnia dokonuje na Jasnej Górze cudów. Ja jestem tego świadkiem.

Świadek historii

O. Jerzy Tomziński był świadkiem wielu ważnych wydarzeń historycznych, niektóre z nich organizował – np. Jasnogórskie Śluby Narodu 26 sierpnia 1956 r., na które przybyło milion wiernych. Gdy aresztowano kard. Stefana Wyszyńskiego, o. Tomziński m.in. z Marią Okońską – jedną z najbliższych współpracowniczek Prymasa Polski – zaczął codzienne modlitwy przed Cudownym Obrazem Matki Bożej w intencji uwolnienia kard. Wyszyńskiego. Tak rozpoczął się słynny Apel Jasnogórski.

Spotkanie z Ojcem Pio

W 1957 r. o. Tomziński wyjechał na studia do Rzymu. Początkowo władze nie chciały mu dać paszportu. Po interwencji władz Kościoła udało mu się opuścić kraj i zacząć studia na słynnym Uniwersytecie Gregoriańskim. W czasie pobytu we Włoszech wyjechał do San Giovanni Rotondo, gdzie mógł porozmawiać ze słynnym zakonnikiem Ojcem Pio. Tak wspominał te chwile: „Bardzo chciałem zobaczyć jego stygmaty. Rano byłem na Mszy św. Wrażeń nie da się powtórzyć. To było misterium. Odprawiał bardzo poprawnie. Nie przeciągał, nie nudził kazaniem. Po konsekracji zobaczyłem, że jak patrzył na Hostię, to widział Pana Jezusa. Takie miałem odczucie. Z tych przeżyć zapomniałem o stygmatach i jak spojrzałem na rękę, to już ją zasłonił habitem. Potem poszedłem do zakrystii. Ojciec Pio przyszedł, błogosławił ludzi, głaskał dzieci po głowie, uśmiechał się i nagle zobaczył młodego człowieka. Spojrzał na niego, uśmiech mu zniknął i ryknął: Precz! Ten młody człowiek spuścił wzrok i szybko wyszedł”.

O. Jerzy spotkał się jeszcze raz z Ojcem Pio w klasztorze i tam rozmawiał z tym przyszłym świętym. Na koniec klęknął i poprosił o błogosławieństwo. – Ojciec Pio powiedział na cały głos: – Niech Bóg cię błogosławi – i ręką nacisnął na moją głowę. Poczułem narośl na jego dłoni, tak jakby to był orzech włoski. I spełniło się to, co chciałem – opowiada o. Jerzy. I z uśmiechem dodaje, że do dzisiaj zjawiają się w klasztorze osoby, które chcą go dotykać. Dlaczego? Bo kiedyś, przed laty, dotykał go sam Ojciec Pio!

Świadek Soboru Watykańskiego II

O. Jerzy Tomziński uczestniczył w Soborze Watykańskim II. Przyczynił się do krzewienia kultu Matki Bożej Częstochowskiej, przygotowując Jej wizerunki dla wszystkich ojców soborowych. Rozdawał je w 1965 r. kard. Stefan Wyszyński.

Siły czerpie od Pana Boga

Po powrocie do Polski o. Jerzy aktywnie uczestniczył w życiu zakonnym. Opisanie jego działalności wypełniłoby kilka tomów książek. Był m.in. jasnogórskim kronikarzem, korespondentem Radia Watykańskiego i Biuletynu Biura Prasowego Sekretariatu Episkopatu Polski, pisał do Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, wchodził w skład zespołu redakcyjnego „Niedzieli”. W 1990 r. został kolejny raz przeorem. W czasie tej kadencji przygotowywał w sanktuarium VI Światowe Dni Młodzieży (1991 r.) z udziałem Jana Pawła II. Jego wspomnienia dotyczące rozmów z kard. Stefanem Wyszyńskim i Janem Pawłem II stanowią bezcenne źródło dla historyków.

Wielu osobom odwiedzającym Jasną Górę o. Jerzy kojarzy się ze skromnością i uśmiechem. Kilkoma zdaniami potrafi pocieszyć, dodać sił i zbliżyć ludzi do Boga. Można o nim usłyszeć, że to „święty kapłan, który siły czerpie od Pana Boga i jest znakiem, że Bóg istnieje”. Zapytany, czy nie żałuje, że wybrał życie zakonne, bez wahania odpowiedział: „Ani sekundy nie żałowałem. Ani sekundy! Jestem

CZYTAJ DALEJ

Konferencja prasowa Mateusza Morawieckiego oraz Adama Niedzielskiego

2020-11-25 17:14

[ TEMATY ]

Mateusz Morawiecki

Adam Niedzielski

facebook.com/MorawieckiPL

Spadek dziennej liczby zakażeń to dobry sygnał. To znaczy, że nasze działania przynoszą realne skutki. Ale jeszcze ważniejszy jest inny wskaźnik - liczba zajętych łóżek i respiratorów. Za tym stoi też liczba ozdrowieńców.

- Kolejny dzień notujemy niższą liczbę zakażeń niż 20 tys. ale jeszcze ważniejszy jest wskaźnik liczby łóżek i respiratorów. Przyrasta liczba dostępnych łóżek- powiedział premier.

Dodał, że -cały czas poziomu zakażeń nie możemy uznać za sygnał trwałej stabilności. Na całym świecie trwa wyścig z czasem w obszarze wynalezienia leku i szczepionek. Nie mamy w tej chwili odpowiedniego leku, ale wiemy, że osocze ozdrowieńców podane w odpowiednim momencie potrafi wzmocnić szanse na wyzdrowienie osób chorych na COVID-19.

- Oddanie osocza to tylko 30 min. - może ono oznaczać życie dla kogoś innego- wspomniał.

- Osocze ozdrowieńców jest tym lekiem, który na tym etapie walki z pandemią jest bardzo ważny. Jest substancją ratującą życie, dlatego jeżeli ktoś decyduje się na oddanie osocza, to nie jest to tylko szlachetny czyn, ale to jest akt, który może oznaczać uratowanie życia, zdrowia wielu innym osobom.

- Z punktu widzenia pewnych korzyści dla osób oddających osocze, chcemy podkreślić, że można korzystać z ulgi podatkowej PIT, tzw. ulgi na darowizny i dwóch dni wolnego od pracy, a także ulgi na transport kolejowy czy miejski oraz pakiet konsultacji medycznych.

- Prawdziwą nagrodą jest to, kiedy ktoś, kto oddaje osocze, może podarować je innemu, choremu. Dobra nie sposób jest wycenić. Ten akt oddania osocza wiąże się z czymś najbardziej cennym - przekazaniem naszego daru drugiej osobie i dzięki temu ta druga osoba może wyzdrowieć.

- Kto może oddać osocze? To osoby pomiędzy 18 a 65 rokiem życia, które przeszły COVID-19 co najmniej 28 dni wcześniej, które nie biorą leków i czują się dobrze.

Mateusz Morawiecki powiedział, że - kluczowym warunkiem jest to, żeby ozdrowieńcy posiadali w organizmie przeciwciała. Osocze oddane jest od osób, które czują się zdrowe. Wszystkim ludziom, którzy do dzisiaj oddali osocze chciałem bardzo gorąco podziękować.

Przypomniał, że - warto wymienić, że do dzisiaj osocze oddali np. pan prezydent Andrzej Duda, prezydent Wrocławia pan Jacek Sutryk, górnicy z kopalni Murcki-Staszic w Katowicach, także ojcowie Paulini z Jasnej Góry, mistrzowie Polski hokeiści GKS Tychy, hokeiści z Podhala Nowy Targ, policjanci z Radziejowa, piłkarze Śląska Wrocław, czy siatkarze, trener i prezes Trefla Gdańsk.

- Osocze podano już ok. 8 tys. osób. Za tą liczbą kryje się konkretny człowiek, a za nim szansa na wyzdrowienie i przeżycie- dodał. Nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, ilu ludziom Państwo uratowaliście życie, ale to na pewno setki albo tysiące. Państwo, którzy oddajcie osocze, dajecie nadzieję i szansę na ozdrowienie.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję