Reklama

Minął tydzień

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Teraz musimy mroźnych dni zwlekanie
przetrwać w oporu zimującej korze,
broniąc się ciągle, nieczuli na wianie
głębokich wiatrów, otwartych w przestworze.
Mocna jest noc, odległe jej stąpanie,
cicha namowa tlącej lampy; może
dasz się pocieszyć: mróz, grudy, zdrętwienie
zwiastują już jutrzejsze miękkie tchnienie.
(R. M. Rilke, Zimowe stance)

Ekologii ciąg dalszy...

Reklama

Proponując refleksję o ekologii, myślałem o potrzebie zwrócenia uwagi na palącą konieczność zatroskania o środowisko jako pole ludzkiej doczesności i zadanie na wieczność. Nie ulega wszak żadnej wątpliwości - dla ludzi wierzących - że nasz stosunek do ziemi, tego miejsca ludzkiej realizacji i dojrzewania do wieczności, jest ważnym składnikiem spotkania z Panem dziejów u końca naszego życia. Stosunek do środowiska naturalnego uwarunkowany jest uczciwym pojmowaniem naszej duchowości i troski o nią.
Uroczystość Bożego Ciała jest zawsze, i taka niewątpliwie dla wierzących była tego roku, spektakularną katechezą, mówiącą o naturalnym zjawisku przenikania się w życiu dwóch rzeczywistości, Bożej i ludzkiej - sacrum i profanum. Codzienność pochłania większość czasu. Dobrze wykorzystana, jest spełnieniem biblijnego nakazu czynienia sobie ziemi poddaną. Niedzielna Eucharystia, codzienna modlitwa to blaski sacrum, które przypominają nam o potrzebie troski czynienia ziemi życzliwszą dla osiągnięcia celu, jakim jest zbawienie wieczne. Eucharystyczna procesja Bożego Ciała, zgodnie z treścią śpiewanej pieśni, jest czasem, kiedy Jezus "zagrody nasze widzieć przychodzi" . Ta "wizytacja" podyktowana jest troską Jezusa także o naszą doczesną dostatniość. Wszak chce wiedzieć, "jak się Jego dzieciom powodzi" . Mądrość Tradycji i doświadczenia pokoleń syntetyzuje się w słowach tej starodawnej pieśni. Pochyleni w kornej adoracji, nasi praojcowie wyrażali w ten sposób, bezsłownie, swoje dziękczynienie za dar doczesnej dostatniości, ale, jakże często, zapraszali Jezusa - jak bohater dramatu Zofii Kossak-Szczuckiej - do swoich sadyb, przepełnionych biedą i niedostatkiem. Głęboka wiara kazała im wierzyć, że Jezus wyjdzie naprzeciw ich biedzie, usłyszy prośby. Odświętnie ubrane domy, świąteczny, choć czasem ubogi strój, były zewnętrznymi znakami gotowości przyjęcia w gościnę Tego, który domostwa ludzkie nawiedzić pragnie. Z tego duchowego uniesienia rodziła się postawa szacunku wobec daru Bożego, jakim był chleb. Zdegustowany pogardą tego daru w stolicy ówczesnej kulturalnej Europy - Paryżu, pisał nostalgicznie Norwid: Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba/ Podnoszą z ziemi przez uszanowanie/ Dla darów Nieba.../ Tęskno mi, Panie... Kiedy dziś przemierzamy ulice miast i wiosek, przypomina się ten wiersz. Boli pogarda dla Gościa, któremu nie chce się oddać nawet odrobiny czasu. Często otwarte sklepy, szeregi gapiów, dziwnie obco czujących się w klimacie sacrum, każą zastanowić się nad etosem współczesnego realizowania Ewangelii.
Jak wspomniałem, procesja Bożego Ciała jest plastyczną katechezą, ukazującą potrzebę przeniknięcia codziennego profanum darem sacrum. Nie jest to rzecz nowa. Doświadczenie pokoleń, bogactwo tradycji przekazało nam to w sposób bardzo jasny i oczywisty. Któż z nas nie wychował się w klimacie szacunku dla chleba. Ujawniał się on w znaku krzyża czynionym na nowo rozpoczynanym bochenku. Sacrum wyrażało się w geście całowania okruchu chleba, który przez nieuwagę upadł na ziemię. Nikt nam, jako dzieciom, nie tłumaczył tego znaku. Chłonęliśmy go bezwiednie i wpisywaliśmy w nasz kulturowy kod genetyczny jako rzecz ważną, świętą. Dziś warto wrócić do tej myśli, do tego bogactwa Tradycji. Widok dzieci, młodzieży rzucającej w siebie chlebem nie może być tylko powodem do narzekania. To sygnał do refleksji - czy w naszym domu chleb znaczy się krzyżem, czy dba się o upadające kruszyny chleba? Dzieci są wrażliwe. Nie pytają, patrzą i wpajają w swoje jestestwo świadectwo rodziców. Szacunku do człowieka uczy się przez poszanowanie jego pracy, jego darów. Chleb jest darem Boga i owocem ludzkiej pracy. Cząstkę tego chleba Pan przemienia w swoje Ciało.
Obraz naszych miast i wsi w dniu Bożego Ciała każe zwrócić uwagę na zaniedbania, na porzucenie Tradycji. Nie można niczym wytłumaczyć widoku otwartych w dzień świąteczny sklepów i znudzonych gapiów. Jest oznaką arogancji religijnej ta chęć świątecznego zysku. Bo czy godziwy jest zarobek na piwie, czy nawet mocniejszym alkoholu, czerpany od mężczyzn, którzy nawet w dzień świąteczny zamiast iść do domu, by cieszyć się darem Eucharystii, profanują radość rodzinnego spotkania przy stole obdarowania doczesnym chlebem...
Ojciec Święty w swoim liście apostolskim Novo millennio ineunte pisząc o Eucharystii zauważa: "Chciałbym (...) raz jeszcze przypomnieć, podobnie jak to uczyniłem w liście apostolskim Dies Domini, że udział w Eucharystii powinien naprawdę być dla każdego ochrzczonego sercem niedzieli. Jest to powinność, której nie można pominąć, a przeżywać ją należy nie tylko jako wypełnienie przepisanego obowiązku, ale jako niezbędny element prawdziwie świadomego i spójnego życia chrześcijańskiego" (36).
W dalszej części wspomnianego listu Jan Paweł II zauważa, że owo świadome i spójne z doczesnością świadectwo dnia wyjętego z codziennego porządku pracy i zabiegania będzie dla świata, który dąży do pluralizmu filozofii i modeli życia, ważnym znakiem chrześcijańskiej tożsamości. Uszanowanie dla tej formy obecności Jezusa, jakim jest procesja Bożego Ciała, jest najprostszym weryfikatorem akceptacji prawd ewangelicznych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Najcenniejszy prezent

Reklama

Z radością trzeba zauważyć, że w polskim Kościele rozwija się praktyka częstej Komunii św. Oprócz wielkiej liczby przystępujących do Komunii w dniach świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy obserwuje się ciągle rosnącą praktykę "pierwszych piątków" miesiąca. W Polsce wierni korzystają z sakramentu pokuty i ofiarują najcenniejszy dar - Eucharystię także swoim zmarłym w dniu Wszystkich Świętych, a także przy rocznicach śmierci czy szczególnych wydarzeń. Jest to niewątpliwie owoc duszpasterskich wysiłków, przybliżający ludziom prawdę o znaczeniu Komunii św. i związanych z nią odpustów tak ważnych dla zmarłych. Wiem, że podobne "zabiegi" duszpasterskie czynione są w odniesieniu do innych wydarzeń ludzkiego życia, jak Pierwsza Komunia św. dzieci, bierzmowanie czy uroczystość sakramentu małżeństwa.
Na ten ostatni moment chciałbym zwrócić szczególną uwagę. Dzień ślubu to początek drogi, budowanie Kościoła domowego. Jak powiedział jeden z ostatnich Habsburgów w dniu swego ślubu, rozpoczyna się czas wspólnej drogi do nieba. Dwoje młodych ludzi staje się odpowiedzialnymi za wspólne zbawienie i umożliwienie tego zbawienia swoim dzieciom. Nasze uroczystości religijne narażone są dzisiaj na pokusę zewnętrzności - kamery, flesze, troska o niezwykłość w zadowoleniu gości przysłania istotną treść sakramentalnego wydarzenia. To wszystko jest pewnie potrzebne i naturalne. Smutny jest jednak obraz, kiedy do stołu uczty eucharystycznej przystępują tylko nieliczni. Gdyby ta sama liczba zaproszonych gości zasiadła do stołu weselnej radości, byłby to powód do wielkiego smutku dla nowożeńców. Uczyńmy zatem wysiłek, by obok potrzebnych i pomagających w rozpoczęciu nowego życia darów doczesnych nie brakło dla młodych daru największego, jaki mogą dać wierzący - daru Komunii św. Niewykluczone, że ten właśnie "prezent" okaże się siłą w chwilach kryzysów, niepokojów.

Nie niszczmy wspólnoty

Czytamy w Dziejach Apostolskich, że pierwsza wspólnota znajdowała moc w swoim rozwoju jakby w czterech źródłach: "Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach" (Dz 2, 42).
Eucharystia prowadzi nieomylnie do wspólnoty. Staje się jej elementem konstytutywnym i jednocześnie, jako owoc, daje poczucie więzi i radości płynącej ze świadomości, że wielu w tym samym momencie wspiera nas w drodze do Ojca.
Ostatnie wydarzenia ukazują, jak bardzo potrzebna jest Polsce wspólnota. Międzywojenne poczucie więzi narodowej pozwoliło w krótkim czasie odbudować zniszczoną po latach niewoli Ojczyznę. Powojenne zniszczenia wielkiej hekatomby dziejów mobilizowały naród, mimo okowów obcej ideologii, do wspólnotowego wysiłku odbudowy Ojczyzny. Dzisiejsza rzeczywistość ukazuje, jak trudne jest znalezienie duchowej wspólnoty. Fasadowość religijna doprowadziła do sytuacji wspólnotowej dezorientacji. Drugi człowiek, traktowany jako element demagogicznej przydatności, stał się dziś ofiarą politycznych, nie patriotycznych zmagań. Oto Gazeta Wyborcza przez wiele tygodni naruszała prawo Polaków do prawdy i godności. Powtarzała, wbrew okolicznościom i faktom, wyimaginowane liczby ofiar strasznego barbarzyństwa, zacierała też fakt zniewolenia Polaków przez terror okupanta i obecność uzbrojonych hitlerowców, strzelających do biednych, wystraszonych ofiar. W zbiorowej mogile znaleziono ponad 80 łusek po pociskach. A jak sprawdzić, czy niektóre z nich nie dosięgły także Polaków?
W ostatnich dniach kolejni Polacy zostali odznaczeni medalami za ratowanie Żydów. Przy tej okazji ambasador Izraela, który wraz z rodzicami uratowany został przez Polaków, dał wyraz swojej wdzięczności. Ekshumacja w Jedwabnem przyznała rację profesorom Strzemboszowi i Nowakowi. Redakcja Gazety podjęła zatem działania próbujące oszukać czytelnika. Teraz teksty panów redaktorów przypominają nieco zachowanie piromana, który podpalił dom, a potem jako pierwszy woła o pomoc i udaje wielce zaangażowanego w akcję gaszenia pożaru.
Gazeta Wyborcza znalazła ostatnio nowy temat - molestowanie dzieci. O co w tym wszystkim chodzi? Czy tylko o słuszną obronę dziecka, czy także o to, aby poderwać zaufanie do Kościoła, instytucji dydaktyczno-wychowawczych, niszczyć autorytety, odgrodzić nauczycieli, księży od dzieci i od ludzi? O wspólników fałszywej propagandy nietrudno. Tak się składa, że znam tego księdza, którego przez kilka dni systematycznie atakowano na łamach GW. Uczciwy i popularny katecheta, pobożny i niezwykle gorliwy proboszcz, od 33 lat pracuje w tej samej parafii, ciesząc się wielkim szacunkiem u ludzi. Bez udowodnienia przez sąd zostaje jednak szkalowany przez "światłych" redaktorów antyklerykalnego pisma. W parafii mu nie zaszkodzą, ale wiadomość "poszła" w świat. Czytelnicy w różnych miejscach pomyślą - jacy to też są ci polscy księża. I o to najprawdopodobniej chodziło pomysłodawcom "akcji". Czekamy, kto będzie następnym oskarżonym!
Naród, który niszczy autorytety, niszczy sam siebie, traci poczucie wspólnoty i staje się igraszką na arenie świata. Spektakularnym tego przykładem jest wprost groteskowa sprawa kradzieży fresków Schulza. Sarkastyczne tłumaczenia przedstawiciela ambasady izraelskiej jeszcze raz potwierdziły, że prawo do prawdy posiadają w Polsce wszyscy, oprócz Polaków.

Pan Jezus czeka

Ludzie żyjący Eucharystią doskonale zdają sobie sprawę, jak żmudny jest wysiłek unikania grzechu. Raz po raz dotykają prochu ziemi w kolejnych upadkach i doświadczają miłosierdzia w sakramencie pojednania. To uczy pokory i w sposób naturalny kieruje człowieka ku drugiemu, który podobnie jak on doznaje skutków poranienia grzechem pierworodnym. Nasze słabości i upadki rodzą pokorę i solidarność w trudzie z innymi. Czymś naturalnym staje się potrzeba nawrócenia, procesu, który nie jest tylko odświętną "galą", ale żmudnym wysiłkiem codzienności. Patrząc na nawiedzane domy, Jezus zda się nawoływać do potrójnego nawrócenia.
Pierwsze jest niewątpliwie nawrócenie religijne. Przewodnikiem na tej drodze może być dla nas św. Augustyn. W różnych filozofiach życia szukał spełnienia pragnień szczęścia. Nadaremnie. Kiedy odkrył Jezusa jako Pana dziejów, napisał w swoich Wyznaniach: "Jakże gorąco pragnąłem, Boże mój, o jakże ja pragnąłem odlecieć od rzeczy ziemskich do Ciebie! A nie wiedziałem, co uczyniłeś ze mną" (III, 4, 7-8). Był jeszcze niepewny przyszłości, żył jeszcze w sposób nieuporządkowany, ale domyślił się, że w każdym przypadku Bóg jest wszystkim, jest ponad wszystkim, że Bóg ma prymat.
Eucharystia jest drogą także dla tych, którzy wychodzą na trasę Jezusowych odwiedzin jako widzowie. W tym ich zaciekawieniu ujawnia się pragnienie serca powierzenia swojego życia Komuś, kto je - jak pisał poeta - "nie zniszczy, ale uwydatni". Nie lękajmy się, że zbyt mocno pokładamy ufność w doczesności. Ten niepokój zanośmy do ołtarza i przyjmując Jezusa, dojrzewajmy do chwili, kiedy jak Augustyn odkryjemy w Nim naszą Opokę.
Patronem drugiego oblicza nawrócenia jest św. Ignacy Loyola. Jest to naprawianie drogi życia, nawrócenie moralne. Ignacy wierzył w prawdę o Jezusie, który jest Panem dziejów. Niestety, jego życie moralne nie potwierdzało tej wiary. Choroba, konieczność długich dni osamotnienia w cierpieniu - wprowadziły go na drogę ascetycznego wysiłku. Ufny w moce Eucharystii, podjął pracę nad sobą, stał się wielkim świętym, założycielem potężnego, do dziś bardzo żywotnego zakonu (Jezuici - red.). Eucharystia jest najprostszą drogą do moralnego rozwoju. Każdy kolejny akt posilenia się Ciałem Jezusa uświadamia nam naszą niegodność. Wprawdzie nigdy nie osiągniemy tu, na ziemi, takiego stanu, byśmy mogli powiedzieć, że przyjmujemy Go godnie, jednak uczciwość i poczucie niegodności mobilizują do coraz większego doskonalenia naszej natury. Wysiłek poszczególnych ludzi, czyniony w imię przygotowania dla Gościa godnego mieszkania, sumuje się w moralne uporządkowanie wspólnoty rodzinnej, koleżeńskiej i narodowej.
Wreszcie trzecie oblicze nawrócenia dotyka sfery intelektu. To, jak się wydaje, pole szczególnie zaniedbane w naszym Kościele. Dewiza przywoływanego już tu św. Augustyna: "Poznaję, aby lepiej wierzyć, wierzę, aby lepiej poznawać", czeka ciągle na realizację w naszych katolickich wspólnotach. Adorując Jezusa w tajemnicy Eucharystii, trudno nie uczynić z tego rachunku sumienia. W naszych diecezjach ciągle z trudnością sprzedaje się prasa katolicka. A przecież bez pogłębiania wiary trudno o poprawne wybory życiowe umotywowane wiarą. Wielu tłumaczy się wysoką ceną. Może to i prawda. Są jednak periodyki, których cena możliwa jest do uwzględnienia w budżecie rodzinnym. Sądzę, że najczęściej problem leży w braku świadomości potrzeby, wprost konieczności pogłębiania wiedzy religijnej. Indyferentyzm intelektualny powoduje, że ulegamy porywom mody, często kosztem zatracenia własnej, chrześcijańskiej godności. Obiegowe opinie zajmują miejsce wiedzy.
Kieruję tę refleksję na czas oktawy Bożego Ciała. Niech na stole naszych serc położone zostaną te trzy dary, jako nasz prezent dla Tego, który "zagrody nasze widzieć przychodzi".

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Realizm duchowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Niedziela Ogólnopolska 28/2005

[ TEMATY ]

święta

pl.wikipedia.org

Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę - czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii. Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”. Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość, nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia. Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu. Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie. Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło. Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu, albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości. Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością. Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę, że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
CZYTAJ DALEJ

Popularna amerykańska influencerka i matka dziewięciorga dzieci nawróciła się na katolicyzm

2026-10-01 07:06

[ TEMATY ]

świadectwo

pexels.com

Amerykańska influencerka w mediach społecznościowych Kelly Ingram ogłosiła zaskakujący krok: ona i jej dziewięcioosobowa rodzina nawrócili się na katolicyzm w Wielkanoc. Poszukiwanie prawdy teologicznej doprowadziło ich do tej decyzji po latach bycia protestantami, a jej kulminacją była prywatna audiencja w Rzymie.

Według jej własnych relacji, rodzina była głęboko zakorzeniona w wierze protestanckiej od dzieciństwa. Sama Ingram podkreśliła: „Nigdy nie zostanę katoliczką” - słowa, które teraz traktuje z humorem i zdumieniem nad własną przemianą. Głębsze zanurzenie się w historię wiary i pragnienie pełnego zrozumienia protestanckich korzeni zapoczątkowały teologiczną podróż pełną odkryć. Wbrew początkowym oczekiwaniom, poszukiwanie prawdy nieuchronnie zaprowadziło jedenastoosobową rodzinę do Kościoła katolickiego. Nawrócenie nastąpiło w 2026 roku.
CZYTAJ DALEJ

Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale?

2026-10-01 21:06

[ TEMATY ]

sumienie

grzech

Agata Kowalska

Co właściwie oznacza grzech zaniedbania i dlaczego tak łatwo przechodzimy nad nim do porządku dziennego? Często skupiamy się na tym, co zrobiliśmy złego, zapominając o dobru, którego zaniechaliśmy. Wyjaśniamy, jak właściwie przygotować się do spowiedzi, co zrobić z zapomnianym grzechem i dlaczego brak działania może mieć poważne konsekwencje moralne.

Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale? Trudno jednoznacznie zrozumieć, o co w tym pytaniu chodzi. Czy chodzi o niewłaściwe przygotowanie do spowiedzi, co prowadzi do zapominania grzechów, które należało wyznać, czy o pomijanie pewnej kategorii grzechów, które np. wymieniamy w ramach tzw. spowiedzi powszechnej („zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”), a nie uwzględniamy w rachunku sumienia, bo nie uważamy ich za poważne występki moralne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję