Reklama

Umiłowali do końca

4 listopada 2004 r., w przededniu święta Wszystkich Świętych i Błogosławionych Towarzystwa Jezusowego, w sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie kard. Józef Glemp - prymas Polski dokona uroczystego zamknięcia procesu informacyjnego 9 sług Bożych, męczenników II wojny światowej, należących do warszawskiej prowincji Jezuitów, a następnie będzie przewodniczył uroczystej Mszy św. koncelebrowanej w intencji ich rychłej beatyfikacji.
Rozpętana 1 września 1939 r. „kampania zbrodni” spowodowała męczeńską śmierć 91 polskich jezuitów: 75 z nich zginęło z rąk Niemców, 15 zamordowali Rosjanie, a jeden poniósł śmierć już z rąk władzy ludowej. Na 127 kapłanów wchodzących w skład warszawskiej prowincji zamordowanych zostało 37, co stanowi 29% stanu personalnego.

Niedziela Ogólnopolska 45/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Aby oprócz oceanu zła, które zalało Europę, wyeksponować dobro zakodowane w naturze ludzkiej, bohaterów miłości Kościół wynosi do chwały ołtarzy.
Jezuici polscy zabiegają o beatyfikację 17 zakonników. Wspomniani kandydaci reprezentują szeroki wachlarz zaangażowań apostolskich: wychowawca dzieci Józef Cyrek (zm. 2 września 1940 r.), profesor uniwersytetu Marian Morawski (zm. 8 września 1940 r.), działacz społeczny Franciszek Kałuża (19 stycznia 1941 r.), kleryk Bronisław Wielgosz (29 kwietnia 1942 r.), wykładowca teologii Stanisław Felczak (9 maja 1942 r.), zakrystian i bibliotekarz Stanisław Komar (15 lipca 1942 r.), historyk Stanisław Bednarski (16 lipca 1942 r.), przełożony Michał Malinowski (13 sierpnia 1942 r.), tłumacz z języka francuskiego Kazimierz Dembowski (22 września 1942 r.), misjonarz ludowy Adam Sztark (19 grudnia 1942 r.), kleryk Stanisław Sewiłło (22 marca 1943 r.), redaktor miesięcznika Czesław Sejbuk (20 kwietnia 1943 r.), nauczyciel gimnazjalny Edmund Roszak (14 lipca 1943 r.), rekolekcjonista i spowiednik Władysław Wiącek (2 sierpnia 1944 r.), publicysta na tematy społeczne Stanisław Podoleński (13 stycznia 1945 r.), introligator Jan Zając (12 lutego1945 r.) oraz kleryk Jerzy Musiał (10 marca 1945 r.).
Różnymi drogami byli prowadzeni przez Pana do aktu męczeństwa, który stał się ukoronowaniem ich życia. Nie mając możliwości zaprezentowania wszystkich, ukażę drogę krzyżową jezuity najsłabszego fizycznie i całkowicie nieprzystosowanego do życia w warunkach obozowych, który od początku nie miał szansy przetrwania nazistowskiego piekła.
Wielki erudyta ks. Marian Morawski (1881-1940) urodził się w Budapeszcie. Na Uniwersytecie Wrocławskim studiował filozofię, języki orientalne i sanskryt. Na Uniwersytecie w Pradze - filologię słowiańską i językoznawstwo porównawcze. W 1906 r. rozpoczął w Krakowie naukę w Seminarium Duchownym. W 1910 r. otrzymał święcenia kapłańskie, następnie udał się do Rzymu, gdzie na Papieskim Uniwersytecie „Gregorianum” uzyskał doktorat z filozofii. Po powrocie do kraju w 1915 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim otrzymał doktorat z teologii. 5 stycznia 1917 r. wstąpił do Jezuitów. W 1920 r. podjął wykłady na Wydziale Teologicznym Towarzystwa Jezusowego w Krakowie. W 1927 r. przeniósł się do Lublina i prowadził wykłady z dogmatyki w Kolegium „Bobolanum” oraz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1934 r. powrócił do Krakowa, aby objąć katedrę teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Rozpoczął też pisanie traktatu o istocie Kościoła w oparciu o katechezę św. Pawła. W chwili wybuchu wojny miał gotowych ok. 1000 stron rękopisu wspomnianego dzieła oraz zaawansowane inne prace teologiczne. Niestety, z jego spuścizny piśmienniczej nic nie ocalało. Przetrwały jedynie liczne artykuły, opublikowane na łamach miesięczników: Collectanea Theologica, Przegląd Powszechny, Sodalis Marianus oraz Wiara i Życie.
10 listopada 1939 r. ks. Morawski został aresztowany przez gestapo. W czerwcu 1940 r. pojechał w transporcie do Auschwitz. W Oświęcimiu z dworca do obozu pędzono więźniów biegiem, a jadący motocyklem żołnierz poganiał ich batem jak zwierzęta.
W obozie do utwardzania gruntu pod przyszły plac apelowy sprowadzono olbrzymi walec. Siłę pociągową stanowili Żydzi i księża. Kto upadł ze zmęczenia, ginął zmiażdżony ciężarem walca. W pewnej chwili ks. Morawski, podtrzymał Żyda, który się zachwiał. Zauważywszy to, popędzający biczem Niemiec Krankenmann okrutnie księdza skatował.
Następnie zatrudniono ks. Morawskiego przy taczkach. Jakiś wyjątkowo ludzki kapo, widząc, że ksiądz jest zbyt słaby do tej pracy, skierował go do czyszczenia cegieł (gwoździem zdłubywał skamieniałą zaprawę murarską). Jednak znany w obozie esesman, o przydomku Ryży Diabeł, z powrotem zabrał go do pracy przy taczkach. Polecił więźniowi nabierać więcej ziemi na łopatę i szybciej ładować taczkę. Gdy Ksiądz temu nie podołał, otrzymał siarczysty policzek. Żołdak odebrał mu łopatę i sam, ubijając ziemię w taczce, napełnił ją powyżej brzegów, następnie rozkazał biec z nadmiernym ciężarem. Po kilku krokach ks. Morawski upadł. Esesman pobił go okrutnie, skopał, na nowo skierował do ładowania taczek i odszedł. Żądny widoku cierpienia, po chwili wrócił i zabrawszy ze sobą niewinną ofiarę, ponownie skatował księdza na uboczu, bez świadków. Ks. Morawski cały broczył krwią. Jeden z niemieckich kryminalistów powiedział wtedy do zmaltretowanego: „Ty niedługo umrzesz. Nie przetrzymasz tego. Ale pójdziesz do nieba, i to do siódmego nieba, za to, co wycierpiałeś”. Zaskakująca deklaracja wypowiedziana ustami pospolitego przestępcy!
Doświadczalnie zarażony flegmoną, ks. Morawski trafił do rewiru. Zmarł 8 września 1940 r. - w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, dzień swoich imienin. Na sienniku rozciągniętym na podłodze ks. Morawski leżał nagi, a to dlatego, że koszulę łatwiej zdjąć z żywego człowieka niż z trupa. Umierający prosił, aby pożegnać od niego współbraci, i oświadczył, że ofiarował Bogu swoje życie za ich wolność. Wyniszczone obozowymi udrękami ciało spalono w krematorium.
Udział ks. Mariana Morawskiego oraz pozostałych męczenników w tajemnicy Krzyża był wielki. Dlatego lud Boży w Polsce modli się, aby Kościół swoim autorytetem uznał ich za wzory chrześcijańskiego bohaterstwa. Są oni bowiem świadectwem pochodu świętych przez Polskę oraz kolejnymi ogniwami w męczeńskich dziejach naszego narodu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Oświadczenie Teobańkologii na temat dalszej działalności i posługi ks. Teodora

2026-02-27 16:04

[ TEMATY ]

Teobańkologia

Materiał prasowy

Zarząd Fundacji Teobańkologia poinformował o istotnych zmianach w funkcjonowaniu jednej z największych polskojęzycznych społeczności modlitewnych w internecie. Zgodnie z dekretem ks. Teodor Sawielewicz, założyciel dzieła, z dniem 1 marca 2026 r. rozpocznie posługę jako wikariusz w parafii pw. NMP Matki Kościoła we Wrocławiu.

Fundacja podkreśla, że nowe obowiązki ks. Teodora nie oznaczają zakończenia działalności Teobańkologii. Misja prowadzenia ludzi do Boga poprzez modlitwę i formację online będzie kontynuowana przez zespół fundacji, pracowników oraz wolontariuszy.
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: "Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?"

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

Uczniowie marzyli o chwale. Jezus mówi o kielichu cierpienia. Pójście za Nim oznacza nie tylko radość, ale i wierność w trudzie.
CZYTAJ DALEJ

Przesłanie do każdego, kto słucha dzisiejszej Ewangelii: mamy oddawać Bogu cześć swoim życiem!

2026-03-03 16:37

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pexels.com

Ewangelista pisze, że Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle, tzn. usiadł przy studni. Zazwyczaj jest w drodze, przemieszcza się z miasta do miasta, z wioski do wioski. Tym razem usiadł.

Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny. Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? » Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej». Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?» W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu». Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. Widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga». Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie». Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko». Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię». Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję