Reklama

Cud na Węgrzech

Niedziela Ogólnopolska 30/2011, str. 22

Bożena Sztajner/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Od 2002 r. na Węgrzech władzę sprawowali komuniści. Prowadzona przez nich polityka doprowadziła do zadłużenia państwa, wyprzedaży majątku narodowego i coraz większego uzależnienia od obcego kapitału. Dążono do demoralizowania ludzi młodych, do rozluźnienia więzów rodzinnych, do relatywizacji wartości. Wbrew wszystkim czynnikom ekonomicznym, które wskazywały na pogłębiający się kryzys, dziennikarze, intelektualiści i środowiska opiniotwórcze jednym głosem wysławiały władzę, opiewały jej sukcesy, zapewniały ludzi, że na Węgrzech żyje się dobrze.
Coraz głośniej szemrano o nadciągającej katastrofie gospodarczej. Szansą na zmianę miał być rok 2006 - rok wyborów do parlamentu.

Rok polityki, pełen modlitwy

Reklama

A był to niezwykły rok. Rok wyborów - jednak przegranych przez opozycję. Rok obchodów pięćdziesiątej rocznicy powstania węgierskiego. Rok lipcowego skandalu na szczytach władzy, rok jesiennych demonstracji i zamieszek.
Jednak najpierw miał to być rok narodowej modlitwy.
Wszystko rozpoczęło się od listu pasterskiego, jaki na rok 2006 napisali węgierscy biskupi. Rozpoczynający się rok został ogłoszony „Rokiem modlitwy o odnowę narodu”. Biskupi opisywali sytuację panującą na Węgrzech jako tragiczną. Odważyli się powiedzieć: „Nasz kraj znajduje się w głębokim kryzysie, sytuacja jest bardzo poważna…”. Co więcej, jest ona tak poważna - pisali hierarchowie Kościoła - że „tylko Miłosierdzie Boże może nas uratować”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Potrzeba miliona

Głównym autorem listu był prymas Węgier kard. Péter Erdő. To on odwołał się do wypowiedzi kard. Józsefa Mindszentyego - wielkiego bohatera Węgier z 1956 r., który był więziony i torturowany przez komunistyczne władze. Przypomniał, że Mindszenty w 1949 r. powiedział, iż będzie spokojny o przyszłość Węgier, jeżeli znajdzie się milion ludzi, którzy będą się modlić w intencji ojczyzny. Milion to jedna dziesiąta społeczeństwa…
Biskupi ogłosili, że można zgłaszać swe uczestnictwo w narodowej modlitwie. Powołano do życia prowadzone przez kapłana centrum krucjaty, które przyjmowało zgłoszenia z całego kraju i ze wszystkich miejsc, gdzie znajdowała się węgierska emigracja. Zgłoszenia zaczęły napływać ze wszystkich rejonów Węgier. Napływały też z Zakarpacia, Słowacji, Serbii…
Węgierscy biskupi nie wezwali do określonej formy modlitwy (nie mówił też o niej kard. Mindszenty). Ważna była intencja. Każdy członek krucjaty modlił się codziennie, ale modlił się tak, jak czuło jego serce. Różaniec nie był jedyną modlitwą. Co więcej, choć list pasterski był dziełem biskupów katolickich, zgłoszenia były ekumeniczne - do krucjaty włączali się licznie wyznawcy Chrystusa z innych kościołów.
Zaczęło się zbieranie głosów.

Pierwszy cud

Reklama

Reakcja narodu wcale nie była jednoznaczna. Liczba zgłoszeń osiągnęła trzysta tysięcy i przestała rosnąć. Kilka miesięcy później modlitwę za ojczyznę deklarowało pięćset tysięcy Węgrów. - Chyba nie damy rady - mówił do przyjaciół kard. Erdő. Ale nieoczekiwanie „licznik” krucjaty wskazał milion! Nie minęło osiem miesięcy od apelu o codzienną modlitwę za ojczyznę, a już milion czterysta tysięcy Węgrów złożyło deklarację, że codziennie będzie się modlić o odnowę moralną narodu. Jednocześnie w całym kraju ludzie zaczęli zamawiać Msze św. w intencji ojczyzny. W wielu świątyniach zaczęto organizować adoracje Najświętszego Sakramentu. Byli tacy, którzy ofiarowali za kraj swoje cierpienia.
20 sierpnia, podczas dorocznych uroczystości ku czci św. Stefana, Ksiądz Prymas ogłosił, że za ojczyznę modli się już ponad milion czterysta tysięcy Węgrów! Wszystkie nazwiska zostały tego dnia złożone w najświętszym dla Węgrów miejscu: w krypcie Prawicy św. Stefana. Spełniło się pragnienie sługi Bożego kard. Józsefa Mindszentyego.

Znak z nieba

Tego dnia, kiedy ogłoszono liczbę modlących się za ojczyznę, na zakończenie uroczystości ku czci św. Stefana została zorganizowana wielka procesja z relikwiami świętego. Odbywała się ona przy pięknej, słonecznej pogodzie. Jednak do religijnych celebracji komuniści dołączyli wielki świecki festyn: wieczorem miał być pokaz sztucznych ogni nad brzegiem Dunaju. Corocznie gromadzi on milion ludzi!
Tego wieczoru stało się coś dziwnego. Choć nic nie zapowiadało zmiany pogody, nagle zerwała się burza, zginęło troje ludzi, wielu było rannych. Podobno rząd nie odwołał spektaklu, mimo że otrzymał od meteorologów ostrzeżenia.
Czy był to znak? Sami Węgrzy są przekonani, że to wydarzenie nie było przypadkowe. - Pogoda sprawiła - mówił świadek tego, co się wówczas działo - że ludzie byli poruszeni, wystraszeni. To był „sądny dzień”, znak.
- Znak od Boga? - pytamy. Węgrzy odpowiadają pytaniem na pytanie: - A może wściekłość szatana?

Znak, że to działa Bóg

Czy modlitwa z 2006 r. trwała dłużej? Nie. Zakończyła się z kolejnym rokiem duszpasterskim - Rokiem św. Elżbiety.
Jednak w 2007 r. pojawił się jeszcze jeden element, kiedy w ramach ewangelizacyjnej „Misji Wielkich Miast” zorganizowano kilka pielgrzymek różańcowych, które wyruszyły z pięciu parafii położonych na obrzeżach Budapesztu. Poszczególne odcinki trasy łączącej miejsca kultu maryjnego utworzyły drogę na kształt różańca. Piesza pielgrzymka, gromadząca około tysiąca osób, jest organizowana corocznie w intencjach wyznaczonych przez Episkopat. W obecnym roku modlono się za rodziny i dziękowano za beatyfikację Jana Pawła II.
Powraca pytanie o „ścieżkę węgierską” - na ile czynnik modlitewny był ważny? Może to dziwić, ale ocena samych wierzących jest ostrożna. Myliłby się ten, kto oczekiwałby odnowy religijnej na Węgrzech. Nie ma wyraźnego przełomu duchowego: nie ma więcej powołań, rodziny nie wyglądają lepiej, co drugie małżeństwo się rozwodzi, wskaźnik samobójstw wzrósł w ostatnich trzech latach.
Widzimy wyraźnie, że na Węgrzech działał sam Bóg. Dał cud, który nie znajduje wytłumaczenia w logice tego świata. Tym cudem był modlitewny zryw, w odpowiedzi na wezwanie charyzmatycznego kardynała Mindszentyego

2011-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Winnica pozostaje winnicą Pana, zmieniają się dzierżawcy

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Julia Czernik/Niedziela

Pieśń o winnicy zaczyna się jak liryka miłosna: „chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy”. Prorok występuje jak pieśniarz na uczcie, i słuchacze zapewne przyklaskują, nie przeczuwając, że pieśń jest pułapką. Przyjaciel uczynił dla winnicy wszystko. Żyzne zbocze, okopanie, oczyszczenie z kamieni, szlachetna winorośl (hebr. sorek), wieża strażnicza, tłocznia. Po stronie właściciela nie brakło niczego. Oczekiwanie było zasadne. „A ona wydała cierpkie jagody”. Wtedy pieśń zmienia gatunek i staje się mową procesową: „teraz więc, o mieszkańcy Jeruzalem i mężowie z Judy, rozsądźcie, proszę, między Mną a winnicą moją”. Bóg czyni słuchaczy sędziami we własnej sprawie, dokładnie tak, jak Natan uczynił sędzią Dawida, a Jezus uczyni arcykapłanów (zob. glossę na 27 IX). Wyrok, który słuchacze muszą wydać, spada na nich samych, bo pointa odsłania tożsamość stron: „winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym”. Hebrajski oryginał zamyka oskarżenie grą słów nieprzetłumaczalną, a doskonałą: Bóg „oczekiwał mišpat (prawa), a oto mispach (rozlew krwi); oczekiwał sedaqa (sprawiedliwości), a oto seaqa (krzyk uciśnionych)”. Między prawem a bezprawiem jest różnica jednej głoski. Tak blisko siebie leżą w ludzkich dziejach. Zapowiedź kary jest odwróceniem wszystkich dobrodziejstw. Rozebrany mur, zdeptana ziemia, cierń i oset, chmurom zakazano deszczu. Winnica pozostawiona sobie samej to najcichsza z kar. Bóg przestaje przeszkadzać skutkom. Pieśń Izajasza stanie się w ustach Jezusa osnową dzisiejszej przypowieści o rolnikach. Różnica będzie znamienna. U Izajasza zawodzi winnica, u Jezusa dzierżawcy. Winnica, lud Boży, pozostaje dobra. Sąd przenosi się na tych, którym ją powierzono.
CZYTAJ DALEJ

Rozważania na niedzielę: Dokonał się cud wskrzeszenia

2026-10-02 08:35

[ TEMATY ]

rozważania

ks. Marek Studenski

Materiał prasowy

61 minut bez tętna. Trwa reanimacja, a matka wzywa wstawiennictwa Fultona Sheena. Kiedy lekarze przygotowują się do stwierdzenia zgonu, serce chłopca zaczyna bić.

Zapraszam Cię również do poznania innych zaskakujących spotkań z życia Sheena. Przy jednym stole zasiadają kapłan i przekonany komunista. Dyskusja dotyczy ideologii, aż nagle pojawia się temat Maryi. Dlaczego właśnie wtedy odżywa wspomnienie rodzinnego domu?
CZYTAJ DALEJ

Nie wiesz, co dalej? Maryja pokazuje, od czego zacząć

2026-10-04 21:04

[ TEMATY ]

Różaniec 2026

www.pexels.com

Nie zawsze wiemy, dokąd prowadzi nas życie. Maryja w chwili Zwiastowania również nie znała całej przyszłości. Wiedziała tylko, komu może zaufać. Jeśli stoisz przed ważną decyzją, weź dziś Różaniec i zrób z Nią pierwszy krok.

W październiku mamy dla Ciebie 31 powodów, żeby wziąć Różaniec do ręki. Każdego dnia – jeden powód, jedna tajemnica, jedna intencja.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję