Reklama

Polityka

Szumy i przekłamania

Niedziela Ogólnopolska 46/2012, str. 18-19

[ TEMATY ]

nauka

katastrofa

katastrofa smoleńska

DOMINIK RÓŻAŃSKI

Prof. Kazimierz Nowaczyk

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Dlaczego zajął się Pan Profesor badaniem katastrofy smoleńskiej?

PROF. KAZIMIERZ NOWACZYK: - Złożyło się na to kilka przyczyn. Przede wszystkim to, że znałem kilka osób, które zginęły w tej katastrofie. W latach 80. ubiegłego wieku pracowałem na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie w ramach prac Solidarności, a także w Senacie Uniwersytetu współpracowałem z przyszłym prezydentem Lechem Kaczyńskim. W czasie strajków studenckich w 1988 r. poznałem Przemka Gosiewskiego. Znałem też panią Anię Walentynowicz...

- Można zatem powiedzieć, że to była dość osobista decyzja.

- Tak, ale nie tylko. Po katastrofie zaczęły do mnie docierać informacje, które powodowały zdziwienie. Jak to zwykle bywa, w przypadku tego rodzaju katastrof na samym początku zawsze jest wiele przekłamań, sprzecznych doniesień, jednak tutaj trwało to bardzo długo. Mało tego, liczba sprzecznych informacji z czasem narastała.

- Wszyscy odnosiliśmy wrażenie, że mimo rozmaitych informacji obraz się zaciemnia, że wokół tej sprawy dzieje się coś niezrozumiałego...

- Tak. I to właśnie było najbardziej zastanawiające. W normalnych przypadkach po takim informacyjnym szumie sprawa cichnie na jakiś czas, ukazuje się raport, wyjaśniają się pierwsze nieporozumienia. Natomiast tutaj było dokładnie odwrotnie. Szczególnie zaszokowały mnie zdjęcia z 11 i 12 kwietnia, na których zobaczyłem, że przesuwane są szczątki samolotu - w dwa dni po katastrofie! Nie podejrzewałem, żeby już wtedy wykonano mapę położenia szczątków, bo na pierwszy rzut oka było widać, że to musi być dłuższa praca. Zresztą te moje obawy znalazły potwierdzenie, gdy ukazał się raport MAK-u.

- Obawy, że śledztwo było byle jak prowadzone?

- Nie tylko to. Można było podejrzewać coś jeszcze bardziej niepokojącego. Okazało się bowiem, że w raporcie uwzględniono położenie jednego z elementów samolotu z 12 kwietnia (czyli po przeniesieniu na inne miejsce). Analizując raport MAK-u, zorientowałem się też, że coś nie gra z zapisami komputera pokładowego służącego do nawigacji oraz amerykańskiego urządzenia, które informuje o niebezpiecznym zbliżaniu się do ziemi. Zauważyłem, że tylko w jednym miejscu - bardzo ukrytym w raporcie MAK-u - jest pokazany ostatni zapis tych urządzeń, a nigdzie potem nie jest nawet wspomniany. Mimo że wylicza się wszystkie inne, ten jeden szczegół jest pominięty. Dlatego też bliżej zainteresowałem się historią tych odczytów i dokładnych zapisów tych dwóch urządzeń. Ponieważ były to urządzenia produkcji amerykańskiej firmy Universal Avionics, ich zapisy odczytywali Amerykanie. Próbowałem się skontaktować z firmą Universal Avionics i dowiedzieć, jakie są typy tych zapisów i co może się w nich znaleźć...

- To wszystko robił Pan Profesor już na zamówienie Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Katastrofy Smoleńskiej?

- Nie, ale dokładnie w tym okresie nawiązałem kontakt z zespołem pana Antoniego Macierewicza i to właśnie od niego później otrzymałem zapisy tych urządzeń. Te zapisy, a szczególnie ten ostatni pominięty i ukrywany zapis (TAWS 38), zaprzeczają tezom, które postawiły komisje MAK-u i Millera, bo świadczą o zupełnie innym (wyższym) położeniu samolotu w danym momencie, niż chcą tego autorzy tych raportów. A więc o zupełnie innym przebiegu zdarzenia.

- Można tu zarzucić świadome pominięcie i manipulację danymi?

- Tak, i są na to dowody.

- Dlatego Pan Profesor stwierdza wprost, że „profesjonalny” raport komisji Millera nie może być brany pod uwagę jako podstawa do rzetelnych analiz?

- Tak, sam raport Millera jest mało przydatny, natomiast znalazły się pewne, znacznie ciekawsze, jego części składowe. Mamy wizualizację ostatnich sekund lotu, która jest załącznikiem do protokołu Komisji Badań Wypadków Lotniczych, opublikowanego ponad miesiąc po ogłoszeniu raportu Millera. Jest też raport ekspertów firmy Universal Avionics z odczytu wszystkich alarmów i zapisów TAWS, w którym uwidoczniono zapis nr 38! A więc komisja Millera miała pełną świadomość istnienia tego zapisu. Podobnie rzecz się ma z zapisem polskiej czarnej skrzynki, zwanej skrzynką szybkiego dostępu. Zapis ten otrzymaliśmy niedawno od przewodniczącego zespołu parlamentarnego i poddajemy go szczegółowym analizom.

- I te analizy znów będą poddane ostrej krytyce, tak samo jak wszystkie wcześniejsze odkrycia ekspertów zespołu parlamentarnego. Gdy pojawiło się Pana nazwisko, mówiono: a cóż taki specjalista od fluorescencji i fosforescencji systemów biologicznych może wiedzieć o wypadkach lotniczych? Proszę tym sceptykom i niedowiarkom wytłumaczyć, na czym polega przydatność Pana kwalifikacji i doświadczenia naukowego przy wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy.

- Integralną częścią najbardziej interesujących mnie działań naukowych, przedmiotem wielu moich wykładów jest właśnie analiza danych. W badaniach z ogromnych szumów tła staram się wydobywać bardzo konkretne informacje - te najbardziej interesujące i te, które możliwie najlepiej opisują badane obiekty. A obiekty, które badam, mogą być bardzo różne. Nie ma znaczenia, czy są to molekuły, czy zdjęcie satelitarne. Metody są te same. W analizie danych zawsze obowiązują te same reguły. A w tym konkretnie przypadku, gdy mamy do czynienia z przekłamaniami i pominięciem niektórych etapów poszukiwania informacji, tak naprawdę jest również ten sam problem do rozwiązania: z ogromnej ilości szumów informacyjnych trzeba wydobyć te informacje, które są najbardziej prawdopodobne i spójne z wieloma innymi. Poszukujemy zawsze tych informacji, które składają się razem na spójny obraz. Na tym dokładnie polega moja praca. To jest ta dziedzina, w której mam wieloletnie doświadczenie.

- Nie trzeba więc być wybitnym specjalistą od wypadków lotniczych - w Polsce ten walor bardzo podkreślano - by poszukiwać przyczyn katastrofy lotniczej?

- Przydatność mojej pracy badawczej nie zależy od znajomości aerodynamiki - chociaż przyznam, że chętnie poznaję i tę dziedzinę - a wszelkie informacje z tego zakresu są tylko wtórne w mojej analizie, nie mają na nią wpływu. Sama metoda analizy pozostaje niezmienna i sprowadza się do oceny błędów, oceny powtarzających się zdarzeń, przekłamań na wykresach i wyodrębnieniu tzw. szumów przypadkowych.

- Najprościej mówiąc, tropi Pan Profesor ukryte (lub ukrywane) informacje. Jak bardzo głęboko jest ukryta prawda o przyczynach katastrofy smoleńskiej, a może - w jaki sposób jest ukrywana?

- Można powiedzieć, że jest tu dużo szumów i przekłamań, które ją ukrywają. I nie ma jednego sposobu, jednej metody zaciemniania obrazu. Nieco inne metody stosuje MAK, nieco inne komisja Millera; w inny sposób wykresy są przesuwane, w inny sposób są synchronizowane poszczególne zdarzenia. Ale wszystko jest podporządkowane jednemu - obydwie komisje założyły z góry konkretny przebieg katastrofy. I jedna, i druga komisja twierdzi, że samolot uderzył końcówką skrzydła w brzozę, że stracił tę końcówkę, wpadł w rotację i to było powodem upadku samolotu oraz uderzenia w ziemię.

- Można już na pewno odrzucić tę hipotezę?

- Tak. Oczywiście, myśmy też ją rozważali, analizując poszczególne jej elementy. Prof. Binienda przedstawił symulację uderzenia skrzydła w drzewo, ja badałem możliwość wykonania przez samolot po utracie końcówki skrzydła tzw. beczki i utrzymania nadal prostego toru (a taki wynika z opisu MAK-u i komisji Millera). To zostało wykluczone. W ten sposób fragment po fragmencie załamywała się teza przedstawiona przez oficjalne raporty. Przyznam, że z dużym oporem i jednak z niedowierzaniem dochodziła do nas świadomość tego, że najbardziej prawdopodobna staje się jednak hipoteza wybuchu.

- Dlaczego z dużym oporem?

- Dlatego, że to naprawdę dla nikogo nie było łatwe do przyjęcia. Mimo że odkrywaliśmy tę rzecz powoli, krok po kroku, to też musieliśmy przekroczyć tę psychiczną barierę niedowierzania, żeby wreszcie stwierdzić, że hipoteza wybuchu staje się bardzo prawdopodobna i musi być poważnie wzięta pod uwagę.

- Jaki jest stopień jej prawdopodobieństwa na obecnym etapie badań?

- Jest najbardziej prawdopodobna, nie ma innej konkurencyjnej hipotezy, która by w sposób bardziej spójny potrafiła opisać katastrofę i jej skutki.

- Eksperci zespołu parlamentarnego skreślili więc ostatecznie hipotezę „pancernej brzozy”. Czy jeszcze jakieś inne wersje przebiegu katastrofy, te mniej prawdopodobne, są także rozważane?

- Mogą być jeszcze prowadzone rozważania, czy ten wybuch, który oderwał skrzydło, nastąpił w wyniku eksplozji paliwa w zbiorniku mieszczącym się w skrzydle. Z całą pewnością nie będziemy natomiast w żaden sposób rozważać intencjonalności tych zdarzeń, które poddajemy wyłącznie badaniom technicznym. Nie chcemy mówić o ewentualnych intencjach osób trzecich, nie będziemy stawiali żadnych tez co do tego, kto może się kryć za enigmatycznym stwierdzeniem „osoby trzecie”, bo to nie jest przedmiotem naszych analiz.

- A to właśnie może budzić największe zainteresowanie, tak samo jak i owe dwa tajemnicze wybuchy. Co można dziś powiedzieć o naturze drugiej eksplozji?

- Wiadomo, że doszło do niej w kadłubie. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie innej przyczyny, jak ładunek o bardzo dużej energii.

- Czy kiedyś da się to stwierdzić ze stuprocentową pewnością?

- Już dziś najlepszą odpowiedzią na to pytanie mogą być poczynania władz rosyjskich i polskich. Nie bez powodu nie ma dostępu do wraku i nie było badań wraku. Nie bez powodu nie złożono samolotu z tych części, które pozostały. Nie wykonano też należycie sekcji zwłok. Nie wykonano standardowych, podstawowych badań wykonywanych zwykle w takich sytuacjach. Nie wiemy też o jakichkolwiek badaniach, które miałyby na celu wykrycie środków wybuchowych - od standardowych po te bardziej nietypowe. Protokołu z takich badań nie ma, a więc najprawdopodobniej nie zostały one wykonane.

- Najdziwniejsze jest to, że w Polsce to wszystko nie wywołuje specjalnego zdziwienia. A co się na ten temat mówi np. w Pana amerykańskim środowisku naukowym?

- Zainteresowanie katastrofą smoleńską trwało dość krótko, ucichło zaraz po ogłoszeniu raportu MAK-u. Raport Millera w zasadzie przeszedł bez echa. Polska jest jednak bardzo dalekim dla Amerykanów krajem... Katastrofę potraktowano jako wydarzenie lokalne, dość bezrefleksyjnie przyjmowano tezę o błędzie pilotów... Natomiast wystarczy chwilę porozmawiać, by ta ocena zaczęła się zmieniać. I zaczyna się wielkie zdziwienie.

- Co dziwi najbardziej?

- Wszystko to, co robiono, a właściwie, czego nie robiono zaraz po katastrofie. Że nie zabezpieczono właściwie wraku, że w Polsce nie zrobiono sekcji zwłok... Wystarczy wyliczyć wszystkie zaniedbania i zaniechania, by wzbudzić podejrzenie, że za tym musi się kryć coś innego niż zwykły błąd pilotów. Moi amerykańscy rozmówcy, dowiadując się, w jaki sposób jest prowadzone polskie i rosyjskie śledztwo, z dużą łatwością przyjmują nawet możliwość zamachu.

- Natomiast u nas mimo całej wiedzy hipoteza zamachu jest niejako z góry wyśmiewana. Niesłusznie?

- Każdy ma prawo do własnych sądów na ten temat, zwłaszcza w sytuacjach prywatnych. Występując jako ekspert, zawsze mówię tylko o wybuchach. W naszych badaniach technicznych nie zajmujemy się hipotezą zamachu.

- A czy jest ona na tyle poważna, że ktoś już powinien zająć się jej weryfikowaniem?

- Uważam, że powinna być ona przedmiotem zainteresowania prokuratury, dla której wyniki naszych analiz mogłyby być przydatne. Ale, oczywiście, śledztwo prokuratorskie w sprawie udziału osób trzecich może być efektywne tylko wtedy, kiedy się prawidłowo rozpozna przebieg katastrofy, kolejność następujących zdarzeń. A to, jak dobrze wiemy, od samego początku było mocno zaciemniane.

* * *

Prof. Kazimierz Nowaczyk - polski fizyk, od 1996 r. pracuje w USA, jest adiunktem w Centrum Spektroskopii Fluorescencyjnej na Wydziale Biochemii i Biologii Molekularnej Szkoły Medycznej University of Maryland w Baltimore. Od września 2010 r. jest ekspertem sejmowego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Prof. Nowaczyk uczestniczył w konferencji odważnych naukowców, poświęconej badaniom przyczyn katastrofy smoleńskiej. Konferencja odbyła się na UKSW w Warszawie 23 października 2012 r.

Druga część rozmowy z prof. Kazimierzem Nowaczykiem - za tydzień.

2012-11-06 08:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Jędraszewski modlił się w 10. rocznicę pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu

- To brzmi jak przesłanie-wzór dla nas – mówił abp Marek Jędraszewski o słowach św. Siostry Faustyny, która w „Dzienniczku” zanotowała słowa dotyczące Polski – „Bóg cię wywyższa i wyszczególnia, ale umiej być wdzięczna”. 18 kwietnia, w 10. rocznicę pogrzebu Lecha i Marii Kaczyńskich, metropolita krakowski sprawował Mszę św. w katedrze na Wawelu w intencji pary prezydenckiej i wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej.

- Na początku homilii abp Marek Jędraszewski nawiązał do słów abp. Karola Wojtyły, który w czasie ingresu podkreślał wielkość i wagę historii, która przemawia z katedry wawelskiej. Metropolita krakowski zauważył, że dziesięć lat temu, w dniu pogrzebu pary prezydenckiej, polska historia wzbogaciła się o kolejne bardzo ważne przesłanie. - W nim wiążą się nierozerwalnie ze sobą: tragedia Katynia, chwała NSZZ „Solidarność”, wybijanie się na pełną niepodległość i suwerenność Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, tragedia smoleńska – mówił abp Jędraszewski.

Metropolita zaznaczył, że okoliczności i przyczyny katastrofy smoleńskiej pozostają ciągle jeszcze nie do końca wyjaśnione, dlatego minione dziesięć lat nie ukoiły bólu wielu nagle opuszczonych: małżonków, rodziców, dzieci, braci i sióstr ofiar katastrofy. - Pozostają im groby najbliższych, nieliczne osobiste pamiątki po nich odnalezione w smoleńskim lesie, wspomnienia, łzy wzruszenia. I ogromny żal, że 70. rocznica zbrodni katyńskiej znalazła dla siebie tak przerażające przedłużenie. I poczucie wielkiej krzywdy i niesprawiedliwości – mówił abp Jędraszewski.

Mszę św. w intencji pary prezydenckiej i wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej sprawowano w kaplicy św. Leonarda, nieopodal sarkofagów kryjących ciała „dwóch postaci, bez których współczesna Polska nie mogłaby do końca zrozumieć siebie samej” – marszałka Józefa Piłsudskiego i prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Odwołując się do Ewangelii, w której zmartwychwstały Jezus kieruje do Apostołów słowa „Pokój wam!” abp Jędraszewski podkreślił, że są to słowa skierowane również do nas, „słowa miłosierdzia i pociechy”, „słowa wzywające do miłosiernej miłości”. - Także do takiej właśnie miłości wobec Polski, naszej Ojczyzny. Miłości miłosiernej – czyli: ofiarnej, przebaczającej, zapominającej o sobie, ciągle gotowej do kolejnych wysiłków i poświęceń, niosącej przesłanie pokoju – mówił metropolita krakowski.

Arcybiskup przywołał fragmenty „Dzienniczka”, w których św. siostra Faustyna nawiązywała do modlitwy za Polskę. – „Dzienniczek” Siostry Faustyny to nie tylko niezwykłe świadectwo o Bożym miłosierdziu. To także przejmujący zapis tego miłosierdzia w odniesieniu do Polski – mówił abp Jędraszewski zauważając, że właśnie w świetle miłosierdzia Siostra Faustyna przeżywała problemy i trudności ojczyzny, związane zwłaszcza z życiem moralnym i religijnym swoich rodaków.

- Modliła się o ich nawrócenie, pokutowała w intencji odsunięcia Bożej kary, prosiła Boga o przebaczenie grzechów. Najbardziej przejmującym i odczuwanym także i dzisiaj wielkim pokrzepieniem naszych serc jest to, że niejednokrotnie do tych czynów miłości wzywał ją sam Pan Jezus – mówił metropolita krakowski.

23 marca 1937 r. św. Siostra Faustyna napisała: „Ojczyzno moja kochana, Polsko, o gdybyś wiedziała, ile ofiar i modłów za ciebie do Boga zanoszę. Ale uważaj i oddawaj chwałę Bogu, Bóg cię wywyższa i wyszczególnia, ale umiej być wdzięczna” (Dz 1038). - To brzmi jak przesłanie-wzór dla nas, tu obecnych, w miejscu, gdzie „przemawia do nas cała nasza historia, cała nasza przeszłość”, kiedy to mowa samej katedry wawelskiej łączy się dzisiejszego wieczoru z pokornym powtarzaniem trzech słów, szczególnie drogich naszemu Zbawicielowi: „Jezu, ufam Tobie” – zakończył abp Marek Jędraszewski.

18 kwietnia 2010 r. w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów krakowskiej katedry, w przedsionku krypty marszałka Józefa Piłsudskiego, spoczęły doczesne szczątki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej prof. Lecha Kaczyńskiego i jego Małżonki Marii Kaczyńskiej zd. Mackiewicz, którzy 10 kwietnia zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem.

CZYTAJ DALEJ

Św. Kajetan – orędownik na czasy zarazy i bezrobocia

[ TEMATY ]

święty

zaraza

bezrobocie

pl.wikipedia.org

Na świętego Kajetana – współpracownika papieża, kapłana, przyjaciela ubogich – wskazuje amerykańska agencja katolicka CNA jako tego, który może być dobrym patronem w czasach powiększającego się bezrobocia. Z powodu stanu pandemii i obowiązujących w związku z tym obostrzeń w USA bez pracy jest już oficjalnie 26 mln osób. Poziom bezrobocia jest porównywalny do tego z czasów Wielkiego Kryzysu.

Tymczasem, jak podkreśla CNA, żyjący na przełomie XV i XVI w. św. Kajetan wiedział sporo na temat ubóstwa i zarazy.

Urodził się 1 października 1487 roku w włoskiej Vicenzie. Był najmłodszym z trzech synów Gaspara, hrabiego Thiene i Marii Porto. Matka oddała syna pod opiekę Najświętszej Maryi Panny. Zadbała, by otrzymał religijne wykształcenie i wychowanie. Jego ojciec zmarł, gdy chłopiec miał zaledwie dwa lata.

Doktoryzował się z prawa rzymskiego i kościelnego w Padwie, a w Rzymie był protonotariuszem papieża Juliana II i pomagał podczas Soboru Laterańskiego V.

Święcenia kapłańskie otrzymał w 1516 roku w wieku 36 lat. Wraz innymi założył wspólnotę kapłanów pragnących żyć jak pierwsi apostołowie. Dążył do zreformowania Kościoła w jego obrębie, nie występując, jak współczesny mu Marcin Luter, przeciwko niemu.

W Zakonie Kleryków Regularnych, zwanych teatynami, a później kajetanami, kontynuował misję ewangelizacji wśród duchowieństwa i świeckich. Żył niezwykle ubogo, opiekując się chorymi i najbiedniejszymi. Głosił kazania i nauczał na ulicach.

W wieku 42 lat Kajetan założył szpital dla „nieuleczalnie chorych” w Wenecji. Pocieszał i leczył chorych w czasach panującej wówczas dżumy. W 1533 założył kolejne oratorium w Neapolu. W mieście tym zainicjował też działalność charytatywnego banku. Miał on chronić ubogich przed lichwą. Później przekształcił się w Bank Neapolitański.

W Neapolu Kajetan ciężko zachorował. Ofiarował swoje cierpienia za nawrócenie mieszkańców Neapolu. Jako posłanie służyły mu jedynie deski z drewna. Zmarł w opinii świętości 6 sierpnia 1547 roku, w święto Przemienienia Pańskiego. Został pochowany w bazylice San Paolo Maggiore w Neapolu.

Beatyfikował go Urban VIII w 1629 roku. Jeszcze zanim został kanonizowany, mieszkańcy Neapolu prosili o jego orędownictwo podczas zarazy w 1656 roku. W tamtych czasach każdego dnia z powodu zarazy umierało 600-700 osób. W dzień liturgicznego wspomnienia błogosławionego wówczas Kajetana po raz pierwszy od dłuższego czasu nie odnotowano przypadku śmierci spowodowanej zarazą.

Kajetan został kanonizowany przez papieża Klemensa X w 1671 roku. Jego kult jest żywy w wielu krajach: we Włoszech, w Hiszpanii, Argentynie, Brazylii i Salwadorze.

Kajetanie nadal służą do dziś Kościołowi. W USA wielu z nich pracuje jako księża w parafiach na terenie stanu Kolorado.

Przed rozbiorami w Polsce istniały dwa klasztory teatynów: w Warszawie i Lwowie. Teatyni zajmowali się kaznodziejstwem oraz prowadzili szkoły dla młodzieży szlacheckiej. To dzięki ich staraniom doszło do zawarcia unii kościelnej Ormian z Rzymem.

CZYTAJ DALEJ

Ministerstwo Zdrowia opublikowało projekt nowej listy leków refundowanych

2020-08-07 20:57

[ TEMATY ]

leki

Ministerstwo Zdrowia

refundowane

Adobe Stock

Ministerstwo Zdrowia opublikowało w piątek projekt nowej listy leków refundowanych, która miałaby obowiązywać od września. Po raz pierwszy znalazła się tam wstępna lista bezpłatnych leków dla kobiet w ciąży.

Resort poinformował na swojej stronie internetowej, że czeka na ewentualne uwagi do czwartku 13 sierpnia do godz. 10.00.

Ministerstwo podkreśliło, że nadal trwają intensywne prace nad ostatecznym kształtem programów lekowych.

Wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski przekazał na Twitterze, że projekt zawiera leki zatwierdzone do refundacji, ale co do których trwają jeszcze ostateczne uzgodnienia co do kształtu i treści programów lekowych.

"Aby weszły na listę wszyscy uczestnicy danego programu muszą wyrazić zgodę na dopuszczenie nowych produktów do refundacji" – napisał.

Projekt – jak wskazało ministerstwo – zawiera też m.in. pierwszą listę leków dostępnych bezpłatnie dla kobiet w ciąży. Lista ta – jak zapewnia resort – będzie sukcesywnie weryfikowana i rozszerzana.

Projekt obwieszczenia ministra zdrowia w sprawie wykazu refundowanych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, który wejdzie w życie 1 września 2020 r. dostępny jest pod adresem: https://www.gov.pl/web/zdrowie/projekt-obwieszczenia-ministra-zdrowia-w-sprawie-wykazu-refundowanych-lekow-srodkow-spozywczych-specjalnego-przeznaczenia-zywieniowego-oraz-wyrobow-medycznych-ktory-wejdzie-w-zycie-1-wrzesnia-2020-r (PAP)

Autor: Katarzyna Lechowicz-Dyl

ktl/ joz/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję